NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. SEZON 2. ROZDZIAŁ XV

KACPER/

Nie było czasu na głębsze zastanowienia, więc kierując się tropem mojej mapki z telefonu, wraz ze swoim oddziałem ludzi CBA, chciałem wreszcie dostać się do Karlo. Ma moją kartę identyfikacyjną w której jest nadajnik i takim sposobem udało się namierzyć miejsce. Wszystko wskazuje na niewielki apartament na wzgórzu w Sopocie. Poświęciłem się i najpierw chciałem sam dojść do Karlo, potem zwołać wsparcie które będzie w gotowości. Zapukałem do drzwi jak człowiek, ale na w razie czego mam za sobą broń — Zapukałem jeszcze raz, bo nikt nie otwierał, więc za trzecim razem ruszyłem za klamkę i było otwarte. Przeszedłem dalej, sięgając za pistolet. Korytarz na dole był w porządku i pomieszczenia puste, więc udałem się wolno po schodach na górę, a tam już nie było tak spokojnie. Rozwalone drzwi, naboje w ścianach, tynk i szkła na podłodze... — Odruchowo sięgnąłem po krótkofalówkę.
- Oddział pierwszy na górę, drugi zostaje. Doszło do strzałów. Bez odbioru. - Przeszedłem wolnym krokiem dalej, nogą odpychając drzwi. Też było pusto, ale na łóżku leżała podręczną torba i chyba jest mi znana — odłożyłem broń, rozsuwając suwak. Jakieś buty i... Przecież to rzeczy Laury, jest nawet komórka, no i wszystko jasne czemu nie odbierała. Kiedy dzwoniłem, musiało jej już tu nie być.
- Kacper, co się dzieje? - pojawił się kolega.
- Nikogo nie ma, ale Laura tu była.
- Jest coś jeszcze. W pokoju obok znaleziono jakieś rzeczy.
- Jakie?
- Prawdopodobne był tu też Roman Wojtas.
- Co? - Przeszłam za nim i rzeczywiście zostawił dokumenty. Teraz to już całkiem zaczynam się gubić. Karlo i Wojtas się znają?
- Mamy twoją kartę identyfikacyjną. - Podał mi ją, wyciągniętą z torby naszego poszukiwanego.
- Dzięki.
- To co teraz?
- Trzeba to zabezpieczyć. - Chciałem wyjść, ale zaczął dzwonić mój telefon. Numer zdał się nieznany, ale i tak odebrałem. - Tak?
- Spóźniłeś się - zaczął męski głos, ale ja dokładnie znam ten ochrypły ton.
- Karlo. Czego chcesz?
- Ja, niczego. Za to ty raczej chcesz odzyskać rodzinę. Jeszcze w nocy byłyby to możliwe, ale plany się trochę zmieniły.
- Co?
- Spójrz w swoje lewo - kazał, więc kiedy spojrzałem, było okno. - Wytęż wzrok, bo to już wcale nie tak blisko. Tam na morzu jest twój cel. Wojtas ewakuuje ludzi. Jeśli chcesz go dorwać, musisz się spieszyć.
- Mam ci ufać?
- Jest z nim Laura.
- Co?
- To miło być inaczej. Wyrwała się i pobiegła ratować syna.
- Co mam robić?
- Najlepiej się spieszyć. Moi ludzie mieli chronić Laurę, ale tamten wziął ją na zakładnika. - Czekałem na coś więcej, ale się rozłączył.
- Co jest?
- Załatw mi łudź, albo nie. Sam to załatwię.

Biegłem przez plażę, przez drogę wezwałem jakieś wsparcie które przybędzie za mną. Sam się zatroszczyłem o transport dla siebie.
- Konfiskuję tą motorówkę. Albo nie - podbiegłem do luźno stojącego skutera wodnego. - Konfiskuję ten skuter!
- Co?! Nie może pan.
