NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. Sezon 3. ROZDZIAŁ SIÓDMY

LAURA/

Stojąc dzisiaj tak przed ołtarzem, myślałam głównie o tym co było kiedyś. Zmuszona ślubowałam Olafowi i tak bardzo chciałam żeby to był Kacper, no a teraz moje marzenia wzięła rzeczywistość. Przed rodziną, świadkami i gośćmi ślubuję Kacprowi miłość, wierność i całą resztę, stając się tym jego żoną i teraz nareszcie wygląda to normalnie. Jestem po prostu szczęśliwa i tyle. Po Kacprze widzę to samo. Też się denerwuje, a przy przysiędze jakoś mniej drżał mu głos. Po raz pierwszy widzę jego szczere uczucia na wierzchu. Zwykle nie pokazywał tego co czuje, tylko maskował w sobie. Dzisiaj właśnie jest inaczej. Nawet wczoraj już widziałam że jest inny niż zwykle, ale nie mam mu za złe że pojechał do agencji zamiast pomagać w szykowaniu sali weselnej.
Na weselu pokazał nawet że tańczyć umie. Może nie tak hulał jak głupi, ale pierwszy taniec, kolejny i jeszcze jeden wyszedł mu całkiem całkiem. Tak szarmancko prezentuje się w tym smokingu, pod muchą... No, no. Oczu oderwać nie mogę. Z moją rodziną też jakoś potrafił się odnaleźć. Widzę go jak siedzi przy stole i sączy trunki.
- Pozazdrościć - odezwała się jedna z moich towarzyszących kuzynek z którymi właśnie siedzę. - Kacper jest po prostu świetny.
- No wiem.
- Że też taka czarna przeszłość. W ogóle nie widzę go w złej odsłonie.
- Zmienił się dla mnie. Pokazał że potrafi. Jest bardzo odpowiedzialny, a ja nie mam żadnych wątpliwości.
- To kiedy trzeci maluszek?
- Trzeciego niestety nie będzie.
- No szkoda. Co jak co, ale dzieci z waszego połączenia wychodzą cudowne. Tak Filip?
Synek niezwłocznie przytaknął i zagryzał winogronem.
Świetnie jest, takie grono rodziny. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak Kacper musi ciężko przyjmować to do siebie że jego najbliższą jak dotąd osobą jest Jurek. Tak naprawdę nikogo nie znają stąd, więc obaj wspierają się jak mogą. W sumie od dzisiaj Kacper ma już rodzinę. Każdy stąd nią jest, skoro ożenił się ze mną. Ma już teściów, może traktować ich jak rodziców. Ma babcie, siostry cioteczne, braci... Został tylko Jurek, ale z tego co widzę całkiem nieźle mu z Paulą, moją kuzynką od strony mamy. Wzięłam Paulę na swojego świadka, ale wyraźnie mają wspólne tematy.
Przez chwilę zapatrzyłam się na swoją złotą połyskującą nowością obrączkę. Teraz już nikt nie odbierze mnie Kacprowi. Jesteśmy znaczeni i nic tego nie zmieni.
Teraz jak chciałam spojrzeć na swojego męża, jego już nie było przy stole. Rozejrzałam się, ale nie napotkałam na niego. W tej samej chwili podeszła moja mama, wręczając mi do rąk Nikolę. Muszę ją nakarmić i pewnie pójdzie już spać. Wyszłam z nią do samochodu, bo na sali jest okropny gwar. Towarzyszył mi Filip. Tak samo nie chciał sam zostać z gośćmi, a poza tym, też już powinien iść spać. Jest grubo po dwudziestej trzeciej, więc nic dziwnego że ledwo trzyma się na nogach.
Dzieci nie zostały same w aucie, ktoś zawsze był. Tym razem mama, bo uznała że sama z chęcią odpocznie od hałasu i głośnej muzyki.
Wróciłam na salę po pół godzinie. Dalej nie mogłam trafić na Kacpra, ale dopadłam za to Jurka przy stole.
- Widziałeś Kacpra?
