NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. SEZON 2. ROZDZIAŁ XIII

LAURA/

Zajęłam się prasowaniem, to chociaż na chwilę wymaże mi myśl o Filipie i ten ciągły strach. Chcę odzyskać dawne dobre wspomnienia kiedy nie było problemów, kiedy cieszyliśmy się z Kacprem narodzinami naszego pierwszego dziecka, kiedy ten tak bardzo zawsze starał się dopasować i odnaleźć w roli taty. Na swój sposób mu wychodziło — Niespodziewanie zaczęła dzwonić moja komórka i odkładając żelazko, podeszłam do szafki patrząc na ekran. Numer nieznany, a więc to nie wróży dobrze. Najwyżej się rozłączę.
- Halo.
- To ja - odezwał się lekko ochrypły głos Karlo. - Jesteś sama?
- Nie.
- Laura! - zawołał Kacper z łazienki. - Podaj mi jakiś suchy ręcznik! - Przytkałam głośnik ręką.
- Już idę! Kacper jest w domu. Poczekaj chwilę. - Z telefonem przyłożonym do brzucha, chwyciłam za ręcznik i ruszyłam do chłopaka. Drzwi łazienki były otwarte, ale siedział w kabinie prysznica, więc uzupełniłam wieszak. - Coś jeszcze?
- Nie. Dzięki.
- Okej. - Wróciłam z powrotem do pokoju i przyłożyłam słuchawkę. - Jestem. Wiesz coś?
- Odnalazłem tego co trzeba i zechcę się z nim spotkać.
- Kiedy?
- Nie wiem. Kacper coś planuje?
- On... Chyba nie...
- Muszę to wiedzieć. Jeśli też go namierzyli, ja się wycofam.
- Nie. Policja nadal stoi w miejscu.
- Na pewno?
- Tak. Kacper mówi mi w większości o wszystkim, więc to bym wiedziała. Mam go spytać o coś szczególnego?
- Nie. To mi wystarczy. Odezwę się. - Przerwał połączenie, więc niepewnie sama odłożyłam słuchawkę.
- Z kim rozmawiałaś? - zaczął ciemnooki pojawiający się z ręcznikiem owiniętym wokół tułowia, po czym otworzył szafę.
- Z mamą - słabo składałam. - Tak samo się denerwuje.
- Ostatnio często z nią rozmawiasz.
- Co?
- No często dzwoni.
- A... To czasem pomyłki, albo naciągacze. Nie martw się.
- Nie martwię - stanął przodem wsuwając przez ręce bluzkę na siebie. - Wierzę ci. Obiecuję że znajdę Filipa i sprowadzę go do domu. - Przytaknęłam, a ten z resztą ubrań wrócił do łazienki – Jak ja nie chcę przed nim tak kłamać! Kacper mi ufa, nie okłamuje, a ja coś robię za jego plecami. Nie wiem, jak długi jeszcze wytrzymam.
Kiedy skończyłam przeszłam do kuchni w której Kacper rozmawiał przez telefon, ale używał bardziej zwięzłych słów takich jak "Tak" "Nie" i "Rozumiem". Jak się rozłączył, był trochę wkurzony, więc chciałam to wiedzieć.
- Coś się stało?
- Ktoś nam w bazie miesza.
- Kto?
- Właśnie nie wiem. Podobno był włam do mojego pokoju, a ostatnio gdzieś mi przepadła przepustka.
- Nie macie kamer?
- Zostały zbite. Ja tam miałem większość ważnych informacji, a teraz...
- To wszystko zabrał? Znaczy... Ten złodziej. Wszystko wziął?
- Nie wiem. Muszę zaraz być w biurze i to wyjaśniać. Zostaniesz w domu?
- Tak.
- Okej - ruszył do pokoju. O nie... A jeśli to Karlo? Kurczę, ja chyba nie powinnam załatwiać z nim interesów, tylko czekać aż zadziała policja, bo teraz widzę że nie jest dobrze. Karlo wypytuje mnie o służbie chłopaka, gdzie jest, co robi, jakie ma plany... Nie powinnam mu tego mówić. - Kacper, a ty kogoś podejrzewasz?
