NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. Sezon 3. ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

=KACPER/

Liczy się każda sekunda, minuta i godzina. Jeśli szybko nie złapiemy Ivo i jego ludzi, będzie katastrofa jeszcze większa, bo jak nas nie wystrzelają, to skończy się paliwo i tak spadniemy, a tego nikt nie przeżyje. Samolot znajduje się w chmurach, czyli tysiące stóp nad ziemią, a właściwie to nawet chyba nad wodą, bo krążymy nad zbiornikiem wodnym, ze względu na bezpieczeństwo. Nie można upadkiem narażać domowników, bo jak wiadomo, na ziemi są przewody elektryczne, gospodarstwa, budynki mieszkalne i ogólnie nikt by nie chciał żeby taki ogromny samolot spadł mu na głowę, a w dodatku jak się zderzy z ziemią, kawałki sięgną na kilka kilometrów od miejsca zderzenia. Jeśli samolot spadnie w wodę, większych szkód nie będzie, bo zginą tylko ci co na pokładzie. Wątpię że ktoś by to przeżył. No chyba że stwórcy zależy tak bardzo że go ocali, ale raczej to rzadkość. Trzeba być naprawdę szalenie wielkim szczęściarzem, by przeżyć taką katastrofę. O ile umie też pływać.
Setny raz przeczesałem teren i udałem się do pilota, by jeszcze przekazać mu małą zmianę planów, lecz... Nie był sam. Obok jednym, a drugim pilotem, stał Ivo. Obu trzymał broń przy skroni.
- Kacper - odezwał się kiedy ja zamarłem. - Nasze drogi się zetknęły.
- Nie musisz tego robić.
- Bo co?
- Zginiemy wszyscy.
- Do prawdy? - prawą ręką z bronią wykierował na mnie. - Możesz być pierwszy.
- Po co ci to?
- Nie pójdę gnić. Wiesz coś o tym, prawda?
- Zawsze można inaczej.
- Nie bądź śmieszny. Dasz mi uniewinnienie?
Zamilkłem. Obaj wiemy że dla niego nie ma już ratunku. Kto by się nie wstawił za niego i tak pójdzie siedzieć. Ma mnóstwo przestępstw w zanadrzu, więc jak nie za to, to za co innego.
- Podejdź - kazał. - Ręce w górę. Obie.
Zrobiłem jak kazał. Wahałem się, ale nie mogę protestować, bo zrobi przez to niechciany ruch.
- Obrót.
Stanąłem tyłem do niego i skrzywiłem się kiedy poczułem na swoim karku zimną broń którą mi przystawił. Drugą ręką zaczął macać mnie pod koszulą i wyjął mój pistolet zza paska — wiedział że pusto nie chodzę po pokładzie — odrzucił go na bok.
- Idź - pchnął mnie mocno do przodu.
Szedłem, ale gdzie, to tylko on mnie kierował. Przeszliśmy do pomieszczenia z mikrofonem. Zobaczyłem w kącie związaną paskiem stewardessę, która obsługiwała ten sprzęt. Bała się, ale siedziała cicho.
- Podnieś słuchawkę - kazał mi Ivo. - Powiadom resztę swoich, niech lepiej się wycofają.
- Dobrze wiesz, że...
- Zrób to! - walnął mnie bronią w tył głowy, a kiedy spojrzałem na niego, wycelował w kobietę.
- Miało nie ginąć więcej ludzi.
- Jeśli się nie zamkniesz, przestrzelę cię, a z tego co widzę, musisz być świeżo po ślubie. Dzwoń.
Westchnąłem i podniosłem słuchawkę wciskając guzik który odblokuje głośniki na pokładzie.
- Co mam mówić?
- Najlepiej jakby wszyscy zebrali się na widoku. Żebym ich widział i ma być bez broni.
- Co jeśli zrobią po swojemu?
- Wtedy zginiesz ty i reszta na pokładzie.
Zastanowiłem się nad tym co powiem i zacząłem.
- Komunikat do wszystkich ochroniarzy. Zbierzcie się w głównym korytarzy na dole. Wszyscy. To jest rozkaz, inaczej wszyscy zginiemy. - Odłożyłem słuchawkę.
- Grzeczny chłopak, a teraz dobranoc.
Zanim się spostrzegłem, tak mi przywalił w głowę że poleciałem na ścianę ściskając się oburącz za tył głowy, którą przeszywa okropny ból. Przyległem do tej ściany i osunąłem się, ciężko przy tym sycząc. Zostawił mnie tak i odszedł, a parę sekund później usłyszałem strzał. Ciężko było mi podnieść się, bo nie dam rady. Nawet czuję jak krew przechodzi mi przez palce.


