NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. Sezon 3. ROZDZIAŁ CZTERNASTY

LAURA/

Przeciągałam się o świcie. Wiem, że nie mogę tak szeroko rozkładać przy tym rąk, bo uderzę Kacpra obok. Tylko że w miarę otwierania oczu, zdałam sobie sprawę że jego nie ma. Uniosłam wolno głowę, by sprawdzić, czy jego garnitur wciąż leży na krześle, jak wczoraj go zostawił.
Leży, a więc gdzie Kacper?
Całkowicie podniosłam się z łóżka. Coś mi się przypomniało, patrząc na okno. Jak ja mogłam bać się tu w nocy? Dzisiaj czeka mnie chyba to samo. Wyszłam z pokoju, przechodząc do kuchni. Godzina dziewiąta jeden, i babcia chłopaka była już na nogach. Nawet zdążyła już robić coś.
- Dzień dobry - przywitałam się, ziewając.
- Dzień dobry - odparła z uśmiechem, nieustannie mieszając coś w misce.
- A co tak słodko pachnie?
- Sernik domowej roboty. Wiesz może, Kacper lubi rodzynki?
Zmarszczyłam brwi, zaspana. Zaskoczyła mnie trochę tym pytaniem.
- Nie wiem. Nigdy jeszcze nie zastanawiałam się nad tym.
- No cóż. Trudno, najwyżej będzie dzióbał.
- Ale to jest dorosły facet. Chyba rodzynki nie będą dla niego przeszkodą.
Uśmiechnęła się ponownie.
- Masz rację.
I dosypała ich garść do smaku.
- Dobrze spałaś?
- A... Tak - skłamałam w połowie, bo początek nocy koszmarnie się zapowiadał.
- To dobrze. Kacper wrócił na noc?
- Wrócił, no i znowu gdzieś przepadł.
- Nie ma go w pokoju? - zawiodła się. - To dla kogo ja to piekę? No trudno, zostawimy mu.
- Miła troska - uznałam siadając przy stole.
- Ja wiem, ale... Tyle lat go nie było. Jedyny wnuk.
- Julia to była jedyna córka?
- Tak - przyznała rozmarzona, dobrze wspominając. - Teraz widzę że Kacper ma po niej piękne oczy. Niestety resztę odziedziczył po swoim ojcu.
- Mogę o coś spytać?
- Pytaj.
- Julia kochała swojego męża, prawda?
- Kochała, i to jak. Tylko że przez niego teraz jej tu nie ma. Kiedy tylko poznała nas z Karolem, już był jakiś dziwny.
- To znaczy?
- Nie wiem, ale wydawało mi się że ma jakieś mroczne życie. Jakby coś ukrywał... Wiesz czym się teraz zajmuje?
Zawahałam się. Co ja mam jej powiedzieć? Prawdy nie mogę.
- Chyba... Nie mam pojęcia. Widziałam go tylko kilka razy w życiu.
- Ale kontakt z nim macie.
- To bardziej Kacper.
- No tak - westchnęła. - Do ojca będzie czuł sentyment. Nie rozumiem tylko, Kacper wybaczył mu to że oddał go do domu dziecka?
- Dogadali się.
- A Kacper to... Ile się znacie?
- Trzy lata.
- Powiedz coś więcej - błagała. - Tak mało o sobie mówi. Ta jego praca, taka tajemnicza...
Zaśmiałam się.
- Pomaga policji. Czasem rzadko go widzę, no ale nie zabronię.
- Na taką osobę, to chyba trzeba przechodzić szkolenia, wiele lat nauki, obozy... Nie jest za młody?
- To nie tak. Sami go wybrali.
- Tak z niczego?
- Nadawał się. Kacper, on... No... Nadawał się. To są tajne służby, oni znają się na tym.
Będąc nie bardzo przekonana, przytaknęła. Chyba nie powiem jej że to przez więzienie. Jeśli Kacper chce, niech mówi jej prawdę. Ja nie będę martwiła starszej kobiety tym, jaką przeszłość ciągnie za sobą jej jedyny wnuk.
Po śniadaniu stałam przed kalendarzem ściennym i liczyłam. Nie mam pojęcia, skąd tu zdobyć taką jedną ważną rzecz. Jestem kobietą, mam swoje potrzeby i jeśli do jutra czegoś nie wymyślę, będzie źle. Bez wahania poszła bym do sklepu, kupiła sobie co muszę i po sprawie, ale chodzi o to że nie mogę wychodzić, bo nigdy nie wiadomo kto mnie zobaczy, skojarzy, zacznie śledzić, dowie się gdzie mamy kryjówkę, no i kolejny problem. W sumie, jest wyjście. Babcia Kacpra chodzi do sklepu, mogłaby... No ale nie... To zbyt osobiste by tak obwieszczać. Jest drugie też wyjście. Mogłabym powiedzieć Kacprowi, no ale jak to chłopak, nie zna się... Że też akurat teraz.
