NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. SEZON 2. ROZDZIAŁ VI

KACPER/

- Kacper - trąciła mnie Klaudia. - Jedź do domu. - Ocknąłem się i na nią spojrzałem, a potem na godzinę. Dochodziła trzecia w nocy. - Musisz się wyspać, przebrać. Jedź.
- Nie. Poczekam.
- Na co? Jeszcze nic nie wiadomo. Dałeś już taki rozgłos że nigdzie się nie przeciśnie. Znajdą ją.
- Zostanę - przetarłem oczy z urwanej drzemki i wszystko wróciło. Zostałem sam.
- Nie ma sensu. Jak będę coś wiedziała, od razu dam ci znać. Ledwo przytomny nam nie pomożesz. - Patrzyła przekonująco. Westchnąłem w końcu, po czym się podniosłem. Nie dam rady funkcjonować normalnie. To jest po prostu jakiś koszmar.
- Dasz mi dostęp do wyścigówki? Nie mam czym wrócić.
- Niech będzie. Chodź. - Wyszliśmy przechodząc do garażu agencji, po czym dziewczyna dała mi klucze do auta którym ścigałem się z Gonzo. Mój samochód w którym była Laura poszedł na ekspertyzę. Chcieli zdjąć odciski, ale i tak bym nim nie wrócił, bo jest nieźle obity. Zabiję Olafa jak go dopadnę, choćby mnie mieli z CBA wyrzucić, to ja mu nie podaruję. Wiecznie ktoś będzie wpłacał za niego kaucję i wiecznie będzie łaził ulicami i pogłębiał się w swoim chorym urojeniu. Jeśli tym razem zrobi coś Laurze, no ja nie wiem co zrobię. Nie wiem też co z moim dzieckiem. Cały czas gubią się ślady, a sprawcy wsiąkają jak woda w gąbkę. Nie mam pojęcia jak mam ich szukać. Postawiłem na nogi całe CBA, resztę służb, policję, a jak będzie trzeba to wojsko też zwołam. Ten psychopata psuje mi wszystko co staram się budować. Rozdzielił mi rodzinę, a tego mu nie podaruję. Tamtym co porwali Filipa też poskręcam karki, wszystkim kto po tym jeszcze raz się do nas zbliży!
Wszedłem do mieszkania. Jest puste, zupełnie puste. Można by pomyśleć że Laura i Filip już dawno śpią, że zaraz wejdę do sypialni, położę się przy dziewczynie, a rano się zobaczymy, a tu... Wchodzę do sypialni; cisza. Jak zostało zostawione, tak jest. Rzuciłem się na łóżko. Nie mam sił nawet się przebrać, ale po co? W każdej chwili ktoś może zadzwonić i chcę być w gotowości. Postanowiłem wziąć prysznic na wpół zimny dla orzeźwienia i trochę pomogło. Ubrany w nowy garnitur, z szafki wyjąłem swoje zwykłe ubrania by móc się przebrać i to poniosłem na stół kuchenny. W trakcie przekraczania progu, o mało nie nabiłem się nogą na szkła po szklance którą wczoraj tu rozbiłem. Nie będę teraz tego sprzątał. Położę się.
Nastał ranek. Obudziłem się samoczynnie i od razu sprawdziłem komórkę. Nikt nie dzwonił, a mieli mnie informować. Już ja widzę jak będą. Specjalnie wysłali mnie do domu, bo w agencji za bardzo dyryguję i wtaczam awantury, ale to nie moja wina! Walczę o swoje – Wsunąłem na szyję krawat, marynarkę na plecy i biorąc rzeczy ze stołu wyszedłem z domu. Nie będę czekał na głupi telefon od ludzi, sam dotrę do biura. Ubrania wrzuciłem do bagażnika i wsiadając za kierownicą odpaliłem szybką furę. Nie jechałem wcale tak wolno, bo po drodze wyprzedzałem inne auta, ale to dlatego że chcę jak najszybciej znaleźć się w agencji. Na miejscu zaparkowałem z piskiem opon, pokonałem schody, a drzwi otworzyłem swoją kartą przepustką. Na sali głównej wypatrzyłem Klaudię i chcę z nią szybko porozmawiać – Siedziała przy jednym ze stanowisk komputerowych i rozmawiała przez stacjonarny telefon. Nie zamierzałem przerywać, bo to może coś ważnego, więc oparłem się o biurko po skosie od niej.