LAURA/

Był spokój jakiś czas, póki nikt nie usłyszał komunikatu od Kacpra, ale po tym był strzał! Nie robię nic, tylko ryczę za nim. Nagle wpadł główny gość którego szukają. Ivo, z tego co mówił Kacper. Przyszedł i trzymał broń przed sobą, a żeby było bardziej na litość, wziął sobie zakładnika. Reszta zebranych tu ochroniarzy chciała zachować spokój żeby nie stało się nic więcej, ale zaraz mężczyzna w pomarańczowym zatrzymał wzrok akurat na mnie.
- Ty - zaczął. - Chodź tu.
Bałam się, ale chyba nic już gorszego nie może mnie spotkać. Podeszłam niepewnie.
- Pod ścianę.
- Zostaw ją - stanął w obronie strażnik, ale oberwał, więc odruchowo pisnęłam słysząc ten przeraźliwy trzask z pistoletu.
- Jeśli jeszcze raz któryś się odezwie, skończy tak samo. Broń na podłogę. No już.
Odrzucili co mieli, a wtedy mężczyzna znowu celował na mnie. Tylko podszedł i zgarnął ze sobą schodami na drugie piętro samolotu. Tu też byli ludzie i tak samo ofiary ranne, jak i śmiertelne. Mocno ciągnął mnie za nadgarstek, a ja nie miałam pojęcia gdzie. W końcu pchnął mnie w silne ramiona swojego wspólnika, tak samo w pomarańczowym ubraniu. Ten drugi też tu był.
- Macie jej pilnować - nakazał i odszedł pospiesznie z powrotem.
Nie mam pojęcia co to ma znaczyć i do czego akurat ja jestem mu potrzebna, ale najwyraźniej już takie moje szczęście. Za chwilę przywlókł też i Kacpra. Biedny, ledwo na nogach się trzymał, ale był tak samo zajęty ściskaniem się za tył głowy, która mocno krwawiła. Chciałam wyrwać się na pomóc, ale mocno mnie trzymali. Chłopak tak samo dostrzegł mnie, ale ciągnąć się nie mógł, bo nie miał na to sił.
- Stój - jęknął więzień. - To twoja mała?
Milczał, ale nie trzeba dopytywać, by wiedzieć.
- Zrobisz wszystko co karzę, albo wolisz żeby cierpiała ona.
- Czego ty jeszcze chcesz? - wycharczał z bólu.
- Rozumiemy się?
- Tak, ale...
- Zamknij się, bo rozwalę! - krzyknął przeraźliwie, a zaraz poczułam jak ten co mnie trzyma, przyłożył mi broń do czoła.
- Zgoda - westchnął Kacper. - Zrobię co chcesz, tylko błagam, oddajcie mi ją.
Facet kiwnął głową, puścili mnie, więc momentalnie podbiegłam do Kacpra, tuląc go lekko, bo i tak cierpi zwijając się z bólu.
- Odprowadź ich na dół. Niech czeka na pierwszy rozkaz.
Zeszliśmy, a zaraz podszedł lekarz który pomaga tu chyba wszystkim. Kacper był już na wpół przytomny, a na końcu po prostu padł. Nie upadł, bo go łapaliśmy i zaraz został posadzony na jednym z siedzeń pasażerskich.
- Rozcięta głowa - przyznał mężczyzna patrząc na ranę. - Nie mam czym tutaj zszyć.
- Nie wytrzyma?
- Ciężko będzie. Rana jest dość głęboka.
- Opatrzy go pan chociaż?
- Przynieś ręcznik i bandaż.
Od razu zerwałam się by wykonać to polecenie, ale apteczka była pusta. Wszystkie opatrunki jakie były, poszły na owinięcie nogi strażnika. Jak na razie przyniosłam lekarzowi czysty ręcznik, a po kolejną apteczkę zamierzałam iść na górę. Tam też na pewno jest jakaś łazienka.
- Zaraz wracam.
- Ale - zatrzymał mnie. - Bądź ostrożna.
- Będę.
Odeszłam szybszym krokiem na górę. Zaraz na korytarzu dostrzegli mnie i zagrodzili drogę.
- Muszę przejść - zapewniłam. - Kacper nie pomoże wam pół przytomny.