- Co cię martwi? - Kobieta patrzyła na mnie, obierając sobie jabłko.
Westchnęłam.
- Nic takiego... Kacper mógłby już wrócić.
Zaśmiała się.
- Przypominasz mi Julię.
- Ja?
- No tak. Tak samo chodziła od okna, do okna w oczekiwaniu aż Karol jej nie odwiedzi.
- Nie ma lekko... Chyba wiem co czuła pani córka. Znaczy, babci córka.
- Tak lepiej. Oni pośpieszyli się trochę z tym wszystkim. Mimo wszystko uważam że za mało się znali by planować przyszłość. Ślub odbył się kiedy miała dziewiętnaście lat.
- Wiem, Kacper mówił. Żałuję babcia tego?
- Nie wiem. Niby ją kochał, Julia jego tak samo. Ale w tamtym chłopaku było coś jeszcze. Wydawało mi się jakby miał jakąś tajemnicę, swój świat.
- A Karol ma rodziców? - spytałam z zaciekawieniem, bo przecież ktoś go wychowywał.
- Niestety. Julia mówiła że jego rodzice oboje zginęli w wypadku kiedy miał szesnaście lat.
- Naprawdę?
- Kacper ci nie mówił?
- On... Nie zawsze wszystko mi mówi. Jakoś na początku jak już się odnaleźli, Kacper był zaangażowany, ja jakoś nie mogłam uwierzyć że po tylu latach...
- Nie dziwię ci się. To rzeczywiście dziwne.
- No ale Kacper mu zaufał. Zawsze powtarzał że jest sam. Mimo że był ze mną, czuł że jest sam. Często myślał dlaczego rodzice go nie chcieli.
- Biedny. Ma szczęście że trafił na ciebie. Ale ślub - przytoczyła. - Przecież stał się członkiem twojej rodziny. Dalej tęsknił?
- Cały czas. Nawet jak... Nawet jak dziecko mu się urodziło.
- Słucham? - rozpromieniła się. - Macie dziecko?
- Dwójkę.
- I nic nie mówicie?
- Jakoś... Są u moich rodziców. Tak dla ich dobra trzeba było się rozdzielić.
- Kacper wspomniał że ktoś was ściga. Nie dotrą tutaj?
- Nie dotrą. Dlatego nie wolno mi wychodzić.
- Rozumiem.
Nastała chwila ciszy, w której chyba postanowiłam. Teraz, albo nigdy.
- Mam taką prośbę do babci.
- Tak?
- Chodzi o to że potrzeba mi do sklepu, tylko...
- No powiedz. Nie krępuj się.
- Chodzi o...
Trzask drzwi. Kacper. Zdyszany był trochę i niepewny.
- Co się stało? - zaczęłam dla odmiany.
- Nic takiego. Chodź na chwilę.
Marszcząc brwi, przeszłam za nim do pokoju. Był jakiś zdenerwowany, jakby coś go przestraszyło...
- O co chodzi? Ty biegłeś?
- Na pewno nikt tu podejrzany nie chodził?
- Co? Nie...
- Na pewno?
- No na pewno. Coś odkryłeś?
- Tak. Znaczy, nie - opadł na krzesło, ciężko dysząc. - Ktoś będąc z rolnetką, patrzył w okna. Nie byłem pewien czy akurat tego domu, ale podejrzany typ. Chciałem z nim pogadać, ale zwiewał.
- Znaleźli nas?
- Nie mam pojęcia - odetchnął. - Trzeba wymyślić coś innego.
- Przecież w jaskini się nie schowamy.
- Wiem, ale nie mogę narażać dziadków. Zmasakrowali nam dom, nic ich nie powstrzyma by zrobić to samo tutaj.
- Kacper, ja wiem że ty mi nie pozwolisz, ale ja muszę iść do sklepu.
- Co? Laura, czego ci jeszcze brakuje? Ani mi się wasz.
- Ja muszę - nacisnęłam. - To jest dla mnie bardzo ważna sprawa.
- Ale po co?
- Po coś. Jesteś facetem, ty nie masz takich problemów.
- Jakich problemów?
- Z naturą - burknęłam. - Domyśl się.
- O jeju - westchnął. - I tylko po to chcesz narażać się na drodze?
- A kupisz to za mnie?
- Sądzisz że będę się znał?
- Powinieneś. Do jutra mam mieć.
- Powiedz babci. Na pewno też używa.
- To ty nie wiesz że to zanika w wieku pięćdziesięciu lat? Twoja babcia ma nawet więcej.
- Dobra... - westchnął zrzucając bluzę. - Kupię ci.
- Na pewno?
- No tak.
- Ale wiesz że jest kilka rodzai?
- Serio?
- Tak Kacper, serio.
- No ja cię do sklepu nie puszczę. Zwłaszcza że sytuacja jest naprawdę gorąca.
- Moja też. To rzecz niezbędna!
- Dobra! Już... Mam iść teraz?
- Możesz późnej. Zjedz coś.
Wyszedł. Spuściłam głowę i klepnęłam się w czoło.
No przepraszam że urodziłam się zdrową kobietą. Powinien mi za to dziękować.

