Niepoprawny książę XXII

Niemożliwy.

55. Sophie:
Wciąż czuła zapach spalenizny z tamtego miejsca. Pozbieranie się po tamtym wydarzeniu było niezwykle trudne, a bliskość Logana była tym, czego potrzebowała najbardziej. Był zaskakująco, niepowtarzalnym, niezwykłym mężczyzną, w dodatku jej.
Była prawie pod Grant Great Hotel pisząc wiadomość do niego, taka była zasada, gdy na chwilę rozstawali się.
- Sophie Hetfield - usłyszała. Odwróciła głowę, skąd dochodził głos. Był, to pan Anderson.
- Dzień dobry, panie Nicholasie - uśmiechnęła się uprzejmie.
- Jak budowa hotelu?. Każdy w mieście już niecierpliwi się - zapytał z ciekawością.
- Niestety ostatnio mieliśmy podpalenie i budowa przedłuży się - odpowiedziała zasmucona.
- Podpalenie, ale kto mógł posunąć się do takiego czynu?. - zainteresował się wstrząśnięty.
- Szkoda słów. Mieliśmy nadzieję, że sam hotel jeszcze przed świętami zacznie funkcjonować, a atrakcje dla dzieci nieco później, jednak wychodzi na to, że może wiosną będzie gotowy.
- Przykro mi, Sophie, czy mógłbym ci jakoś pomóc?. Może wesprę budowę?.
- Niee… Nie mogę o to prosić. Poradzę sobie sama - zapewniła.
- Ojciec, byłby z ciebie dumny - pochwalił dziewczynę kładąc dłoń na ramieniu. Skinęła głową z wdzięcznością i spojrzała na ekran telefonu, który zabłysł. Była przekonana, że to wiadomość od martwiącego się chłopaka, jednak znów zaschło jej w gardle. Przeszywający strach oblazł jej drżące ciało.
,,Dopóki śmierć nas nie rozłączy: od Cole. Przełknęła ślinę i rozejrzała się dookoła. Po przeciwnej stronie ulicy zauważyła podejrzanego mężczyznę w ciemnej czapce. Była przekonana, że to on. Bez wahania ruszył w jej kierunku.
- Sophe, dobrze sie czujesz?. - słyszała za mgłą.
- Przepraszam. Muszę iść - wydukała. Uciekła w pośpiechu, nie patrząc przed siebie. Wychodziła zza rogu, aż w końcu zderzyła się z kogoś twardą posturą ciała. Chwyciła się za bolesne ramię i wydobyła z siebie żałosny krzyk paniki.
- Sophie. Hej, Sophie!. - usłyszała znajomy glos, a gdy spojrzała w górę na szczęście był, to zmartwiony Niall. Wypuściła powietrze z ust, które zdążyła nabrać.
- Niall - wykrztusiła, od razu wpadając w jego ramiona.
- Wszystko okay?. - zapytał, obejmując dziewczynę. Odsunęła się czując dyskomfort, ludzie w tym miasteczku od razu zaczęliby plotkować. Przyglądała mu się, nie umiejąc dobrać słów.
- Sophie?. - dopytywał.
- Cole... Cole tu był - wypowiedziała w końcu. Popatrzyła się na wcześniejsze miejsce, gdzie widziała swojego tyrana - Albo świruję już - dokończyła widząc puste miejsce. Powróciła wzrokiem ponownie na kolegę, który obdarzył ją współczuciem.
- I znów napisał do mnie - powiedziała podając mu telefon. Mężczyzna nie ukrywał swojego przejęcia tą cała sytuacją, wprowadził bezpiecznie dziewczynę do hotelu, w którym pracowała.
- Rozmawiałem z kolegą, mówił, że przyjrzy się tej sprawie, a tymczasem lepiej żebyś zmieniła numer - powiedział, gdy byli już w środku
- Numer?. - powtórzyła zakłopotana.
- Wtedy nie będzie dręczył - podpowiedział jej - To już nękanie, Sophie.