- Tak, tak. To ja zaraz sprawdzę i... - przerwała na mój widok. - A... To ja zaraz do pana oddzwonię - uznała i rozłączając się odłożyła słuchawkę. - Co ty tu robisz?
- Pracuję.
- Miałeś odpoczywać.
- I dlatego do mnie nie dzwonisz?
- Nie. Jest jeszcze za wcześnie. Nikt nic nie ustalił. Po co miałam dzwonić?
- Czemu to tyle trwa? - wyprostowałem się. - Wiesz co ja przeżywam ostatnio? Kogo będę winił jak im się coś stanie? – Na sali zapanowała cisza, bo każdy zapatrzył się na mnie.
- Uspokój się i usiądź - uznała słabym szeptem, po czym pociągnęła mnie na fotelik obok. - Nikogo nie będziesz obwiniał, Kacper. Wiesz dobrze że każdy robi co może. Ukrywają się.
- To dlaczego nikt się nie przyłoży? Niech mnie przydzielą do tego to będzie szybciej.
- Przestań. To nie jest twoja sprawa. Mamy swoją, pamiętasz jeszcze? - patrzyła poważnie. - Poza tym nikt cię nie przydzieli, bo możesz oszaleć. Jesteś sfrustrowany, chodzi o twoich bliskich i nie poradzisz sobie.
- Wiesz co - podniosłem się. - Bardzo mało o mnie jeszcze wiesz.
- Kacper, nic nie rób na własną rękę. Pogorszysz sytuację, albo nawet cię wyrzucą za złamanie przysięgi.
- Teraz rodzina jest dla mnie najważniejsza. - Chciałem odejść, ale podszedł do mnie szef.
- Dobrze że jesteś. Ktoś chce się z tobą widzieć.
- Teraz?
- Tak, to ważne. Czekają w moim pokoju. - Westchnąłem i przeszedłem jak kazał mężczyzna, a już przez szklane drzwi dostrzegłem dwoje ludzi z policji. Zdaje się że kobieta i mężczyzna, bo od razu na mnie spojrzeli kiedy wszedłem.
- Agent Kacper Niewiadomski? - zaczęła.
- Tak. A o co chodzi?
- Starszy aspirant komendy głównej - przedstawiała się. - Mamy coś dla pana.
- To znaczy?
- Mieliśmy wczoraj wieczorem dziwne zgłoszenie. Może pan z nami na komisariat?
- Teraz?
- To chyba bardzo istotne w pana sprawie.
- A mogę jechać oddzielnie?
- Tak, proszę.
Przez całą drogę za wozem policyjnym zastanawiałem się, czego chcą. Czemu mi nie powiedzieli na miejscu tylko ciągnął aż na komisariat? Jeszcze nic nie zdążyłem zrobić, a już ląduję w tym miejscu. To jakieś ostrzeżenie? – Zaparkowałem w końcu i weszliśmy do środka. Przeszedłem za nimi do jednego z pokoi gdzie pracują inni stróże prawa, po czym kobieta zajęła miejsce za biurkiem.
- Dowiem się w końcu?
- Może lepiej jak pan usiądzie - wskazała krzesło, więc je zająłem. - Wczoraj wieczorem dostaliśmy pewne zgłoszenie.
- To znaczy?
- Jak panu wiadomo wszystkie zgłoszenia są nagrywane. Chciałabym żeby pan tego posłuchał. - Zamilkłem, a ona kliknęła myszką w coś i zaczęło szumieć w głośnikach, ale zaraz sygnał zmilkł.
- "Komenda główna policji, słucham.
- Zostałam porwana - wyznał głos... Przecież to... - Nazywam się Laura Zwolska.
- Dobrze. Proszę podać miejsce gdzie pani przebywa.
- Nie wiem... - W głosie panikowała i słychać było jakiś szelest.
- Słyszy mnie pani?
