NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. Sezon 3. ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

KACPER/

Już nawet było widać świt. To miało być nasze lądowanie, a tymczasem samolot dalej błądzi w chmurach. Jestem ciekawy gdzie my jesteśmy? Nie chciałem się ruszyć, bo Laura leży głową na moim ramieniu. Śpi, więc nie chcę jej budzić. Niestety ja nie musiałem, zrobił to głos Ivo. Pojawił się i odnalazł mnie.
- Wstawaj.
Laura się ocknęła.
- Gdzie?
- Jest plan. Miałeś robić co karzę, albo ucierpi ona - wycelował broń na Laurę.
- Spokojnie - wolno się podniosłem. - Taka była umowa.
- Ruszaj przodem, a ty siedź.
- Kacper...
- Wrócę.
Pchnął mnie, więc szedłem. Przeszliśmy do niewielkiego pomieszczenia gdzie mieszczą się różne artykuły do spożycia. To stąd stiuardessy przynoszą zamówienia pasażerów.
- Odwróć się - kazał, więc stanąłem do niego przodem. - Masz nakazać pilotom by lądowali.
- Coś jeszcze?
- Tak. Jeśli zależy ci żeby nikt więcej nie ucierpiał, zrób zbiórkę ludzi, by wychodzili kolejno jak samolot usiądzie. Ty i twoja panienka będziecie ze mną. Jak was z oczu stracę, nie przeżyjecie.
- Gdzie chcesz lądować?
- W Polsce. Tam skąd był start, ma być też stop. Niech przyślą oddzielny helikopter. Ma być bez glin. Mam być wolny, rozumiesz?
- Tak.
- Świetnie. Ruszaj.
Przeszedłem prosto do kabiny pilotów. Ivo pilnował mnie z bronią na celowniku, więc nie mogłem robić żadnych innych ruchów. Dobrze chociaż że chce lądować. Boję się tylko że pozwolenia nie dostaniemy. Kiedy rozsunąłem drzwi, mężczyźni spojrzeli na mnie i na Iva.
- Spokojnie. Chcemy tylko podejść do lądowania. Połączcie się z centralą.
- Co jak spytają co się dzieje?
Sam spojrzałem na Ivo, ale tylko wzruszył ramionami.
- Ma być bez glin.
- Połączcie się - powtórzyłem. - Dajcie im przekaz o nagłym lądowaniu.
- Będą chcieli wiedzieć.
- Milcz i łącz! - wybuchł Ivo. - Nie chcę tu żadnych glin, rozumiesz?!
Przytaknął i chwycił za specjalny radio-przekaźnik.
- Tu Lot 112 do centrali lotów. Centralo zgłoście się.
- Centrala lotów zgłaszam się. Co tam u was się dzieje? Zero znaku życia od wczoraj.
- Mała awaria samolotu. Musimy natychmiast lądować. Proszę o pozwolenie.
- Zdaj raport o awarii, odbiór.
- To nagła sytuacja. Proszę o pozwolenie.
- Nie masz pozwolenia na lądowanie. Jeśli jest zagrożenie życia na lądzie, nie mogę spełnić prośby.
- Powtarzam. Nagła sytuacja. To my mamy zagrożenie życia. Pozwólcie na bezpieczne lądowanie.
- Zdaj raport. Odbiór.
- Daj to - przejąłem przekaźnik i sam postanowiłem coś zrobić. - Tu agent SS, Niewiadomski. To jest rozkaz, nie prośba.
- Przykro mi takie są procedury.
- Ważniejsze od bezpieczeństwa pasażerów?
- Jeśli raport nie będzie zdany, nie mogę zezwolić na lądowanie.
- Chcę rozmawiać z jakimś kimś od kontroli lotów.
- Ja jestem od kontroli lotów.
- Pana nazwisko?
- Proszę podać raport.
- Gdzieś mam wasze raporty. Kończy nam się paliwo, pasażerowie są ranni z turbulencji, ten samolot musi wylądować!