- Ale mam pełno... - przerwała, na chwile zastanawiając się - W sumie masz chyba racje - przyznała czując się nieco lepiej.
- Załatwię ci kartę i później podrzucę okay?. - zaproponował, pocierając jej ramiona, jakby chciał strzepnąć z niej strach.
- Dziękuję - skinęła głową.
- Jasne. Do zobaczenia.
- Niall!. - zawołała jeszcze, na co odwrócił się z lekkim uśmiechem.
- Mógłbyś tego nie mówić Loganowi?. - poprosiła nieśmiało.
- Powinien raczej wiedzieć - zmrużył oczy.
- Będzie wściekły - wyjaśniła, wciąż błagającym głosem. Blondyn popadł w krótką zadumę, po czym kiwnął głową.
- Postaram się.
- Dziękuję - szepnęła widząc, jak wychodzi przez szklane drzwi i ruszyła na recepcje.
- Znasz samych przystojniaków - oderwał ją od myśli głos Sary. Zmusiła się do uśmiechu.
- Jakoś tak wychodzi, niestety też zajęty - popatrzyła na nią trochę już rozpogodzona.
- Coś się stało?. - zapytała.
- Niee… Już nic - zapewniła, by nie martwić koleżanki, po za tym z łatwością Logan, by wyciągnął z niej informacje.
- Zapomniałam o kawach - złapała się za głowę właścicielka hotelu.
- Luzz, Sophie - zaśmiała się - Na pewno nic nie stało się?.
- Nie. Miałam mały problem - powiedziała, starając się być już naturalna - Ale już nic - uśmiechnęła sie lekko.
Będąc w windzie zdążyła ochłonąć, dzięki krótkim żartom i plotkom koleżanki. Na miejscu, już na nią czekał zadowolony. Odetchnęła z ulgą i rozpromieniła się na jego widok.
- Nareszcie - powiedział ciepło.
- Przecież jeszcze wczoraj widzieliśmy się - odrzekła, podchodząc bliżej wolnym krokiem.
- Dla mnie to wieczność - odparł, na co pokręciła głową z niedowierzeniem. Czy faktycznie mu tak podobała się ?. Chłonął ją całą wzrokiem za każdym razem. W tym czasie zdążył zdjąć płaszcz z jej ramion, a miała wrażenie, że zdejmuje z niej masę ciężaru.
- Coś się stało?. - zmarszczył brwi przyglądając się. Przegryzła dolną wargę czując, że właśnie ją przejrzał.
- Wszystko jest w porządku - westchnęła - Po prostu myślałam o tym pożarze - dodała wymyślając wymówkę uciekając gdzieś wzrokiem.
- Naprawimy to - zapewnił łapiąc za drobny podbródek kierując jej wzrok na siebie.
- Nie, o to chodzi - pokręciła głową.
- To, o co?. - wodził palcem po jej ramieniu, pod którym wpływem rozluźniała się z niezwykłą prędkością.
- Walczyłeś, o mnie, wtedy - powiedziała wzruszona. Szybko zrozumiał, o co chodzi.
- I będę walczyć przez całe wieki - odrzekł, unosząc kąciki ust do góry. Dzięki niemu nie traciła zdrowego rozsądku, który sama z pewnością, gdzieś, by utraciła. Wziął ją w objęcia w, których utonęła. Położyła głowę na jego wysportowanej klatce piersiowej czując ukojenie. Było już dobrze, na prawdę dobrze.
- Alladyn - mruknęła.
- Hm?. - zmarszczył brwi nie rozumiejąc. Spojrzała ku górze, w jego, ciepłe oczy zadowolona.
- Moja bajka z dzieciństwa - wyznała nieśmiało. Uśmiechnął się zaskoczony i schylił się do jej twarzy.
- Ten Rabuś też był trochę taki, jak Tarzan, prawda?. - zapytał. Kiwnęła głową rozbawiona - Ostatecznie kogo byś wybrała?. - zadał pytanie szepcząc.