- Nie wiem - wrócił zapinając koszulę. - Ktokolwiek to był, musiał mieć powód by akurat mnie okradać.
- Dojdziesz do tego?
- Na pewno - cmoknął mnie w czoło. - Wrócę. - Odszedł wsuwając buty i całkiem wyszedł z domu. Mam wyrzuty sumienia. Jeśli to przeze mnie, on mi tego nie podaruje.


KACPER/

- Jestem. Co jest?
- No tak jak widzisz - westchnęła Klaudia. - Komuś tak zależało, że przeczesał cały komputer. Znalazłeś identyfikator?
- Nie. W domu go nie ma.
- No to już wiemy jak się dostał.
- To musiało być zamierzone. Ktoś musiał wiedzieć kiedy nie ma mnie w biurze, bo to bywa rzadko.
- To gdzie byłeś między dwudziestą, a dwudziestą drugą?
- Nie wiem. W domu. - Zza szyby wyszedł kolega technik który sprawdzał włamanie.
- Nic z tego. To wygląda tak jakby to pan, agencie wszedł normalnie jak do pracy, tylko po prostu kamera została zniszczona.
- Chyba sam bym sobie nie wszedł. Niby po co?
- Ja tu tylko pracuję.
- O to chodzi że ja też. Muszą być jakieś odciski, ślady...
- Tylko pana.
- No jasne że moje, skoro tu wchodzę i wszystkiego dotykam podczas pracy. Tan ktoś musiał mieć rękawiczki, albo nie wiem. Mogę sprawdzić co zginęło?
- Niestety jeszcze nie.
- Komputer sprawdzony - wyznał kolejny mężczyzna. - Zginęły wiadomości, akta i wszystko w sprawie Filipa Niewiadomskiego.
- Co? - przepchałem się między nich i sam musiałem to sprawdzić.
- Pan nie może - powstrzymywali mnie. - Wszystko jest bardzo świeże. - Dałem się odciągnąć i wyszedłem stając przy swoim stanowisku na sali głównej.
- Kacper, zaczekaj - odwróciła mnie Klaudia. - Co chcesz zrobić?
- Nic - zająłem miejsce włączając ten swój komputer. - Nie dam się wrobić.
- Ale nikt cię nie wrabia.
- Agencie N - pojawił się mój szef z plastrem na nosie za to co mu ostatnio zrobiłem, ale trochę się mnie strzeże od tamtego momentu — Spojrzałem na niego. - Zapraszam na rozmowę. - Podniosłem się z westchnieniem i przeszedłem za nim do jego gabinetu w biurze. - Proszę, niech pan siada.
- Postoję. O co chodzi?
- To ja się pytam. Zawieszam pana na czas, póki sprawa z włamem się nie wyjaśni.
- To nie mogę tu przychodzić?
- Tylko wtedy aż pana poprosimy.
- Przecież to nienormalne. Ktoś mi się włamał. To nie byłem ja!
- Nie tym tonem. Proszę wrócić do domu i czekać na telefon.
- Ja nie...
- Żegnam - przerwał mi i potrząsną ręką w stronę drzwi. Zacisnąłem zęby i tyle. Wyszedłem, ale tak szybko opuścić budynku nie zamierzam.
- Czego chciał?
- Zawiesił mnie.
- Że co?
- Mam wracać do domu.
- To dlaczego nie wracasz?
- Bo mam pomysł - zacząłem od zalogowania się do swoich danych które prawdopodobnie zostały skradzione.
- Czyli co zrobisz?
- Zablokuję się. Zmienię hasło i nikt się nie dostanie.
- Jak to zrobisz?
- Nie takie rzeczy się umie.
- Przecież ten ktoś ma twój identyfikator. Ludzie po kamerach dojdą.
- Trudno. Przynajmniej tajne informacje zachowam. - Agentka zamilkła patrząc jak działam i zatwierdzam nowe dane. - Gotowe - podniosłem się. - Dasz mi klucze do magazynu?
- Przecież szef cię zawiesił.
- Ale nie wyrzucił - wystawiłem rękę. - Proszę.
- Kacper, to łamanie przepisów. Po co ci to?
- Moje urządzenia mają nadajniki. Wystarczy że go uruchomię i będę wiedział gdzie jest złodziej. Daj mi ten klucz.