- Tak, tak. Ja nie wiem gdzie jestem. Mogłaby pani powiadomić to Kacprowi Niewiadomskiemu? Jest agentem CBA i..." - Nie dokończyła, bo coś jej ewidentnie przerwało, chyba się szarpała i sygnał się urywa.
- Poznaje pan ten głos?
- Tak, to na pewno Laura. Porwali ją. Prowadzę śledztwo w tej sprawie.
- Wiem, doszliśmy do tego. Naszym obowiązkiem jest teraz iść tym tropem.
- To dobrze. Szukajcie jej.
- Doszliśmy skąd dzwoniono - wyznała. - Komórka namierzyła miejsce i to jest centrum Sopotu. Świeżo wynajęty apartament.
- To na co czekacie?
- Na pana.
- Mam zebrać ludzi?
- Jeśli to ma się odbyć szybko, to tak.

***

- Apartament ma dokładnie trzy wejścia. Główne drzwi znajdują się za wschodniej części, drugie na zachodniej, a trzecie od północy - mówiłem. - Oprócz tego są jeszcze drzwi balkonowe na południu. Wkraczamy i przeczesujemy każdy pokój, każdy zakątek i ostrożnie z bronią. Nie mamy pojęcia kto oprócz Laury jest w środku, ale na pewno nasz poszukiwany Wybicki. Może ma jakichś ludzi, bo tego wykluczyć nie możemy. Pierwszy skład idzie północą na piętro, drugi skład ze mną na parter, trzeci asystuje, a reszta jako wsparcie. Jakieś pytania? - nikt się nie odezwał - Świetnie. Do roboty. – Nasunąłem kominiarkę, odblokowałem broń i na mój znak ruszyła pierwsza grupa. Wpadli wywarzając właściwe drzwi, zrobili zamieszanie, dalej wpadłem ja z resztą. Po paru krokach zdałem sobie sprawę że tu nikogo nie ma.
- Czysto - wyznał jeden z ludzi schodzących z góry.
- Pokręcimy się trochę. Szukajcie czegokolwiek. Może jakieś ślady. Coś musieli zostawić.
- Kacper odbiór, tu mamy zacieki krwi - powiadomili mnie przez krótkofalówkę.
- Zgłaszam się. Gdzie jesteś?
- Na piętrze. Pierwsze drzwi w korytarzu. - Ruszyłem tam jak najszybciej i w końcu dotarłem.
- Co masz?
- No zobacz - wskazał na biały skórzany fotel. - Ktoś ostro dostał. - Od razu przed oczami pojawiła mi się odpowiedź że to właśnie Laura. Może się buntowała i gnój nie wytrzymał...
- Zatłukę go.
- To jej? - wszedł kolega z dżinsową bluzą w ręku.
- Tak, to Laury. Miała ją ostatnio.
- Znaczy że tu była. Ale co teraz?
- Zabrał ją. Możliwe że wyjechali gdzieś dalej.
- Kacper zgłoś się. Mamy rozwalony telefon w garderobie.
- Dobra, już idę. - Zeszliśmy na dół, po czym podszedłem do tego właściwego miejsca.
- Musiała dzwonić z tego miejsca. Pewnie ktoś się zorientował, rozwalił telefon i przenieśli się w inne miejsce, wiedzieli że przyjedziemy. - Przytaknąłem biorąc przez rękawiczki ze zniszczonego sprzętu kartę pamięci i telefonu, po czym wszystko wsunąłem w kieszonkę spodni.
- Wycofujemy się.


LAURA/

Patrzyłam przez okno samochodu w ciemną nic, wieziona na tyle przez jednego z ochroniarzy Olafa, a ten tak samo siedział przy mnie i nie mógł oka spuścił. Co raz popłynęła mi gorzka łez, a Olafowi miałam ochotę przywalić. Nie ma na co się patrzeć? Tak bym chciała żeby Kacper był przy mnie, a nie ten głupek i na dodatek mój plan się nie powiódł. Byłam już tak blisko. Mogłam powiedzieć coś więcej, a teraz na pewno to zgłoszenie potraktowali jako żart. Jestem za mało sprytna na coś takiego. Mogłabym się teraz bronić, nie jestem związana, ale wiem że i tak przegram z tymi ludźmi, więc chyba nawet nie warto się rzucać.