- Logana - odszeptała, przy czym założyła mu ręce na szyję. Złączyli się romantycznym pocałunkiem dającym gwarancje na niesamowite uczucie.
Wyszła z pracy specjalnie wcześniej, miała jeszcze jedną sprawę załatwić. Podjechała pod dom Jeffeyów i zapukała do drzwi otworzył, tak jak myślała Cameron Burton.
- Cześć, ale Emily nie ma, Logana też - od razu rzekł zaskoczony.
- Ja do ciebie w sumie - powiedziała nieśmiało.
- Do mnie?. - uśmiechnął się cwaniacko.
- Nie, to co myślisz - zaśmiała się - Chodź, pokażę ci coś - zachęciła. Jechali do nowego hotelu. Nie bez powodu tu jego przywiozła. Chciała, by zobaczył miejsce pracy, które na szczęście nie spłonęło. W wewnątrz było jeszcze pusto, choć drewniana lada świadcząca, o miejscu recepcji, już stała. Przeszli za kolejne szklane drzwi na pustą, ale większą hale, minęli kolejną ruchomą ladę i weszli na zaplecze. Była to wielka, czysta i biała urządzona już kuchnia.
- I jak?. - zapytała kolegi.
- Woow - mulat szczerze pochłaniał, to wszystko wzrokiem. Nie mógł oprzeć się, by nie dotknąć parę rzeczy.
- Może być?.
- Tu można urządzić drugie wesele!. - zawołał zadowolony, na co roześmiała się z jego pomysłu - Jest świetna, Sophie - skinął głową z wdzięcznością.
- Cieszę się - uśmiechnęła się opierając o blat.
- Coś cię trapi?. - zapytał podejrzliwy.
- Mam do ciebie prośbę - westchnęła, zdejmując sztuczną maskę z twarzy.
- Cokolwiek i tak jestem ci dłużny zbyt wiele.
- Racja - uśmiechnęła się pewniejsza siebie.
- Więc?. - zachęcił ją, by w końcu to z siebie wydusiła.
- Chciałabym żebyś mnie nauczył bronić się - powiedziała na jednym wydechu.
- Bronić się?!. - wykrztusił z wrażenia, aż sam oparł się o krawędź stołu - Chcesz się bić?. - upewnił się, czy dobrze zrozumiał.
- Tak, Cam - przytaknęła głową - Chciałabym umieć się obronić przed Colem - wyjaśniła.
- Zastopuj - poprosił, przetwarzając tą prośbę z trudem - Sophie, rozumiem, że boisz sie, ale... Nie lepiej poprosić Logana?. Przecież przy nim nic ci nie grozi.
- Znając Logana będzie bał się mnie zaatakować, nawet w żartach - burknęła zrezygnowana.
- Myślisz, że ja, tak łatwo cię zaatakuję?!. - oburzył się zabawnie.
- Cóż, już celowałeś we mnie broń - prychnęła, wzruszając ramionami.
- Wtedy miałem inny cel - chrząknął poważniejąc. Podrapał się po brunatnych włosach i przyjrzał się uważnie.
- Cam, wiem, że potrafisz różne sztuczki, a ja chcę być gotowa na wypadek... Nie chcę być słaba przed nim - złożyła ręce, jak do modlitwy.
- Nie jesteś słaba. Twarda z ciebie sztuka, nawet twardsza od połowy z paki - przyznał, na co roześmiała się - Serio, tego chcesz?.
Pokiwała głową niecierpliwie.
- No dobra - zgodził się niechętnie.
- Świetnie!. - zawołała - Dziś zaczynamy - zasugerowała, klepiąc go w ramie wesoło i wyszła przez ruchome drzwi.
- Dziś?!. - krzyknął zaskoczony podążając za nią.
- Dziś. Tyle miejsca wystarczy?. - usłyszał, jak jej echo odbijało się o ściany.