- Puśćcie ją - przytaknął, więc rozeszli się, ale czułam się obserwowana do samego końca aż nie zniknęłam za zasłoną.
Odnalazłam łazienkę po znaczku i z niej zgarnęłam dwa czyste ręczniki, oraz białą apteczkę. Kiedy chciałam wyjść, w wejściu stanął mi jeden z więźniów, ten wyższy i z okropną blizną na policzku. Chciałam ominąć go bez zwracania uwagi, ale ten nie darował. Złapał mnie za nadgarstek, wszedł do środka i jeszcze zamknął za sobą drzwi. Przełknęłam głośno ślinę i poczułam jak coraz szybciej ze strachu wali mi serce. Boję się i to okropnie się boję.
Wyrwałam rękę z jego uścisku, ale ten tylko uśmiechnął się i nie wiedząc kiedy przyciągnął poczynając mnie całować. Broniłam się, zapierałam, ale jestem za słaba na takiego tyrana. Przywaliłam mu apteczkę w głowę, dopiero oderwał się trochę, ale nie na długo, bo znacznie cofnął mnie do tyłu i przycisnął do ściany. Chciałam wydrzeć się wołając o pomoc, ale zadbał o to by mój głos nie wyszedł z gardła, dlatego mocno zakneblował mi usta swoją dłonią. Miałem już łzy na wierzchu, żadnego ratunku, Kacper cierpi, a ja zaraz zostanę tu obrzydliwie potraktowana. Kiedy szybciej oddychałam, to przez nos. Bronił się żebym go za mocno nie biła, ale ja jeszcze w tym ostatnim ratunku kopnęłam go tam, gdzie poczuł ból naprawdę dotkliwie. Wydarł się, zginając w pół, ale to go chyba jeszcze bardziej nakręciło by skończyć ze mną. Póki mogłam, dopadłam do gaśnicy wiszącej w rogu, ale weź ją tak szybko zdejmij... Przyczepiona jest, a ja jestem za słaba by móc tak po prostu wyrwać ją.
- Kotku, no co ty - zaśmiał się. - Takie rzeczy tylko w filmach.
- Milcz cieniasie - jęknęłam i całą swoją siłą adrenaliny, gwóźdź puścił i dał mi to czego teraz pragnę.
Zamachnęłam się gaśnicą od razu. Facet oberwał w ramię, a żeby tego było mało, uruchomiłam ją. Poleciała gęsta piana, wprost na mojego przeciwnika. W butli jest tak silne ciśnienie, że odepchnęło mnie początkowo, nie mówiąc o mężczyźnie, którego odbiło aż w drzwi ubikacji. Nieźle się tam też poturbował, ale może tak odechce mu się takiego napadania na bezbronne kobiety. Źle trafił, bo ja mam Kacpra, a to oznacza że potrafię się obronić.
Złapałam ręczniki i apteczkę jeszcze raz, i tak już z tym odbiegłam stąd jak najszybciej.
Wróciłam do lekarza, właśnie czekał, więc od razu jak dałam mu opatrunki, zaczął działać. Kiedy sytuacja uspokoiła się nieco, Kacper był już opatrzony i powinien niedługo odzyskać przytomność. Tymczasem siedziałam obok niego i obejmując go, przeczesywałam czoło i grzywkę chłopaka. Nie mogę robić nic więcej, tylko czekać i nie pozwolić by stała mu się większa krzywda.
- I jak? - podszedł lekarz.
- W porządku. Obudzi się?
- Tak. Na pewno.
Przytaknęłam, odszedł, a zaraz rozległ się szum w głośnikach. Każdy zamilkł, słuchając tego co ktoś chce wyznać.
- Laleczko - odezwał się sapiący głos mężczyzny. Ten sam którego miałam okazję poznać indywidualnie. - Wiem że mnie słyszysz. Nie myśl że głupia gaśnica dała mi w kość. I tak po ciebie przyjdę. Złotowłosa laleczko.
Przez tę chwilę oddech mi się zatrzymał. Kiedy skończył, wcale się nie uspokoiłam, a wręcz przeciwnie. Boję się jeszcze bardziej. Jakiś napaleniec, i jak ja mam się bronić? Źle jest być zgrabną, zadbaną dziewczyną.


