NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ ROZDZIAŁ VIII

KACPER/

Ocknąłem się. Coś jakby mnie mocno bolało no i się nie myliłem. Prawy bark mam owinięty grubą ilością opatrunków, a najgorsze jest to że nie mogę się podnieść.
- Musisz leżeć - wyznał damski głos gdzieś za moją głową. Kiedy patrzyłem na boki, widziałem jakby... Pół dom, pół garaż. Starałem sobie przypomnieć co ja tu robię, ale ciężko było myśleć. Głowa też mnie boli.
- Gdzie ja jestem?
- Nie umiem ci wytłumaczyć - uznała, po czym zobaczyłem ją zaraz przed sobą. Młoda dziewczyna, szczupła, z czarnymi długimi po łokcie włosami. Ubrana dość obcisło, tak że ubranie dokładnie podkreśla jej figurę. - Potrzebujesz czegoś?
- Nie - zacząłem się podnosić i przy tym syczałem z bólu. Trochę się skrzywiła, ale mnie nie zatrzymywała. W końcu wstałem na równe nogi. - Gdzie moje rzeczy?
- Chodzi ci o broń?
- Też.
- Spokojnie. Wszystko masz w swoim samochodzie, który jest poddawany reperacji.
Sięgnąłem ręką po swoją koszulkę leżącą obok, ale... No raczej jej nie założę. Poplamiona krwią, a w miejscu gdzie mam bark, dziurka po strzale. Właśnie. Zostałem wczoraj postrzelony. Spojrzałem na dziewczynę z pod oka, a ta tylko wzruszyła ramionami.
- Raczej jej nie założysz.
- Gdzie jest mój samochód? - Bez słowa ruszyła przodem i schodami w dół, do innego pomieszczenia. Tam stał mój... To mój wóz? Przerażający widok widzieć swoją furę w takim stanie. Miał otwartą klapę z przodu, pod którą ktoś grzebał. Usłyszał kroki dziewczyny, bo ma na nogach obcasy, i wychylił głowę.
- Proszę, proszę - zaczął na mój widok. - Mamy i kierowcę. Jak bark?
- W miarę.
- Okej. Zostaniesz tu jakiś czas. Jurek wyjaśnił mi tą sprawę, nie musisz nic mówić.
- To ty jesteś Witek?
- We własnej osobie. - Wytarł ręce ze smaru i się przywitał, po czym zaraz przyciągnął do siebie dziewczynę. - Moja narzeczona, Karolina. Mam nadzieję że dobrze cię opatrzyła?
- Tak, dzięki. - Podszedłem do swojego pogniecionego bagażnika i lewą ręką starałem się go otworzyć, ale ciężko było, bo prawa mi przeszkadza. W końcu się dostałem i wygrzebałam stamtąd swoją drugą koszulkę, ostrożnie ją na sobie wsuwając.
- Decyduj - zaczął. - Raczej masz tu większość do wymiany. Mogę ci pomóc. Rzuciłem okiem i części są w porządku, ale padła ci chłodnica i silnik się przegrzewa. - Podszedł do otwartej maski i znowu zaczął coś tam sprawdzać. - Poza tym nie masz przedniej szyby. Trzeba też wymienić światła, niektóre przewody. Zakryć zadrapania i nałożyć nowy lakier. Felgi też zgubiłeś - spojrzał na mnie kiedy podszedłem. - Jakieś życzenia?
- Zajmiesz się tym?
- No - westchnął. - Obiecałem. Nie będzie łatwo, ale to będzie trochę kosztowało.
- Ile mniej więcej?
- Tak ogólnie, jakieś - wykrzywił usta. - Trzydzieści tysięcy.
- Okej - sięgnąłem do bagażnika i wygrzebałam torbę z całą kasą, po czym rzuciłem pod nogi Witka. - Masz nawet pięć tysięcy więcej. - Przez chwilę patrzył na mnie poważne, ale zaraz kucnął i rozsunął suwak.
- To do dzieła – uznał.

