NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. Sezon 3. ROZDZIAŁ DWUNASTY

KACPER/

Szczerze mi ulżyło jak tak Laura już o wszystkim wie. Już w nocy nie męczyła pytaniami, ale jeszcze wrócimy do tematu mojej rodziny. Póki co Laura spała. Zasnęliśmy w ubraniach, bo nie mamy rzeczy na zmianę. Wstając pierwszy, okryłem ją jeszcze cienkim śliskim satynowym materiałem, całkiem podnosząc się na nogi. Wyszedłem z pokoju. Ludzie Karlo kręcą się po korytarzu, jakby pilnowali jakiegoś księcia.
Zszedłem na dół, ignorując ich. Mężczyzna tak samo był już na nogach i rozmawiał z kimś przez telefon. Nie mogłem powiedzieć o czym, bo to były tylko takie półsłówka. Widząc mnie, nie przerwał, kazał poczekać. Stanąłem sobie przed wykwintnym fotelem, czekając aż skończy.
- Więc będę wdzięczny - zakończył, patrząc na mnie. - Wyspałeś się?
- Jako tako. Wiesz coś?
- Jeszcze nie. Znajdziemy go.
- Więc jaki plan?
- Tutaj też nie jest bezpiecznie.
- Dlaczego?
- No pomyśl. Twój dom wygląda jak po rabowaniu, ty znikasz, twoja obstawa uśmiercona... Będą cię szukać.
Zastanowiłem się, zaczynając wolno przytakiwać.
- Racja. Więc gdzie mam jechać?
- Dam ci adres i samochód.
- A mogę wiedzieć, gdzieś?
- Odwiedzisz swoich dziadków.
- Tak już?
- No, zawsze możesz czekać aż twoi dotrą tutaj, a dotrą na pewno, więc nie tylko mi się dostanie, ale i tobie.
- No dobra. A co mam im powiedzieć?
- Przedstaw się normalnie.
- A jak nie zechcą mnie znać.
Spojrzał na mnie błagalnie.
- No chyba żartujesz.
- Obudzę Laurę.
- No czekaj... - zaśmiał się, zaraz dał mi tacę z owocami. - Zjedzcie coś.
Z tą tacą ruszyłem na górę. Może i to nie jest jakieś tam nie wiadomo jak wyborne śniadanie, ale ja przyznaję że głodny jestem. Ostatnio za dużo się działo, nie było okazji jeść.
Wszedłem cicho i podszedłem, kładąc tacę na brzegu łóżka, dość sporego. Dziewczyna zaczęła przeciągać się, aż w końcu otworzyła oczy.
- Głodna?
Nie zdążyła podpowiedzieć, bo zaburczało jej w brzuchu. Zaśmiała się.
- Bardzo. Co masz?
- Niewiele, ale zawsze coś.
Przekonująco wzięła za pęk ciemnego winogrona.
- Co będzie dalej?
- Jak zjesz, zabieramy się stąd.
- Dlaczego?
- W końcu ktoś nas tu nakryje. Karlo zamkną, mnie zaczną przesłuchiwać, dojdą że kryłem przestępcę. Musimy się zabezpieczyć.
- Dokąd pojedziemy?
- Karlo da mi adres do moich dziadków.
- Ty masz dziadków?
- Podobno tak.
- Gdzie?
- Gdzieś w Gdańsku.
Nie wierząc, słabo się zaśmiała.
- Rozmawiałeś już z nimi?
- Nie. Nawet ich nie widziałem. Zdamy się na zaufanie.
- Aha - skubała każde grono owoców. - Też zjedz. Nie licz na dziadków.
Zaśmiałem się.
- Dobrze być z tobą szczerym.
- Też się cieszę. Wiesz, fajnie że odnalazłeś tatę.
- Jednak wierzysz?
- Wierzę. Tak by się nie zachowywał człowiek udający ojca.
- Też tak myślę.
Uśmiechając się, chwyciła mnie za rękę, gładząc po obrączce na palcu.
- Przejdziemy przez to razem - zapewniła.
- Dziękuję Ci.

