NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. Sezon 3. ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

KACPER/

Rano nudziłem się już w łóżku przy Laurze. Pewnie pomyśli że było tak całą noc. Nie wspomnę jej o wizycie w domu jej rodziców, a już szczególnie nie wspomnę o tym co przeżywa Nikola. Przynajmniej mogłem ją zobaczyć.
Laura budziła się. Przeciągnęła całe ciało i spojrzała na mnie. Najpierw posłała słaby uśmiech, a zaraz jednak zmarszczyła brwi, patrząc na mnie.
- Co ci się stało?
- Jak to?
- Masz siny nos.
Westchnąłem. No tak, bójka na parkingu...
- Nic takiego.
- Byłeś gdzieś w nocy?
- W pracy - skłamałem. - Ktoś musi traktować sprawę poważnie.
- Ktoś cię pobił?
- Jacyś tam... No nie ważne.
- Ważne - nacisnęła. - Dla mnie ważne.
- Nic mi nie jest.
Westchnęła.
- Czy ty nie możesz wyjść i wrócić bez szwanku? Nie możesz?
- Taki los.
Znowu westchnęła, podnosząc się.
- Muszę do łazienki.
Kiedy wyszła, tak samo się podniosłem, patrząc na komórkę która miała dwa nieodebrane połączenia od Łucji. Postanowiłem szybko do niej oddzwonić.
- Słucham.
- Hej, dzwoniłaś bardzo rano.
- Tak. Mogłeś odebrać.
- Sory. Coś się działo?
- Bardzo dużo. Sprawdziłam rejestrację samochodu. Przepraszam że to tak długo trwało.
- No i kto to był?
- Sebastian Saski.
- Nie.
- Tak.
- Co on ode mnie chciał?
- Nie mam pojęcia.
- O kurde. No dobra, dzięki. To tyle?
- Nie. Reszta nie na telefon. Przyjedź.
- Będę za godzinę.
Rozłączyła się. Sebastian Saski?! To jest komandor, tylko ciekawe, czego ode mnie chciał? Aż osobiście fatygował się tutaj? Mimo wszystko i tak jestem dumny z Laury, że jest czujna.
W biurze CBA byłem po śniadaniu, po dziesiątej. Tym razem miałam odznakę i ochroniarz kojarząc mnie, przepuścił. Dostałem się na górę i prosto do głównej bazy gdzie wiem, że znajdę Łucję. Akurat siedziała przy biurku, grzebała w komputerze i jednocześnie trzymała ramieniem telefon przy uchu. Usiadłem sobie bez słów przed jej stanowiskiem pracy i czekałem aż skończy.
- Tak, tak. Będziemy w kontakcie. - Rozłączyła się. - Dobrze że już jesteś. Twój raport.
Podała mi karty i byłem trochę zdziwiony. Sprawa nie została rozwiązana.
- Ale... Jaki raport?
- Twój. Znalazłeś się. Stworzyłam ci raport, wiedziałam że nie będziesz miał czasu by to napisać.
Od razu przejrzałem, a zakończyła takimi słowami. "Funkcjonariusz służb wrócił przez okno, dzięki temu znalazł się sam i poszukiwania zostały przerwane"
Spojrzałem na dziewczynę.
- Serio? Nie mogłaś pominąć tego okna?
- Przykro mi, tak widzieli świadkowie.
Przekręciłem oczami, zamykając raport.
- A co z tym komandorem Saskim?
- Zostawił na siebie namiary - podała mi jego wizytówkę. - Zgłoś się.
- Czego może chcieć? W wojsku nie jestem.
- Służysz nie tylko policji.
- Nie wybieram się na wojnę.
