Niepoprawny książę IV

Tarzan

14. Logan
Co działo się z Sophie przeczuwał, że coś złego. Nie mógł też tak po prostu ingerować w jej życie, nie powinien w ogóle tym głowy sobie zawracać. Jednak, co jakiś czas zerkał na jej dom. Blask świateł odbijał się w oknach, ale ich bynajmniej nie dostrzegał. Zaszedł do swojego syna, który przeglądał jakiś album z naklejkami na kolorowej pościeli.
- Powinniśmy wybrać się do kina - powiedział, a jego zaskoczyło. Uśmiechnął się, a po chwili odrzekł.
- Myślę, że to dobry pomysł - skinął głową - Jutro?. - zaproponował, a chłopczyk przytaknął głową. Był takim dzieckiem, które za każdym razem dobrze przemyślał swoje zdanie, analizował wszystko, zastanawiał się, czy to na pewno jego syn. Czy on, sam też takim był dzieckiem?. Był bardzo mądry, jak na swój wiek, od razu umiał rozpoznać, gdy było coś nie tak.
- Myślę, że Sophie mogłaby iść z nami - znów odezwał się. Delikatne zmarszczki zdziwienia uwidoczniły się na czole starszego mężczyzny.
- Myślę, że nie będzie chciała z nami iść - odpowiedział spokojnie.
- Dlaczego?. Wydaje się mila - powiedział zdziwiony.
- Tak jest miła, ale widzisz...- zastanawiał się, jak to wszystko mu wytłumaczyć - My nie powinniśmy się kolegować, widywać, a co mówić chodzić do kina - wyjaśnił.
- Dlaczego?. - zapytał, przekrzywiając głowę w bok jak mały szczeniak.
- Bo... Trochę to, jak w Romeo i Julii, ale wątpię, że znasz tą historie, prawda?. - zapytał.
- Kto to Romeo i Julia ? - zaciekawił się szczerze. Cały on.
- Kiedyś ci opowiem, a teraz leć już spać, okay? - wyczuł potężne zmieszanie i nie dlatego, że nie znał tej historii .
- No dobra - westchnął odkładając album na szafkę.
- Tato!. Fajnie tu u ciebie być. Ciocia Emily, jest fajna, pies Sophie, jest fajny - wymieniał, gdy już leżał przykryty kołdrą.
- Znasz psa, Sophie?. - zmarszczył brwi.
- Tak biegał po podwórku, zawołałem go i bawiliśmy się - opowiadał - Wiesz, jak wabi się?. - spytał.
- Pirat - odpowiedział ze zdumieniem. Skąd takie przyjazne nastawienie do tej dziewczyny u tak małego chłopca?. Powinien tęsknic za matka i może tęsknił?. Właśnie dlatego, tak ciągnęło go do Sophie?. Westchnął przygłaskując czuprynę pięciolatka.
- Podoba mi się, będziemy mogli bawić się w piratów - powiedział z zadumy, Liam.
- Pewnie - skinął głową - A teraz dobranoc, młody - zasugerował.
- Dobranoc, tato - powiedział słodkim głosem. Na takie zwroty jego serce było coraz słabsze. Wyszedł przed spaniem jeszcze raz na taras, światła były już zgaszone u sąsiadów. Wrócił do pokoju z lekkim niepokojem. Miał trudność w zaśnięciu. Minęło parę chwil za nim znalazł swoją, wygodną pozycję. Sohpie Hetfield, jako jedyna wierzyła w jego niewinność, skąd taka inność u tej dziewczyny?. Kimberly, pewnie też ziała do niego nienawiścią. Westchnął z uśmiechem na wspomnienie dotyku jej skóry i z taką myślą wolał zasnąć.
Na drugi dzień. Jej nie było w hotelu, ale dowiedział się na recepcji, że była umówiona na pewne spotkanie. Poczuł lekki zawód, że jej nie zobaczy, co go bardziej trochę zirytowało. Przynajmniej szybciej skończy robotę. W biurze pamiętając gdzie jest teczka Sophie, jeszcze raz zajrzał na jej pomysłowi. Zastanawiał się, czy jej nie wesprzeć, jednak byłoby durnotą znów wchodzić z Hetfieldami w spółkę. Ostatnio zostawili ich bez grosza zabierając wszystko im.
Jemu ojciec też zostawił trochę pieniędzy. Nie były to miliony, ale może pomogłyby właśnie, Sophie. Nigdy nie pomyślałby, że ona zostanie właścicielką hotelu, że będzie brnęła w biznes i będzie faktycznie w tym dobra. Wszystkiego dobrze pilnowała, wszyscy ją tu lubili. Miała dobre serce, jak tu jej nie lubić?. Mógł ją ktoś wykorzystać, on sam mógł. Przetarł oczy palcami będąc już na podjeździe pod domem. Tak, jak obiecał, czekał na syna, by zabrać go do kina. Zadowolony chłopiec wybiegł z domu wsiadając pełny ekscytacji do pojazdu.
15. Sophie:
Cieszyła się z przespanej całej nocy. Dziś miała dwa spotkania akurat. Zastanawiała się nad ich relacją, jaka będzie panowała podczas ich współpracy. Jej sąsiad zobaczył w sumie coś, co nie powinien, miał prawo zmartwić się, ale nie planowała jego w to wciągać i tak zbyt wiele miał kłopotów przez jej rodzinę. Siedziała w kawiarence obserwując krople deszczu uderzające o asfalt, który powoli ustawał. Westchnęła, mieszając łyżką kawę w filiżance. Uśmiechnęła się na widok znajomej postaci w drzwiach machnęła delikatnie dłonią.
- Sohpie. chciałaś mnie widzieć - powiedziała dość oficjalnie, Emily Jeffey.
- Tak Emily, brat, wspominał ci coś? - zapytała.
- Coś mówił o pracy, co dla mnie niedorzeczne - wywróciła oczami.
- Dlaczego nie chciałabyś z nami pracować, przynajmniej z bratem?. - dopytała.
- Z Loganem z chęcią, z tobą niekoniecznie - pokręciła głową. Sophie, westchnęła po raz kolejny. Wiedziała, że to będzie utrudnione.
- Emily, na prawdę mi zależy, żebyśmy jakoś dogadały się. Chciałabym żebyś z nami pracowała, ponieważ na to zasługujesz - wyznała.
- Nie uważasz, że za późno?. - zmarszczyła groźnie brwi.
- Sądzę, że nigdy nie jest za późno - wzruszyła ramionami - To, co moi rodzice zrobili było potworne, ale zamierzam jakoś wynagrodzić się. Wstyd mi za nich, rozumiesz?.
- Straciłaś brata i nigdy nie byłaś zła na nas?. Na Logana?. - nachyliła się do niej poważnym wzrokiem.
- Byłam z początku zła, pewnie, bo nie rozumiałam, potem dopiero stwierdziłam, że to nie jego wcale wina. Wątpiłam, że zrobił to umyślnie.
- Dlaczego?.
- Bo bądź, jak bądź Logan, jest dobrym człowiekiem, może czasem niesforny, ale...
- Co miałabym tam robić?. - spytała, wtrącając się.
- Podobno jesteś menagerem w imprezach okolicznościowych?. - zapytała.
- Tak - przytaknęła.
