NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. Sezon 3. ROZDZIAŁ PIERWSZY.

LAURA/

Zostawić dziecko pod opieką dziecka. To jest mój kolejny głupi pomysł, ale musiałam pilnie jechać do sklepu. Kiedy z powrotem wpadłam do domu, bałam się okropnie tego co mogę zastać.
- Filip, jesteś? - pytałam zaniepokojonym głosem. Nagle pojawił się w progu i kazał mi być cicho. Odetchnęłam, a przechodząc do pokoju, spojrzałam w wózek.
- Śpi - wyznał szeptem, a ja ostatni raz odetchnęłam.
- Ani słowa tacie że sam zostałeś z Nikolą, dobrze?
Przytaknął i usiadł do swoich zabawek. Niby nie było mnie piętnaście minut, ale i w tym czasie mogły się wydarzyć różne rzeczy. Kolejny raz tak nie zrobię... — wzięłam się za robienie obiadu. To całe roztargnienie wzięło się z tego że jest mnóstwo przygotowań do ślubu i wesela. Wciąż nie wiem dlaczego nam tak się śpieszy.
- Mamo - pojawił się Filip i usiadł do stołu. - Dlaczego ona cały czas śpi?
- To normalne. Ma dopiero sześć miesięcy. Chciałbyś się nacieszyć zabawą, tak?
- Tak. Kiedy będzie chodziła?
- No jeszcze trochę, wiesz? Jak śpi, nabiera sił, rośnie, ale w końcu będzie umiała chodzić.
- Jak ja?
- Jak ty.
- Fajnie. Kiedy wróci tata?
- Nie wiem. Może w nocy, albo wieczorem.
Jak na niego spojrzałam, bardzo posmutniał.
- Filip, a może za godzinkę pójdziemy na plac zabaw?
- Z tatą?
- Skarbie - westchnęłam podchodząc do Filipa. - Wiesz że tata nie zawsze może. Pójdziemy sami. Z Nikolą.
- Chcę z tatą - patrzył niewinnie.
Nie umiałam powiedzieć mu nic więcej, bo wstał i odszedł do pokoju. Okropnie brakuje mu ojca, ale co ja zrobię jak mało się widują. Kacper czasem wraca na noc kiedy Filip już śpi, a nad ranem jedzie z powrotem. Rzadko kiedy rozmawiają, a przez to Filip czuje smutek i po prostu tęskni — postanowiłam zadzwonić do Kacpra, bo może dzisiaj będzie szansa że wróci wcześniej — mijały sygnały aż aż w końcu poczta.
- "Służba nie drużba. Zostaw wiadomość po sygnale." - Rozłączyłam się. To u niego normalne że nie odbiera w południe.
Po skończeniu obiadu, udało mi się namówić Filipa na spacer, a potem jeszcze na plac zabaw. Jak usiadł w piaskownicy, tak siedział próbował zrobić dokładnie taki sam zamek z piasku jaki robił ze swoim tatą.
- Witam sąsiadkę - podeszła dziewczyna. Tak samo ma małą córeczkę i jest w podobnym wieku co ja.
- Hej.
- Mogę?
- Jasne - zrobiłam jej miejsce. - Jak tam?
- Po staremu. Chociaż ostatnio mała mi chorowała.
- Najwyraźniej nie tylko ja się męczyłam.
- U ciebie też?
- Niestety. Ale już jest wszystko w porządku.
- Zazdroszczę ci takiej kolejności dzieci.
- Mnie? - zaśmiałam się. -Dlaczego?
- Starszy chłopczyk, młodsza dziewczynka. Marzenie nie jednej młodej mamy.
- A... Tak wyszło. Jednym udaje się jedno, drugim drugie.
- Coś się stało?
- Niespecjalnie. Spójrz na Filipa. - Zrobiła jak prosiłam. - Aż mi źle patrząc jak się męczy.
- To znaczy? Dlaczego jest taki przygaszony?
- Brakuje mu taty. Kacper rzadko bywa w domu, Filip chciałby spędzić z nim czas, ale nie ma jak.
- O to chodzi - westchnęła. - Ja sama go rzadko widuję.
- Właśnie. Gdyby nie wspólna sypialnia, sama bym się z nim nie widziała.
- Tak często pracuje?
- Jakoś ostatnio tak. Teraz mają coś takiego że nie ma go czasami nie tylko dniami, ale i nocami.
- Nie wiem czy bym wytrzymywała na twoim miejscu.
- W jakim sensie?
- Każdym. Nie ma go dla mnie, nie ma dla dziecka, nie ma w ogóle. Wytrzymujesz?
- Jakoś muszę.
- Nie boisz się że coś się w końcu stanie?
- Nie znasz Kacpra. On ze wszystkiego wychodzi bez szwanku.
- Chociaż tyle.
- Tak, to bardzo wiele.
- No a teraz, wesele - przyznała. - Jak tam? Masz suknię?
- Na oku. Wiesz, chciałam żeby Kacper pomógł mi w wyborze, a nie tak ja sama. Niby mama dużo mi doradza, ale to w końcu Kacper będzie mnie widział i to dla niego chciałabym jakoś wyglądać.
- Rozumiem. Też wybierałam wszystko ze swoim Jarkiem i chociaż tak bardzo się wykręcał że się nie zna, to i tak go ciągnęłam na wspólne zakupy.
- Fajnie. Właśnie też bym tak chciała. Ja to już nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam z Kacprem na zakupach jakichkolwiek. Może na początku jak się poznaliśmy, ale teraz... Mam wrażenie że nudzi go zwyczajne życie.
- Ale tak ci powiem że większość facetów chciałaby być na jego miejscu.
- W to nie wątpię. Ale raczej nie każdy by wytrzymał tą adrenalinę. Czasem po prostu boję się że któregoś dnia przesadzi, że czegoś nie przewidzi.
- Sama powiedziałaś że daje radę.
- No daje, ale różnie to bywa. Czasem noga podwinie się w najmniej spodziewanym momencie.