- To można załatwić inaczej. Nie masz uprawnień do pobierania sprzętu CBA. Nie jesteś jednym z nich, tylko dla nich pracujesz, a to różnica.
- Ty masz. Błagam cię. Nikt się nie dowie.
- Ja będę wiedziała. - Patrzyłem błagalnie, tym wzrokiem przed którym tak ulega, a ta zaraz cmoknęła niezadowolenie, sięgnęła po klucze z kieszonki i wsunęła do szuflady, a mijając mnie, jeszcze się zawahała. - Uważaj na siebie. - Przytaknąłem, a kiedy skręciła za róg, podszedłem biorąc te klucze które zostawiła. Zbiegłem ze schodów do pomieszczenia w którym jest tajny magazyn ze sprzętem CBA. Nie mam ani uprawnień, ani żadnej zgody by zapożyczać, bo jestem tylko agentem SS, czyli Służb Specjalnych. CBA, to takie połączenie, dla nich działam, dlatego mam nadzieję że mi jakoś wybaczą ten wyskok – W tym miejscu byłem tylko raz i nie sam, więc nie bardzo wiem, co gdzie leży, ale po napisach jestem w stanie coś dla siebie znaleźć. Chwyciłem za skrzynkę z bronią. Wziąłem kilka zapasów amunicji i do nich dobrałem pistolety. Pożyczyłem też linkę na włącznik by za pomocą przycisków mogła się wciągać i wyciągać — Pokręciłem się trochę oczami po półkach zgarniając jeszcze parę gadżetów i już mnie tu nie było. Po zapakowaniu tych sprzętów do samochodu, wróciłem by odnieść klucze, a nie mogąc znaleźć Klaudii, zostawiłem je na jej biurku.
Kiedy dotarłem do domu, Laury nie było, a to dziwne — Przebrałem się w coś swojego bardziej luźnego niż ten garnitur i postanowiłem zjeść coś na szybko, a oczywiście po tym zająłem się sprawami zawodowymi. Dzięki temu co mam z magazynu CBA, połączę się ze swoim nadajnikiem i będę miał gościa w garści. Ze mną się nie zadziera.
Samo instalowanie programu trochę mi zajęło, a do tego czasu Laura nie wróciła. Postanowiłem do niej zadzwonić, wtedy będę spokojniejszy – mijały sygnały aż nagle poczta. Teraz to nie wiem czego się spodziewać. W południe jeszcze w domu była, jest wieczór, powinna przyjść — nagle na podjeździe usłyszałem samochód, taksówka, a ze środka wyszła dziewczyna. My chyba działamy jak perswazja. Jedno o drugim pomyśli i już — weszła do domu, wolno i w progu kuchni się uśmiechnęła.
- Hej.
- Gdzie byłaś?
- U mamy.
- Dzwoniłem.
- Tak? - zdziwiła się i szukała komórki w torebce, ale jej się chyba nie doszukała. Po przegródkach przechodziła coraz szybciej i z każdym ruchem rzedła jej mina. Od kilku dni nie jest sobą. Czuję że jest inaczej, tak jakby coś przede mną ukrywała.
- Nie masz? - Grubo się nad czymś zastanawiała i jakby czegoś przestraszyła. - Laura.
- Y, co? Nie. Nie mam. Musiałam zostawić u mamy.
- To chyba nie na problemu.
- Tak - słabo się uśmiechnęła. - Nie ma. A ty co robisz?
- Pracuję - uważnie jej się przyjrzałem kiedy usiadła przygryzając paznokieć. - Co się dzieje?
- Co? - oderwała się nagle, wytwarzając w sobie niepokojące spięcie. - Nic się nie dzieje. Skąd ten pomysł?
- Nie jestem ślepy.
- Martwię się.
- Czym?
- Tym wszystkim. Filipem, tobą, sobą...
- Znajdę go. Czuję że ten co mnie okradł, to ten co ma Filipa. Zginęły właśnie sprawy prowadzone w jego kierunku. Ukradł mi je, byśmy nie mogli dojść do niego, ale nie wie że mi to ułatwił. - Tylko przytaknęła wracając do swojego stanu intensywnego myślenia nad czymś. - Laura, będzie dobrze.