- Więc, może tym byś zajmowała się w hotelu?. Każde wesele, jakaś impreza firmowa?. Nie wyrabiam się z tym i przydałaby się nam taka osoba w zespole - zaproponowała z pełna ekscytacji, a brunetka nie ukrywała zdziwienia. Była dobra w organizowaniu od zawsze. należała się jej taka praca.
- Na prawdę ci zależy?. - zmrużyła oczy, zdziwiona.
- Byłaś moją przyjaciółką i nigdy raczej cię nie skreśliłam - powiedziała popijając kawę - Brakowało mi cię, brakowało mi bliskiej przyjaciółki, której mogłabym powiedzieć wszystko.
- Powiedzieć wszystko?. - upewniła się, czy dobrze usłyszała. Długo Sophie, wahała się, jednak może jej powinna zaufać. Zawsze jej ufała.
- Przejdziemy się?. - poprosiła nieśmiało. Nie chciała tu tego opowiadać. Brunetka po chwili zastanowienia skinęła głową na zgodę. Spacerowały uliczkami należącymi do Burlington, doszły do parku, gdzie było pełno dzieci z rodzicami, potem wracały tę samą drogą. Opowiedziała jej wszystko dziwiąc się, że nie uroniła nawet łzy.
- Wiem, że uważacie z Loganem, że nie wiem, co to cierpienie, że życie mi nie dało w kość tak, jak wam, ale właśnie może ja, odpokutuję za winę moich rodziców - mówiła, kończąc swoją historie.
- Dlaczego nie pójdziesz na policje, Sophie ? - zapytała w szoku Emily Jeffey. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Bo to Cole, nawet nie wiesz, jak potrafi odwrócić sprawę przeciwko niemu. Mamie łatwiej przychodzi do uwierzenia, że uderzyłam się w coś niż, że Cole mógłby coś takiego zrobić, Kimberly uważa, że lepiej nie mogłam trafić, szkoda że nie wie jakim jest dyktatorem i, że to ona jest właśnie farciarą - odpowiedziała na jednym tchu.
- I nikt o tym nie wie?. - pisnęła wstrząśnięta.
- Nie, dlatego liczę, że nikomu nie powiesz, nawet Loganowi - przyjrzała się uważnie o brunatno ognistym spojrzeniu.
- Powinnaś coś zrobić, on cię może w końcu skatować!.
- Jak będę mu posłuszna, raczej nic mi nie zrobi - pokręciła głową - Nie mówię tego, żeby wziąć cię na litość, albo żebyś mi współczuła, a co gorsza żebyś pomogła mi, chciałabym chociaż raz poczuć się, że ktoś ze mną jest - złapała ją za rękę, na co spojrzała wytrącona z równowagi Emily. Drugiej dziewczynie drgał policzek od emocji. Widać, że miała ogromny dylemat.
- Nikomu nic nie powiem, nawet Loganowi - westchnęła.
- Dziękuję - skinęła głową - Czy mogę liczyć na lepsze relację z tobą?. - zapytała, nieco rozchmurzona.
- Byłaś, jesteś i będziesz najlepszą moją przyjaciółką - uśmiechnęła się w końcu dziewczyna z rodziny Jeffeyów całkiem szczerze, na co Sophie, odetchnęła z ulgą. Po chwili objęły się, jak siostry.
- A co do pracy... - zaczęła kontynuować, Emily
- Proszę, zgódź się - jęknęła bezsilnie właścicielka Great Grant Hotel.
- Miałam powiedzieć, że przyjmuję ofertę - burknęła - Wszystkim tak przerywasz?. - dodała, krzyżując ręce na piersiach, na co zachichotała dziewczyna o trochę jaśniejszych włosach.
- Chyba tak, twój brat tego też nie lubi - przyznała.
- Ostatnio chyba spędzacie dużo ze sobą czasu?. - zapytała z kompletnie innym nastawieniem do koleżanki..
- Pracujemy tylko razem - pokręciła głową - Jego miejsce od zawsze było w tym hotelu - wyjaśniła.
- Dawno go takiego nie widziałam - wyznała, gdy były już pod kawiarenką, w której spotkały się.
- Tak?.
- Mhm, był taki wściekły i rozżalony, jak tu wrócił. Przygnębiony, przepełniony smutkiem, teraz nawet śmieje się - wyjaśniła.
- Tak, słodki ma śmiech - Wymsknęło się jej. Mogła zastanowić się najpierw. Poczuła, jak czerwieni się, a koleżanka jej przyglądała się uważnie. Świetnie!
- Słodki śmiech?/ - zaciekawiła się z cwaniackim uśmiechem.
- Taak...To znaczy, zawsze był przystojny i czarujący sama wiesz...
- Sophie czy ty?....
- Nie, Emily - przerwała jej. Faktycznie przerywała właśnie to zauważyła. Zmieszanie ją ogarnęło, zaczęła się denerwować - Nawet nie kończ - upomniała ją z uśmiechem.
- Okey, niech ci będzie - powiedziała ze zmrużonymi oczami.
- Wybacz, teraz muszę jechać po siostrzeńca, ale liczę, że jutro zobaczę cię w pracy?. - zapytała.
- Sądzę, że tak - przytaknęła głową, wciąż jej przyglądając się. Była pewna, że właśnie ucieka. Jej przyjaciółka i jej brat?. W sumie nigdy nie wyobrażała ich razem i nie myślała, że mogło by coś być miedzy nimi, chociaż ostatnio nawet Logan, zmienił zdanie o niej i nastawienie. Gdy wymawiał jej imię uśmiechał się, jego przemiana była ogromna zaledwie w tych kilkunastu dniach. Chociaż, gdyby głębiej zastanowić się, posmutniała, bo raczej nie mają gwarantowanej przyszłości razem. Ich matki nadal nienawidzą się i będą raczej do końca życia, w dodatku ten cały, Cole. Skąd wziął się u boku Sophie?. Współczuła jej i była wdzięczna, że podzieliła się z nią tym wszystkim jednak obawiała się, że nie dotrzyma swojej obietnicy, bo tu chodziło nawet o jej życie. Machnęła jeszcze jej ręką, gdy odjeżdżała z parkingu, czym druga z nich odwzajemniła ten sam gest. Znów były przyjaciółkami, Sophie Hetfield i Emily Jeffey, jak za dawnych lat. Uśmiechnęła się na wspomnienie, jak brat jej opowiedział, gdy ona broniła ją za czasów liceum. Nie tego spodziewała się.
****
Zajechała pod dom Kimberly, zatrąbiła dwa razy. Nie musiała długo czekać, a obok niej siedział wesoły, Myles.
- Na pewno nie kłopot, jak będzie u ciebie spał?. - zapytała siostra nachylona do jej okna.
- Wiesz, że nie. Skorzystajcie, że będziecie sami - zapewniła z uśmiechem.
- Insynuujesz coś?. - zmarszczyła brwi podejrzanie blondwłosa młoda kobieta.
- Pewnie Kimberly. Młodym jest się tylko raz - zawołała radośnie, odpalając silnik
- Co ty, nie powiesz - usłyszała mruknięcie siostry. Machnęła na pożegnanie i zaraz znikła z jej podwórka.
- Więc, na co idziemy? - spytała chłopca.
- Wyszedł podobno nowy film oparty na legendzie Tarzana - powiedział.