KACPER/

Gnałem ile sił w nogach, bo ten gość nie może mi uciec. Tyle czasu poświęciłem za znalezienie go i nie dam mu zwiać. Hotelowe korytarze są wąskie, zwrotne i kręte miejscami, więc z tym mało się nie wywaliłem. Do tego jeszcze przeszkadza mi garnitur, ale nie ma czasu na przebieranki — korytarz dobiegł końca i jak znalazłem się na schodach prowadzących na górę, wyjąłem zza siebie broń, zwalniając kroki na bardziej ostrożne. Mój ścigany jest tak samo uzbrojony, bo wcześniej do mnie celował — wykonałem kilka szybkich uników i pusto, ale zaraz w jednych z drzwi pokoi rozległ się pisk kobiety. Wpadłem tam i młoda dziewczyna leżała na podłodze. Kiedy zobaczyła mnie z bronią, była jeszcze bardziej niespokojna.
- Spokojnie, jestem z policji. Jest pani ranna?
Zaprzeczyła, więc z tym zaraz poszedł huk tłuczonego szkła, bo mój poszukiwany najwyraźniej uciekł przez okno. Od razu ruszyłem tym tropem i w ogóle się nie pomyliłem. Zmierzał teraz po dachu i jeśli się teraz też nie pomylę, znajdzie się dokładnie pod drugim piętrem. Nie próżnowałem więc, tylko wracając na korytarz, zbiegłem niżej i wpadłem do jednego z tych właściwych pokoi. Ludzie w nim wydali okrzyk paniki.
- Spokojnie, policja. - Po tej informacji się rozbiegłem w kierunku okien, a po drugiej stronie szyby pojawił się przestępca, więc zamykając oczy, sobą przebiłem szkła skacząc prosto na plecy mężczyzny, który przede mną ucieka. Pod moją siłą upadł na podłogę dachu, a ja razem z nim, tylko zanim zdążył zrobić cokolwiek, przygotowałem broń do strzału.
- No zostaw mnie! Czego chcesz?! Przecież nic nie zrobiłem!
- Owszem. Znasz się z Karlo. Gdzie go znajdę?
- Kto?!
- Gdzie go znajdę?! - powtórzyłem przyciskając go kolanem do podłoża.
- Nie znam! Ała...!
- A ja wiem, że znasz i dla twojego dobra, powiedz gdzie jest.
- Nic nie wiem. Poza tym, to krętacz.
- Może. Gdzie go znajdę?
- Nie wiem - upierał się. - Spotkałem go tylko dwa razy.
- Po co?
- Miał dać mi szansę na wyścig. Tylko tyle, przysięgam.
- Wstawaj - puściłem go i podniósł się z rękoma do góry. - Zgodził się?
- Nie wiem. Miał mi dać znać.
- Kiedy?
- A co to za przesłuchanie? Kim ty w ogóle jesteś? Z pod ołtarza zwiałeś?
- Nie ważne kim jestem, ale możemy się dogadać.
- Co? - zakpił. - Człowieku, przecież ja cię wcale nie znam.
- Ważne, że ja cię trochę poznałem. Wydaj mi Karlo, a nikt się nie dowie, że handlujesz trawką. - Patrzył na mnie z zawahaniem i najwyraźniej się tego nie spodziewał. - To jak?
- Gliniarz - odparł po chwili. - Nie zamierzam ci ufać.
- Nie musisz. Teraz to jest twój wybór. Wóz, albo przewóz. Co wolisz?
- Nic. - Aha, czyli twój mały sekrecik wychodzi na jaw i widzimy się na komendzie, tylko że ty będziesz pod zarzutem nielegalnego handlu. Może jeszcze wspomnę, że zarabiasz na boku przez wyścigi. Nie ma sprawy. Skuć cię, czy sam pójdziesz?