W południe dostałem adres od Karlo, samochód też mi podstawił i puścił. Miałem Laurę ze sobą, przynajmniej mnie będę taki do końca sam z tym wszystkim.
- Co teraz? - zatrzymałem się gdzieś gdzie wydaje mi się że dobrze jadę.
- Wydaje mi się że tamta ulica, to też Spokojna.
- Ale tu już jest Spokojna 24, a nam jest potrzebna 20. Mam zawrócić?
- Nie minęliśmy tej cyfry. Może po prostu gdzieś jest objazd.
- Dobra, zawracam. Sprawdzimy jeszcze raz.
Na rondzie wróciłem i jadąc kolejny raz tą samą drogą, tylko że wolniej.
- Siedemnaście - Laura uważnie patrzyła. - Osiemnaście... Dziewiętnaście... Stój.
- Widzisz?
- Nie, ale może to gdzieś tam za dziewiętnastką, skoro ubywa kilka liczb.
- No dobra. Co proponujesz?
- Przejdziemy się. Zjedź na bok.
Posłuchałem jej. Wzięła tylko kartkę z adresem, zamknąłem samochód i wyszliśmy. Stąd trzeba było przejść na drugą stronę ulicy, więc tak chodnikiem było nam łatwiej.
- Może zadzwonić do Karlo?
- Znajdziemy.
- W tej części jeszcze nie byłem.
- No to jesteś. - Zatrzymała się nagle. - Jest. Spokojna 20, jak się patrzy. Proszę bardzo.
- Przytulnie.
- Chodź.
Domek nie taki wielki. Zaraz z furtki, ogród. Prowadziła nas alejka z roślinności, aż w końcu doszliśmy do drzwi.
- Kurczę - przyznałem szeptem. - Ładnie.
- No. Jeśli to tutaj, będzie miło.
- Miejmy nadzieję.
Wcisnąłem dzwonek. Był słyszalny nawet na zewnątrz. Odczekaliśmy trochę. Zaraz słuchać było dźwięk zamka i otworzyła starsza kobieta, ale zadbana. Kręcone siwe włosy spięte do tyłu, sięgające do szyi i smukła postawa ciała. Jeśli tak wygląda ta moja konkretna babcia, chyba będzie można dogadać się z nią.
- Państwo się zgubili? - spytała na początek.
- Nie. Chyba nie - uznałem. - Mieszkają tutaj Gabriela i Franciszek Mikołajczyk?
- Tak. Coś się stało? Państwo z policji?
Spojrzałem na Laurę. Chyba ulżyło jej tak samo jak i mnie.
- Możemy porozmawiać?
Zawahała się. Nie miała pojęcia czy nas wpuścić, ale westchnęła.
- Zapraszam.
Weszliśmy. W środku wydał mi się zapach czegoś słodkiego, jakby pieczonego ciasta.
- No zapraszam. O co chodzi?
Przeszliśmy do niewielkiego pokoiku. Już w wejściu zobaczyłem na ścianie objęte w ramkę zdjęcie swojej mamy.
- Chodzi o Julię Niewiadomską - przytoczyłem, wciąż patrząc na fotografię. Kobieta zmarszczyła brwi.
- To moja córka. Nie żyje od ponad dwudziestu lat.
- Dwudziestu pięciu - wyznałem swój wiek.
- Kim państwo są? Nie rozumiem.
- Nie poznaje pani? - zaczęła Laura. - Pani wnuk.
Czekaliśmy na reakcję. Kobieta była zaskoczona, jakby nie wierzyła. Nabrała łez.
- Kacper?
- Witaj, babciu.
- Oh, kochany - wzięła mnie od razu w objęcia. - Kacperek... Jak ty wyrosłeś. Z dziadkiem straciliśmy nadzieję że kiedykolwiek jeszcze się odnajdziesz.
- Tata dał mi adres - wyznałem. - Musiałem przyjechać.
- Masz kontakt z Karolem?
- To długa historia.
Wolno stanęła prosto i przeniosła wzrok na złotowłosą.
- To jest Laura - przedstawiłem. - Moja żona.
Dziewczynę też przytuliła, niczym wnuczkę i się trochę wzruszyła sytuacją.
- Ja wam herbaty zrobię. Pyszne ciasto zrobiłam. Zapraszam. Siadajcie.