Jest masa roboty. Dużo mu nie pomogę, bo moje rany są bolesne. Siniaki na brzuchu, postrzelony bark z którego dziewczyna usunęła kulę. Do tego liczne rozcięcia skóry w niektórych miejscach, przeciętny łuk brwiowy i to wszystko jak się napnę, zaboli. Tej nocy to był jakiś koszmar. Komuś strasznie zależało żebym zginął. Rzucali się na mnie z porządną bronią, a ja byłem zmuszony pruć przed siebie. Dobrze mnie musieli znać, bo mówili coś o jakimś wyścigu. Może to ktoś z kim rywalizowałem na torze, zebrał ludzi i chciał się zemścić, bo też powtarzał że mam oddać kasę. Pewnie to ci sami napuścili na nas policję, a za wszystko odpowiadam ja, to mnie szukają, a Jurek wpadł przypadkiem. Jechałem zgodnie z adresem od kumpla, do tego Witka, miałem być tu bezpieczny, no i może będę. Pamiętam jak dowlokłem się na resztkach sił, no i pewnie o resztę zadbali. Muszę się jakoś z tego wszystkiego wydostać i koniecznie zadzwonić do Laury. Pewnie umiera ze strachu o mnie.
Siedząc na górze słyszałem jak Witek próbuje od podstaw naprawiać moje auto w masakrycznym stanie, a niedaleko w tym samym pomieszczeniu kręciła się jego Karolina. Robiła kolację. Czekałem spokojnie aż wreszcie dziewczyna odbierze.
- Halo - odebrała. - Kacper?
- Hej - odparłem spokojnie, a z jej strony wydało się wyraźne odetchnięcie. - Jak się czujesz?
- Ja? Okropnie się bałam. Co się z tobą działo?
- Przez najbliższe kilka dni nie będę mógł cię zobaczyć.
- Ale dlaczego? Wytłumacz mi, co się wczoraj działo? Dlaczego ja słyszałam strzały?
- Komuś bardzo zależy żeby mnie sprzątnąć, musiałem się ratować.
- Co takiego? Ale kto?
- Nie wiem. Jestem bezpieczny. Jurek pomógł mi dostać się do warsztatu swojego znajomego. Proszę cię, nie martw się o mnie.
- Jak mam się nie martwić? Kacper, obiecaj mi że wrócisz cały i zdrowy.
- Obiecuję. Też tęsknię, bardzo. Ucałuj ode mnie naszą fasolkę.
- Sam ją ucałujesz, bo masz wrócić.
- Wrócę. Błagam, nie możesz się teraz denerwować.
- Wiesz - zawahała się na chwilę. - Powiedziałam Olafowi i mamie.
- Jak to przyjęli?
- Mama zrozumiała. Olaf niekoniecznie. Był taki wściekły że o mało mnie nie uderzył.
- S... - pohamowałem się. - Zabiję drania.
- Spokojnie. Przenocowałam u rodziców. Mogę ci jakoś pomóc?
- Dbaj o siebie to i ja będę spokojny. Pamiętaj że cały czas o was myślę. Będę dzwonił w miarę możliwości. Pa skarbie.
- Poczekaj - zatrzymała, po czym przez chwilę milczała. - Też cię kocham i będę czekała. - Uśmiechnąłem się do siebie, a dziewczyna nas rozłączyła. Przez jakiś czas słyszałem tylko szelest talerzy rozkładających przez Karolinę, a zaraz też na mnie spojrzała.
- Współczuję ci. Sama nie wiem co bym zrobiła gdyby Witek w coś się wplątał.
- Długo się znacie z Witkiem?
- Pięć lat - wyznała chodząc i układając jedzenie na niewielkim stole.
- Sporo.
- Tak. A wy?
- To krótki związek - podniosłem się. - Zaledwie miesiąc.
- Jest w ciąży, prawda? Przepraszam że pytam. Jeśli to dla ciebie trudne, nie odpowiadaj.
- Nie jest trudne - zająłem miejsce przy stole. - Jesteśmy szczęśliwi, tylko teraz... Wolałbym żeby moje sprawy jej nie dotknęły.
- Niebezpiecznie mieć dziecko kiedy bierze się udział w wyścigach ulicznych.
- To jakaś przeszkoda?
- Nie ważne - uznała. - Zapomnij. - Podeszła do schodów i zawołała swojego narzeczonego na kolację.
Dziwnie się czułem w ich towarzystwie, ale są spoko. Dużo gadaliśmy, a patrząc na nich tęsknię za Laurą. Chciałbym być przy niej, bo teraz jak już wyjaśniła wszystko ze swoim żałosnym narzeczonym, nic nie stoi na przeszkodzie. Dlatego właśnie nie chciałem nikogo mieć. Nie jedna dziewczyna pojawiała się w moim życiu, na przykład Nata. Nie chciałem z nią być, bo miałem wyścigi, szybkie i ruchome życie nie dałoby mi czasu na stały związek. Rzeczywiście Karolina ma rację że dziecko w takich warunkach nie jest dobrym rozwiązaniem, ale jak już się to stało, nie będę mieszał. Nie zostawię też z tego powodu Laury, bo zaiskrzyło między nami, więc moje własne zasady odchodzą na bok. Mam swój kodeks który jest oparty głównie na wyścigach i tym w jaki sposób żyję by nie dać się złapać. W moim życiu miało nie być miejsca na pełną rodzinę i nigdy nie zrezygnuję z wyścigów. Najwyżej mogę je ograniczyć, ale zawsze będą plątać się problemy z tym związane. Teraz muszę ułożyć sobie nowe reguły, a pierwszą będzie: "Laura i dziecko, zawsze na pierwszym miejscu". Muszę też zabronić jej występów na wyścigach i żeby się tam nie pokazywała, bo jeśli odkryją że jest dla mnie ważna, wykorzystają to i jeszcze ją stracę. Z szaleńcami nie ma żartów. Jak coś chcą, robią wszystko by osiągnąć swój cel.