- Policja. Jest mi potrzebny. - Właściciel chwilę na mnie patrzył, ale nie uwierzył póki nie pokazałem odznaki.
- Tu jest napisane, że tajne służby.
- A czy to ważne? Nalegam.
- To nie jest tania rzecz.
- Zapłacę. - Na to przytaknął, a ja zastanowiłem się, jak to odpalić. - Może jakieś krótkie wskazówki?
- Tym się odpala, tu jest gaz, tam hamulec.
- Okej - wcisnąłem guzik, a reszta jak przy motorze zwykłym, tylko że w wodnym nie ma kół.
- Na pewno pan sobie poradzi?
- Muszę. Postaram się oddać w nienaruszonym stanie, ale gwarancji nie daję. - Machnął ręką, więc ruszyłem porywając wodę. Oprócz samochodów, żadne inne pojazdy nie przeszły przez moje ręce, więc nie wiem jak sobie poradzę z tym.
Prułem jak głupi, trzymając w zasięgu oka biały statek. Jest olbrzymi i ja nie mam pojęcia jak się tam dostanę na pokład. Może lepiej było trzeba złapać za jakiś helikopter, albo coś... — Opłynąłem okręt z każdej strony i chyba wykorzystam te liny po ewakuacji ludzi. Po trudzie w końcu chwyciłem się jednej z nich i podciągnąłem w górę. Tylko co, a skuter walnął w ścianę statku i po prostu się rozbił.
- Przerąbane - podciągnąłem się. - Jestem parę tysięcy do tyłu... - Nie było łatwo, bo lina wrzynała mi się w dłonie, ale jakoś ciężkimi siłami wreszcie złapałem się brzegów i zabezpieczeń, przerzucając ciało na pokład. Musiałem trochę odsapnąć i dopiero teraz wszedłem do środka. Jak oni ewakuowali, skoro tu nadal są ludzie? — Bali się, a jak wyjąłem broń zza siebie, to już całkiem. - Spokojnie, jestem z policji. Zna ktoś ten statek?
- Ja - odezwał się jakiś chłopak z aparatem. - Pracuję jako fotograf na tym statku.
- Pójdziesz ze mną. Muszę dostać się do kapitana. Wiesz jak? - Przytaknął i ruszył przodem.
Mijaliśmy sporo zniszczeń, a także zabitych ludzi. Ja nie wytrzymam, kiedy to wszystko się wydarzyło? — Nagle zatrzymałem się cofając nas do tyłu, bo mignął mi się ktoś z bronią w ręku.
- Jest inna droga?
- Niestety nie.
- To zróbmy tak - szepnąłem. - Jak masz na imię?
- Franek.
- Okej Franek. Na trzy cztery wyskoczę, zacznę strzelać i cię osłaniać, a ty pobiegniesz prosto do kapitana i karzesz mu zatrzymać statek, jasne? - Przytaknął, więc przyjąłem pozycję. - Na trzy. Raz... Dwa... Trzy! - Poszły strzały, a chłopak prześlizgnął się za moimi plecami i prostym korytarzem biegł przed siebie. Nie patrzyłem gdzie strzelam, starałem się celować, no i nagle poczułem że przeciwnik poległ. Odczekałem aż opadnie dym i podbiegłem do gościa w czarnym stroju. Nie żył, bo przebiłem mu gardło, więc nawet nie ma co zbierać – udałem się dalej wzdłuż korytarza słysząc jakiś pisk gdzieś na górze. - Laura - szepnąłem przyspieszając na schodach. Starałem się być ostrożny, aż nagle poczułem jak ktoś mnie złapał za szyję, próbując przetrącić kark. Nie wiedziałem jak się bronić, więc odpychając się siłą do tyłu, polecieliśmy schodami w dół. Trochę kości bolały przy turbulencji, ale mogłem oddychać. Oberwałem w głowę jednym ze schodków, ale musiałem się podnieść, bo rywal mnie znowu nie dopadł. Tak samo ciężko dyszał z obić, bo to on lądował bezpośrednio na plecach, ale w locie były zmiany kiedy mnie trzymał — zwiałem z powrotem na górę, tym razem jeszcze wolniej przez potyczki i czułem w ustach krew.