- Nie. Siedział tam.
- Pół godziny temu. Zdążyłam nawet dzieci uśpić.
- Zadzwonić do niego?
- Szukasz Kacpra? - spytał tata.
- Tak. Widziałeś go?
- Wyszedłem przed sekundą tylnymi drzwiami.
- Gdzie?
- No tam. Pewnie przewietrzyć się poszedł.


KACPER/

Przeszedłem się. Łeb mi pęka, a poza tym dostałem dziwną wiadomość żebym wyszedł na zewnątrz, więc wyszedłem. Ku mojemu zdziwieniu, kogoś widziałem. A właściwie to zanim przyzwyczaiły mi się oczy do ciemności, widziałem tylko światełko z cygara, a zaraz też sylwetkę mężczyzny opartego o samochód. Tyle że, to nie był byle jaki mężczyzna, to Karlo, wiem to i teraz widzę.
Podszedłem wolno, mając ręce w kieszeniach. Milczałem przez chwilę stając przed nim, on tak samo. W końcu jednak to ja postawiłem przerwać tę ciszę.
- Co tu robisz?
- Odwiedzam cię. Nic nie chcę, spokojnie.
- Tak po prostu zjawiasz się?
- Nie tak po prostu - przyznał. - Masz ślub.
- Co z tego?
- Cieszę się że masz szczęśliwą drogę w życiu.
- Racja. Nic więcej mi nie powiesz?
- Co chcesz wiedzieć?
- Szukałem cię.
- Wiem.
- Wiesz?
- Wiem - powtórzył. - Nie sądziłem że będziesz chciał jeszcze ścigać się za kasę i to nawet nie dla siebie.
- O czym ty mówisz?
- Stasiak nie jeździ tak dobrze.
Zakpiłem słabym uśmiechem i spojrzałem w bok.
- Muszę ci powiedzieć że nieźle to wyszło.
- Serio, jesteś naprawdę dziwny. Przychodzisz tutaj, wiesz że jestem gliną, zawsze mogę wezwać wsparcie...
- Wezwiesz? - spytał poważnie puszczając z ust dym.
- Zastanowię się - uznałem, a po chwili wciągnąłem powietrze przez nos, stając obok Karlo i oparłem się o jego samochód. - Jak to jest, tak błądzić?
- Błądzić. Nie błądzę.
- Nie trudno było cię znaleźć.
- Nie ukrywałem się.
- A skąd miałeś mój numer? Zmieniłem.
- To też nie było trudne.
- A jak zmienię jeszcze raz?
- To zmienisz - spojrzał na mnie z pod oka, a zaraz znowu puścił dym, tylko że prosto w moją twarz. - Fajne wesele. Świetny ślub. Gratuluję, nawet głos ci nie zadrżał.
- Chcesz mi powiedzieć że byłeś w kościele?
- Myślisz że kryminalista do kościoła nie chodzi?
Zaśmiałem się słabo. Kurczę, on jest taki... No nie wiem co o tym myśleć. Szczerze bym mu podziękował że nie jestem tu tak do końca sam. Jakoś mu wierzę że jest moim ojcem. To się czuje.
- Czytałem list - zacząłem. Spojrzał na mnie. - Mogę chociaż zadać kilka pytań?
- Słucham.
- Chciałem... - zawahałem się. - Chciałem odszukać cię... Nie wiem... Chyba dlatego że chciałem wiedzieć więcej niż ten list i co tam napisałeś. Skąd miałeś moje DNA?
- Nie było trudno. Zostawiłeś kubek w biurze.
- No tak - westchnąłem. - A... Dlaczego w ogóle... Skąd ja... Sory, mam za dużo pytań na raz.
- Skąd pomysł na oddanie cię do domu dziecka?
Przytaknąłem mu.
- No cóż. Ja bym nie dał ci bezpiecznego życia.
- A mama? Mam jakąś mamę?
- Każdy ją ma.
- A ja?
- Przykro mi.
- Nie żyje, prawda?