Pierwsze lody przełamane. Odetchnąłem, podchodząc do zdjęcia bliżej. Na półce też było zdjęcie. Wziąłem ramkę w ręce i patrzyłem. Tak szczerze, moja Laura jest bardzo do niej podobna. Ten sam uroczy uśmiech, kręcone blond włosy. No Laury kolor wpada w złoto, więc tak można odróżnić. Na dodatek wiek podobny.
- Śliczna - przyznała dziewczyna, podchodząc do mnie. - Pokaż.
- Niewiele o niej wiem.
- Możesz spytać babci.
- Spytam.
- Patrz - wskazała na szyję mojej mamy. Ten sam krzyżyk który teraz ja posiadam.
- Wiem że do niej należał. Karlo mi powiedział. Oddała jemu, a on mnie.
- Przynajmniej coś tam wiesz. Lepiej ci?
- Na pewno. Miałem świadomość że mnie nie chcieli i stąd ten dom dziecka. Teraz mi lżej.
Pogładziła mnie po plecach i zaraz z tacą parzonej herbaty, weszła babcia.
- Kochała cię - wyznała, stawiając szklanki na ławie. - Było jej dane wziąć się na ręce po porodzie. Chcesz zobaczyć więcej zdjęć?
Moja mina mówiła sama za siebie. Kiedy usiedliśmy ugoszczeni, wyjęła z szuflady spore pudełko po butach i wręczyła mi je. Ukazały się różne rzeczy, nie tylko zdjęcia. Zainteresowała mnie koperta, podpisana jako "ślub" w środku rzeczywiście zdjęcia ze ślubu moich rodziców. Karlo mówił że był szybko, spontaniczny, ale ubrani są tak normalnie jak na ślubie. Mama na biało, tata w garniturze.
- Jest jeszcze coś - wyznała staruszka. - Julia, będąc w ciąży pisała listy.
- Jakie listy?
- Do ciebie. Do dziecka które nosiła. - Sięgnęła do szafki i podała mi je w kopertach, szczepionych gumką, recepturką.
W ręce dostałem bardzo dużo wspomnień, ale miałem też pytania. Chciałbym wiedzieć o mamie więcej.
- Jak to dokładnie było? Tata mnie oddał, ale wy nie walczyliście, by przejąć moje wychowanie?
- Bardzo chcieliśmy. Karol, zaraz po twoim wypisie ze szpitala, zabrał cię do siebie, potem zniknął. Myślał że sobie sam poradzi, no i jednak okazało się, że nie. Widzieliśmy się na pogrzebie Julii, miał cię przy sobie. Proponowaliśmy mu swoją pomoc, ale odrzucał ją. To po części nasza wina, bo nie czuł się akceptowany.
- Wiedzieliście o domu dziecka?
- Dopiero potem. Napisał nam w liście. Wspomniał, że nas przeprasza, chciał dobrze, coś nie wyszło i że oddał cię tam - patrzyła poważnie. - No, ale co u ciebie? Jak ty w ogóle żyjesz?
- Mam rodzinę, żonę, dzieci.
- Naprawdę? Czemu nie przywiozłeś dzieci?
- Bo to też trochę skomplikowane. Długa historia ciągnie się za nami i ja mam prośbę.
- Jaką?
- Pracuję jako tajny agent, pomagam policji. Teraz jestem trochę ścigany przez więźnia. Tata wiedział że tu nikt nas nie znajdzie. Możemy tu tak na jakiś czas...
- Jeszcze się pytasz? No oczywiście że możecie. Jest wolny pokój po twojej mamie. Możecie zostać, ile tylko chcecie.
- Będziemy wdzięczni. Odwdzięczymy się jakoś.
- Ty nie musisz. Jakie to szczęście, że znowu mogę cię zobaczyć. No i oczywiście poznać twoją żonę.
Laura się uśmiechnęła.
- A pani mąż?
- Daj spokój, mów do mnie babciu, jaka tam pani? Dziadek pojechał do stajni. Tresuje konie. Powinien niedługo wrócić. Na kolację na pewno będzie. Chyba padnie z wrażenia. Właściwie, to ja obiad powinnam robić, ale to potem.
- Mogę pani... To znaczy, babci, pomóc - zaoferowała się Laura.
- Miło z twojej strony. Jakoś sobie poradzimy.