Nastał świt. Piąta rano, a ja już słyszałem stukot z dołu. Witek mógłby się aż tak nie angażować w moje remonty samochodu. - Podniosłem się, znowu sycząc. Najgorzej jest wstać z nocy, bo jak śpię nie czuję kiedy się urażam, więc dopiero rano daje się to odczuwać. - Zszedłem do garażu na dole i oparłem się o stolik. Kolega leżał plecami na desce na kółkach i co raz wysuwał się z pod samochodu po jakieś części. Tym razem jak się wysunął, dostrzegł mnie.
- O - zaczął, chowając się do połowy pod maską wozu. - Nie śpisz?
- Ciężko. Nie musisz tak się poświęcać z samego rana.
- A myślisz że mam jakieś inne zajęcia?
- Serio tak cały czas tu grzebiesz?
- Tak - uznał. - Wydałem twoje trzy tysiące na wymianę niektórych części. Jutro przywiozą wymierzone szyby.
- Dobra. A po co ten pośpiech?
- Chyba chcesz mieć znowu sprawną furę - wyjrzał na chwilę. - Czy nie?
- Chcę, ale... Dobra, nie ważne. Wiesz co masz robić.
- Właśnie - przyznał i z kluczem w ręku znowu wrócił pod auto. - Jaki chcesz kolor lakieru?
- To ma być jakiś inny?
- Skoro cię ścigają, lepiej zmienić kolor, może nawet trochę wygląd. Z resztą jak chcesz, wybieraj.
- W sumie racja.
- Okej - wysunął się, wstał na nogi i przeszedł do szafki, po czym podał mi do ręki katalog z szybkimi furami. - Wybierz sobie.
- Kolor?
- I kształt. - Odszedł, a ja zacząłem przeglądać różne modele. Ten gość ma tak poukładane wszystko, że tylko pogratulować. Wystarczy że dobrze zna się na każdym wozie i potrafi tak zrobić że nie będzie znaku że w ogóle coś było z moim samochodem. To jest moja pierwsza fura i przeszła naprawdę bardzo dużo przeróbek, remontów, że z tego co jest ze mną od początku, to chyba tylko silnik i części podwozia.