- Tu?!. - podniósł głos, nie mogąc wyjść z podziwu z jej determinacji - Owszem, ale lepiej, żeby nie była taka twarda podłoga - powiedział ogarniając swoje myśli.
Przemieścili się na podwórko, gdzie trawa była sucha.
- Nie zimno ci?. - zapytał z troską, gdy widział, że zdejmuje płaszcz.
- Dam rade, a po za tym zaraz rozgrzeję się - uśmiechnęła się pełna nadziei.
- Okay - westchnął i sam rozebrał się - Nie wiem od czego...
- Przynajmniej podstawy - podpowiedziała.
- Okay... Jedziemy - przetarł swoją twarz, jakby był po ciężkim wysiłku i właśnie zdał sobie sprawę, że to dopiero początek.
- Stań szerzej - polecił, a następnie dawał kolejne instrukcje. Było jej ciężko, jego budowa ciała była dla niej wyzwaniem, ale to dobrze, ponieważ Cole, również był dość postawny, może mniejszy od Camerona, ale wciąż większy od niej.
- Auuuć - jęknęła z grymasem na twarzy, gdy czuła, jak wykręca sprawnie jej rękę.
- Przepraszam, nie mam w tym wprawy - warknął, lecz na siebie i puścił ją natychmiast.
- Jesteś pewny?. Nieźle ci idzie - pochwaliła z uśmiechem, na co zarechotał niedowierzając swojej koleżance.
- Jeszcze raz - polecił, na co kiwnęła głową posłusznie i powtórzyli ćwiczenie.
Przez godzinę mogła przynajmniej zobaczyć, jak może obronić się sprawnie przed nie tylko Colem, ale, jak nawet ktoś inny będzie chciał zrobić jej krzywdę.
- Jeszcze z dwa razy poćwiczymy i będziemy w domu - pochwalił ją w aucie, podczas, gdy zdyszani odpoczywali.
- Bardzo ci dziękuję, Cameron - powiedziała z lekką chrypką
- Luzz, ale i tak uważam, że Logan powinien, o tym wiedzieć - zasugerował, gdy zaczęła ruszać.
- Cam. - jęknęła - Wiesz, jaki jest Logan - westchnęła ciężko - Będzie chciał go szukać na własną rękę, a ja wiem też dokładnie, jaki jest Cole. Nie chcę, by go skrzywdził, albo żeby Logan zrobił głupią rzecz - wyjaśniła rozżalona.
- Za to lepiej, żeby mi oberwało się?. - przyjrzał się jej z oburzoną miną, na co zaśmiała sie lekko.
- Myślę, że aż tak źle na tym nie wyjdziesz. Po za tym zawsze mogę stanąć w twojej obronie no i Emily - puściła do niego oczko.
- Ahh, ta Emily - westchnął rozmarzony zakładając ręce pod głowę.
- Brzmi na poważnie, co?. - zapytała czując niezwykle rozluźnienie, ale także odreagowanie po tym wszystkim.
- No pewnie!. Taka dziewczyna... A tamten co spierdolił to tchórz i nie wie co stracił! - mówił z lekka irytacja w glosie. Uśmiała się ponownie.
- Cóż ty zyskałeś - uśmiechnęła się pogodnie - Ahh, te wasze wyrażanie się - pokręciła głową, na co on tym razem rozbawił się.
- Nie sądziłem, że coś takiego poczuje do, jakiejkolwiek kobiety - wyznał.
- Więc, cieszę się razem z tobą - spojrzała na niego zadowolona.
- A ja cieszę się, że Logan trafił na ciebie - przyznał - Ma więcej szczęścia niż rozumu - stwierdził wesoło.
- To na pewno.