- Chcesz?. Możemy iść na to - zgodziła się.
- Super!. - zawołał.
Po chwili byli w kinie. Stali w kolejce po bilety, znów było gorąco, a ona była w długich jeansach.
- Dobra, idź po dwa popcorny, a ja załatwię bilety - poleciła, dając mu parę banknotów.
- Jasne - zgodził się i pobiegł do stoiska z prażoną kukurydzą. Gdy otrzymała dwa bilety usłyszała znajomy głos, wymawiający jej imię.
- Sophie!!.
Zaważyła biegnącego do niej Liama. Zmarszczyła swoje brwi, a po chwili dostrzegła Logana. Mogła przysiąc, że jej szczeka właśnie opadła.
- Cześć, kolego - uśmiechnęła się, a następnie spojrzała na swojego kolegę z pracy, który również choć zmieszany przyglądał się jej. Wyglądał tak dobrze, jasne spodnie doskonale do niego pasowały. Wyczuwała, że to będzie dzień pełen wrażeń.
Logan:
- Cześć - wydusił.
- Witam, dyrektorze - uśmiechnęła się, czy ten uśmiech czasem przygaszał?. Mogłaby zarazić nim nie jedną osobę. Serce mu podskoczyło do gardła. Pierwszy raz ją chyba widział w jeansach, nawet będąc małą dziewczynką rodzice ją ubierali w sukienki. Westchnął i tak dobrze wyglądała. Zwyczajnie, ale z klasą stwierdził. Rozpuszczone włosy jak zwykle i tym razem delikatny makijaż.
- Przyszliśmy na Tarzana. Wiesz, że to była ulubiona bajka mojego taty?!. - poinformował syn mężczyzny. Dziewczyna uśmiechnęła się rozbawiona.
- Tarzana mówisz?. - spojrzała ponownie na Jeffeya - To już wiem, czemu czasem sam zachowuje się, jak tarzan - odrzekła. Zdenerwowało go to, jego mina pochmurniała.
- Słucham?. - wtrącił się w tą gadkę.
- Ah nic... My też przyszliśmy... Na Tarzana - oznajmiła wskazując palcem na siostrzeńca - Myles! - zawołała młodzieńca, który przybiegł od razu z dwoma kubełkami popcornu - To jest Liam, a to Logan - przedstawiła chłopcu obcych ludzi.
- A, czy to nie, baran, idiota i świr?. - zapytał swojej ciotki, a ta zalała się rumieńcem. Spiorunował ją wzrokiem. Więc wtedy nieźle ją wkurzył, domyślał się, jednak to ona, wylała na niego kawę i do tej pory nie mógł doprać koszuli.
- Ah... Tak Myles. najwidoczniej baran - zapoznał się z chłopcem z uściśnięciem ręki.
- Też idziecie na Tarzana?. - zapytał siostrzeniec dziewczyny.
- Może razem usiądziemy? - zaproponował drugi młodszy chłopczyk. Różnili się wiekiem o dwa lata, ale jakoś widocznie dogadywali się. Szli przodem, o czymś rozmawiając, najwyraźniej o nowej grze, ponieważ właśnie ten starszy pokazywał.
- Jakoś dogadują się - mruknął Logan.
- Myles, może i podobny jest do mojej siostry, ale jest otwartym dzieckiem - odrzekła.
- Gdzie siedzicie?. - zapytał zerkając na swoje bilety.
- Chyba bardziej z tyłu - odrzekła zaglądając na swoje - Poczekajmy najwyżej chwile, jak nie będzie zapełnione cale kino jakoś usiądziemy razem - zaproponowała.
- Niech będzie - zgodził się, choć nie wiedział, czy to dobry pomysł. Czul się trochę dziwnie już przy niej, jakby wstydził się co do niego nie podobne. Kiedyś był pewnym siebie samcem alfa, a ona tak zwyczajnie go poskramia. Tak, jak umówili się popatrzyli na wolne miejsca.
- Tam są cztery wolne - powiedział zauważając. Zasiedli na miejscach obok siebie, a chłopcy obok siebie.
- Więc, Tarzan?. - zapytała z uśmiechem
- Zamknij się - polecił zirytowany czując, jak nabija się z niego.
- Ohh… Dlatego właśnie mówiłam, że jak tarzan zachowujesz się - oburzyła się. Zaśmiał się krótko, a za nim i ona. Podziwiała go, czy mu wydawało się. Podrapał się po nosie.
- Jak byłem mały bardzo często oglądałem, a potem w sumie któregoś razu w Portland z Liamem obejrzałem, jak szła bajka w telewizji, wtedy uświadomiłem sobie, że będę musiał nauczyć się wszystkiego od nowa, tak samo właśnie, jak Tarzan.
- Zabrano ci trzy lata.. .Właściwie, o wiele więcej, chyba zawsze będę czuć się winna - posmutniała.
- Ty, nie wsadziłaś mnie tam - popatrzył na nią. Westchnął nie wierzył, że to powie, ale taka była chyba prawda.
- Ale moi rodzice, czasami i ich dzieci muszą najwyraźniej posprzątać rodziców bałagan.
- Nie mogę wyjść z podziwu z ciebie wiesz? - powiedział trochę rozchmurzony.
- Wiem - odparła z lekkim uśmiechem.
- I w dodatku taka skromna - chrząknął.
- Wiem - westchnęła wpatrując się w niego zachwycona. Po czym krótko uśmiali się ponownie. Po chwili zgasło światło, a napisy na wielkim ekranie zapowiadało, że właśnie film rozpoczyna się. Podobał się mu ten film. Zawsze zastanawiał się, jak wyglądałby realny tarzan. W sumie bawiło go to, że nazywa go tak. Obserwował ją jakiś czas, gdy oglądała z uwagą repertuar. Dzieciaki raczej zachwycone były, w dodatku mieli po parze okularów, które dawały specjalne efekty.
- Więc, jak podobał się tobie film?. - zapytała. Uśmiechnął się.
- Podobał - odpowiedział krótko, nie mógł dać jej więcej powodów do nabijania się, zaśmiała się, najwyraźniej go przejrzała.
- Idziemy na lody, Dołączycie?. - zaproponowała wychodząc już z kina.
- Super!. - zawołał wesoło, Liam.
- Ostatnio codziennie byliśmy na lodach - chrząknął, pogłębiony w myślach.
- Myślę, że jeszcze raz wam nie zaszkodzi - poklepała go po ramieniu zadowolona, a on pokręcił głową czując, że to będzie długi dzień. Chodzili po parku delektując się ochładzającym przysmakiem. On, nawet sobie nie wybrał, nie walczyła z nim, tylko wzruszyła ramionami bezradnie mówiąc.
- Nie, to nie.
I poszła dalej, nie ukrywał, jak powiódł za nią wzrokiem ze smakiem.
- Byłaś podobno na spotkaniu?. - zapytał.
- Po pracy rozmawiasz, o pracy?. - mruknęła próbując ochładzającego smakołyka. Gdy językiem przejechała po śmietankowym smakołyku przełknął ślinę, czując gorąc w podbrzuszu. Odwrócił wzrok, gdy ona na niego spojrzała, by nie zdradzić się.
- Jakoś tak mi nasunęło się - odrzekł.
- Tak byłam. Byłam też z Emily - odpowiedziała mu w końcu.