Mężczyzna przesunął się i zaraz otworzył przede mną drzwi samochodu od strony pasażera. Zmarszczyłem brwi i grubo się zawahałem. Mam zaufać?
- Poznasz ją. Odwiozę cię z powrotem. Obiecuję.
Jeszcze raz spojrzałem na salę, no ale wsiadłem. Zamknął za mną drzwi i wsiadł z drugiej strony za kierownicę. Nie miałem pojęcia co o tym myśleć i gdzie mnie wiezie. Milczeliśmy obaj w jednym samochodzie, a ja chyba nie czułem spięcia. Było w miarę spokojnie. Mam tylko nadzieję że Laura nie wyjdzie z siebie widząc że nie ma mnie długo.
Droga nie była długa, zaledwie dziesięć minut i zatrzymał samochód na parkingu przy cmentarzu. Aż mnie ciarki przeszły, ale tak samo jak on, wysiadłem. Przeszliśmy przez furtkę cmentarną i prowadził przez alejki. Zatrzymał się dopiero przed pojedynczym nagrobkiem. Świecił księżyc, nie jest do końca ciemno, więc zdjęcie na płycie było widoczne. Także napis jakim był ten z krótką informacją.
"Julia Niewiadomska. Żyła lat 20. Zmarła podczas porodu."
- Porodu? - zawiodłem się trochę i poczułem łzy. Patrząc na zdjęcie, była naprawdę śliczną kobietą.
- Tak. Możesz pytać o co chcesz.
- Byliście małżeństwem?
- Tak. Pobraliśmy się kiedy miała 19 lat. To było bardzo wcześnie, ale tylko jej rodzice tak uważali.
- Żyją?
- Gdzieś tam żyją.
- W Gdańsku?
- Tak.
- A twoi rodzice?
- No niestety. Moi zginęli w wypadku jak miałem 16 lat. Załamałem się i stąd to moje życie. To Julia odmieniła mnie, no a potem ten poród... Zabrał mi ją. Miała wybór. Ty, albo ona. Wybrała ciebie.
- A moje imię? Dom dziecka je nadal?
- Nie. Julia od samego początku chciała żebyś miał na imię Kacper. Oddając cię, miałeś przy sobie kartkę z imieniem i nazwiskiem.
- A ten krzyżyk. Też go mam od zawsze.
- Był mój. Dostałem go od Julii.
- Jaka była?
- Piękna. Była dla mnie wszystkim. Pogodna każdego dnia, dbała o siebie, o mnie. Będąc w ciąży, rozmawiała z tobą. Dzień w dzień zaskakiwała coraz bardziej. Błagała żebym zajął się tobą. Nie potrafiłem. Próbowałem, przez pięć miesięcy chciałem, ale nie dałem rady. Dziecko, to było dla mnie za dużo - mówił patrząc przed siebie.
- Jak mnie potem odnalazłeś?
- Nie odnalazłem. Sam się odnalazłeś. Początkowo szukałem dobrego kierowcy, nie miałem pojęcia że to ty. Potem widząc ten krzyżyk na twojej szyi, już miałem pewność.
- To dlaczego od razu mi nie powiedziałeś?
- Uwierzył byś po tym co ci zrobiłem?
- Nie wiem. Ale na pewno inaczej by wszystko wyglądało.
- Teraz już wiesz - przeniósł wzrok na mnie. - Co z tym zrobisz?
- Wracajmy już.
- Okej - odszedł pierwszy, ja jeszcze stałem.
Gapiłem się w zdjęcie i nie mogłem uwierzyć. Całe życie byłem sam. Miałem tylko Jurka. Byłem idiotą, działałem bez zastanowienia. Zawsze bolało mnie, czemu jestem w domu dziecka. Czy moi rodzice byli aż tak nieodpowiedzialni że postanowili oddać? Nigdy mi do głowy nie przyszło że mama oddała swoje życie za mnie, a ojciec był kim był. Próbował, ale mu nie wyszło.
Odchodząc stąd, zrobiłem znak krzyża na sobie. Wdzięczny jestem. Mimo że nie znam tej kobiety, to Karlo zna i może powiedzieć mi więcej.