KACPER/

Otwierając oczy, witał mnie okropny ból głowy, ale też widok Laury przy mnie. Obejmowała mnie, przeczesując czubek głowy. Ruszyłem się i wtedy na mnie uważniej spojrzała.
- Kacper - szepnęła. - Powiedz coś.
- Ała.
- Doktorze! - przywołała. - Obudził się.
Mężczyzna podszedł i spojrzał mi w oczy.
- Słyszy mnie pan?
- Tak.
- Jak pan ma na imię?
- Kacper.
- Który dzisiaj jest?
- 26 czerwiec.
- W porządku - odetchnął. Sprawdzał czy nie mam amnezji, czy coś. - Ma pan zawroty głowy?
- Nie.
- Nie kręci się w głowie?
- Nic mi nie jest. Znam się na urazach. Przeszedłem szkolenie na ten temat.
- Myślę że mam większe doświadczenie jako lekarz.
Przekręciłem oczami i chciałem jakoś podnieść się, ale chyba jednak jeszcze za wcześnie.
- Proszę siedzieć. Przyniosę wody.
Westchnąłem i moje oczy zaleciały na Laurę. Uśmiechnęła się lekko, cała zapłakana, i wolno przetarła mój policzek.
- Odpoczywaj skarbie.
- Laura, ja muszę Cię przeprosić.
- Za co?
- Za ten lot. Przepraszam, że nie jest do Hiszpanii.
- Przestań. Skąd mogłeś wiedzieć?
- Obiecuję, że jak stąd wyjdziemy, zabiorę cię w lepsze miejsce. Tam gdzie będzie bezpiecznie.
- Nie myśl o tym teraz. Kto ci to zrobił?
- Ivo. Przywalił mi spluwą.
- Moje biedactwo - ucałowała mnie w czoło, bo miała je pod swoją brodą. - Wrócimy do domu. Powiedz, że tak będzie.
- Tak będzie. Wrócimy do domu, zobaczymy Filipa, Nikolę, wszystko będzie jak dawniej, pamiętasz?
- Wierzę ci. Wiem, że zabierzesz nas stąd i nie pozwolisz tak okropnie zginąć.
- Bądź tego zdania. Pamiętaj, że jesteś dla mnie wszystkim i nie dam ci tak szybko odejść.
- Pamiętam. Kiedyś już przechodziliśmy przez podobne piekło. Myślisz, że człowiek ma trzy życia?
- Dlaczego tak mówisz?
- Przeżyliśmy już pościgi, potyczki na statku. Lot samolotem będzie tym ostatnim?
- No coś ty. Na pewno nie. Mamy jeszcze tyle przed sobą. Chcę żebyś wiedziała, że mimo wszystko przez te trzy ostatnie lata, zmieniłaś moje życie na dużo, dużo lepsze. Jesteś dla mnie najważniejsza i nic oprócz jeszcze dzieci, nie będzie się liczyło. Chcę żebyś to wiedziała.
- Ale ja to wiem. Nie mam wątpliwości że jest inaczej.
Kiedy to powiedziała, nachyliła się i ucałowała mnie w usta.
- Kocham Cię – szepnęła.