Wieczorem to Witek dał spokój, za to ja siedziałem i robiłem swoje. Teraz akurat zajmowałem się wyposażeniem bagażnika i środka w zasięgu swojej kierownicy i pasażera. Miałem do dyspozycji rysownik i kilka kartek, więc moje szkice były dość dokładne, by przetworzyć to w praktycznej wersji. Co do swojej wyobraźni, jest wysoka, dlatego stąd te pomysły na ratunek siebie podczas jazdy. Wymyśliłem sobie żeby w siedzeniu pasażera umieścić broń, tak na wszelki wypadek jakby mi zabrakło tej innej. W oparciach obu siedzeń chcę mieć szelki zamiast pasu, bo tak będzie bezpieczniej w czasie wyścigu, chociaż pas też niech sobie będzie, w razie jakby czepiała się policja. Najważniejsze, muszę obmyślić jakieś zwiększenie mocy żeby przybrać prędkość taką jakiej nikt się nie będzie spodziewał.
Nie spałem tej nocy. Cały czas przebyłem tutaj i patrząc na samochód, łatwiej mi było o rysunki.
- Zacięta burza mózgu - przyznał Witek, pojawiając się zaraz obok mnie. - Co masz? - Wziął moje rysunki między oczy i patrzył na nie z podziwem. - Całkiem ciekawie. Spałeś?
- Nie - westchnąłem prostując plecy i przy tym zabolał mnie bark. - Myślisz że dasz radę z moją wyobraźnią?
- Myślę że dam, tylko pytanie czy ty tej swojej wyobraźni nie postawiłeś za wysoko? Takie dodatki kosztują.
- Właśnie wiem. Ile ci zostało?
- Większość, ale jak chcesz to wszystko co tu naniosłeś, musisz mieć przynajmniej jeszcze jakieś trzydzieści tysięcy.
- To się załatwi. Czyli dasz radę?
- Myślę że tak.
- Okej. - Kiedy tylko zostałem znowu sam, wybrałem pewien numer i czekałem aż Karlo odbierze.
- Słucham.
- To ja. Masz dla mnie jakiś wyścig?
- Kacper, jak miło - przyznał w słabym śmiechu. - Sądziłem że coś ci się stało na dobre.
- Co?
- A nic - westchnąłem. - Ciężko będzie po postrzale, nie sądzisz?
- Skąd... Skąd ty...
- Skąd wiem? Jak już mówiłem, wiem o tobie wszystko. - Zamilkłem na chwilę, po czym on wykorzystał tą ciszę. - Chętnie zobaczę pościg w takim twoim wydaniu. Jak tam sprawy osobiste? Twoje złotko ma stać na starcie, czy raczej jej w to nie mieszać?
- Nie mieszać - uznałem stanowczo. - Nie mów Laurze.
- Dobrze - stwierdził. - Pasuje ci za tydzień?
- Pasuje. Ile dostanę?
- A ile ci potrzeba?
- Trzydzieści - zawahałem się. - Trzydzieści pięć.
- Dolarów, Euro?
- Złotych mi wystarczy.
- W porządku, ale to nie będzie zwykły wyścig. Przygotuj się na coś bardzo, ale to bardzo szalonego - po tym się rozłączył. Nie wiem czy robię dobrze, ale ja potrzebuję tej kasy.