Znowu milczeliśmy w drodze powrotnej, a w trakcie dostałem wiadomość od Laury.
- "Gdzie jesteś?"
Odpisałem jej że już do niej wracam.
Tak naprawdę dziękuję Karlo że przywiózł mnie dzisiaj na cmentarz, i w ogóle był na ceremonii, widział cały obrzęd ślubu, teraz przyjechał tutaj. Podziwiam go że był w stanie tak ryzykować. Musiał mieć pewność że nie wezwę wsparcia, bo przecież mógłbym.
Wysadził mnie na podjeździe i chyba nie zamierzał wysiadać, ja tak samo wahałem się.
- Zobaczymy się jeszcze?
- Jeśli tego chcesz - uznał. - O, zapomniał bym.
Sięgnął za marynarkę i wręczył mi do ręki małe pudełeczko. Chciałem otworzyć, ale mnie powstrzymał.
- Otworzysz później.
- Bym cię zaprosił, ale nie wiem...
- Dzięki - zaśmiał się. - Nie będę robił zamieszania. Cieszę się że nie odrzucasz mnie i mam nadzieję że nie popełnisz nigdy tych samych błędów co ja.
- Nie mam ci za złe. Chciałeś dobrze.
- Trzymaj się, Kacper.
- Powodzenia... - zawahałem się. - Tato.
Ostatni raz spojrzał na mnie, a kiedy wysiadłem, wycofał i odjechał. Dopiero kiedy zniknął mi z oczu, spojrzałem na brązowe małe pudełeczko i po chwili otworzyłem górną części. Ukazał mi się plik zwiniętych w rulon setek. Szczęka mi opadła, bo to serio dużo pieniędzy i nie wyobrażam sobie jaka kwota jest łączną sumą, rulon jest naprawdę gruby i spięty czerwoną kokardką. Jednak była też doczepiona biała tłoczona karteczka. Odczytałem to co było na niej napisane.
- "Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia"
Wiem dlaczego kazał otworzyć później. Gdybym zobaczył to przy nim, na pewno nie umiał bym tego przyjąć.
- Kacper! - usłyszałem za sobą głos Laury. Momentalnie wsunąłem pudełko do kieszonki i odwróciłem się do niej. Podbiegła. - Kacper, wszędzie cię szukam.
- Chciałem się przewietrzyć.
- Tak długo?
Uśmiechnąłem się tylko lekko. Chyba nie byłem sobą.
- Wszystko dobrze?
- Tak - westchnąłem biorąc ją za rękę. - Bardzo Cię kocham.
Odwzajemniła uśmiech, po czym puszczając brzeg długiej białej sukni, pocałowała mnie.
- Też Cię kocham. Wracajmy już, co? Zaraz tort.
- Pewnie.
Wiem co Karlo miał na myśli mówiąc o swojej zmarłej żonie. Dokładnie wiem co czuł, bo ja mam to samo przy Laurze. Jest tak samo cudowna i też pewnie bym się załamał, gdyby mnie zostawiła. Tak samo zmieniła mnie, a przed tym z miłości do mnie, znosiła moje wszystkie złe przewinienia. Teraz chyba mam kolejny cel w życiu. Odnajdę swoich dziadków. Mam nadzieję że nie odrzucą mnie, tylko jeszcze zechcą poznać.

Wesele trwało, ale już tylko takie końcówki. Trzecia w nocy, więc gości już ubywało. Nawet na samym końcu kiedy trwało sprzątanie, dostałem w ręce Nikolę. Obudziła się i była głodna. Laura przygotowała butelkę z mlekiem, a moim bojowym zadaniem było nakarmienie ją.
- Trzymaj się - podszedł jakiś kuzyn Laury i na odchodne podał mi rękę.
- Dzięki.
Następną osobą jaką miałem przed sobą, był Jurek. Zdjął swoją muchę i westchnął.
- Padam. Najlepsze wesele na jakim kiedykolwiek byłem.
- Byłeś na jakimś jeszcze?
- Nie, dlatego mówię.