Chciałem sięgnąć po kajdanki, ale mnie od razu powstrzymał.
- No dobra - uznał szybko. - Będę współpracował, ale nikt ma o niczym nie wiedzieć.
- Pytaj kogo chcesz. Kto pracuje dla mnie, nie zostanie wystawiony do wiatru.
- W porządku - wolno opuścił ręce. - To jak mam pomóc?
- Zależy mi na Karlo. To prywatna sprawa, jest mi coś winien. Nie jest w to zaplątana policja, dlatego bez obaw. Chcę z nim pogadać, dlatego mnie do niego zaprowadzisz. Nic więcej.
- To dlaczego sam go nie znajdziesz?
- Bo nie mogę. Musi ktoś pośredniczyć.
- Wciąż nie rozumiem, co mam robić.
- Wiesz gdzie odbędzie się wyścig?
- Jeszcze nie. Miał mi powiedzieć.
- Kiedy?
- Za parę dni. Organizuje coś, ja chciałem tylko zdobyć kasę.
- Zróbmy tak - sięgnąłem po swoją wizytówkę z numerem telefonu, dając mężczyźnie. - Kiedy Karlo się odezwie, zadzwonisz do mnie. Nasza umowa będzie aktualna jeśli się nie zdradzisz. Piśniesz mu coś o mnie, zgłaszam wszystko na policję.
- Sam jesteś gliną.
- Nie do końca. Rozumiemy się?
- Jasne.
- To dobrze. Zmywaj się jak chcesz być wolny.
Ostatni raz zmierzył mnie wzrokiem i odszedł w kierunku barierki, która prowadzi na właz z dachu. Odczekałem trochę i zrobiłem to samo. Sam się jestem pewien czy mogę zaufać przestępcy, ale liczę że mnie nie wystawi, bo w końcu powiedziałem jasno, że może pożegnać się z wolnością.
Zanim wróciłem do agencji, jeszcze wpadłem do budynku więziennego. Dostałem w końcu pozwolenie na widzenie się z Jurkiem, więc chcę być o czasie. Zgłosiłem się u celnika i wpuścił mnie na salę gdzie odbywają się widzenia z więźniami. Usiadłem przy wolnym stoliku i czekałem na kumpla. W końcu pojawił się i ucieszony moim widokiem, usiadł na przeciw podając mi rękę.
- Już myślałem, że o mnie zapomniałeś.
- Coś ty. Ostatnio byłem zabiegany. Co tam? - rzuciło mi się w oczy jego limo pod prawym okiem. - Chyba nie najlepiej.
- Nie przejmuj się. Jest nieźle. Wytrzymam.
- Miałeś siedzieć sam.
- Miałem, ale dali mi takich dwóch szajbusów którzy na okrągło się leją. Przy okazji i mi się dostało.
- Dawno?
- Wczoraj - westchnął. - Jak Laura? Jak reszta?
- W porządku.
- Córa rośnie?
- Jeszcze jak.
- To dobrze. Myślę że za ten miesiąc dasz mnie do siebie zaprosić?
- Jeszcze nawet po ciebie przyjadę.
- Okej - zaśmiał się. - No ale ty jakoś chyba mało się cieszysz.
- Służba. Rzadko jestem w domu.
- Współczuję. Rzuć to w chorobę i poszukaj czegoś lepszego - zażartował i z powrotem spoważniał. - Kacper, na pewno wszystko w porządku?
- No tak.
- Ściemniasz - patrzył poważnie. - Kogo jak kogo, ale mnie nie oszukasz. Mam mało czasu, streszczaj się.
- Właśnie, za mało czasu. Temat, rzeka. Pogadamy jak wyjdziesz.