LAURA/

- Siedź tu i jak mi się teraz odezwiesz, zabiję cię - zagroził i zostawił mnie przywiązaną do słupka. Szarpałam się przez jakiś czas, ale nie mogłam nic zrobić by się uwolnić. Bym się wydarła bez względu na to co mi może zrobić, ale usta zakleił mi plastrem. Oczami przeszłam po swoim otoczeniu i w zasięgu wzroku nie mam nic, czym mogę się rozwiązać. Nagle słyszałam jakieś kroki coraz głośniej, aż w końcu między szparkami ogrodzenia schodów dojrzałam Jurka. No tak, nie mogę się mylić, ale jak mu się pokazać? Nie mogłam krzyczeć, ale piszczeć nikt mi nie zabronił. Wytężyłam gardło, chłopak rozejrzał się, spojrzał w górę i mnie dostrzegł. Od razu ruszył na górę, przy mnie się rozejrzał i podbiegł.
- Już ci pomagam - rozwiązywał węzeł. - Jeszcze chwila... - Poczułam luz na nadgarstkach i uwalniając pierwszą rękę, zerwałam z ust plaster.
- On tu wróci.
- Kto?
- Wojtas. Jest tutaj.
- Szybko - wziął mnie za rękę i pociągnął schodami w dół.
- Kacper - zatrzymałam się.
- Gdzie?
- Tam - wskazałam w głąb korytarza. - Pomóż mu. - Jurek się wahał, ale Kacper jest atakowany z dwóch stron. - No szybko! - Rozbiegłam się jako pierwsza, ale mnie zatrzymał.
- Nie! Czekaj tutaj - kazał i odbiegł sam, ale co z tego jak napadł go jeden z ludzi Karlo. Oni to chyba są wszędzie — cofałam się aż ja też wpadłam w sidła, ale Wojtasa. Złapał mnie od tyłu, ręką zasłonił usta żebym nie krzyczała i odciągnął za róg. Wyrywałam się tak długo, że ten drań musiał mnie puścić. Kiedy odbiegałam strzelał za mną. W trakcie mało nie pisnęłam widząc rozkrwawionego posłańca Karlo, ale miał przy sobie broń, była prawie pełna, więc jemu już nie będzie potrzebna, ale mnie owszem. Odnalazłam Kacpra który bił się z kimś. Ani jeden, ani drugi się mnie nie spodziewali. Chłopak sobie radził, w końcu strzelił i rywal padł jak mucha.
- Kacper - szepnęłam i podniósł na mnie głowę. Od razu z rozbiegu wbiłam się w jego objęcia. - Ja tak strasznie cię przepraszam, to wszystko moja wina. Okłamałam cię, przepraszam - mówiłam szlochając, wtulona głową w szyję chłopaka.
- Już dobrze. Nic ci nie jest?
- Nie, ale to moja wina.
- Spokojnie. Co się dzieje?
- Nie wiem. Chciałam ratować Filipa, Karlo mi pomagał.
- Co?
- Ja wiem, okłamałam cię, ale chciałam dobrze. Nie wkurzaj się na mnie, błagam cię.
- Laura, ale ty - patrzył poważnie i z lekkim szokiem. - Ty wesz co zrobiłaś?
- Przepraszam...
- W domu pogadamy.
- Kacper - dopadł Jurek, a ten spojrzał na niego jak na ducha.
- A ty skąd się tu wziąłeś? Chyba miałeś odmieniać swoje życie.
- Jeszcze odmienię. Spadajmy stąd.
- Nie. ja muszę dorwać Wojtasa.
- Zgłupiałeś? Są tu twoi ludzie. Złapią go.
- Nie. Sam to zrobię. Zajmij się Laurą.