Wieczorem Kacper poszedł do tego sklepu i jeszcze przy okazji wziął listę zakupów od babci, by nie musiała iść. Stałam sobie w oknie, patrząc w półmrok. Paliły się już latarnie, widziałam ludzi idących chodnikiem, no i ogólnie myślałam nad wszystkim. Tak szczerze chciałabym zobaczyć już Nikolę, Filipa... Pogadać z rodzicami... Mam nadzieję że tam naprawdę nie dotrze mafia Iva, bo będzie źle. Z resztą Karlo obiecał wysłać tam swoich by sprawdzali teren. Najwyraźniej nic się nie dzieje, skoro nikt nie alarmuje.
Nagle zajeżdżał jakiś samochód. Zainteresowałam się tym, no i ktoś wysiadł z auta. To nie Kacper, bo on parkuje gdzieś tam na parkingu, nie pod furtką. Mężczyzna rozejrzał się, wyglądał jak elegancik, bo w koszuli i krawacie. Myślałam że sobie pojedzie, ale ten przekroczył granicę furtki, będąc na posesji.
Póki mogłam, zerwałam się do drzwi, blokując je. Jak dobrze policzyć do pięciu, rozległ się dzwonek. Babcia Kacpra wcześniej położyła się spać, mam nadzieję że to ją nie przywołała. Stojąc przy drzwiach, słuchałam. Ktoś tylko używał dzwonka i pukał. Po może pół minucie znudziło mu się. Zaraz przyszło mi coś do głowy. Złapałam za długopis, szukałam kartki, ale już odpuściłam, wracając przed okno. Póki mężczyzna jeszcze nie odjechał, na swoim ręku zanotowałam rejestrację pojazdu. Zdążyłam, nawet sprawdziłam, no i odjechał. Odetchnęłam, ale serce mi wali.Teraz już z jeszcze większą niecierpliwością czekałam na Kacpra. Niech on już wraca, też porę sobie wybrał.
Wrócił po dziesięciu minutach. Otworzyłam mu drzwi. Zdenerwowania nie ukrywałam. Przeszedł do kuchni, odstawiając zakupy na stół.
- Co się stało?
- Był tu ktoś.
- Co? Kto?
- Nie wiem, nie widziałam go nigdy. Ale przyjechał takim autem - odsłoniłam wewnętrzną część swojej ręki.
- Dobrze spisałaś?
- Tak. Nawet dwa razy sprawdziłam.
- Gadałaś z nim?
- Nie. Zamknęłam drzwi wcześniej.
- Super.
Od razu wyjął komórkę i trzymając moją rękę przed oczami, dzwonił do kogoś. Słyszałam sygnały połączenia, już prawie nawet poczta, ale w ostatniej chwili odebrał damski głos.
- Tak?
- Łucja, masz chwilę czasu?
- Mam. Co masz?
- Potrzebuję pilnie sprawdzić pewną rejestrację samochodu.
- Na teraz?
- Nie możesz?
- Podaj, sprawdzę za pół godziny.
- Dobra. Masz coś do pisania?
- Tak. Dyktuj.
- GD - zrobił pauzę. - 7562T.
- Okej. Za pół godziny.
- Dzięki. Cześć. - Rozłączył się. Na w razie czego sobie też zanotował.
- Kupiłeś?
Westchnął, zajrzał do siatek i podał mi najpierw jedno opakowanie, potem drugie inne i jeszcze trzecie inne.
- Nie wiedziałem, które.
Zaśmiałam się.
- Tego starczy mi na rok, a nie cztery dni.
- Mówiłaś że tamponów nie nosisz.
- Brawo, zapamiętałeś. Okej, dzięki.