LAURA/

- Dziękuję, to wszystko - wyznał doktor i mogłam już opuścić gabinet. Na tym badaniu miałam być razem z Kacprem. Chciałam żeby sam zobaczył na ekranie tą rozwijającą się kruszynkę. Niestety już drugi raz musiałam być sama. Boję się o chłopaka okropnie. Obiecał mi że wróci, dużo rozmawiamy przez komórkę, ale już ponad tydzień się nie widzieliśmy. Chciałabym się w reszcie móc do niego przytulić. Teraz to już całkiem ciężko na kimkolwiek polegać. Niby mam rodziców, szczególnie mamę która wie o tym wszystkim i wspiera jak tylko może, ale bez Kacpra, to jak bez nikogo.
Wychodząc z kliniki niechcianie natknęłam się na Olafa... A ten tu po co? Śledzi mnie?
- A więc to tak! - dopadł. - Po co ci to miejsce? Właśnie widać jak byłaś chora!
- Czego się wściekasz? - Chciałam go ominąć. - Zostaw mnie.
- Chciałabyś. Ja tego tak nie zostawię! - szarpnął mną. - Nie zostawię, słyszysz?!
- To boli. Puść mnie.
- Nie będzie żadnego innego! Zrozumiałaś?!
- No zostaw - wyrywałam się, ale mocniej zacisnął pięść w której tkwił mój nadgarstek.
- Jesteś aż taka nienormalna?! Zdradziłaś mnie. Myślałaś że się nie dowiem? - zakpił. - Już wszystko wiem. Zrobię wszystko byś nie urodziła jego dziecka.
- Co?!
- To co słyszałaś. Zachciało się.
- Puść mnie - poczułam w oczach łzy. - Puść, słyszysz?! Ty się nie pokwapiłeś! Myślisz że mi było z tobą łatwo?! Jak ta idiotka byłam w tobie ślepo zakochana, a ty nawet bałeś się mnie dotknąć! To wszystko przez ciebie! Przez ten twój chory spokój! Ała - jęknęłam na końcu, łapiąc się za brzuch. Wciąż mnie trzymał, a ja zwijałam się z bólu. - Ała... No zrób coś - warknęłam sycząc.
- Wiesz co - kucnął przy mnie i patrzył kpiąco. - Należy ci się.
- Zostaw ją - usłyszałam nagle, po czym ktoś doskoczył do Olafa i zaczął go szarpać. - Tak traktujesz kobiety?
- A ty tu czego? Coś ty za jeden?! Nie masz swoich spraw?
- Spieprzaj stąd - odszarpnął się. - No już! - Ucichło. Zaczęłam szybciej oddychać, a zaraz też starałam się zapanować nad bólem po przez głębokie wdechy i wydechy.
- Laura, w porządku? - podszedł do mnie, pomagając wstać. Byłam zdziwiona że zna moje imię.
- Tak - rozluźniłam się trochę, a kiedy podniosłam wzrok... Jurek, kolega Kacpra.
- W porządku? Co to za kretyn?
- To nikt ważny. Dziękuję.
- Coś ci zrobił?
- Nie - oddychałam masując brzuch, ale zaraz jakiś skurcz i musiałam przytrzymać się chłopaka. - Ała. Ał...
- Co ci jest? - pytał niespokojnie. - Oddychaj. Albo może lepiej usiądź na ławkę. - Pomógł mi dostać się do najbliższej pod kliniką i zaraz patrzył uważnie czy mi lepiej. - Słuchaj, skoro już tu jesteśmy może powinnaś się przebadać.
- Dopiero stamtąd wyszłam. Jeśli coś się stanie dziecku, ja mu tego nie podaruję.
- Jakiemu dziecku? - zmieszał się.
- Kacper ci nie mówił? Jestem w ciąży.
- Naprawdę? - szczere się ucieszył. - Słowo, nic nie wiedziałem.
- Bo obiecał że nikomu nie powie. Ał... To tak boli.
- Nie przechodzi?
- Słabo.
- Ale przechodzi?
- Nie. Mi jest słabo. Jakoś tak brakuje powietrza - łapałam je coraz szybciej. - Proszę cię. Pomóż mi.
- Już - podniósł się i sięgnął do kieszeni po komórkę. Wezwał karetkę, a ja w tym czasie zwijałam się z bólu. Modliłam by to nie było żadne poronienie, albo komplikacje. Ja nie chcę i nie mogę stracić tego dziecka! Pozwę Olafa do sądu, Jurek będzie tego świadkiem! Nie podaruję tak łatwo!