W dobrych humorach byli już pod domami, gdzie umówili się na kolejny trening. Przez następne dwa dni wałkowali te same rzeczy i dopiero po takim czasie w końcu wychodziło, a Cameron Burton nie ukrywał zachwytu i dumy ze swojej uczennicy. Potrafiła bez problemu wykręcić mu rękę, nawet zaskoczenia, potrafiła przyjąć pewne ciosy, oraz osłonić się, a najważniejsze sprawnie oddać. Na pewno nie miała siły tyle, co mulat, ale to wystarczyło, by chociaż na chwile w pewien sposób sparaliżować napastnika i mieć chwile czasu, choćby uciec. Nauczyła się zaledwie kilkanaście podstaw, ale wiedziała, że ma jakiekolwiek szanse teraz, gdy stanie twarzą w twarz ze swoim wrogiem, a miała przeczucie, że to będzie nieuniknione.
- Bardzo wielkie postępy - przyznał, gdy wracali do domu.
- Wiele to dla mnie znaczy, Cam - skinęła głową uśmiechnięta.
- Logan, byłby z ciebie dumny - stwierdził z przekonaniem.
- Aha. Akurat - parsknęła - Skarciłby mnie za to, że szykuje sie do jakiejś walki - zaśmiała się, na co i on poszedł w jej ślady.
- A jest tak?. - zapytał, przyglądając sie z uwagą brunetce.
- Już ci mówiłam - westchnęła - Po prostu chcę być gotowa. Chcę mieć, choć trochę równe szanse, a wiem, że Cole, coś knuje. Ostatnio go widziałam - w końcu przyznała się i to było dobre uczucie.
- Co?!. Teraz mi to mówisz?!. - zapytał - Logan oszaleje!. - pokręcił głową z niedowierzeniem.
- Widzisz, dlatego nie mówimy tego Loganowi - zmrużyła oczy.
- Sophie?!. - zawołał oburzony.
- Cam - ściszyła go, na co nieco uspokoił się - Będzie wszystko w porządku - zapewniła, choć sama w to nie wierzyła. Gdy byli pod domem Logan, wraz z siostrą czekali na nich podejrzliwi.
- Gdzie wy byliście?!. - zawołała zaskoczona dziewczyna.
- Pokazywałam kuchnie Cameronowi - skłamała Sophie. Kiedy to wszystko skończy się?. Miała wrażenie, że gra bardzo dobrą rolę w jakimś thrillerze. Wypuściła powietrze z ust odprężając się, gdy podchodziła właśnie do swojego chłopaka.
- I jak Cameron?. - zapytał kolegę Logan.
- Lepsza niż sobie wyobrażałem - przyznał zbliżając się ucieszony do Emily - Czyżbyś stęskniła się?. - zwrócił się do swojej brunetki.
- Chciałbyś - oburzyła się krzyżując ręce na klatce piersiowej piersiach.
- I tak wiem, że tak - musnął ją czule w policzek i schował się w domu - Nie długo będzie trzeba już czegoś nowego poszukać dla siebie - rozległ się jego glos z głębi domu. Emily Jeffey, rozszerzyła oczy w szoku i popatrzyła na swoich bliskich.
- Niech się nie wyprowadza!. - poprosiła cienkim głosem, jak mała dziewczynka, a zaraz również znikła. Pozostała para spoglądali czule sobie w oczy.
- Tęskniłam - odezwała się cicho, po czym zawiesiła ręce na jego szyi. Mruknął z przyjemności i objął ją w wąskiej talii. Uśmiechnęła się słodko, na doznanie, gdy odgarnął jej kosmyk włosa za ucho. Tknęła z wielkim uczuciem koniuszkiem nosa jego nos, wyczuwając jego przyśpieszony oddech na swoich wargach.
- Już będzie wszystko, jak w najlepszym porządku - westchnęła, a on poparł ją poprzez kiwnięcie głową zahipnotyzowany uczuciem jakim ją darzył.
***
Gdy obudziła się była sama, spojrzała w bok poduszka wciąż miała wgłębienie świadczące, że on tu spał i nie dawno najwidoczniej obudził się. Spojrzała na zegarek, stwierdziła, że ma jeszcze trochę czasu, a szara pogoda całkowicie sprzyjała w dłuższym spaniu. Zamknęła oczy czując się dobrze i bezpiecznie w jego łóżku, po chwili odpłynęła do krainy Morfeusza.