- Proszę spokojnie. Raport przyjęty. Masz pozwolenie na lądowanie. Wysyłam współrzędne. Bez odbioru.
Odetchnąłem i spojrzałem na Ivo. Przytaknął, ale coś mu nie pasowało.
- Skoro są ranni, przyślą karetki, a z nimi gliny. Nawet nie powiedziałeś żeby przysłali helikopter.
- Przyślą. Połączymy się za dwie minuty.
- Dobrze, ale jeśli mnie wykiwasz...
Odszedł i zasunął za sobą drzwi.
- Co teraz? - zaczął pilot. - Nie mamy dużo czasu.
- Gdzie my w ogóle jesteśmy?
- Krążymy po Europie. Nie miałem pozwolenia na lot za granicę.
- To ile jeszcze tak w przybliżeniu do celu?
- Jakąś godzinę. Paliwa jest jeszcze mniej. Możemy spokojnie nie usiąść na pasie.
- Są już współrzędne?
- Jeszcze nie. Trzeba czekać.
Po dwóch minutach wysłali nam mapkę i pilot zmienił kurs. Teraz tylko pozostanie modlić się, byśmy wylądowali szczęśliwie.
- Połączcie mnie jeszcze raz. Załatwię mu ten helikopter.
- Chce pan puścić więźnia?
- Na lądzie łatwiej będzie go dopaść. Poradzimy sobie.
Westchnął i wycisnął guziki.
- Tu Lot 112, Centralo odbiór.
- Zgłaszam się.
Pilot podał mi odbiornik.
- Mówi agent Niewiadomski. Proszę połączyć mnie z siedzibą tajnych służb specjalnych.
- Łączę. Proszę czekać.
- Tu TSS. Starszy funkcjonariusz Stępek. Słucham.
- Mówi Kacper Niewiadomski. Jest duży problem, mało czasu. Potrzeba zabezpieczyć pas startowy gdzie usiądzie Lot 112. Lądowanie może nie przejść pomyślnie, więc musicie zabezpieczyć otoczenie.
- Rozumiem. Są ranni?
- Tak. Możecie przystawić kilka karetek i śmigłowiec?
- Ratunkowy?
- Nie. Zwykły helikopter. Najlepiej by miał w sobie nadajnik i GPS.
- Niewiadomski, co wy znowu kombinujecie?
- Niech pan zaufa. Błagam, to ważne.
- Niech będzie. Wysyłam ludzi, ale co się dzieje?
- Tylko bez policji, bo będzie jeszcze gorzej. - Dostrzegłem że wszedł Ivo. - Bez odbioru.
- Mam nadzieję że życie ci miłe.
- Będziesz miał ten helikopter. Mogę przygotować ludzi do ewakuacji?
- Idź, ale bez głupich pomysłów, wiesz o tym.
- Tak.
Przeszedłem do pomieszczenia w którym parę godzin wcześniej byłem, bo tu przekazuje się informacje pasażerom. Podniosłem słuchawkę i wcisnąłem guzik by odblokować głośniki na pokładzie.
- Ważna informacja, więc proszę wszystkich o uwagę i spokój. Podejdziemy do lądowania z tym niech każdy usiądzie na miejsca i zapnie pasy. Laura, idę do ciebie.


LAURA/

Kacper w końcu przyszedł. Dobrze, bo już bałam się że znowu coś mu zrobią.
- Lądujemy?
- Tak, posłuchaj mnie. Ivo chce uciec stąd. Wychodząc będzie trzymał nas na zakładników, ale...
- Co? - złapałam go za rękę. - Ja się boję.
- Daj mi skończyć. Wyjdą wszyscy ludzie, a my biegiem pod pokład, rozumiesz?
- Zabije nas.
- Pod pokładem jest klapa. To jest plan A, jeśli samolot wyląduje jak trzeba.
- To jest ryzyko że się rozbijemy?
- Jest, bo samolot ma bardzo mało paliwa. Oczywiście ludzie z wojska będą zabezpieczać pas startowy, ale nie mamy żadnej gwarancji że wszystko będzie jak chcemy. Dlatego plan B jest taki, że olewamy wszystko i ratujemy siebie.