KACPER/

Tej nocy Laura gadała, gadała i gadała. Nie ważne o czym, ważne żeby tylko nie zasnąć. Ona chyba boi się spać tu sama. Czekałem cierpliwie aż zaśnie, bo tylko tak mogę ją tu zostawiać. Kiedy wtulona już była, bawiłem się jej włosami, delikatnie przeczesywałem ramię, aż nareszcie przed trzecią na dobre zasnęła. Wcześniej naszykowałem sobie rzeczy do wylotu, więc teraz jak cicho podniosłem się, wsunąłem spodnie, po czym bluzkę. Na końcu zgarnąłem bluzę i przeszedłem do wyjścia. Wsunąłem buty, kaptur bluzy na głowę, no i wyszedłem cichutko przekraczając zamek, a potem kluczem zablokowałem z powrotem. Jestem tego zdania że po nocy mniej osób może mnie skojarzyć. Co prawda spać się chce, ale nie jest tak źle.
Przeszedłem do samochodu który wynajął mi Karlo i chciałem wsiadać gdy... W lusterku widziałem jakąś postać która za mną przemknęła. Zatrzymałem się na chwile, słuchając chociaż jakiegoś szelestu, ale nic. Byłem gotów bronić się, no i dobrze że mam to wyćwiczone. Ktoś mnie napadł. Wiem że jest ich dwóch, ciężko było w walce. Dwóch mężczyzn miało jakieś pałki do obrony, no i oczywiście że nimi oberwałem. Przygnietli mnie do wozu. To jakoś tak strasznie szybko siedziało. Dopiero teraz uprzytomniłem sobie że to uliczni szukający wrażeń, chłopaki. Napadli, bo nudzi im się. Kiepsko trafili. Odbiłem się zanim całkowicie by mnie zlali, po czym zaraz jednego wyłożyłem na betonie parkingu, dociskając go kolanem. Drugi stanął w obronie tego pierwszego, ale dobiłem do swojej broni zza paska. Zdążył tylko zamachnąć się na mnie i zamarł kiedy zobaczył że mam go na muszce.
- Rzuć to - kazałem od razu.
Zrobił się przerażony. Zrozumiał że wpadł. Odrzucił kij w bok, unosząc ręce nad głowę.
- Na kolana - celowałem, gdzieś zza siebie także wyjmując kajdanki. Posiadam jak każdy gliniarz, ochroniarz, czy detektyw. Wszyscy je posiadamy. - Ręka.
Skułem, a zaraz też tymi samymi kajdankami, miałem jeszcze tego drugiego, z którego zszedłem.
- Wstawaj. Bez gwałtownych ruchów.
Podniósł się i pchnąłem ich przodem do maski samochodu.
- Wpadliście. Trzeba myśleć kogo się atakuje.
- Pies - wzgardził jeden.
- Pudło.
Wycierając nos, wezwałem sobie wsparcie, ale zanim przyjechali, przeszukałem chłopaków. Mieli dokumenty przy sobie. Jeden lat 19, drugi 18. Co za głąby. Niby gdyby trafili na kogoś kto nie umiałbym bronić się, pewnie by im wyszedł napad. Jaki nie fart, że akurat wybrali mnie.
Policja zabrała ich po dziewięciu minutach, więc mogłem spokojne ruszyć w swoją stronę. Umówiłem się z Karlo, ma mi coś do przekazania, mówił że to nie rozmowa na telefon, dlatego umówiliśmy się gdzieś przy lesie, na obrzeżu miasta.
Mężczyzna stał już i czekał. Dołączyłem do niego i wtedy wystawił rękę.