Wzruszyła ramionami, więc się podniosłem.
- Dobra, dzięki za raport.
Ruszyłem w kierunku swojego gabinetu, w stromym sam spokojnie mogę pracować.
Kurde, czepiała się mnie komandor wojskowy, a ja nie chcę do wojska. Ostatnio dostałem propozycję pracy na Syrii, lub w Afganistanie, więc może chodzi o to, bo wciąż czekają na odpowiedź. Długo czekają. Dwa miesiące już od tego minęły.
Po zestawieniu raportu na swoim biurku, postanowiłem pojechać osobiście do siedziby wojska i sam w cztery oczy pogadać z tym komandorem. Uczyli mnie że przez telefon, to do kumpla. Rzeczy zawodowe z poważnymi ludźmi załatwia się naocznie, bo to wyraża szacunek.
Siedziba wojskowa ma takie położenie, jak plan filmowy, tylko bez kamer, zamiar tego karabiny. Ogromne pole, dokoła namioty w łaty moro, no i ćwiczą. Mają różne plansze w kształtach ludzi, worki treningowe, przeróżną broń, a to wszystko otoczone drutem kolczastym by nikt niepożądany nie dostał się z zewnątrz. Jest tu ochrona i jak tylko podszedłem, powitali mnie zakazem wstępu. Okazałem się odznaką, wtedy wpuścił. Jest wyznaczona trasa przejścia, bo na pole jakbym wszedł, to nigdy nie wiadomo czy bym wyszedł żywy.
Na jednym z namiotów widziałem napis "Oficer", a więc gdzie oficer, tam i reszta. Wszedłem. Spojrzeli na mnie.
- Ja do komandora Solskiego. Jest może?
Mężczyzna wysłał kogoś, by przywołał osobę której szukam. Długo nie czekałem, jakieś pięć minut.
- No... - podał mi rękę. - We własnej osobie.
- Szukał mnie pan.
- Tak. Przejdźmy się.
Widać że nie chciał o tym mówić przy wszystkich, więc ruszyliśmy gdzieś przez obóz, wolnym krokiem.
- Prowadzisz sprawę Iwanowicza, pseudo, Ivo, prawda?
- Zgadza się.
- Możemy ci pomóc. Jesteś w naprawdę wielkim niebezpieczeństwie. Co wiesz o tym człowieku?
- Tak naprawdę niewiele. Liczne przekręty. Tyle pisali w oskarżeniach.
- A wiesz o tym że służył w jednostce wojskowej?
Wbiłem w niego wzrok.
- Że co? Długo?
- Osiem lat. Był bardzo dobrym strzelcem. Potem spotkał niejakiego Karlo, no i zdradzał swoich.
- Co on ode mnie może chcieć?
- Tylko jednego, śmierci. Na pokładzie samolotu było mnóstwo osób, mnóstwo też funkcjonariuszy. Nadarzyłeś się przypadkiem, ale tylko ty przeżyłeś. Chce cię znaleźć, by uniknąć ataków.
- A jak pan chce mi pomóc?
- Przynajmniej zabezpieczać miejsca w których jesteś. Wojsko ma większe wyposażenie, niż sami federalni.
- To zawsze coś. Tylko że, tyle zamieszania z mojego powodu?
- Kacper, nie zostaniesz z tym sam. Przysięgałeś chronić ojczyznę, więc ojczyzna ma chronić ciebie. Tak działamy.
- Mam wrażenie że moje życie na ulicy było łatwiejsze, niż to tutaj.
- Ale co to było za życie? Liczne przestępstwa i to wszystko. Podobało ci się?
- Chciałem wyjść na prostą, zapewnić bezpieczeństwo rodzinie. To wszystko.