- No wiem.
- Ale nie rozumiesz.
- Rozumiem.
- To nie bądź taka spięta. Wiem że tęsknisz, ale to nie ułatwi. To ja się martwię o ciebie, bo od trzech dni chodzisz po domu jak cień. Nigdy nie mogę dojść o co ci chodzi, cały czas zadajesz dziwne pytania. Po co to? Sądzisz że cię okłamuję? Wcale nie. - Patrzyła na mnie, a zaraz z łzami w oczach się przytuliła. - O właśnie - przyznałem. - Takie zachowania też nie są u ciebie normalne. - Przytkała się jak rzep i nie mogłem jej oderwać. Wyprostowała się dopiero jak zaczął dzwonić mój telefon. - Tak?
- Kacper, ludzie doszli do nagrania ze stłuczonej kamery.
- No i?
- Sama w to nie wierzę, ale to ty.
- Co?
- Zarejestrowała ciebie. Sprawdzili też resztę i to jesteś ty. - Zamilkłem będący w szoku. - Może lepiej przyjedź. - Rozłączyła się, więc wstałem.
- Co się stało?
- Muszę jechać. Wrócę... Może niedługo. - Cmoknąłem złotowłosą w czubek głowy i już mnie nie było.

Będąc w agencji, przy obecności Klaudii, kolega puścił mi nagranie.
- To jest wtorek, godzina siedemnasta - mówił. - Wchodzisz do siebie, a zaraz wyjdziesz. - Patrzyłem na ekran i rzeczywiście, to pamiętam. Byłem po lunchu z Klaudią, a na osiemnastą śpieszyłem się do domu, bo tak byłem umówiony z Laurą o punktualność — kolega przewinął do przodu bo tu długo nic aż właśnie przed dwudziestą pojawiłem się, ja?! Przecież to jakiś facet z taką samą budową jak ja, ale miał kominiarkę i czarne rękawiczki, ale patrzę na siebie, chyba... - Jestem tylko ciekawy, dlaczego ty się tu tak niepewnie rozglądasz, co? I co ma znaczyć ta kominiara?
- To nie ja - zacząłem, ale chyba nie chce się nikomu w to wierzyć.
- Nie ty? Kacper, to jesteś ty - nacisnął. - Logujesz się normalnie tajnymi szyframi, kogo ty chcesz oszukać?
- No chyba bym to pamiętał. Laura może to potwierdzić że już na osiemnastą byłem w domu, cały wieczór i całą noc z nią.
- Kacper, sprawdzimy ale ty nie możesz zaprzeczyć że nie widzisz siebie.
- No może tak to wygląda, ale nie jestem głupi. Po co miałbym się włamywać i niszczyć kamerę?
- To pytanie ja ci powinienem zadać.
- Słuchaj - zaczęła Klaudia, stając po mojej stronie. - On ma rację. To nie ma sensu. Po co Kacper miałby tak się zachowywać?
- A ty taka przekonana jesteś? Kim był wcześniej?
- Ej - podniosłem się odruchowo. - Uważaj na słówka.
- Obaj się uspokójcie - kazała. - Jak na razie niczego nie można określić pochopnie, bo twarz jest zasłonięta.
- Ale to jest on!
- Wiem! Widzę!
- To nie ja! Powtarzam po raz kolejny że to... Nie wiem kto to jest, ale na pewno nie ja. - Jestem w totalnym szoku! Co to w ogóle miało znaczyć?! Przecież to nie ja! Niby patrzę na swoją podobiznę z wyglądu, ale nie mam z tym nic wspólnego. Chyba znowu muszę odwiedzić Jurka żeby mi pomógł.
Zawitałem u niego od razu po powrocie z biura. Nie było go w garażu, więc zapukałem do drzwi. Otworzył mi, a na wstępie dostałem od niego z pięści po twarz, aż ze schodów spadłem tak mnie poczęstował.
- I ty masz jeszcze czelność tu przychodzić?! - darł się kiedy nie dałem rady podnieść się z betonu. - Myślisz że tak możesz załatwiać sprawę, bo masz odznakę i jesteś gliną?! Myślałem że wszystko już między nami okej, ty tylko mnie wykorzystałeś by odnaleźć rodzinę! No co?! Laura bezpieczna, więc Jurka można kopnąć w tyłek, tak?!