- Jasne - zaśmiałem się. - To dziwne, co?
- Ale co?
- Nie czujesz się trochę jak w innym świecie?
- Czuję. Zgadnij, co mam?
- Co masz?
Sięgnął do kieszeni i przed samymi moimi oczami rozprostował niewielką karteczkę. Żeby odczytać, musiałem trochę odchylić głowę. To nic innego jak numer, ale do kogo?
- No jestem pod wrażeniem - zacząłem, a on schował zapiskę z powrotem.
- Nie zgadniesz.
- Numer Pauli?
- Skąd wiedziałeś?
- No niech pomyślę... Dlatego że widziałem was cały czas razem? Tak, to moje wyjaśnienie. Zgadłem?
- Wiesz jak bosko całuje?
- Brawo, Jurek - podniosłem się odkładając Nikolę do wózka. - Nie zmarnuj tego, a jeszcze naprawdę zostaniemy rodziną.
- Chciałbym. Myślała że jesteśmy braćmi.
- Serio tak podobni jesteśmy?
- Sam nie wiem. Ja brunet, ty czarny. Ja brązowooki, ty piwnooki... Nie wiem gdzie leży punkt podobieństwa.
- Płeć - zaśmiałem się. - Może jeszcze postawa.
- Tak, to jedyne wyjaśnienie.

Wróciliśmy w końcu do domu nad ranem. Byłem padnięty jak nigdy. Laura to samo, walnęła się nawet w sukni ślubnej. Lustrowała mnie leżąc, ja w tym czasie zacząłem zrzucać z siebie to co mało wygodne. Zacząłem od butów; dalej mucha, koszula, pasek i spodnie...
- A ty? - zacząłem, a ona przygryzła wargę, wystawiając do mnie rękę.
- Chodź tutaj.
Położyłem się wzdłuż za jej głową, ale ona i tak splotła nasze dłonie. Pocałowałem ją w bok głowy i wtedy oparła się o moją klatę.
- Co dalej?
- Nic. Życie - uznałem. - A co ma być?
- Powiesz mi w końcu, co to za niespodzianka?
- Powiem.
- No to słucham.
- Opłaciłem nam podróż poślubną.
- Naprawdę? - spytała pozytywnie zaskoczona.
- Tak. Na tydzień.
- A dokąd?
- Do Hiszpanii.
Była pod ogromnym zachwytem i nie ukrywała tego. Zmieniła pozycję, będąc teraz na równi ze mną.
- Mówiłam już że Cię Kocham?
- Milion razy.
- To kiedy lecimy?
- W poniedziałek rano.
- A dzieci?
- Twoi rodzice zgodzili się zająć nimi.
- O proszę. To tylko ja o niczym nie miałam pojęcia?
- Wybacz, musiałem jakoś zadbać o wszystko.
- Wybaczam. Mój pierwszy lot samolotem.
- No mój nie pierwszy, ale nie musisz o nic się obawiać.
- Jak będę leciała z tobą, to wiem że nie ma czego się bać. Pomożesz mi zdjąć tą suknię?
Uśmiechnąłem się w odpowiedzi, więc się podniosła do pozycji siedzącej. Gorset ma tak poplątany wstążkami, że ja nie wiem czy dam radę tak szybko.
- Weź łopatki do tyłu. I wyprostuj się.
Wykonała, ale dużo łatwiej nie było.
- Mogę użyć nożyczek?
- Słucham? Ja zamierzam ją sprzedać.
- Kto ci to wiązał?
- Mama, Agata, Lena... I jeszcze kilkoro innych.
- To jakim sposobem ja sam mam to odwiązać?
- Kto jak kto, ale ty sobie na pewno poradzisz.


----
Długo mnie nie było, ale już jestem i nadrabiam zaległe rozdziały :) ;)
Dodał/a: Żan w dniu 3-03-2018 - czytano 320 razy.
Słowa kluczowe: Laura Kacper kryminał ślub miłość Żan

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. Sezon 3. ROZDZIAŁ SIÓDMY"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)