Z tego wszystkiego przysnęłam oparta o szybę, aż nagle samochód się zatrzymał i z tym się ocknęłam.
- Wychodzimy - jęknął Olaf i wziął mnie za łokieć. Właściwie to ciągnął za sobą, bo po tym jak go potraktowałam, zmienił do mnie nastawienie i już nie traktuje tak grzecznie jak przedtem. Weszliśmy do jakiegoś mniej wyposażonego domu, po czym część ochroniarzy weszła za nami, a reszta została na zewnątrz. Wybrałam sobie skrawek łóżka, po czym podsunęłam kolana pod samą brodę i starałam się wtulić. Kiedy śpię, mniej o tym wszystkim myślę. To jest zupełnie bez sensu. Przemieszczamy się, więc to na pewno nie pomaga w żadnym śledztwie. Dotarcie z Gdańska do Sopotu zajęłoby mnóstwo czasu i drogi, bo jeździliśmy w kółko, a teraz nie mam pojęcia gdzie jesteśmy. Może nawet jeszcze dalej...
Przebudziłam się nad ranem. Oświetlało mnie ciepłe słońce przez szybę okna domu, zupełnie takie samo jak kiedyś w swoim mieszkaniu. Poczułam się chociaż przez te dziesięć sekund jak u siebie, ale zaraz wiem że jak otworzę oczy, wszystko wróci. Okazało się że w pokoju jestem sama, ale za drzwiami dochodzą rozmowy. Nie chciało mi się tak szybko wstawać, bo nie mam do czego. Nie chcę znowu oglądać twarzy Olafa. Nie potrzebuję go, a na dodatek mam jakieś potworne mdłości. To przez stres? Nigdy tak nie miałam. Chyba że...
- Nie! - wydarł się Olaf, aż przez drzwi było słychać. - Macie to rozwiązać, albo wszystkich was wydam! Myślałem że wszystko jest jasne. Dzieciak ma tam trafić i nie ważne jak to załatwisz. - Ucichło. Dziecko? Jaki dzieciak? Od kiedy on jest taki porywczy? Zaczynając w ogóle od tego że krzyczy i to jak groźnie. Sama bym się bała. Nagle zobaczyłam jak drzwi się otwierają, więc momentalnie zamknęłam oczy udając że śpię. Chłopak zakręcił się po pokoju, po czym czułam i słyszałam że wchodzi do mnie na łóżko, i ucichło. Jestem pewna że znowu się na mnie gapi, a zaraz też odgarnął z twarzy moje złote kosmyki włosów. - Jeszcze będziesz ze mną szczęśliwa - szeptał. - Mogłem od początku cię pilnować i nie pozwolić by ten przestępca mi ciebie odebrał, a potem jeszcze - urwał ubolewając. - Tamto dziecko mogło być nasze, ale nie martw się. Wstąpi tam gdzie jego tatuś, a my będziemy mieli swoje życie. Nie pozwolę ci tak łatwo odejść. - Otworzyłam wolno oczy w głębokim zaskoczeniu tego co usłyszałam. Że niby Kacpra dziecko miałoby trafić tam gdzie on? - Myślałem że śpisz.
- Ty draniu... - podniosłam wolno głowę. - Porwałeś moje dziecko?!
- To nie jest twoje dziecko, tylko jego.
- Ty gnojku... - chwyciłam za to co było pod ręką i zaczęłam go okładać na przemian poduszką. - Ty parszywy draniu! Porwałeś mojego synka, a teraz chcesz mnie?! - Próbował się podnieść, ale zaraz usiadłam mu na brzuchu i nie potrafiłam przestać bić. Po chwili poduszka mi się znudziła, ale miałam jeszcze pięści i paznokcie. Oczywiście że tego użyłam. - Przeklinam dzień w którym się poznaliśmy! Nienawidzę każdego dnia spędzonego w twoim towarzystwie! Kacper cię znajdzie, a ja dopilnuję by to zrobił, by po prostu cię zabił! - To wszystko nie trwało długo, bo zaraz wpadło dwóch mężczyzn i próbowali oderwać mnie od Olafa, a ten tylko syczał z bólu. Długo się wyrywałam, ale w końcu przestałam kiedy trzymana przez nich opadłam kolanami na podłogę. Chłopak się podniósł. Był w szoku, a jego twarz... Nie żałuję. Krew miał na każdym skrawku twarzy i też zaczęła spływać na szyję.