- Oo - zareagował zmieszany, na co zaśmiała się.
- Jest okey. Od jutra będzie z nami pracować
- Jak ją przekonałaś?. - zaciekawił się.
- Chyba zawsze miałam dar przekonywania nie uważasz?. - popatrzyła na niego kątem oka, a on sięgnął trochę pamięcią. Chyba miała rację. Przytaknął głową.
- Wiesz, myślałem, o twoim hotelu tym nad jeziorem - zdobył się na odwagę. Raz kozi śmierć - pomyślał.
- Tak?.
- Mówiłaś, że masz za mało środków - przypomniał jej i przy okazji sobie.
- Ponad połowę może mam - odparła kończąc jeść. Wytarła starannie kąciki ust.
- A gdybym ja, ci pomógł ? - zapytał, na co rozszerzyła oczy w szoku - To znaczy gdybym sfinansował drugą połowę.
- Chcesz wejść ze mną w spółkę?!. - pisnęła z wrażenia.
- To chyba nazywa się biznes, mamy to we krwi - wzruszył ramionami, na co roześmiała się.
- Kto, by pomyślał - westchnęła.
- Samemu mi ciężko uwierzyć, że akurat ty, tym wszystkim zajmujesz się - prychnął.
- Dlaczego?.- uniosła brwi zainteresowana, gdy byli nie daleko stoiska, gdzie były trampoliny pod otwarty niebem.
- Sądziłem, że będziesz księżniczką siedzącą w domu ze swoim księciem - odparł złośliwie
- No tak, bo dla takiego Tarzana, to te księżniczki takie rzeczywiste, prawda?. - parsknęła żałośnie, uśmiechnął się tylko i wzruszył ramionami.
- Możemy na trampoliny?. - przybiegł zdyszany Myles, przeszkadzając im w rozmowie.
- Sophie, idziesz z nami?! - dołączył również Liam.
- Nie sądzę, by Sophie chciała skakać z wami - zainterweniował Logan.
- Serio?. - burknęła.
- Ty chyba nie znasz, Sophie - mruknął drugi chłopczyk.
- Mówisz?. - spojrzał na niego w szoku, na zmianę na kobietę. Pokręciła tylko głową przecząco i ruszyła razem z chłopcami.
Miała ubaw taki sam, jak małolaci, może nawet jeszcze lepszy. Śmiała się gardłowo, wykonując lub próbując jakieś pozy. Nie mógł uwierzyć, że ma tyle w sobie energii, ciekawe ile energii miałaby w łóżku.
- Szlak!. - wrzasnął na siebie w myślach, nie powinien, o tym myśleć. Przeklinał sam siebie i dzisiejszy dzień.
Sophie:
Miała nadzieje, że nie wychodzi dziś na kompletna idiotkę. Sama nie raz przyłapała siebie, jak pożera go wzrokiem. Nie wierzyła sobie i swoim absurdalnym myślom. Wróciła do Logana zmęczona i zdyszana.
- Niezłą formę masz - zauważył
- Obserwowałeś mnie?, - zapytała śmiało - Boże, nie kokietuj go tylko, Sophie!.
- Pewnie - wymsknęło się. Chyba właśnie zauważył, co właśnie powiedział - To znaczy, jak wszystkich - wyjaśnił próbując wybronić się, na co tylko uśmiechnęła się uroczo.
- Też powinieneś spróbować - poleciła popijając wodę
- Niee… Raczej to nie dla mnie - zaprotestował ilustrując ją przy zakładaniu beżowych butów na koturnach
- Wymiękasz co?. - spojrzała na niego rozbawiona - I kto tu jest księciuniem?. - parsknęła, na co zmarszczył brwi gniewnie. Już miał iść zdejmować buty, gdy usłyszał obcego mężczyznę, jak mówił właśnie o końcu czasie.
- No chyba, nie mój dziś dzień - mruknął tylko i po chwili odeszli wszyscy razem.
****
- Dziękujemy za dzisiejsze towarzystwo wraz z Mylesem, prawda?. - położyła dłonie na ramionach chłopca, gdy byli już przy swoich samochodach.
- My również dziękujemy, Sophie - uradowany Liam, zwrócił się do niej.
- Przynajmniej w tobie jest dżentelmen, kolego - poczochrała go po włosach. Odwrócił się z lekkim uśmiechem. Popatrzyła się na niego unosząc wzrok.
- Tato - szarpnął za rękę mężczyznę, po czym on, nachyli się nisko i nastawił ucho. Słuchał uważnie co mówi malec i spojrzał na pozostałą dwójkę.
- Wątpię, że Sophie je takie rzeczy - powiedział do niego całkiem poważny, Przewróciła oczami, no tak znowu coś, o księżniczce.
- Hmm, wiecie, że tu jestem - skrzyżowała ręce na piersiach.
- Lubisz pizze?. - zapytał zrezygnowany Logan.
- Sądziłeś, że nie lubię?!. - pisnęła z oburzeniem - Rany!. - pokręciła głowa z niedowierzeniem.
- Czyli zgadzasz się?. - zapytał.
- Myles, co ty na to?/ - zapytała swojego siostrzeńca.
- Pizza brzmi super - zgodził się.
Byli po nie długim czasie u siebie pod domami. Oboje mieli dylemat gdzie spędzić wspólnie czas. Wiedzieli, że przechodząc przez niedozwolone dla nich podwórka, przekroczą dla nich niedozwoloną granicę.
- To gdzie zjemy?. - zapytał zmieszany.
- Możemy u mnie, ale...
- Tak wolałbym nie natrafić na twoja mamę, albo...- przerwał jej.
- A jeśli ja, natrafię na twoją?. - zmrużyła oczy.
- Ma nie być do końca miesiąca - Odrzekł. Lubiła z nim walczyć, lubiła wygrywać. Dawno u nich nie była po za tamtym razem, ale nie miała, nawet okazji przyjrzeć się wnętrzowi. Rozglądała się szczegółowo po wnętrzu. Nic tu nie zmieniło się zauważyła. Dotykała opuszkiem palca meble nie po to, by skontrolować poziom czystości, ale żeby upewnić się, że tu jest na prawdę.
- Może Emily, dołączy? - zawołała widząc, jak chowa się w kuchni.
- Nie ma jej. Miała z kimś spotkać się - usłyszała jego głos. Spojrzała na niektóre zdjęcia, uśmiechnęła się do nich. Przyniósł naczynia do salonu i sztućce, a po chwili podał lampkę wina, a swoja od razu popił. Pokręciła głową nie wierząc, że nawet nie wzniósł jakiegokolwiek toastu, więc, sama skosztowała.
- To zamawiamy?. Czy robimy swoją?. - zapytał dzieci drapiąc się po głowie.
- Przy swojej jest więcej zabawy - podpowiedziała śpiewająco oparta o framugę.
- To chyba ty, będziesz kleić ciasto - burknął.
- Nie lubisz się bawić prawda?. - zapytała - Chłopcy musimy chyba nauczyć tego pana, co to zabawa!. - zawołała wesoło klaszcząc. Warknął, unosząc ręce do nieba i udał się wraz z nimi do kuchni. Chyba sądził, że nie potrafił gotować. Młodzi mieli mnóstwo zabawy, co świadczył częsty śmiech. Jeden tarkował ser, drugi mieszał sos. Ona wyrabiała ciasto na pizzę, jemu pozostało krojenie innych, różnych składników.