LAURA/

Nie miałam pojęcia że babcia Kacpra jest taka miła. Przyjęła moją pomoc przy obiedzie, jeszcze dużo się od niej nauczyłam, bo jest wyśmienitą kucharką. Po obiedzie Kacper jeszcze zadawał trochę pytań, a potem była kolacja w której też pomogłam. Dziadek chłopaka wrócił z pracy i jeszcze nie jest niczego świadomy.
- Franciszek, mamy gości - poinformowała go żona.
Mężczyzna pojawił się w wejściu. Jak tak szybko opisać, to miły wyraz twarzy, postawy i jak to starszy człowiek.
- Kogo mamy przyjemność gościć? - spytał.
- Naszego wnuka i jego żonę.
Spoważniał. Patrzył i nie wierzył. Kacper podniósł się wolno od stołu, a mężczyzna podszedł i wystawił rękę. Podali sobie. Jego dziadkowie oboje z utęsknieniem czekali z nadzieją na wnuka. Aż łezka w oku kręci się, patrząc na to wszystko.
- Dwadzieścia pięć lat minęło - nie wierzył. - Ale ty wyrosłeś.
- Kacper pracuje dla policji - wyznała mu.
- Naprawdę? Nie wierzę. Co się z tobą działo?
- Dużo by opowiadać.
- Gdzie się podziewałeś?
- To zabawne, ale cały czas byłem w Gdańsku.
- Daleko?
- Na drugim końcu.
- Jak nas znalazłeś?
- Tata dał mi adres.
Mężczyzna zrobił niechętną minę.
- Masz z nim kontakt?
- No tak. Pomógł mi tu dotrzeć.
- Najpierw wywiózł, potem... Jak ty sobie radziłeś sam?
- Nie tak do końca sam.
- No widzę - podał mi rękę. - Jak żona ma na imię?
- Laura. Miło mi.
- Mnie też. Zawsze w głębi serca czułem że mój wnuk wyrośnie na porządnego człowieka.
- To prawda. Kacper jest wyjątkowy - pochwaliłam.
- No, Gabrysiu, zrób gościom herbaty.
- Spokojnie Franciszek, oni nigdzie się nie wybierają.
- To znaczy?
- Przenocują u nas kilka dni.
- To wyśmienicie. Mamy dużo do nadrobienia.
No i znowu dużo rozmawiali przy kolacji, a na końcu już tylko przygotowania do snu. Nie mieliśmy przy sobie nic, więc kolejny dzień w tych samych rzeczach nas czeka. Kacper w pokoju po swojej mamie czuł się jak ryba w wodzie. Zostawiła po sobie różne rzeczy, więc pozwolił sobie je przejrzeć. Ja leżałam już na łóżku, w bieliźnie, żeby nie spać w tym co chodzę, a Kacper siedział przed szafką otwartą i przegrzebywał.
- Kacper.
- Hm?
- Może już?
- Nie zasnę. Tu jest za dużo wspomnień.
- Ale co tam jest takiego ciekawego?
- Bo ja wiem... Różne pamiątki.
- A co teraz przeglądasz?
- Czytam listy od babci.
- To chodź do łóżka.
Zachowywał się jak dzieciak. Mały chłopczyk który fascynuje się rzeczami po swojej zmarłej mamie. Rozumiem że to ważne dla niego, nawet sobie nie umiem wyobrazić, jak bardzo, ale to słodkie. Podniósł się. Tak samo był tylko w bokserkach, i wraz z tymi papierkami wsunął się do mnie pod kołdrę.
- Mam wrażenie że ona to do mnie naprawdę kierowała.
- Mogę?
- Jasne.
Podał mi to co czytał. Zerknęłam na rękopis. Nie są takie długie te listy, więc zaczęłam od początku na głos. Jest pełna data. Dzień, miesiąc, rok.
- "Twój pierwszy ruch. Moje największe marzenie poczuć nareszcie jak kopiesz. Stałam przy pralce. Chciałam wstawiać pranie, kiedy nagle Ty. Twój tata dzisiaj powiedział by wybrać Ci imię. Od samego początku chciałam mieć synka o imieniu Kacper. Silne imię, żebyś mógł sobie w przyszłości poradzić. Mam nadzieję że jemu też się spodoba."
Patrzyłam chwilę. Że ja nie wpadłam na coś takiego? Jego mama musiała być naprawdę inteligentną młodą kobietą. Aż niewiarygodne.
- No i? - trącił mnie. - Co myślisz?
- To piękne - przyznałam, oddając chłopakowi. - Przynajmniej wiesz że cię kochała.
- Szkoda że to tak było. Mogła równie dobrze ratować siebie. Dziecko, to i tak dziecko.
- Nie, Kacper - kategorycznie zaprzeczyłam. - Jestem w stanie ją zrozumieć, co czuła. Gdyby mnie przytrafił się taki wybór, też by był taki jak twojej mamy.
- No dobra, ale... Mogła żyć. Mogła urodzić normalnie, mogła przeżyć tak jak ja, zająć się mną, tatą... To bez sensu.
- Wcale nie. Dzięki temu, doświadczyłeś wiele. Być może teraz byłoby nudno, jak u każdego.
- Nie nudno. Byłaby.
- Tak, ale... To trudne. Chodź już spać.
Przytaknął mi posępnie, szczepił wszystko gumką tak jak było i odłożył za siebie na drewniane biurko.

---------------------------------------
Witam, wiem że są jakieś opóźnienia rozdziałów, ale to nie ode mnie zależy tylko od administratora stronki Quku. Bądźmy cierpliwi ;)
Dodał/a: Żan w dniu 4-05-2018 - czytano 84 razy.
Słowa kluczowe: Laura Kacper kryminał miłość Żan

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. Sezon 3. ROZDZIAŁ DWUNASTY"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)