Z każdą minutą czułem się coraz lepiej, a nawet po pół godzinie stałem już na nogach. Trzeba było wymyślić jakiś nowy plan, ale jak na razie boję się iść do pilota i zapytać ile jeszcze zostało paliwa. Po pewnym czasie przyszedł wysoki wspólnik Iva. Miał broń, my nie, więc nie bał się w ogóle. Na pokładzie sucho, a ten wygląda jakby niedawno brał kąpiel w ubraniach. Laura na jego widok zareagowała panicznie. Cofnęła się za mnie i nabrała łez. Nie ruszyłem się, a zaraz gangster tak podszedł, że byliśmy oko w oko.
- Przesuń się - kazał.
- Nie! - krzyknęła Laura. - Proszę cię, zrób coś.
- Spadaj - zacząłem. - Nic tu dla ciebie nie ma.
- Owszem, jest - przepchnął mnie mimo wszystko i dopadł do Laury.
Szarpała się, ale jak tylko złapałem równowagę, nie pozwoliłem by coś jej zrobił. Zza jej paska dostrzegłem broń kiedy podwinęła jej się bluzka, więc to jak zbawienie. Podbiegłem, ale mężczyzna też nie próżnował. Trzymał ją, a przede mnie wycelował swoją bronią.
- Ani drgnij - jęknął. - Jeden ruch i zginiesz. Wtedy będziesz oglądał ją jako aniołek przez chmurki.
- Czego od niej chcesz? - uniosłem wolno ręce.
- Niewiele. Podoba mi się.
- Nie ją. Błagam.
- Jeszcze mi powiedz że zrobisz wszystko. Wiem że zrobisz, ale teraz po prostu się odsuń. Za pół godziny ją odstawię. Przynajmniej żywą.
Zapanowała cisza. Laura sama zaczęła sięgać do siebie za pasek, a porozumiewaliśmy się wzrokowo. Wolno mi przytaknęła.
- Woli mnie - zaśmiał się i zaczął z nią cofać.
Kiedy pocałował ją w szyję na moich oczach, miałem ochotę rzucić się na niego, ale zaufałem Laurze. Schodził całusami niżej, a wtedy jak za jednym mrugnięciem poszedł szelest i strzał. Mężczyzna wydarł się upuszczając pistolet, za to Laura wyrwała się i podbiegła w moje ramiona. Wsunąłem sobie za spodnie jej broń i tuliłem, bo popadła w płacz. Postrzał był w nogę, dokładnie w stopę, więc nie miły ból i na pewno nie lekki. Zaraz z góry zbiegł Ivo przywołany krzykiem jak i strzałem, po czym patrzył zdezorientowany. Widział jak cierpi jego pierwszy wspólnik, więc wycelował i jeszcze dobił. Zamknąłem oczy, Laura w większą rozpacz, no i tak to się kończy marne życie.
Zapanowała idealna cisza, nawet Laura przestała na głos, ale w moich ramionach wszystko tłumiła.
- Ktoś jeszcze?! - wydarł się gangster po stracie swojego wspólnika. - Jak nie, to zamknąć się i czekać!
Odszedł trochę.
- Sprzątnij go - kazał do drugiego wspólnika i sam całkiem odszedł na górę.
Jednego mniej, ale ja już bym chciał móc jakoś panować nad tym wszystkim.
Dodał/a: Żan w dniu 20-03-2018 - czytano 371 razy.
Słowa kluczowe: Laura Kacper kryminał samolot podróż lot Żan

Komentarze (2)

Ktośdnia 2018-03-23 20:21:22.

Jejkuu ale emocje, mam nadzieję że wyjdą z tego cało

Żandnia 2018-07-02 09:30:58.

O boże!!!! Jak ja się boję.... 😱😱😱😱😭😭😭😭🤤

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. Sezon 3. ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)