- Co? Ale Kacper, tu jest mnóstwo niewinnych ludzi.
- Ja wiem. Wiem że to cię przerasta, ale nie mamy wyjścia. Zawsze są ofiary, więc jeśli chcemy wrócić do domu, trzeba tak zrobić.
- A może każdy z tych ludzi chce wrócić do domu. Nie myśl tylko o nas - mówiłam, a z oczu płynęły mi łzy.
- To są setki osób. Nie uratujemy wszystkich, to jest niemożliwe.
- Kacper, tu są też dzieci, starsi ludzie, rozejrzyj się.
- Ja wiem - uniósł głos. - Wiem o tym, ale dla mnie ważniejsza jesteś ty i chcę żebyś była bezpieczna.
- Nie kosztem innych, Kacper. Tak się nie robi.
- Proszę cię. Przynajmniej zrób jak proszę. Być może te dwa plany jeszcze się zmienią. Błagam cię, nie możesz teraz myśleć o wszystkich. Tu jest ponad pięćset osób, może mniej. Wszyscy i tak nie przejdą.
- To wymyśl coś innego.
Zawahał się, zamilkł, ale ściskając moją rękę, przytaknął i podniósł się.
- Przygotuję ludzi.
- Pomogę ci.

Przynajmniej każdemu z osobna powtarzaliśmy o tym jakie może być ryzyko i by uważali przy lądowaniu. Ja wiem że tu jest mnóstwo osób, każdy chciałby wyjść stąd cało, ale Kacper jest trochę w błędzie. Chce ratować tylko nas, bez względu na to co stanie się z resztą. Z tym planem B, przesadził. Myślę że można jakoś inaczej załatwić sprawę. Mam nadzieję że starczy tego paliwa i usiądziemy na pasie jak trzeba.
Niespodziewanie nagły strzał z broni i zgasły światła główne, zostały tylko podstawowe paląc się na czerwono.
- Co się dzieje?
- Trzymaj - chłopak wcisnął mi do ręki broń, a sam wziął sobie drugą. - Sprawdzę.
Odszedł wolno, ludzie zaczęli głośniej rozmawiać, a ja zaczęłam ich uspokajać, bo zaczęli paniką wszystko zagłuszać.
- Na miejsca, być może to tylko awaria.
Podziałało i już nie kręcili się zbytnio. Po chwili kolejny strzał, a z nim jakieś wycie alarmu. Sama nie miałam pojęcia co się dzieje. Kacper mówił że już będzie spokój. Wyjrzałam przez okno, raczej ziemia się zbliża i to w jak szybkim tempie. My niemal... Spadamy!
- Chyba nie jest dobrze - zaczął lekarz. - Co teraz?
- Niech pan uspokaja resztę. Pójdę do Kacpra.
Odeszłam tym samym śladem i tropem znalazłam się w kabinie pilota. Aż krzyknęłam, bo oni... Zostali zabici i jak teraz?!
- Laura, prosiłem żebyś... - pojawił się Kacper. - Jasny gwint!
Dopadł do nich, ale nie ma co zbierać.
- Pomóż mi!
- Ale jak?!
- Złap za stery.
Podbiegłam, a ten zwolnił mi fotel.
- Ale które?! Kacper, to nie ma sensu, mu sobie nie poradzimy!
- Poradzimy! - złapał mnie za ramiona, patrząc prosto w oczy. - Poradzimy sobie, słyszysz?
- Jak? - szepnęłam nabierając łez. - Jak ty chcesz zatrzymać samolot?
- Zatrzymam, ale musisz mi w tym pomóc. Połączymy się z centralą lotów i oni dadzą jakieś wskazówki.
Przytaknęłam, ale co do tego, nie jestem pewna.
Usiadłam zajmując miejsce po zastrzelonym pilocie i sama objęłam stery. Kacper trochę znał się na tym, bo takie szkolenie zapewne też przechodził, ale to tylko podstawy.