- Rany, twoja ciocia jest super!. - usłyszała jego syna, gdy rozmawiał z nowo poznanym kolegą - Twoja mama też taka jest?. - zapytał. Zawsze był gadatliwy i odważny do ludzi. Łatwo nawiązywał kontakt z innymi dziećmi, widocznie nawet starszymi od niego..
- W sumie to chyba bardziej zasadnicza, ale też czasami potrafi się wyluzować tak, jak ciocia Sophie - odpowiedział mu całkiem szczerze.
- Co to znaczy zasadnicza?. - dopytał się.
- No, że ma ktoś zasady - odpowiedział bez problemu - Moja mama, nie lubi na przykład czegoś robić, co jest niedozwolone - wyjaśnił mu bardziej Myles, wciąż mieszając łyżką pomidorową gęstą pulpę.
- Ahaaa... Chciałbym mieć taką mamę - zamarzył na głos Liam, na co Logan przełknął ślinę. Chyba również usłyszała to Sophie, bo zakaszlała zasłaniając buzie.
- A jaka jest?. - zapytał zaciekawiony drugi chłopak.
- Mało widuję. Jeździ po świecie, jest bardzo sławna. Jest piękna i jest modelką... - wymieniał.
- Oo super... Zawsze mówię, że ciocia Sophie, powinna iść na modelkę - powiedział radośnie starszy.
- Jak dla mnie twoja ciocia mogła być księżniczką - zaprzeczył rozbawiony,
- Okeej!. Ciasto zrobione!. - zawołała wyczuwając coraz niezręczną sytuację. Wałkowała właśnie ciasto i myślała. jak zmienić temat, pierwsze co jej przychodziło do głowy to zaśpiewać. Zawsze przecież przy gotowaniu idzie dobre śpiewanie, a w dodatku alkohol dodawał jej odwagi.
- ,,Już nie płacz więcej, swoją daj mi dłoń, - zaczęła nucić, a on spojrzał na nią zszokowanym wzrokiem - Chłopcy co dalej było?. - wzruszyła ramionami. Świetnie.
- ,,Ty moją chwyć, ściśnij ją - podpowiedzieli chórem.
- Super, dzięki Liam, teraz ta kobieta codziennie ze mnie będzie nabijała się - pomyślał..
- Ahh no tak... - mruknęła i zaczęła kontynuować dalej -,, Nie drżyj, maleńki, bo w każdej chwili - śpiewała, nie ważne, czy idealnie jej wychodziło, jemu to nie przeszkadzało i chyba jej też, ponieważ nie wstydziła się. Ładnie jej to wychodziło i glos miała bardzo ładny, delikatny, ale też wdzięczny. Odwróciła się opierając się pośladkami o blat skończywszy swoją robotę
- ,,Ja będę tu, nie płacz już - skończyła dopijając alkohol. Chłopcy byli uśmiechnięci od ucha do ucha, młodszy od razu z nich zareagował.
- Tato, powinieneś wziąć Sophie do tańca! - zawołał, podpowiadając jego syn. Spojrzał na Liama kompletnie zaskoczony, a brunetka na niego. Po czym zaśmiała się zawstydzona. Starszy chłopak właśnie odłożył komórkę, z której uleciała piosenka. Temat o niej u chłopców przerwany, a teraz oni robią coś co nie podobało się im obojgu dorosłym. Skoro chcieli to niech mają.
- Chyba, że nie umiesz się bawić - skrzyżowała ręce na piersi. Szlak. Podszedł do niej, wyciągając do niej rękę. Zdumiona w dodatku zaskoczona. Nawet speszyła się, a po chwili rozpromieniła się. Przyjęła dłoń jego, nie patrząc nawet, że ma ręce w mące. On chyba też, bo nie robił nic z siebie. Tym razem on, zaczął śpiewać wraz z Philem Colinsem w tle dziwiąc się, że pamięta słowa. Będąc małym chłopcem bardzo lubił ten utwór.
- ,,Twa wielka moc zadziwia mnie, Lecz póki jesteś mały, przytul się
Przełknęła ślinę, a następnie miała wrażenie, że jej nogi uginają pod nią. Świat zawirował dookoła, a tylko on, trzymał ją przed upadkiem. Choć śpiewał od trochę niechcenia, to wychodziło bardzo dobrze, nie miał talentu wokalnego, na co uśmiechnęła się, ale było miło. Otwierał się przed nią, pokazywał prawdziwe oblicze. Wykonał obrót i śpiewając dalej.
- ,,To, co nas łączy, nie przeminie, Ja jestem tu, nie płacz już - dokończył zwrotkę.
- ,,W mym sercu twój dom - zaśpiewała zadowolona.
- ,,W mym sercu twój dom - powtórzył zgodnie z tekstem, choć poczuł trochę skrępowanie, ponieważ również to zabrzmiało, jak wyznanie. Phil Colins, śpiewał już dalej sam, wykonali jeszcze kilka przejść i obrotów w lepszych humorach rozluźnieni.
- Przepraszam, ale ci młodzieńce już wymyślali dla mnie zawód - wskazała wzrokiem na małych ludzi, którzy byli już zainteresowani tylko sosem w garnku.
- Już chyba zawsze będziesz się ze mnie nabijać prawda?. - chrząknął.
- Nie nabijam się z ciebie, Logan - zaprzeczyła - No może troszeczkę - zgodziła się kiwając głową - Ale uważam, że to jest urocze - przegryzła wargę dolną, a on spojrzał na jej usta. Były idealne do całowania. Nie wiedział czy ona wie, ale domagały się pieszczot.
- Urocze? - upewnił się, czy dobrze usłyszał już rozchmurzony, na co ona, delikatnie zawstydziła się. - Aha - przytaknęła. Gdy utwór skończył się usłyszeli brawa, które oderwał ich od czegoś, co chyba pragnęli, ale mieli szczęście, że tego nie zrobili.
- Dziękujemy widowni - ukłoniła się rozbawiona, na co pokręcił głową wzdychając. Dalej w miłej atmosferze dekorowali pizzę, w końcu on, mógł stawić do piekarnika cała czwórka patrzyła na swoje arcydzieło zdumieni.
*****
Sophie:
- No to teraz czekać - westchnął Logan, po czym rozległ dzwonek telefonu, Sophie. Sięgnęła po niego i przełknęła ślinę.
- Zaraz przyjdę - poinformowała przyciskając swoją komórkę do klatki piersiowej i odeszła do salonu.
- Czemu nie odebrałaś wcześniej?. Gdzie jesteś?. - od razu usłyszała. Żadnego powitania, żadnego zapytania, jak ona czuje się.
- Przepraszam byłam w kinie z Mylesem - odpowiedziała - A teraz jesteśmy u jego kolegi - dodała szczypiąc się skórę na ramieniu z nerwów.
- Jakiego kolegi?. - zaciekawił się chłodnym tonem.
- No, Mylesa - odrzekła - Ze szkoły, jest jego też mama nie musisz się obawiać - prześcignęła go tą odpowiedzią i nie obchodziło jej to, że teraz mógł to usłyszeć jej sąsiad. Jej sprawa i nie zamierza go w to wciągać.