- Idzie ci dobrze. Iwanowicz powinien siedzieć w więzieniu, dla niego nie ma już ratunku - patrzył poważnie. - Dasz sobie pomóc?
Skromnie, ale przytaknąłem. Tylko teraz jest problem...
Zaraz po tym zawitałem u Karlo w apartamencie. Pukałem, nikt nie otwierał, a drzwi były jakby uchylone. Wszedłem będąc cicho i dążyłem do pomieszczenia w którym zwykle był ojciec, ale to było jak po napadzie. Widziałem ślady walki, obrony, a na dodatek ofiary. Odruchowo wyjmując swoją broń, podbiegłem do pierwszego z leżących. Po tętnie czuję że... Tętna nie ma, nie żyje. To samo z trzema pozostałymi. Karlo miał naprawdę dobrych ochroniarzy. Polegli? Z kim? Kto okazał się silniejszy?
Postanowiłem także sprawdzić górę. W ścianach liczne wgniecenia po nabojach, i to nie byle jakiej broni. Ktoś używał porządnej amunicji. Modliłem się, byle tylko nie trafić na zabitego Karlo. Kiedyś pewnie by mnie to ucieszyło, ale nie teraz, jest moim ojcem, chroni mnie, a ja... Wolę żeby żył jak najdłużej.
Gdzieś z pokoju słuchać było jakieś krzyki, ale niczym przez radio. Z bronią przed sobą przeszedłem tam, wychylając się zza ściany. Znowu trup. W ręku trzymał krótkofalówkę. Przecież to jest ten sam gość co wczoraj eskortował mnie do domu Laury! Z krótkofalówki wydawały się krzyki błagalne, wołające pomocy, a w tle dziecko. Nikola!
Nie miałem czasu, zbierając ze schodów, słuchałem co będzie dalej. Konkretnie nie da się wysłuchać, ale czuję że dzieje się coś bardzo złego. Dzwoniłem do Karlo, jadąc jak głupi, ale nie odbierał. Serce waliło mi jak szalone. Ivo na pewno wyczuł że rodzina jest dla mnie ważna. Może nawet widział mnie wczoraj w nocy jak wchodziłem do domu. Jezu, jeśli coś im się tam dzieje!!!
Zadzwoniłem też do Łucji żeby dała mi wsparcie. Kogoś wysłała, ale nie wiadomo jak szybko dotrą.
Drzwi domu były zamknięte kiedy chciałem cicho wejść, a jak przyłożyłem głowę do nich, słyszałem płacz. Krzyki też, ale były tłumione, jakby ktoś komuś zakleił usta. Podszedłem do okna, wolno wychylając się. Dostrzegłem w pokoju związaną mamę Laury. To ona ma zaklejone usta, płakała i zdzierała krzykiem gardło. Widziałem Filipa, tak samo miał taśmę na twarzy, a Nikola leży w wózku i wyje wniebogłosy, ale jest coś jeszcze. Za ścianą stoi facet z bronią pilnuje ich i wejścia. Dobrze że nie próbowałem wyważyć drzwi, bo bym skończył z kulką w głowie. Jeśli jest tu jeden, dam radę, a jeśli kilku.
Zaryzykowałem. Przystawiłem broń do szyby, odwróciłem twarz do tyłu by szkła mnie nie pokaleczyły, strzeliłem. Poszedł głośny huk. Moje dzieci, trauma do końca życia. Facet leżał, nikt więcej się nie zbiegał, więc wkroczyłem przez okno bez szyb, rozwiązując matkę Laury. Była cała roztrzęsiona no i się nie dziwię. Każdy by był. Wzięła w objęła Filipa, ja zająłem się Nikolą. Boję się że ona nigdy nie przestanie płakać.