- O czym ty mówisz? - szepnąłem wypływając na bok krew ze śliną.
- O czym mówię?! Już byś przestał udawać głupszego niż jesteś. Wiedz że dla mnie jesteś już nikim. Nikim, rozumiesz?! Nawet nie wasz się tu przychodzić.
- Co zrobiłem? Jesteś wolny.
- Widzisz to? - wskazał na swoją kostkę. Do nogi ma przyczepioną żelazną obrączkę z nadajnikiem. - Twoi ludzie mi to przyczepili żebym nie zwiał, a ty nawet nic z tym nie zrobisz. Mam areszt domowy, przez ciebie!
- Co? Nie kazałem ci nic zaczepiać. Puściłem cię wolno!
- To jest wolno? Areszt domowy jest dla ciebie wolnością?! Nie mogę się ruszyć dalej jak sto metrów. Chciałeś mi w ten sposób oszczędzić widoku kratek?! Mam cię gdzieś. Zjeżdżaj, bo oberwiesz mocniej - cofnął się i zatrzasnął drzwi. O czym on w ogóle do mnie mówił?! Ja kazałem zrobić coś takiego? Niech mnie ktoś uszczypnie, bo nie wierzę! — Podniosłem się wolno, stając na równe nogi. Nieźle mi przyłożył, bo zęby od środka przecięły mi policzek, stąd ta krew która wydobywa się nieustannie. Teraz to już chyba zwariuję. Ja bym robił coś przeciwko sobie, a potem tego nie pamiętał? Może jestem jakimś psycholem, który robi coś nieświadomie, bo w tym momencie dałbym się nawet poćwiartować by udowodnić że nie mam z tym nic wspólnego.
Tym razem po powrocie do domu to ja wszedłem jak struty. Nie mam pojęcia co myśleć o tym wszystkim.
- Co się stało? - przeraziła się dziewczyna.
- Jeśli masz ochotę, też możesz mi za coś przywalić.
- Co? - podeszła kiedy bezsilnie usiadłem przy stole. - O czym ty mówisz? Pokaż.
- To nic takiego. Siniak zejdzie.
- Biłeś się?
- Nie. Zawitałem u Jurka.
- Co? On ci to zrobił?
- Nawet nie wiem za co. Przywalił mi od razu i wykrzyczał coś o areszcie domowym, że niby go wystawiłem.
- Przecież miał być wolny.
- I tak miało być. Nie mam pojęcia co się dzieje.
- A co z kradzieżą w biurze?
- Tego już w ogóle nie rozumiem. Pokazali mi nagranie z kamery i wiesz co? - Patrzyła. - Zarejestrowała mnie. - Zmarszczyła brwi nie rozumiejąc.
- Co to wszystko znaczy?
- Tego właśnie nie wiem. Co to tak pika?
- Tamto coś - wskazała na urządzenia rozstawione wcześniej przeze mnie. Podniosłem się patrząc na ekranik. Nadajnik działa. - Co to jest?
- Cała moja dokumentacja. Przynajmniej jedno idzie pomyślnie i złapię tego kogoś.
- Myślisz że Filip z nim jest?
- Tak właśnie myślę. Olaf już nie może dowodzić, więc cała sprawa stoi w miejscu, a facet jest cwany i się będzie ukrywał. Wieść o areszcie dość szybko się rozniosła.
- Kiedy zaczniesz ich szukać?
- Z samego rana. Noc już sobie daruję. - Przytaknęła i odeszła w stronę pokoju. Chciałem ustawiać tak, by obraz z mapki pojawił się na ekranie mojego telefonu i dzięki temu będę miał nadajnik na wyłączność, by sobie ułatwiać. Ciężko będzie wozić ze sobą laptopa i resztę tych urządzeń.
Dodał/a: Żan w dniu 23-11-2017 - czytano 176 razy.
Słowa kluczowe: Laura Kacper kryminał akcja poszukiwawcza Żan

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. SEZON 2. ROZDZIAŁ XIII"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)