- To coś z rodziną? - Nie... Z nimi serio w porządku.
- Wiem - zgadywał. - Denerwujesz się ślubem, tak? Stary, nie pękaj. Chciałeś tego.
- Nadal chcę. Nie no, jestem po prostu zmęczony.
- Dobra, już się tak nie wykręcaj. Mam nadzieję że zaczekacie aż wyjdę?
- Jak mógłbym nie zaczekać na swojego świadka, co?
- Poważnie? - szczerze się zaśmiał. - Poważnie chcesz mnie na świadka?
- Jeśli ty chcesz. Byłbym ci wdzięczny.
- Potrafisz zaskakiwać, bracie - wyprostował się. - Jasne że mogę ci świadkować.
- No to po sprawie.
- Tylko tyle? Będę cię wspierał.
- Na to liczę.
W tym momencie podszedł celnik.
- Koniec.
- No już - podniósł się kumpel i podał mi rękę na pożegnanie. - Do następnego.
- No jasne. Trzymaj się tam.
- Będę.
Odeszli, a zaraz ja też wstałem odchodząc z tego miejsca. Wróciłem do biura i wziąłem się za kończenie swoich raportów. Przy okazji chwyciłem za komórkę z biurka, bo sądząc po migającej diodzie na rogu, najwyraźniej mam jakąś nieodebraną wiadomość. Zgadzało się, dzwoniła Laura, ale w południe byłem zajęty. Już nie oddzwaniałem, tylko zająłem się papierkową robotą. Z tym zadaniem zastała mnie prawie noc. Wychodząc z biura, oddałem klucze do recepcji i jeszcze kobieta mnie zatrzymała.
- Poczta dla pana - wyznała wręczając mi brązową kopertę. Trochę się zdziwiłem, ale tak bywa że ktoś dla kogoś przekazuje jakieś sprawy w taki sposób. - Dobranoc.
- Dziękuję i dobranoc.
Dotarłem na parking, w świetle latarni i świateł samochodu męczyła się Łucja, dziewczyna z którą prowadzę sprawę. Stała przed otwartą klapą swojego wozu i się wkurzała
- Uważaj, bo przemówi - puściłem do niej żart i otworzyłem swój samochód.
- Jasne - westchnęła. - Nawet do głupiego mechanika nie mogę się dodzwonić - szarpnęła gdzieś wokół silnika. - Nie mam pojęcia co do czego. Nie znam się. Co za gruchot!
- Jaki tam gruchot? - zaśmiałem się. - Pokaż.
Przesunęła się trochę robiąc mi miejsce. Nachyliłem się nad całym sercem pojazdu i zastanowiłem czemu nie może ruszyć.
- Znasz się na tym?
- W końcu przez dwa lata pracowałem w warsztacie.
- Poważnie? - ulżyło jej. - No i co tam wyczytałeś?
Grzebnąłem w takie jedno miejsce i się wyprostowałem.
- Odpal.
Wsiadła i zaraz silnik dźwięczał, ale jeszcze nie łapał. Sprawdziłem jeszcze coś i za trzecim podejściem dopiero odpalił.
- Oh... - odetchnęła. - Dziękuję... Już myślałam że będę tu nocowała.
- Polecam się na przyszłość - zamknąłem klapę. - Masz słaby rozrusznik jak na taki silnik. Ktoś go wymieniał?
- A bo ja wiem... - wzruszyła ramionami. - Powtórzy się?
- Może. Zgłoś się na przegląd.
- Ostatnio miałam, uznali że jest w porządku.
- Powiedz że tak się dzieje. Sprawdzą ci.
- Okej, dzięki.
- Nie ma sprawy. Do domu powinnaś dojechać. Nie wiem jak rano.
- Najwyżej dotrę taksówką. Bez problemu.