- Trzymaj równo - ustawił mi ręce. - Jak na razie lecimy prosto. Ta strzałka, to lot do celu. Nie zbaczaj.
Sam usiadł obok na drugie miejsce i zaczął używać radio-przekaźnika. Wciskał jakieś guziki, ale wciąż nikt się nie zgłaszał.
- Może mają tu jakiś zapasowy system.
- Czyli?
- Ten padł. Ivo pewnie przestrzelił skrzynie automatyczne.
- To znaczy?
- To skomplikowane. Skup się na sterach.
- Ta strzałka idzie w dół. Co mam robić?
- Pod prawą ręką masz taki... Takie coś co jakby zmienia typ lotu. Lekko przechyl do przodu.
Wykonałam i samolot poszedł wolno w dół dalej kierując się za strzałką.
- Kacper, ja widzę ląd.
- Jakie masz ustawienie?
- A skąd mam to wiedzieć?
- Ile masz kilometrów?
- Gdzie to jest napisane?
- Przed tobą. Takie fioletowe kółeczko.
- Mam. 270 kilometrów. Widzę pas.
- Lądujemy. Kiedy zejdziesz do 450 metrów, powiedz.
Panowała cisza. Słyszałam tylko stukot swojego serca w szybkim tempie. Kacper szybko lustrował pomocniczą książkę na temat jak bezpiecznie zejść na ląd.
- Kacper, to już.
- Ile masz stopni?
- Gdzie mam patrzeć?
- Nad prędkością.
- 3 stopnie.
- Świetnie - uznał i pociągnął wolno przesuwając dźwignię, dzięki czemu wysunęły się klapy. - Laura, chcę żebyś wiedziała że jak się uda, będę nosił cię na rękach.
- I tak nosisz.
- Wiem, ale będę ci wierny do końca życia. Spełnię każde Twoje życzenie.
- Dobra, to co teraz?
- Zmniejsz prędkość do zera.
- Zmniejsza się.
- Okej. No to mamy przyziemienie. Kiedy VS opadnie, lekko odepchnij drążek do siebie, a potem do góry by obniżyć wysokość i podnieść dziób.
- Tak masz napisane?
- Nie. To akurat wiem.
- No to już. Ej, co tam miga na pasie?
- Jesteś za wysoko. Światła są białe.
- To co mam robić?
- Kontrolować aż zgasną.
- Nie możemy się zamienić?
- Nie obczaisz tej instrukcji sama. Mówię ci w skrócie. Sam większości nie rozumiem. Tu jest mnóstwo procedur.
- To co dalej? Świecą się wszystkie.
- Ląduj. Wyrównaj i ląduj.
- Kacper, my się rozbijemy. To nie samochód!
- Nie panikuj. Trzymaj równo.
- Ale to szarpie!
- Bo koła siadają. Pilnuj żeby tylne siadły pierwsze.
- No to siadły.
- No to jesteśmy w domu.
- To jak to zatrzymać?
- Włączyłem ci automatyczne hamowanie, teraz tylko czekać.
Samolot sunął się kołami po pasie, odetchnęłam. Oboje odetchnęliśmy, ale zaraz poczułam na swoim karku zimną broń.
- Ani drgnij - usłyszałam głos Ivo. - Wstawać i do wyjścia.
Ledwo co podniosłam się, a zaraz zostałam obezwładniona przez drugiego więźnia. Kacpra przejął Ivo.


KACPER/

Ivo przetrzymał nas jeszcze, bo gdy drzwi się otworzyły, pasażerowie jednym słowem pchali się do wyjścia. Jeden na drugiego, nie było po woli, oni wręcz skakali po sobie. Nie jeden stoczył się ze schodów i po co to wszystko? Laurę trzymał wspólnik Ivo, mnie sam on i najpierw wyszedł ze mną. Miałem broń na skroni, a przed nami chmara policji.
- Miało być bez glin.
- No to było - przyznałem. - Skąd miałem wiedzieć że nie posłuchają.