- Nie - protestowałam. - Nie zostawiaj mnie.
- Zostań z Jurkiem.
- Nie chcę. Chcę z tobą.
- Masz z nim zostać, słyszysz?! - wydarł się. Po raz pierwszy się na mię wydarł, a mój płacz w jednej chwili wzrósł. Patrzył gniewnie i już wiedziałam że muszę go posłuchać. - Zostań z nią. Najlepiej stąd wyprowadź. - Jurek mu przytaknął i straciłam Kacpra z oczu kiedy odbiegł za róg.
- Co ja zrobiłam...
- Co? - spojrzał na mnie. - O czym ty mówisz?
- To moja wina. Przeze mnie to wszystko.
- Nie ważne. Chodźmy stąd.
- Nie, ja muszę to naprawić.
- Laura, ty już lepiej nic nie rób. Posłuchaj go i chodź.
- Ale jeśli mu się coś stanie, ja sobie tego nigdy nie wybaczę. Ja go potrzebuję.
- Przecież wróci. Zawsze wraca.
- Ty nic nie rozumiesz - odepchnęłam go. - Karlo powiedział że to nie jest zwykły przestępca, że jeśli chce z łatwością może zabić Kacpra.
- Ty wchodziłaś w spisek z tamtym draniem? - zakpił. - I ty się dziwisz że Kacper tak się wkurzył?
- Nie dziwię się, ale nie miałam wyjścia - szlochałam. - Powiedział że zabierze mnie do Filipa. Robiłam to dla niego.
- To przestępca. Nie wolno mu ufać, dziewczyno.
- Wiem, ale mimo wszystko zaprowadził mnie do tego faceta, więc Filip też gdzieś musi być.
- Laura, to oszust. Patrz do czego doprowadził. To jest pomoc? Naraził cię tylko, nic więcej.
- Uważaj! - krzyknęłam kiedy nagle podbiegł jeden z ludzi Karlo, zaczynając bić Jurka. Ten się nie spostrzegł i tylko co, a by oberwał.
- Uciekaj! Znajdę cię, uciekaj! - Mało myśląc posłuchałam bruneta i odbiegłam wsuwając sobie broń za spodnie. Nagle się zatrzymałam czując skurcz w brzuchu, aż mi się przed oczami ciemno zrobiło. Stanowczo za dużo stresu, ale to ja sama sobie go zesłałam, a mogłam siedzieć cicho i dać działać innym — osunęłam się wolno po ścianę na podłogę i starałam się oddychać spokojnie.
- Tylko nie teraz... - szeptałam przykładając rękę do brzuch. - Błagam, tylko nie w tej chwili... Musisz być silne. Zrób to dla mnie, błagam... - Tak samo niespodziewanie coś się zaczęło dziać ze statkiem, bo cały dygotał. Coś musiało się stać, skoro zaraz też włączył się alarm przeciwpożarowy. Siedząc przy wentylacji, zaczęłam czuć dym i zapach siarki. Coś na pewno się pali — kiedy trzęsienie ustało, wolno się podniosłam i musiałam stąd wyjść, bo dym w końcu zrobi się duszący. Szłam schodami coraz wyżej i dotarłam tam gdzie dymu było najmniej, na końcu jeszcze włączyły się czujniki, po czym ze zraszaczy przyczepionych do sufitu zaczęła lecieć woda. Nie dało się przed tym uchronić, bo to było wszędzie więc z tym robiłam się mokra.


KACPER/

Tego to bym się nie spodziewał. Laura mnie okłamała. Jak mogła dać się podpuścić Karlo? Krzyknąłem na nią, żałuję, ale może coś przemyśli na przyszłość i więcej takiej głupoty nie zrobi.
- Poddaj się - kazałem trzymając Wojtasa dokładnie na muszce. Uniósł wolno ręce, ale czułem że mi tu zaraz coś wykombinuje, bo stoimy bardzo blisko przeciętych przewodów elektrycznych które spuszczały się w wodę której nabrało się nie wiadomo skąd. - Do tyłu ręce.