- Jesteś szczera?. - upewnił się
- Tak, Cole - potwierdziła.
- Okey, wszystko w porządku u ciebie?. - zapytał. No wreszcie!.
- Tak, jeszcze trochę pewnie popracuję w domu - odetchnęła z ulgą.
- Nie zamęczaj się tak, też to nie zdrowe - powiedział już spokojniej
- Jasne - mruknęła. Chwile jeszcze porozmawiała już naturalniej.
- Okey, pa - w końcu mogła powiedzieć Wróciła do pozostałych osób od razu sięgnęła po kieliszek z którego popiła, aby rozluźnić się. Miała wrażenie, jakby była po ciężkim wysiłku.
- Niech zgadnę, Cole?. - usłyszała za sobą, a po niej przeleciał przyjemny dreszcz. Popatrzyła na niego uważnie i przegryzła dolną wargę
- Chyba tobie Sophie, już starczy tego wina - powiedziała sobie w duchu - Tak - przytaknęła głową.
- Nie moja raczej sprawa, ale wszystko okay?. - zapytał podchodząc do niej bliżej.
- Tak, jak powiedziałeś, Logan, nie twoja sprawa - chrząknęła dość oschle, odchodząc do salonu, gdzie już siedzieli chłopcy. Taki był Cole Cervantes, wzbudzał w niej mroczne emocje. Może zbyt niemiło go teraz potraktowała, ale na prawdę nie chciała go wprowadzać do jej prawdziwego świata. Siedzieli w milczeniu, chociaż ona, co rusz jakaś nową zabawę wymyślała z młodymi osobami. Podziwiał ją, a w tych momentach brunetka peszyła się. Gdyby mieli inną historie może inną stworzyliby. Miły był moment, gdy śpiewali razem, wciąż czuła przyjemne motylki w brzuchu. Gdy ich kolacja była gotowa zajadali się ze smakiem.
- Wyszła nam raczej bardzo dobrze - stwierdziła kończąc jeść.
- Popieram - skinął głową przeżuwając jeszcze.
- Jest super, ciociu - pochwalił Myles, a młodszy chłopak poparł kolegę kiwając główką przy tym jedząc swój kawałek, aż uszy się trzęsły. Uśmiechnęła się na ich reakcje i spotkanie dobiegało do końca.
- Dziękujemy Liam, za pizzę - kucnęła do malca zadowolona.
- A ja dziękuje, że przyszłaś - wbiegł beztrosko w jej ramiona i przytulił się. Mało co nie zakrztusił się z wrażenia jego ojciec, a jej zabrakło tchu. Serce jej osładzał ten chłopczyk. Przytuliła go do siebie i pocałowała w głowę
- Śpij dobrze, kolego - powiedziała czochrając po jego czuprynie, na co zarechotał niewinnie i pobiegł schodami na górę tuż po pożegnaniu się również z Mylesem.
- Odprowadzę ich, poczekaj na górze - zawołał za nim Logan.
- Nie musiałeś nas odprowadzać - powiedziała już idąc przez swoje ogrodzenie.
- Ale chyba powinienem - odparł.
- No tak... Daleko mieszkamy - zaśmiała się, a za nią i on.
- Racja - przystanął z nogi na nogę na jej werandzie. Z domu wybiegł od razu wesoły psiak. Specjalnie drzwi zostawiła otwarte, by Pirat mógł pobiegać chwile po podwórku.
- Myles idź szykuj się powoli do spania, okay?. - poprosiła siostrzeńca.
- Okay, milo było cię poznać, Logan - zwrócił się do mężczyzny
- Ciebie też, Myles - przybił mu piątkę, a chłopiec odszedł.
- Dziękuję za wszystko i przepraszam... Jeśli moje ostatnie słowa cię czymś uraziły - powiedziała na jednym wydechu.
- Okay - mruknął.
- Okay?. - uniosła swój wzrok. Księżyc dodawał blasku na jego twarzy, a z oczu lśniły drobne i niebezpieczne iskierki pomimo ciemności, jaka teraz panowała.
- Tak, okay - skinął głową. Nie chciała przed nim się otwierać, to ma za swoje. Odetchnęła z ulgą.
- Jesteś fascynującym człowiekiem, Logan - wyznała wpatrując się w niego.
- Fascynującym?. - powtórzył marszcząc brwi, na co skinęła głową.
- Chyba dobrze bawiłeś się, prawda?. - dostrzegła jego uśmiech, a następnie odwrócił wzrok speszony.
- Choć, ciężko mi przyznać, to tak - przyznał, po czym zaśmiali się krótko.
- Wiem.
- Skąd?. - zdziwił się.
- Często uśmiechałeś się - wzruszyła ramionami, rozszerzył oczy z zaskoczenia. Obserwowała go prawie cały czas. Widziała, kiedy śmiał się, kiedy przez chwile pochmurniał. Podziwiała go, gdy grał w grę z chłopcami. Był dla niej niezwykły. Miała cholerną ochotę go pocałować, pewnie przez głupi alkohol, ale nie mogła. Zero pocałunków, zero buziaka w policzek, a nawet w dłoń, jak w bajce.
- Dobranoc, Logan - nim pomyślała, zaczęła robić. Przeklęty alkohol!. Wspięła się na palce i musnęła go w policzek. Błąd Sophie, czuła jego męskie perfumy, jego zapach, od którego mogła przysiąc, że najpierw zakręciło się jej w głowie i gdyby nie jego najprawdopodobniej automatycznie znajdująca się dłoń na jej plecach, pewnie runęłaby prosto na ziemie.
- Dobranoc, Sophie - wykrztusił osłupiały. Uśmiechnęła się jeszcze raz, choć zmieszana i uciekła do swojego domu zamykając drzwi. Oparła się plecami o drzwi i wypuściła powietrze z ust
- Ale będą kłopoty - pomyślała ciężko wzdychając.
16. Logan.
Czy ona z nim flirtowała?, wodziła go?. Wolał, żeby nie, a jak tak to jest w tym dobra i mógł przysiąc, że gdyby mógł to przygniótłby ją do tych drzwi i wziął ją. nawet pod drzwiami. Długo jeszcze wpatrywał się w jej drzwi mając nadzieje, że jeszcze wyjdzie. Cofnął się i wrócił do swojego domu. Zajrzał do syna, który wycieńczony już spał. Uśmiechnął się przypominając scenę wraz z Sophie, zaskoczył i ją i jego tak przytulając się. Przykrył troskliwie go kołdra i pogłaskał po malej głowie. Ruszył do swojej sypialni, oczywiście pierw zerkając na jej okna. Wszędzie panowała ciemność, tak jak u niego zresztą. Znów poczuł zażenowanie, że ona wie o Tarzanie pokręcił głową. Przetarł swoją twarz dłońmi i udał się pod prysznic. Myślał, że on odgoni myśli od niej, jednak tak nie było, nawet będąc w łóżku wciąż, o niej myślał, a następnie śnił
****
Wstawało się mu trochę ciężko. Warknął na siebie zerkając na okno. Była na podwórku widocznie wypuszczała Pirata. Już wiedział, że będzie pięknie dziś wyglądać. choć na razie miała na sobie szlafrok. Lubił swój pokój i zaczynał lubić widok na nią. Czuł się trochę, jak jakiś podglądacz, ale to samo z niego wychodziło. Udał się do łazienki, gdzie wykonał czynności fizjologiczne i higieniczne. Jego syn już nie spal, siedział wraz ze swoją ciotką w kuchni przy wyspie jedząc śniadanie.