- To dobrze.
- Ale czekaj. Czy my czasem jutro nie mamy wolnego?
- A czasem nie pojutrze?
- Oh... No tak - westchnęła. - To do jutra.
- Chyba do rana. Już po północy.
- To do rana - zaśmiała się. - Pa.
- Pa.
Odjechała, a ja w tym czasie odpaliłem swój wóz. Łucja jest tu nowa. Zostaliśmy partnerami w nowej sprawie i tak jakby przydzielono mi ją by się szkoliła. Dotarłem do domu, było ciemno bo już wszyscy dawno śpią. Z Laurą to ja nie gadałem... Bo ja wiem... Jakieś cztery dni. To samo z Filipem i nie widziałem Nikoli. Ostatnio nie mam jak się nimi nacieszyć. Dzisiaj jednak coś się zmieniło, bo jak wszedłem do sypialni, dziewczyna nie spała, a czuwała siedząc na wpół leżąco, po czym jeszcze zapaliła lampkę przy łóżku.
- Kacper, tak dłużej nie może być - wyznała poważnie. - Co ty wyprawiasz?
- Co?
- Czy praca jest dla ciebie ważniejsza jak rodzina?
- Laura, nie dzisiaj. Jestem padnięty.
- Jak zawsze. Myślisz ty w ogóle o nas?
- Pogadamy innym razem - położyłem się po zrzuceniu ubrań i zgasiłem lampkę.
- Nie - uznała stanowczo i zaświeciła ją z powrotem. - Teraz. Kiedy ty chcesz gadać? Wiecznie cię nie ma.
- Jutro już spędzę dzień z wami, noc z tobą. To mało?
- Tak. Jak ty chcesz w jeden dzień nadrobić tyle straconego czasu?
- Nie w jeden. Będzie ich więcej.
- A my? A ślub? Miałeś pójść ze mną wybrać suknię. Wiesz co, już nawet się nie łudzę że tak będzie.
- Nie znam się na tym. Wybierz taką jaka ci się podoba.
- Ale nie rozumiesz, że chcę wybrać ją z tobą? Nie rozumiesz?
- Zarabiam na nas. Są trudniejsze dni, ale są też lepsze. Nie wściekaj się tak.
- A zaproszenia? Może sama mam je rozdać?
- Wyślij pocztą.
- Jesteś żałosny - wkurzyła się nie na żarty. - Jak ty to sobie wszystko wyobrażasz? To może od razu odwołajmy i wszyscy będą zadowoleni, co?
- Może być.
- O świetnie - zakpiła. - Miło, że się zgadzasz.
- Laura, uspokój się masz jeszcze miesiąc. Nawet trochę więcej.
- Tylko. To jest bardzo mało czasu. Przecież my jeszcze nic nie mamy.
- Możemy wrócić do tego jutro, na spokojnie?
Warknęła coś pod nosem i odwracając się do mnie plecami, padła bez słowa. Co ja mam jej powiedzieć na ten temat? Mogłaby po woli sama coś załatwiać, ja nie dam rady się rozdwoić. Poza tym Laura ostatnio jest taka drażliwa, że czasem jej nie poznaję.

----------
To już trzeci sezon, który tak samo jak 2 poprzednie przyniesie mnóstwo mrożących krew w żyłach zdarzeń.
Los nie oszczędza bohaterów ;)
Dodał/a: Żan w dniu 8-01-2018 - czytano 132 razy.
Słowa kluczowe: Laura Kacper kryminał przygotowania ślub miłość Żan

Komentarze (1)

Laurkadnia 2018-01-10 22:27:28.

Wow, super opowiadanie :)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. Sezon 3. ROZDZIAŁ PIERWSZY."

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)