LAURA/

Siedząc w pokoju Kacpra mamy, czytałam z nudów jakąś książkę. Znowu coś mi szeleściło, ale to tym razem jakiś inny szelest. Powtarza się i nagle urywa. Wolno zamknęłam książkę, bez odrywania wzroku z okna. Moje serce zaczęło bić szybciej. Jest widno, nie boję się aż tak że to jakieś moje tam lęki, tylko obawiam się bardziej kimś to właśnie teraz tam się skrywa i może mnie sprzątnąć. Bezgłośnie podniosłam się, w szufladzie jest broń. Zamierzałam do niej dojść, póki mam jak. Ruszając wolno, udało mi się wyjrzeć za róg okna. Tam ktoś jest. Dokładnie widzę ramię czarnej kurtki.
Zdążyłam podbiec, złapać za broń i zmyć się z tego pokoju. Nie mam pojęcia co mam robić. Jak mam to powiedzieć Kacprowi?
- Coś się stało? - zaczęła jego babcia, niczego nie podejrzewając.
- Jest tu jakaś piwnica?
- Tak.
- Niech babcia tam idzie.
- Ale po co?
- Coś się dzieje. To tak na wszelki wypadek.
Całe szczęście posłuchała mnie. Byłam tam razem z nią i po paru minutach słuchać było na górze jakiś łomot. Miałam rację i w porę zadziałałam. Piwnica jest ciemna, ale duży stół w niej dostrzegłam. Postanawiam nim zablokować drzwi, by nikt nie mógł wejść. Mało tego klamkę podparłam kijem od szczotki. Babcia Kacpra wykonała na sobie znak krzyża. Wiem że jest wstrząśnięta, ale co ja mogłam innego zrobić. Teraz nie chcę jej okłamywać.
Byłyśmy tu cicho, siedząc na podłodze. Co jakiś czas słuchać było kroki nad nami, a nad nami znajduje się pokój mamy Kacpra. Byłoby pewnie po mnie.
Coś ucichło. Wszelkie szmery, kroki ustały. Teraz nigdy nie wiadomo. Ten ktoś mógł już sobie pójść, albo coś odkrył i czeka na ruch. A jeśli Kacper? Jeśli niczego nieświadomy wrócił do domu?
Strzał. Drgnęłyśmy równocześnie. Miałam ochotę też rozwyć się, ale zdążyłam przycisnąć sobie rękę do ust, poleciały tylko z oczu łzy. Tylko nie Kacper, ani nie dziadek. Też nie wykluczone że wrócił wcześniej z tych koni, czy coś. Coś łomotnęło o podłogę. Strzały powtarzały się, a więc nie dziadek, ktoś z kimś walczy, jestem pewna że to Kacper. Potrafi wybronić się nawet z trudnej sytuacji.
Ostatni łomot i cisza. Ktoś poległ, ale kto?
- Laura?! - usłyszałam nagle.
- Kacper - szepnęłam. - Tu jesteśmy!
Wstając odstawiłam do razu stół, odblokowałam klamkę, otwierając drzwi. Kacper zdążył podbiec, po czym od razu z płaczem wbiłam się w jego ramiona.
- Nic ci nie jest?
- Nie - szlochałam. - Kto to był? On nas obserwował. Bałam się.
- Wspólnik Ivo. Gdzie babcia?
Kobieta zaraz wyszła. Chłopak pomógł jej.
- Nie jesteście tu bezpieczne. Dziadek w pracy?
- Tak.
- Gdzie jest ta stadnina?
Kobieta nie miała pojęcia. Za bardzo się bała.
- Dobra, idziemy.
Kacper szedł pierwszy, pilnował babci, ja szłam z tyłu. To wszystko jest przerażające, na pewno jeszcze gorzej widzi to starczy człowiek.
Wsiedliśmy do samochodu. Od razu stąd odjechał, po drodze nadarzył się czarne auto, i kiedy się zatrzymał, Kacper tak samo, trochę też cofnął. Otworzyły się okna. To Karlo. Zawahał się.
- Jadę prosto do CBA - wyznał mu. - Co z jej mamą?
- Jest w szpitalu.
- Co zrobiłeś z dzieciakami?
- Bezpieczni. Spotkamy się później.
- Czekaj. Pilnuj dziadka. Wraca zwykle po siedemnastej. Zajmę się resztą.
Rozdzielili się. Byłam w szoku.
- Kacper, czyją mamą? Moją?
- Był napad.
- Co?!
- Spokojnie. Nie ma obrażeń. Jest przestraszona psychicznie.
- A dzieci?
- Bezpieczne. Zawiozę was na policję.
Myślałam że padnę. Nie jestem w stanie myśleć normalnie. To są jacyś szaleńcy!