- Zaspałeś - zauważył malec.
- Co ty, nie powiesz?. - mruknął delektując się kawą i od razu przypomniała się mu słona, na co skrzywił się, ale następnie uśmiechnął.
- Słyszałam, że wczoraj była, Sophie - usłyszał swoją siostrę.
- Tak, z siostrzeńcem - odpowiedział naturalnie.
- Wiesz, że ona... -zaczęła mówić, ale ugryzła się w język. Nie mogła przecież zdradzić przyjaciółki. Zasłoniła ręką buzie.
- Co ona?/ - zmarszczył brwi podejrzanie.
- Nic...- pokręciła głową.
- Chciałaś coś najwidoczniej powiedzieć - nie dał za wygraną.
- Nic, po prostu wydaje mi się, że ona jest zakazanym owocem - wymyśliła na szybkiego.
- Nie jest nawet nim, Emily, ponieważ nic do niej nie czuje, ani nie wiążę żadnych nadziei - sprostował jej zdecydowanie.
- Mhm - mruknęła - No, tak - skinęła głową wypijając do końca sok pomarańczowy.
- Wiesz o której masz dziś być?. - zapytał.
- Tak, o dwunastej - odparła.
- Weźmiesz Liama?. - zapytał.
- Pewnie - uśmiechnęła się i puściła oczko do siostrzeńca. Skończył kawę i wyszedł z pomieszczenia. Wziął kluczyki od samochodu i portfel.
- Polubiłem Sophie - usłyszał swojego syna, który mówił do dziewczyny.
- Tak?. - upewniła się Emily, czy dobrze usłyszała dziecko
- Bardzo miła jest - dodał.
- Ahh… Myślę Liam, że nie tylko ty, polubiłeś Sophie - odrzekła mu przez lekką zadumą. Pokręcił głową z niedowierzaniem. Szybkim tempem wyszedł z domu.
Sophie:
Pierw odwiozła siostrzeńca do Kimberly. Wczoraj o dziwo miło spędziła czas z Loganem. Uśmiech jej towarzyszył do tej pory. Za to ten ostatni występek... Mogła go darować. Czemu zawsze robi coś, za nim pomyśli?.
- Dobrze wczoraj bawiłem się - powiedział malec, gdy wjeżdżali już na podwórko siostry. Jak zwykle już stała czekając na werandzie.
- Cieszę się, kolego - uśmiechnęła się.
- Powtórzymy to kiedyś?. - zapytał - Polubiłem Liama.
- Jeśli tylko bedziesz chciał - zgodziła się kiwając głową. Chłopak odpiął pasy i przytulił się do swojej ciotki, a następnie wysiadł. Przywitał się z uściskiem ze swoją matką.
- Mamo, wczoraj było super. Byliśmy też z Loganem i z Liamem!. Robiliśmy pizzę! i film fajny... - opowiadał radośnie, a Sophie nie była zbyt z tego zadowolona, z każdym słowem jego czuła, jak pogrąża ją.
- Z Loganem?. - spojrzała na swoja siostrę pytającym wzrokiem - Idź do domu, zaraz przyjdę - zaleciła, na co posłuchał się wykonał polecenie - Chcesz mi coś powiedzieć?. - zwróciła się do brunetki, na co westchnęła i wysiadła z samochodu. Założyła ręce na piersiach i oparła się auto plecami.
- Byliśmy w kinie i spotkaliśmy przypadkiem Logana i jego syna - wyjaśniła.
- Syna?. - zapytała w lekkim szoku.
- Tak, Logan ma syna - odrzekła naturalnie.
- Od kiedy?.
- Od pięciu lat mniej więcej - odparła, a dziewczyna pobladła delikatnie.
- Tak, czy owak wątpię, że powinnaś się z nim zadawać, widywać, a nawet rozmawiać - powiedziała dość surowo.
- A kto mi zabroni?. - uśmiechnęła się zabawnie.
- Po co ci kłopoty? - zapytała.
- Kłopoty to ja już mam - mruknęła myśląc, o Colu.
- O czym mówisz?. - spojrzała na siostrę.
- O nic - westchnęła - Nie boj się Kimberly, nie jestem głupia - zapewniła siostrę.
- Na pewno?. Pamiętam Logana. Wiem, jaki był przystojny, żeby to cię nie złamało, Sophie.
- Wiem Kim. i dlatego, że jest taki przystojny i seksowny będę trzymać się z dala od niego
- Niby jak?. Jak pracujecie razem?. - wypomniała jej.
- No właśnie - pomyślała na głos - Nie bój się.... Dam radę - uśmiechnęła się i pożegnała się z siostrą.
Jak zwykle cztery kubki w rękach podarowała pierwszym osobom. W windzie, jak zwykle tylko z nim.
- Proszę - podarowała mu kubek.
- Dla mnie?. A nie dla Marisol?. - upewnił się.
- Nie, jej dzisiaj nie ma w pracy - odrzekła zadowolona.
- Dziękuję - chwycił swój kubek - Ale bez soli?. - zapytał piorunującym wzrokiem, na co zachichotała.
- Jak najbardziej - skinęła głową i po chwili wysiedli z windy.
- Myślałam o tym, co mi zaproponowałeś...
- Tak?. - zapytał, zasiadając na swoim tronie. Cholera seksowny był. Odwróciła wzrok na chwile gdzieś w bok i znów spojrzała na niego.
- Jesteś całkowicie pewny?.
- Tak - przytaknął głową bez żadnych emocji.
- No to wchodzę w to - wyciągnęła do niego rękę, a on spojrzał na nią i na jej dłoń.
- Profesjonalnie - mruknął i ścisnął jej małą dłoń, nie wiedząc, jaki dreszcz emocji doznała właśnie. Zabrała dość chaotycznie, chowając gdzieś za siebie.
- Rozmawiałam z kilkoma ekipami robotniczymi kiedyś, szacowano na pół roku budowy, tak żeby wszystko było gotowe. Teraz jest dobry moment na początek zważywszy na to, że zimą budowa może być ciężka - mówiła pochłonięta.
- Możemy zawsze dodać jeszcze jedną ekipę - wzruszył ramionami.
- To dodatkowe koszty - zauważyła.
- Wiem, dlatego zostaw to mnie - skinął głową - Mam pewien pomysł. Chciałbym, żebyś potem ze mną gdzieś na chwile pojechała - zaproponował dość tajemniczo.
- Oo... No dobrze - zgodziła się z wahaniem. Pracowali w milczeniu. Ona kontaktowała się przez telefony, a on robił papierkową robotę. Dość sprawnie i szybko im szło. Nawet nie zauważyli, a była godzina dwunasta. Do gabinetu wpadł Liam wraz z Emily.
- Sophie!. - zawołał wesoło.
- Cześć, kolego - odwróciła się zadowolona z jego widoku.
- Nie za wcześnie przyszłam?. - odezwała się Emily Jeffey.
- Niee, jesteś w sam raz - przyznała właścicielka hotelu - Logan, zajmiesz się formularzami?. Ja mam sprawę do Liama .
- Do mnie!?. - zaskoczył się chłopczyk.