Zbudziły ją przyjemne muśnięcia po jej nagim ramieniu, od razu uśmiechnęła się, a gdy otworzyła oczy, leżał tuż przy niej podpierając się na łokciu. Miał już na sobie spodnie, oraz koszulę, której jeszcze nie zapiął. Opuszkami palców, dotykał jej skóry. Rozpływała się na to doznanie, a jeszcze ten, jego, pewny wzrok i taki seksowny. Przełknęła ślinę i nie ukrywała, że przez chwilę speszyła się.
- Rany... Mam seksownego chłopaka - szepnęła, na co odpowiedział tymi, słodkimi dołeczkami w policzkach od uśmiechu. Bez słów wciąż w nią wpatrywał się i nie przestawał swojej czynności. Podparła się na ręce i zbliżyła się jeszcze trochę do niego.
- Co tak wcześnie?. - zapytała.
- Nie mogłem spać - odrzekł. Spoważniała mając dziwne przeczucie.
- Mam Deja Vi - zmrużyła oczy, po czym uśmiechnął się ponownie i pokręcił głową, odgarniając kosmyki włosów jej za ucho.
- Nie masz czego obawiać się - odpowiedział pewnie, palcem przejechał po jej nosie, na co rozchmurzyła się - Śniadanie czeka - szepnął.
- Zrobiłeś śniadanie?. - pisneła z zaskoczenia.
- Co poradzę, że mam księżniczkę w łóżku?. - prychnął wstając, przy tym zapinając guziki.
- Gbur!. - burknęła rzucając w niego poduszką, po czy poczłapała do niego na czworakach i zatrzymała jego dłonie. Wspięła się na kolanach, by być trochę wyżej.
- Fakt księżniczki tego nie robią - pokręcił palcem na skarcenie jej, na co zaśmiała się krótko - Dasz mi ubrać się?. - zapytał, widząc, że sama kończy zapinać jego koszule.
- Nie - odparła zdecydowanie, jeżdząc dłońmi po jego torsie, na co wypuścił ciężkie powietrze z ust.
- Panienko Sophie - chrząknął.
- Możesz tak chodzić cały dzień - zapewniła wzruszając ramionami, na co zaśmiał się lekko, przeczesując swoje włosy do tyłu.
- Raczej nie chciałabyś - zaprzeczył. Skinęła głową, mając świadomość, źe nie chciałaby dzielić się jego ciałem, nawet wzrokowo z innymi kobietami - A teraz szykuj się, bo Liam, zje wszystko - powiedział jej na ucho, całując w nie.
Gdy była gotowa, zeszła na dół. Aromat świeżo zaparzonej kawy rozbudził jej zmysły i nozdrza.
Z początku nie dawała po sobie znać, że stoi za nim. Oparła się plecami o blat i ilustrowała jego wzrokiem. Zwykle nie robiła tego z innymi mężczyznami, ale on... Był obiektem westchnień, uczuć i pragnień.
- Gotowa?. - zapytał. Rozszerzyła w szoku oczy.
- Skąd wiedziałeś, że tu jestem?. - oburzyła się. Uśmiechnął się rozbawiony.
- Twoje perfumy wszędzie wyczuję - odparł podając jej kawę. Zmrużyła oczy analizując jego odpowiedź, choć była dobra. Przyglądał się jej, jak popija kawę, a po chwili dostrzegła faktycznie przygotowany zastawiony stół.
W oddzielnych biurach wykonywali swoje obowiązki. Swoje własnie skończyła i ruszyła do jego biura. Bez pukania wślizgnęła się. Wiedziała, że będzie miał spotkanie, ale nie sądziła, że jeszcze trwa. Była z nim kobieta, nie była zazdrosna, choć może trochę rozdrażniona, ale własnie zobaczyła, jak obca blondynka zdejmuje z jego ramienia dłoń.
- Pani Hetfield - przywitała się.