Kacper ulokował nas na posterunku. Niby tu miało być bezpieczniej i było.
- Nie wierzę - zaczęła pani Gabriela. - Mój wnuk. Zabił tamtego człowieka?
Unikałam wzroku kobiety. Myślała na głos.
- A też mężczyzna. To Karol, prawda? Biedny Kacper. Przecież to okropne.
- Nie chciał babci ranić - przetarłam oczy. - Kiedy się poznaliśmy, Kacper był wmieszany w nielegalne pościgi samochodów.
- Co takiego?
- Jak siedział w więzieniu, znajomy policjant zaproponował mu pracę na rzecz policji. Zgodził się, a oni dali mu wolność.
Nie wierzyła. Bała się nawet pytać, ale czuła że chce wiedzieć.
- Wiedziałaś i mimo to z nim jesteś?
- Zaszłam w ciążę. Kochałam Kacpra. Byłam już nawet zaręczona. Nie umiałam go zostawić. Dla rodziny zmienił się.
- Był przestępcą - przyznała. - Mój wnuk robił takie rzeczy?
- To nie jego wina - podniosłam się. - Pojawił się Karlo.
- Kto?
- Jego ojciec. Tak go przezywają. Jest największym przestępcą. Kacper mu ufa.
Już nie pytała o nic więcej.
Nagle drzwi się otworzyły i wszedł Kacper, a z nim Filip, Nikolę niósł na rękach. Od razu dopadłam do synka. Nareszcie mogę mieć dzieci przy sobie.
- Moje kochane - tuliłam. - Wszystko będzie dobrze. Nie bój się.
Jak patrzę na Filipa, nie widzę tego samego dziecka. Stracił całkowicie poczucie bezpieczeństwa, nie ufa nikomu. Poza tym, panicznie się boi, zamknął się w sobie. Już wystarczająco dużo przeszedł, teraz jeszcze reszta świata dobija. Ja nie wiem czy on kiedyś to sobie wytłumaczy.
- Laura, chodź na chwilę - Kacper wziął mnie na stronę. - Skarbie, jest bardzo źle.
- Co?
- Ja muszę iść.
- Ale gdzie?
- Mamy z Karlo plan. Jest ryzykowny, ale jeśli szczęście jeszcze sprzyja, damy radę.
- Kacper, boję się - poczułam łzy. - Boję się o ciebie, o nas. Obiecaj że wrócisz.
- Obiecuję. Musisz być silna, zadbać o dzieci. Masz ochronę, pamiętaj o tym.
- A co z tobą? Jaką mam gwarancję że ty do nas wrócisz?
Nabrał powietrza, wypuścił. Przemilczał.
- Kacper - zawyłam. - Nie rób mi tego. Nie poradzę sobie.
- Poradzisz. Zostaniecie tutaj.
Kręciłam przecząco głową, puszczając przy tym łzy.
- Nie umiem.
- Musisz. Laura, obiecaj, że cokolwiek się stanie, bo może, ty będziesz żyła dalej.
- Nie mów tak, błagam cię. Co to za plan?
- Uderzamy od środka. Więcej nie mogę powiedzieć.
- Chcę żebyś wrócił, rozumiesz?
- Postaram się.
- Nie - zawyłam, łapiąc go za koszulkę. - Daj mi pewność.
- Przepraszam Laura. Chcę żebyście byli bezpieczni. Tylko to mnie obchodzi w tym wszystkim.
- A mnie obchodzi żebyśmy wszyscy byli bezpieczni. Ty też.
- Ivo chce tylko mnie. Jeśli mu się nie postawię, to się nigdy nie skończy.
- Zabije cię - płakałam.
- Trudno.
- Nie mów tak, błagam cię. Nie mów.
- Czekają na mnie.
- Czekaj - przytrzymywałam go mocno. - Nie rób tego. Nie żegnaj się ze mną.
- Nie żegnam. Kocham Cię, pamiętaj o tym.
Nachylił się i złączył nasze usta. W tym głębokim pocałunku sięgnął za tył swojej szyi, wykonał jeden ruch i zapiął swój krzyżyk, na mojej szyi.
- Wrócę po niego.
Przytaknęłam. Przytulił mnie mocno i zaraz puszczał. To samo z Filipem. Kucnął i patrzył mu w oczy.
- Opiekuj się mamą i siostrą, dobrze?
- Tato, nie idź.
- Muszę, synku. Ej, a - załamał mu się głos. - Pamiętasz, ostatnio opowiadałem ci o czołgu wojskowym.
- Konwój.
- Właśnie. Jeśli to wszystko się skończy, przejedziemy się w środku.
Filip uśmiechnął się, po czym przyległ w ramiona swojego taty. Na końcu została mu kruszynka. Dał jej buziaka, bo ona niewiele rozumie. Kiedy wychodził, jeszcze przytulił babcię, a cofając się, patrzył na nas. Miałam tak zmazany wzrok, że ledwo widziałam, ale starałam się panować nad złymi emocjami. Nie mogę go stracić. Nie mogę. Jest dla mnie wszystkim, mimo przeszkód które czasem są na naszej drodze, wierzę że do mnie wróci, bo skoro dał krzyżyk, wróci.
Dodał/a: Żan w dniu 24-06-2018 - czytano 237 razy.
Słowa kluczowe: Laura Kacper kryminał miłość rodzina Żan

Komentarze (1)

Lauraaadnia 2018-06-29 13:21:20.

Super!! Kiedy kolejny rozdział?

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. Sezon 3. ROZDZIAŁ PIĘTNASTY"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)