- Mhm, chodź - poleciła i sama przesiadła się z papierami na sofę, a rodzeństwo właśnie przyglądało się im z niedowierzeniem.
- O co chodzi Sophie?. - zapytał zaciekawiony.
- To jest hotel, który pojawi się za jakiś czas dzięki mnie i twojego taty - dwójka dorosłych właśnie spojrzała na nią. Druga dziewczyna chyba, o niczym nie wiedziała, najwidoczniej wkopała go widząc jego zmieszaną minę.
- Planujecie spółkę?. - zapytała.
- Tak - odpowiedział jej brat.
- Jesteście pewni? - popatrzyła na obojga. Miała już odpowiadać, ale wyręczył ją ponownie.
- Tak - odrzekł krótko. Młodsza siostra dyrektora na krótką chwilę zamyśliła się.
- Chyba nie mam nic do gadania - wzruszyła ramionami, na co Sophie uśmiechnęła się - Tylko uważajcie na matki- ostrzegła.
- Dzięki, Emily - kiwnęła do niej głową.
- Przeglądałam wasza ofertę, co do imprez - odezwała się znowu, zanim zaczęli zabierać się do roboty. Spojrzeli na nią oboje - Zauważyłam, Że nie macie chrzcin, a myślę ze warto byłoby wprowadzić ze względu na to, iż dzieci rodzą się non stop - wyjaśniła - Oczywiście, jeśli chcecie - skończyła trochę niepewnie. Sophie, uśmiechnęła się, nie wiedziała, czemu właściwie nigdy nie wpadła na ten pomysł, choć chodził parę razy po głowie.
- Jestem na tak - skinęła głową od razu .
- Serio?.
- Tak, już dawno chciałam wprowadzić chrzciny do naszej oferty. Dlatego zajmiesz się tym Emily - poleciła już oficjalnym tonem. Jej brat uśmiechnął się. Zawsze chciał pracować z siostrą i teraz ta dziewczyna, to mu umożliwiła. Wrócili do swojej papierkowej roboty, a ona wróciła w końcu do Liama, który niecierpliwił się już.
- Przepraszam, ale oni mnie zagadali - szepnęła, na co zachichotał malec - Więc, budujemy hotel, ale to nie będzie zwykły hotel, ponieważ będzie z parkiem rozrywek. Prawdziwym aquaparkiem - opowiadałal jak jakąś bajkę. Wsłuchiwał się w nią sam zahipnotyzowany, przez co nie mógł skupić się na pracy. Uśmiechnęła się, gdy go przyłapała na kontakcie wzrokowym.
- Dlatego jesteś mi potrzebny byś wymienił, co aqua park potrzebuje, by być najlepszym, okay?. - popatrzyła rozweselona na pięciolatka.
- Ooo, pewnie!. Musi być cała masa zjeżdżalni i to różnych!. - powiedział.
- Zjeżdżalnie, super- pochwaliła coś zapisując.
- Coś jeszcze? - dopytała. Gdy wymieniał kolejne atrakcje z pełną ekscytacją, ona śmiała się radośnie, zapisując to wszystko. Miała chyba dobry pomysł, by zasięgnąć opinii u najlepszego eksperta w tej dziedzinie, u dziecka.
- Dziękuje, Liam - powiedziała przybijająca piątkę chłopcu, wstając. Emily poszła do restauracji hotelowej, by zapoznać się ze wszystkimi i ze wszystkim.
- Ja już skończyłem więc, jak chcecie możemy jechać.
- Okay - skinęła głową, skończywszy swoją pracę.
- Gdzie jedziemy? - zapytał Liam.
- Zobaczysz - powiedział łapiąc go za rękę. Znała tą drogę, ale nie wiedziała dokąd zmierzali. Byli już nad jeziorem. Zaparkowała tuż za nim.
- Chcesz mnie zabić i wrzucić do jeziora na oczach dziecka?. - mruknęła ze zmrużonymi oczami, na co zaśmiał się.
- Nie - zaprzeczył - Chodź - pokazał dłoń, by ruszyła przodem. Przeszli kawałek, gdy mały chłopiec biegał po małych pagórkach. Był to trochę nie równy teren, który otaczało srebrzyste wielkie jezioro. Nie była tu chyba nigdy, bynajmniej nie po tej stronie. Masa drzew, a w oddali jeszcze głębszy las. Wszystko tak pięknie zlewało się tworząc nadzwyczajny krajobraz.
- Świetnego masz syna- wyznała, gdy jeszcze szli.
- Tak, to prawda - przytaknął głową.
- Rozmawiałeś z Phoebe?. Wiesz już, co robić?.
- Nie jeszcze, trochę obawiam się tej rozmowy - odpowiedział.
- Dlaczego?.
- Bo nie wiem, jak zareaguje - wzruszył ramionami.
- Sądząc po tym, co mówiłeś to raczej byłoby dla niej na rękę, po za tym przecież zawsze mogłaby go tu odwiedzać - powiedziała.
- No tak, ale to, czy ona tak to będzie widziała. Wy kobiety ciężko was rozgryźć
- My kobiety?!. - oburzyła się w szoku.
- Aha -odparł
- Tylko, że bez nas byście nie przetrwali - pokręciła głową.
- No wiesz...- chociaż po namyśli - Może i masz racje - przyznał niechętnie, a ona uśmiechnęła się triumfalnie.
- Bardzo tu pięknie, co tu robimy?. - zapytała.
- Tu myślałem, aby postawić hotel - wskazał na pusty duży obszar. Nic tu nie było, ale już mogła wyobrazić przed sobą szeroko rozciągający się budynek, miałby po dwa skrzydła z, których uchodziły romantyczne drewniane schodki z poręczami, które by prowadziły prosto na molo przy brzegu jeziora, nocami delikatnie podświetlone. Miałby maksymalnie trzy może cztery piętra. Ładnie byłby oświetlony. Słyszała w swojej głowie bawiące się dzieci na basenach i w jeziorze. Las by dawał tez trochę odgłosów natury szczególnie rankami i wieczorami.
- Skąd znasz to miejsce?. - zapytała w szoku.
- Kiedyś tu z Willem paliliśmy ogniska, imprezy - wzruszył ramionami, popatrzyła na niego, a potem na miejsce specjalnie oznaczone na ognisko. Znów wpadł jej dodatkowy pomysł, który byłby w zanadrzu tego hotelu.
- Trzeba byłoby pewnie powycinać trochę drzew, ale myślę, że idealne miejsce. Drewno można wykorzystać do..
- Do wnętrza - dokończyła za niego. Pożerała to wszystko wzrokiem, a po chwili wtuliła się w jego ramiona. Czuła się jak spiął, jednak po chwili rozluźnił. Poczuła jego dłonie na swoich na swoich lędźwiach. Westchnęła było jej, tak dobrze.
- Dziękuję, że pomagasz mi - wyznała unosząc głowę do góry. Przełknęła ślinę na widok jego oczu, które wpatrywały się i w nią. Lekki podmuch wiatru podwiewał jej włosy. Mogło, by to nie kończyć się? - prosiła jakieś siły boskie.
***CDN***
Dodał/a: An Caroline w dniu 7-06-2019 - czytano 47 razy.
Słowa kluczowe: An Caroline

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Niepoprawny książę IV"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)