Zabrali mnie. Zrobili wszystko by ciąża się nie przerwała, a ja w trakcie straciłam przytomność. To mnie przerosło. Starałam się być twarda, ale nie umiałam. Budziłam się. Nie czułam bólu, tylko łagodne rozluźnienie. Po paru sekundach zdałam sobie sprawę że ktoś trzyma mnie za rękę. Otworzyłam wolno oczy, a ten ktoś podniósł głowę.
- Kacper? - szepnęłam ledwo się słysząc. To był On, naprawdę On, ale skąd się wziął? Płakał. Poznałam po jego jeszcze mokrych powiekach. Po chwili puścił łzy mimo woli i ucałował moją dłoń którą wciąż trzymał. Dlaczego on płacze? Czyżby... - Nie... - jęknęłam tak samo przez narastające łzy. - Powiedz że to nie prawda.
- Ciii... - uspokajał. - Odpoczywaj.
- To jego wina - słabo krzyknęłam. - Kacper, przepraszam. Tak bardzo przepraszam.
- Już nic nie mów. Musisz być teraz bardzo silna.
- Ale - zawahałam się. - To ono we mnie żyje?
- Żyje, ale jest bardzo źle. Musisz mi teraz obiecać że zawalczysz z całych sił. - Zawyłam na głos ze szczęścia, zakrywając twarz dłonią. Jednocześnie też się cieszyłam, przez chwilę myślałam że straciłam to dziecko. - Spokojnie - mówił. - Pamiętaj że jestem przy tobie. Dostanie mu się za to.
- Kacper, nie rób mu nic - błagałam. - Pójdziesz za to siedzieć. Ja cię teraz bardzo potrzebuję, błagam, nic nie rób.
- Dobrze - westchnął. - Postaraj się uspokoić. - Zaraz za szklanymi drzwiami dostrzegłam Jurka patrzącego na nas. Uśmiechnął się, po czym nic więcej. Wyrazem swoich ust, szepnęłam w jego stronę ciche "dziękuję", a on na to tylko skromnie machnął ręką i patrzył dalej. - Nie mogę tu długo zostać - wyznał w końcu Kacper. - Nie jestem tu bezpieczny, ale jak tylko Jurek mi o tobie zaalarmował, nie mogłem na nic czekać.
- Ile możesz zostać?
- Rano już mnie nie zobaczysz. - Przytaknęłam przecierając łzy, a on się nachylił i czule pocałował, przy tym zgarniając mi włosy, które przez łzy lepiły się do policzków. Po tym lekko się uśmiechnął, a ja odwzajemniając, chwyciłam jego dłoń by pokierować na sam środek brzucha.