- Pora na lunch - zwróciła się do swojego mężczyzny.
- Już właśnie wychodziłam - powiedziała niechciana tu osoba, chwytając swoją torebkę.
- Najwyraźniej - chrząknęła Sophie.
- Do widzenia - zwróciła się zalotnie do mężczyzny, który tylko skinął głową. Czekali aż wyjdzie, a w końcu właścicielka hotelu odetchnęła z ulgą.
- Może jednak ja, zajmę się tą sprawą - powiedziała, gdy szła wolnym krokiem do niego.
- Jesteś zazdrosna?. - zapytał.
- O ciebie?. W życiu - zaprzeczyła opierając się pośladkami o biurko.
- Mhm - mruknął podnosząc się z fotelu - Co jemy?. - zapytał.
- To był pretekst, żeby wyszła - burknęła, na co roześmiał się.
- Więc, nie jesteś głodna?. - upewnił się. Pokręciła głową - Piękna jesteś, gdy złościsz się - wyznał blisko niej.
- Kto powiedział, że jestem zła?. - parsknęła. Zaśmiał się melodyjnie, po czym dostał z otwartej ręki w ramię, po czym przechwycił jej dłoń, splatając ze swoją.
- Nie bij się, księżniczko - powiedział przysuwając ją do siebie, dłonią na kobiecych plecach.
- Puść mnie - poleciła.
- W życiu - odparł zdecydowanie - Przyszłaś seksownie wyglądając, więc nie myśl, że tak łatwo wypuszczę - dodał, nieźle mu szło.
- A pani blondynka, nie seksowna?. - zadrwiła.
- Nie jest tobą - zapewnił ją - Po za tym wiesz, że nie zwróciłem na nią, nawet uwagi - wychrypiał, przed jej ustami. Westchnęła, czując się już jedynie przyjemnie.
- Więc, idę...
- Nie idziesz - Nie pozwolił jej dokończyć, dłońmi wodził po jej biodrze. Miała na sobie ołówkową, beżową spódnicę, oraz czarną bluzkę na ramiączkach. Okrycie wierzchne, jaka była jeansowa narzutka pozostawiła u siebie na krześle. Wszelkie mrowienia i elektryzujące dreszcze przepływały przez jej ciało.
- Bo?. - wydusiła.
- Bo, ja tak mówię, bo nie umiem się tobie oprzeć - odpowiedział, odgarniając jej włosy z ramienia.
- Nie ma mowy - odrzekła od razu, domyślając się, o czym mówi.
- A żebyś wiedziała, że jest - zaśmiał się lekko, z jej postawy. Sięgnął po słuchawkę i wykręcił numer, nastawił nagłośnomówiący i usłyszeli radosny głos Sary Livaine.
- Sara, spraw, żeby nikt do mnie teraz nie przychodził, udawaj, że mnie nie ma - poprosił recepcjonistkę.
- Robi się dyrektorze.
Odłożył słuchawkę.
- Logan - wypowiedziała upominającym tonem, widząc, jak czai się na nią.
- Sophie - odrzekł drażniąc się z nią z łobuzerskim uśmieszkiem.
- Jesteś niemożliwy!. - oburzyła się.
- A ty, piękna i pragnę cię cały czas - odparł, podsadził ją na biurku, rozchylając jej uda, w które wcisnął się.
- Log... - zaczęła i skończyła, ponieważ gwałtownie zamknął jej usta namiętnym pocałunkiem. Gorąco, nawet bardzo stwierdziła.
- Jesteś niemożliwy - powtórzyła wydyszając, gdy oderwali się na chwilę. Uśmiechnął się do niej z niewinnymi oczyskami, a dłonie pewne siebie podwijały jej spódnice do góry. Przełknęła ślinę, a następnie, co ją czekało to najlepsze i niezwykłe doznania.

***CDN***
Dodał/a: An Caroline w dniu 19-06-2019 - czytano 56 razy.
Słowa kluczowe: An Caroline

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Niepoprawny książę XXII"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)