- Nic nie zrobiłem.
- Jasne. Rzeczywiście bardzo mało. Gdzie jest dzieciak?
- Nie wiem.
- Wiesz. Rusz się pod ścianę. - Robił wolne kroki, zdążyłem tylko zaczepić kajdanki na jego jeden nadgarstek, a on zaraz zrobił nieunikniony ruch, który wytrącił mnie z równowagi. Upadłem między przewody tworzące iskry, a kiedy ten chciał odbiec, sam się zaplątał. Pokład w tym miejscu przecieka, robi się wody co raz więcej, ale też jest niebezpiecznie. Udało mi się wydostać z tego miejsca i facet robiąc to samo, zniknął za róg. Nie pozwoliłem by mi uciekł, bo dopadłem go zaraz na schodach wiodących w górę. Zepchnąłem go i się sturlał. Owiną sobie pięść kajdankami i kiedy się zbliżyłem, zadał cios w brzuch. Zabolało okropnie, ale nie mogłem o tym teraz myśleć. Brakło mi sił, więc ten miał przewagę i powalił mnie na plecy. Nie wahał się by próbować mnie zabić, a ja czułem że z bólu tracę przytomność.
- Kacper! - krzyknęła Laura cała w płaczu i chyba nie wytrzymała widoku. Złapała coś ciężkiego, podbiegła i zaczęła nawalać mojego rywala. Pierwsze jej uderzenie było w twarz, więc ten odleciał na bok. Drugie jakie zadała było w brzuch, a trzeciego nie zdążyła bo coś ją zabolało i zgięła się w pół. Ledwo mogłem oddychać, o wstawaniu nie wspomnę, a dziewczyna się do mnie doczołgała. - Kacper - bała się mnie dotknąć, widziała że cierpię. - Kacper, ja tak bardzo Cię przepraszam... Nie wiedziałam że to się tak skończy... - płakała. Zacząłem zamykać oczy, ale to ze zmęczenia i bólu, nie umieram. - Kacper, błagam cię, nie zostawiaj mnie.
- Nie krzycz - szepnąłem. - Pomóż mi wstać. - Chwyciła mnie za rękę i podpierając się jej, zacząłem wstawać na prawie równie nogi.
- Jurek - dostrzegła go i zobaczyłem kumpla.
- Stary - przejął mnie, trzymając pod ramię. - Teraz serio stąd spadamy.
- Czekaj. W kieszonce mam krótkofalówkę. Powiadom resztę gdzie jesteśmy.
- Już tu idą. O nic się nie martw. Statek tonie, musimy się spieszyć.
Wydostanie się nie było takie łatwe. Statek na morzu, na dodatek przecieka, ja się czuję potwornie źle, ale staram się iść z podporą Jurka. Szliśmy schodami cały czas na górę. Woda z sufitu nieustannie się lała, a to nie za dobrze, bo jej nadmiar powoduje że statek robi się cięższy.
- Nie przejdziemy - jęknął Jurek. - Trzeba znaleźć inną drogę.
- Nie ma czasu - upomniała dziewczyna.
- Musi być inna droga. Kacper nie przejdzie.
- Przejdę - uznałem. - Nie mamy czasu na szukanie innej drogi. Jak dotrzemy na górę, załapiemy się na helikopter.
- I tak nas nie wezmą.
- Wiem, ale przynajmniej tam będzie mniejsze ryzyko. Woda w końcu nas dosięgnie - spojrzeniem na dziewczynę. Miała kwaśną minę. - Laura, w porządku?
- Tak... Idziemy.
- Coś cię boli?