- Już ty dobrze wiedziałeś co robisz - pchnął mnie. - Karz im odejść.
- Poddaj się - zaczął jeden z funkcjonariuszy, mówiąc przed mównik. - Jesteś otoczony. Nie masz ucieczki. Wypuścić zakładników i wyjdź z rękami do góry.
- Chcę helikopter!
- Wypuść zakładników.
- Najpierw helikopter! I zabierz swoich ludzi.
- W porządku - wydał rozkaz swoim i ci wycofali się. - Teraz ty.
Ivo pchnął mnie całkowicie do przodu, więc schodziłem, a za nami ten drugi z Laurą. Wszelka służba cofała się, jedyne co, zgarniali ludzi do karetek.
- Odpal mi helikopter - zaczął do mnie Ivo, wciąż prowadząc do maszyny.
- Najpierw Laura.
- Nie igraj, bo jeszcze ją na koniec stracisz.
Otworzyłem drzwi helikoptera i gangster kazał mi wsiadać pierwszy. No wahałem się, bo nie chcę lecieć z nim.
- No dalej!
- Miałeś dostać tylko maszynę.
- Myślisz że umiem tym latać?
- Trzeba było zażyczyć sobie samochód.
- Taki głupi nie jestem. Ale ty pewnie tak byś zrobił. Wsiadaj.
- Mam widzieć że Laura jest wolna.
- Odpalaj to dziadostwo - wycharczał przez zęby i docisnął lufę do mojej szyi. - Wystarczy jeden rozkaz, a twoja mała zginie.
Odpaliłem wolno, ale zastanawia mnie, dlaczego on nie zamierza zabierać ze sobą wspólnika? Coś mi tu nie gra. Tamten nie zostawi Laury jak nie odlecą razem.
- Teraz Laura.
- Teraz leć.
- Nie. Mam widzieć że ona jest wolna.
- Leć, albo cię przestrzelę.
- No zrób to - postawiłem się. - Strzelaj. Zabij mnie.
- To taki jesteś? Wiesz dobrze że bez problemu likwiduję takich jak ty.
- Wiem, dlatego zabij mnie, a wszyscy federalni i tak cię zgarną. Zaczniesz sobie strzelać, zabijesz kilku, ale kulki w magazynku nie są wiecznie. To koniec, poddaj się - wyjąłem swoją broń, tą wcześniejszą od Laury.
Ten zaśmiał się, pistolet przystawił mi do czoła i wcisnął spust.
Strzelił. To byłby mój koniec, ale z lufy poszedł tylko szelest. Broń ma pustą. Aż jemu mina zrzedła, a teraz dobrze wie, co go czeka.
- A teraz coś ci wyjaśnię - zacząłem trzymając swoją broń przy nim. - Twój kaliber od dawna jest pusty. Dwa ostatnie strzały wykorzystałeś na pilotów. Trzeba liczyć sobie kulki. Ja tobie liczyłem. Poddaj się.
- Zapomniałeś o czymś.
- No o czym?
- Twoja laleczka wciąż jest w moich sidłach.
- Nie sądzę.
Odwrócił się, a właśnie facet nie chcąc iść do więzienia, popełnił samobójstwo. Tylko że... Nie miał czym. Jego magazynek też wyczyściłem, ale wcześniej. Jak tylko poszedł do łazienki i zostawił broń na umywalce.
Na naszych oczach widać było jak ściągają go federalni, Laura jest wolna, więc wiem że wszystko skończy się dobrze. Jednak coś się stało. Ivo ruszył gałką włączonego śmigłowca, ten poszedł w górę, a mnie wypchnął z maszyny. Zacząłem strzelać, ale nie da się tak przez stalowe ścianki kabiny helikoptera. Podbiegła do mnie pomóc medyczna, ale co z tego? Zwiał.
Dodał/a: Żan w dniu 26-03-2018 - czytano 214 razy.
Słowa kluczowe: Laura Kacper kryminał samolot podróż lot Żan

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. Sezon 3. ROZDZIAŁ DZIESIĄTY"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)