- Coś długo ci to zajęło.
- Miałem stłuczkę.
- Bardzo boli?
Zmarszczyłem brwi, wahając się trochę.
- Wiesz kim byli?
- Jacyś gówniarze. No nie ważne, co dla mnie masz?
- Niezbyt dobre informacje.
- To znaczy?
- Obserwują cię.
- Kto?
- Jeszcze nie wiem. Moi ludzie ustalili kilku podejrzanych - podał mi kopertę. - Kojarzysz?
Podał mi też latarkę, więc od razu przyświecając, wyjąłem zdjęcia, rozkładając je na masce auta Karlo.
- Tego kojarzę - patrzyłem na fotki robione z ukrycia na mieście. - Kim jest?
- Były glina - wyznał. - Złamał przysięgę. Pracuje dla Ivo.
- A reszta?
- To jacyś nowi. Pewnie do takiej roboty ściągnął nowy skład.
- A wiadomo gdzie Ivo teraz jest?
- Dobre pytanie. Może być wszędzie.
- No super - westchnąłem. - Ja się nie podzielę. Mam być w biurze, przy Laurze, nie wiem jak dzieciaki... Już sam nie wiem.
- Ej, dlatego masz mnie, a ja mam ludzi - patrzył poważnie. - O dzieci się nie martw, tam czuwają cały czas. Co do Laury, tak samo jest obstawa.
- Czyli mam zająć się tylko biurem?
- Tak. Muszę wiedzieć co zamierzają twoi.
- To co muszą. Szukają Ivo, wszędzie w bazach są listy gończe, każdy stoi w gotowości, ale ja wiem że i tak nic z tego.
- Dlatego my robimy po swojemu. Rozmawiałeś już z tym swoim kolegą?
- Jeszcze nie. Jurek się zgodzi, tylko nie wiem czy w ogóle prosić go o pomoc. To dość niebezpieczne.
- Wszystko zależy od ciebie.
- A co z moim domem?
- Węszą. Wszystko poddawane ekspertyzie i ja nie mogę narażać swoich.
- Jasne.
Zaraz zaczął dzwonić jego telefon. Odebrał od razu.
- Tak? Ściągnąć ich. Od razu - rozłączył się.
- Co jest?
- Kolejni podejrzani - westchnął. - Chodź, rozejrzymy się.
- Czekaj. Dzisiaj Laura kogoś spisała - podałem mu niewielką kartkę z numerami rejestracji. - Może się przydać.
- Z pewnością - analizował. - Jedźmy. Coś się dzieje.
Jechaliśmy osobno, w dwóch samochodach. Jechał pierwszy, ja tuż za nim. Dobrze że mi pomaga, bo ja bym nie dał rady tak utrzymywać wszystkiego. Ma swój świat i to jest zauważalne.
Zapakował w końcu gdzieś niedaleko domu dziadków. Resztę drogi przeszliśmy na piechotę. Podszedł po pewnym czasie do jednego ze starszych modeli aut i zapukał w szybę. Z tego miejsca dokładnie widać cały obszar domu. Musieli też pewnie widzieć moją bójkę na parkingu. Mam taką obstawę i wiem dopiero teraz.
Szyba poszła w dół, ukazał się mężczyzna z łysiną na głowie.
- Co macie? - zaczął Karlo w zapytaniu.
- Ściągnęliśmy jednego. Zaglądał w okna.
- Macie go?
- Zwiał.
- Pewnie wróci - uznał. - Baczniej pilnować. Chodzi o życie mojej rodziny. Za co wam płacę?
Kiedy tak sobie gadali, gdzieś w jakimś odtwarzaczu, lub czymś, słyszałem płacz dziecka. Dał bym sobie głowę urwać, że to Nikola.
- Co to? - odezwałem się w końcu.