Kacper czuwał przy mnie całą noc. Starałam się nie usnąć, by trwać z nim i patrzeć na niego jak najdłużej. Milczeliśmy, bo żadne słowa nie były już potrzebne. W końcu kiedy był środek nocy, usnęłam, ale przez słaby sen słyszałam jak chłopak się podniósł, pocałował w czoło, ale to zetknięcie jego ust z moim czołem nie było takie krótkie. Przetrzymał tak chwilę, czułam że się waha bo bardzo by chciał zostać, ale dłużej nie mógł. Przeszedł oddechem w stronę mojego ucha i szepnął czule "Kocham Cię". Miałam ochotę go zatrzymać kiedy się wolno cofał, ale spałam...
Nastał ranek. Kacpra już nie było, ale pod ścianą siedział Jurek, a właściwie to on chyba śpi, bo jest z założonymi rękami, a jego głowa lekko przechylona na prawy bok, oczy zamknięte. Byłam spokojniejsza. Nawet boję się pomyśleć, co by się ze mną stało gdyby po tym jak Olaf mnie potraktował, nie przyszedł Jurek. Pewnie lekarze by nie zdążyli, bo byłoby za późno, a tak szybka interwencja dużo dała. Mimo że dziecko nie umarło, to jest duże ryzyko jego utraty. - I po co ten Olaf do mnie wczoraj przylazł? To on do tego doprowadził że krzyczałam. Mój krzyk nie wpłynął dobrze, a ja nawet nie pomyślałam że tak zaszkodzi. Gdyby mi chociaż to przez myśl przeszło, odpuściłabym, minęła go, albo przynajmniej czekała aż puści. W końcu by musiał mnie zostawić, bo ludzie patrząc na nas zaczęli się oglądać co on ze mną wyprawia i jaki musiał mieć powód, by tak się wściekać. - W końcu i Jurek się ocknął, a pierwszy jego ruch, to wzrok skierowany na mnie. Przetarł oczy, a potem się przeciągnął.
- Jak się czujesz? - zaczął.
- Dobrze. Dzięki tobie. Dziękuję.
- No skoro tak. Ale nie dziękuj mi bez przerwy. To normalne że ci pomogłem.
- Zawsze mogłeś zignorować.
- Ciebie? Nie umiałbym.
- Dlaczego? Jestem obcą dziewczyną.
- Jesteś dziewczyną mojego najlepszego kumpla, a my jesteśmy dla siebie jak bracia.
- Powiedz mi, co się dzieje z Kacprem? Gdzie on przebywa?
- Musi się ukrywać, ale nie martw się.
- Jak długo?
- Nie mam pojęcia.
- Dziękuję że go tu ściągnąłeś. Gdzie są moje rzeczy? Muszę zadzwonić do mamy. - Chłopak podniósł się i sięgnął po moją torebkę. Podciągnęłam się wolno w górę, a on podał mi komórkę do rąk. Muszę powiedzieć mamie co się ze mną dzieje, bo nie chcę by niepotrzebnie się martwiła.
- Słucham. Co tam kochana?
- Mamuś, ja jestem w szpitalu.
- Co takiego? Gdzie? Zaraz będę.

Kobieta przyjechała jak najszybciej mogła i widząc Jurka trochę się zawahała, ale ignorując, podbiegła do mnie.
- Laura, skarbie - tuliła lekko. - Co się stało?
- Olaf, on - nabrałam łez. - Szarpał się ze mną.
- Co takiego?
- Mamo, on mało nie zabił mojego dziecka, groził mi.
- Już, spokojnie - usiadła sobie przed moim łóżkiem. - Ale wszystko dobrze?
- Jurek mi pomógł - wyznałam. Chłopak krótko się przedstawił, a zaraz wyszedł zostawiając nas same.
- Co to za chłopak? - dziwiła się i też zdała się być pod wrażeniem.
- Najlepszy przyjaciel Kacpra - wyznałam krótko. - Mamo, gdyby nie Jurek, Olaf by mnie tak zostawił na środku chodnika. On nie da mi spokoju, jest wściekły.
- Dobrze, odpoczywaj.
Obecność mamy dodała mi trochę sił. Obiecałam Kacprowi że będę silna, to będę. Muszę dla nas i przede wszystkim dla dziecka wszystko zrobić by znowu nie doszło do zagrożenia jego życia. Jurek nie odstępował mnie na krok. Jestem pewna że na prośbę Kacpra, ale to dobrze, dzięki temu czuję się bezpieczna.
Dodał/a: Żan w dniu 9-01-2017 - czytano 901 razy.
Słowa kluczowe: Laura Kacper kryminał ciąża rozstanie Żan

Komentarze (2)

magdadnia 2017-03-04 11:20:57.

Kiedy ciag dalszy? Czekam

Czytelniczkadnia 2017-04-07 23:15:37.

Juz nie mogę sie doczekac jaki będzie dalszy ciąg tej ciekawej historii

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ ROZDZIAŁ VIII"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)