- Nie. Nie ważne. Wydostańmy się stąd. - Szliśmy dalej, kiedy był dym, trzeba było wstrzymać oddech, ale też bywały wybuchy, bo mokre przewody tworzyły spięcie. Statek jest ogromny, mieści pięć pięter, ale korytarze można przeczesywać jak autostradę, kilometrami – Na końcu Jurek odepchnął drzwi i byliśmy na pokładzie. Wschodziło słońce, a jeszcze jak tu wszedłem, było ciemno – Ludzie z CBA zabierali ostatnich pasażerów włącznie z tymi którzy powinni trafić za kratki.
- Kacper, w porządku? - podbiegł kolega. - Nie mamy miejsca, dacie radę?
- Ani jednego?
- Niestety. Nie chcemy przeciążać maszyn. Wytrzymajcie. - Przytaknąłem i odbiegł.
- No to klapa - jęknął Jurek. - Już po nas.
- Niekoniecznie - uznałem patrząc na niewielką łódź przyczepioną do boku. - Myślisz że da się to spokojnie spuścić na morze?
- Skąd mam wiedzieć? Nie znam się na łodziach, okrętach, statkach i tym podobnych - panikował. - Znam się tylko na samochodach i nic tego nie zmieni. A mogłem zostać w pudle.
- To było zostać.
- A kto by ci dupsko ratował?
- Dobra, mam pomysł - puściłem się go i ruszyłam do burty. - Ktoś musi trzymać linę, a ktoś drugi musi zostać tutaj i spuszczać linkę. Laura, wejdziesz do łodzi.
- Co? Nie. Nie zostawię cię.
- Musisz. Zrób to o co cię proszę.
- Kacper, ale... Nie. Ja muszę ci coś w końcu powiedzieć.
- Laura, nie ma czasu - wtrącił Jurek. - Ja zostanę, wy idźcie.
- Nie. Postanowiłem. Ja zostanę i was spuszczę.
- Kacper, jesteś ojcem. Ja zostanę, najwyżej skoczę, albo helikopter dotrze szybciej.
- Jurek, nie dyskutuj. Przypilnujesz Laurę na łodzi.
- Kacper, nie.
- Jutro, tak.
- Nie.
- Tak.
- Jesteś ojcem.
- A ty moim przyjacielem.
- Chłopaki...
- Laura, nie teraz.
- Kacper, jednak teraz - odwróciła mnie przodem i okazało się że nie jesteśmy sami. Najwyraźniej policja pominęła jednego z ludzi Karlo. Miał poobijaną twarz, ale przed sobą jeszcze zdołał utrzymać pistolet wykierowany prosto na nas.
- Odejść od łodzi - kazał. Zaczęliśmy się wolno cofać w bok, bo facet był zdesperowany. - Unieść ręce. - Podszedł do burty i sam kombinował jak się wydostać.
- Przecież we czworo się zmieścimy - zacząłem, ale wymierzył mnie bronią.
- Jasne, myślisz że cię nie znam, psie?
- Sam się zabijesz.
- Zamknij się! - zajął się swoją sprawą, a Jurek mnie trącił.
- Odwróć jego uwagę - szepnął. - Nie może popsuć nam planu.
- Co chcesz zrobić?
- To co powinienem.
- Nie uda się. Ma broń.
- Którą ledwo trzyma. Dobrze wiemy że się zabije, a nam tylko zniszczy łudź. To jedyne wyjście.
- No dobra - przytaknąłem, a kumpel się rozejrzał. - Laura, uciekniesz za tamtą budkę. Zrób to jak dam ci znak. - Przytaknęła, ale widać było że się waha. - Ej, nie rób tego - zacząłem na głos. - Słyszysz?
- Zamknij się!
- Ale posłuchaj...
- Nie! - podbiegł do mnie nagle, przykładając broń do skroni. - Nigdzie mnie nie zamkniesz! Nie dam się złapać! - Jurek zadziałał w tym momencie i zaatakował gościa, wytrącając mu broń, podczas bijatyki przejęła ją Laura i uciekła za budkę którą wcześniej jej wskazałem. Z gangsterem łatwo poszło, a jego żywot zakończył kumpel, bo ja tak samo jestem poobijany.