- Podsłuch - wyznał Karlo. - Zostawiliśmy go w domu twoich teściów.
- To leci na żywo?
- Tak jak słyszysz.
- To czemu Nikola płacze?
Mężczyzna spojrzał na swojego wspólnika. Ten wzruszył ramionami.
- Nic się nie dzieje. Dziecko z tęsknoty.
Aż mnie w sercu zakuło. Nikola pewnie tak dzień i noc, a oni nic mi nie mówią?
- Jadę tam - uznałem.
Karlo złapał mnie za rękaw.
- Nie możesz.
- Mogę. Nie pozwolę żeby moja córka zapłakała się na śmierć.
Puścił mnie ale, też coś nakazał coś mężczyźnie za kółkiem.
- Jedź za nim. Ma mu nie spaść ani jeden włos z głowy.
Ruszyłem od razu, za mną w bezpiecznej odległości wysłannik Karlo. Wiem że niepowinienem tam jechać, ale tu chodzi o moje dziecko.
W pokoju świeciło się delikatne światło, zapewne od lampki, bo pewnie mama Laury stara się zapanować nad małą. Wszedłem na schody, zapukałem. Otworzył mi ojciec dziewczyny i był ogromnie zdziwiony moim widokiem w środku nocy.
- Kacper?
- Ja do córki, i tylko na chwilę.
Sam zamknąłem za sobą drzwi, przechodząc prosto do pokoju. Mama dziewczyny trzymała wnuczkę na rękach, nosząc ją na wszystkie strony. Nikola nikomu nie dawała spać, płacząc głośno i ledwo sama łapała oddech.
- Co ty tu robisz? - Kobieta tak samo była w szoku, ale przejąłem córkę, tuląc do siebie.
Na mój dotyk i na mój zapach, zwróciła uwagę, a potem jeszcze na szept.
- Jak ja cię bardzo przepraszam.
Płakała mniej. Czuła że to ja, że jest trzymana przez swojego tatę.
- Już dobrze.
- Całe szczęście - mama odetchnęła. - Co się z wami dzieje. Żadnego znaku życia. Gdzie Laura?
- Jej nic nie grozi. Jesteśmy bezpieczni. Długo tak płacze?
- Cały czas. Za długo was nie ma.
- I jeszcze trochę nie będzie. Jak Filip?
- Śpi, ale też pyta o was. Kacper, tak dłużej nie można. To męczarnia dzieci.
- Nie mogę ich narażać przy sobie.
- Ale co się dzieje?
- W skrócie, ktoś chce mnie znaleźć. Muszę się kryć.
- A Laura?
- Ją też widzieli.
- Rozumiem.
Zająłem się dzieckiem. W moich objęciach usypiała, choć też nie mogła oderwać wzroku że mnie widzi. Mogę tyle dla niej zrobić, że przynajmniej zaśnie z myślą że jestem. Na końcu włożyłem Nikolę do wózka. Nie płakała, śpi. Wychodząc, jeszcze podszedłem do Filipa. Śpi tak samo, wtulony w pościel, więc tylko dałem mu causa i odszedłem. Mam nadzieję że nikt mnie tu zbytnio nie widział.
Dodał/a: Żan w dniu 13-05-2018 - czytano 323 razy.
Słowa kluczowe: Laura Kacper kryminał miłość rodzina Żan

Komentarze (2)

Eibhlin Avisdnia 2018-05-14 13:41:42.

Jak zawsze cudowne ❤ Zapraszam także na mojego bloga:
eibhlinavis.blox.pl

Lauraaadnia 2018-06-09 23:19:53.

Kiedy kolejna część?????

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. Sezon 3. ROZDZIAŁ CZTERNASTY"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)