- Laura wracaj. Spadamy! - krzyknąłem i kiedy wybiegła, nie było czasu by się dalej kłócić. - Wskakuj.
- Na pewno nas utrzymasz?
- Tak. No dalej. - Jurek zrobił pierwszy krok i znalazł się na łódce dokładnie jakieś trzydzieści metrów nad wodą.
- Łoł... - jęknął stając prosto. - Laura, teraz ty. Będę cię łapał. - Dziewczyna spojrzała na mnie i się mocno przytuliła.
- Powiedz że dotrzemy do domu, będzie jak dawniej, albo jeszcze lepiej. Powiedz...
- Będzie - objąłem ją. - Jak zawsze, pamiętasz? Jeszcze nigdy cię nie okłamałem w tej sprawie.
- Ale - wyprostowała się szlochając. - Ja cię tak strasznie kocham i potrzebuję.
- Przecież wiem. Gdzie mi będzie lepiej, jak nie z tobą?
- Dotrzesz, prawda?
- Tak - ucałowałem ją mocno. - Ruszaj. Twoja kolei. - Wolno mnie puściła, ale ręką wciąż ją podtrzymywałem kiedy wchodziła na burtę. Musiała wykonać skok no i kiedy miało się to stać, cały statek się zachwiał i tylko co, a złapałem ją za nadgarstek i zwisała za burtą.
- Kacper! Błagam cię, nie puszczaj, błagam - płakała, ale wcale nie ma gorszej sytuacji od Jurka który tak samo mało nie wypadł z łódki i trzyma się burty dwoma rękami.
- Laura, uspokój się - mówiłem próbując przerwać jej lament. - Laura, posłuchaj... Laura! - warknąłem głośniej i zamilkła. - Puść się mnie.
- Co?!
- Spójrz w dół. - Kiedy spojrzała pod swoje stopy, ulżyło jej, bo dokładnie pod sobą centymetr niżej ma pokład łódki. Puściła moją rękę i stając równo zajęła się Jurkiem który nie ma tak wesoło. - Żyjesz?
- Nic mi nie jest - uznał i dziewczyna pomogła mu dostać się do środka. - Okej - wyprostował się. - Kacper, ale jak ty właściwie później dołączysz?
- Spokojnie, poradzę sobie. Spuszczam was. - Chwyciłem za linę i ta pod wpływem ciągnięcia się w górę sprawiała że łódź z Laurą i Jurkiem idzie w dół. Szło całkiem sprawnie, ale potem zdałem sobie sprawę że lina jest za krótka, a oni są dopiero w połowie — zatrzymałem czynność.
- Co jest?! - zawołał kumpel.
- Brakuje sznura!
- Dowiąż!
- Nie mam czym!
- To puść. Poradzimy sobie!
- Czekaj, rzucę wam kamizelki - wycelowałem w dół i puściłem. Udało się i oboje od razu je włożyli. Dzięki temu nie zatoną. - Gotowi?
- Tak. Puść linę. - Wolno to zrobiłem i łódka z nimi ciężko wylądowała na wodzie. Trochę ich tam powywracało, ale zdołali utrzymać się na miejscu. Sam chciałem skakać, ale nadleciał helikopter. Aż śmiać mi się chciało, bo wystarczyło tylko zaczekać. Wysunęli po mnie drabinkę i od razu też zgarnęliśmy Laurę z Jurkiem.

----------------------------------
komentujcie ;)
Dodał/a: Żan w dniu 5-12-2017 - czytano 123 razy.
Słowa kluczowe: Laura Kacper kryminał Żan

Komentarze (1)

Tajemnicadnia 2017-12-07 10:46:27.

Cudowna książka 😊 bardzo mi się Twoje powieści podobają, masz prawdziwy talent❤ czekam na następny rozdział no i życzę Ci weny na kolejną książkę 😏😘

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. SEZON 2. ROZDZIAŁ XV"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)