- Jesteś... - warknął, ale przerwał, podszedł i znowu uderzył mnie w twarz. Zabolało, ale to nie zmienia faktu jak bardzo się cieszę co jemu zrobiłam. - Nie dostaniesz tego dzieciaka. Nigdy, zrozumiałaś?! - Szarpnęłam się, ale mnie mocniej przytrzymali, by Olaf mógł bezpiecznie wyjść. Po tym rzucili mną na łóżko i wyszli zamykając drzwi na klucz z tamtej strony. Rozwyłam się niesamowicie. Ten kretyn porwał mi dziecko, a my podejrzewaliśmy niewłaściwych ludzi! Przecież można było się tego domyślić, ale kto wiedział?! Był ostatnią osobą którą bym mogą o to posądzać. Teraz zamierza coś zrobić. Ma to chore przekonanie, dąży za nim i teraz jeszcze nie odpuści. Coś zamierza zrobić Filipowi, ale co? Że miałby trafić tam gdzie Kacper? Chce wsadzić dziecko do więzienia? No chory psychicznie człowiek. To nie jest zdrowe myślenie, bo nawet największy szaleniec ma sumienie i dziecko by oszczędził, ale on płaci tym ludziom, więc nie mają wyjścia.
W końcu spojrzałam na okno do którego zaraz podeszłam. Przecież nie moja jedyna deska ratunku. Uda mi się. Na pewno skorzystam. Jesteśmy na parterze, otworzę okno i ucieknę, tylko jeszcze nie wiem kiedy. Poczekać aż się ściemni, czy teraz? Ale jak jego ludzie mnie złapią, drugiej szansy z oknem nie będzie. Zaczną mnie lepiej pilnować i może nawet nie spuszczą z oczu. Jakie to wszystko jest głupie! Ja chcę do Kacpra! Chcę mu wreszcie coś powiedzieć. Choć nie jestem do końca pewna, ale mam nadzieję że nie i teraz muszę znowu walczyć w tych stresujących warunkach – Położyłam się z powrotem. Tutaj przynajmniej nie muszę spać na podłodze, albo na jakich foliach, czy kartonach. Może po prostu będę grzeczna i poczekam aż mnie znajdą. Ale to nigdy nie nastoi, bo my się przemieszczamy.
Po pewnym czasie poczułam że jestem głodna, bo zaburczało mi w brzuchu. Ten idiota nie może mnie głodzić – Podeszłam do drzwi i zaczęłam pukać. Z łazienki też mam prawo korzystać.
- Jestem głodna - walnęłam w drzwi. - Słyszysz? Nie możesz mnie głodzić. Chyba że chcesz żebym umarła z głodu. Przynajmniej będę miała spokój. - Odczekałam chwilę i zaraz drzwi się otworzyły. Jeden z wypchanych gości wziął mnie za łokieć i poprowadził przed stół. Spojrzałam na to co leży. Jakaś zaczęta pizza, kebab, bułki z mięsem... Widać Olafowi smakuje bo aż gęba mu się nie zamyka.
- No siadaj - kazał. Wyglądał jakby jego twarz napadły yeti, albo jakieś groźne zwierzę.
- Myślisz że ja to zjem?
- Twój problem.
- Chcę coś zdrowego. Nie będę po tobie dojadała. - Zaprzestał na chwilę i spojrzał na mnie uważnie.
- Albo wpychasz to co jest, albo spadaj. - Na to tylko jęknęłam kpiąco, chwyciłam za pudełko z kebabem i rzuciłam w niego, wychodząc.
- Wypchaj się, albo najlepiej udław. - Zatrzymałam się przed jednym z ochroniarzy. - Gdzie jest łazienka? - Nie ruszył się póki Olaf nie wydał mu rozkazu.
- Niech idzie. Pilnuj jej. - Ruszyłam za mężczyzną i zaraz otworzył przede mną drzwi. Weszłam zamykając je za sobą, po czym zatrzymałam się na samym środku. Muszę sprawdzić wszystkiego pomieszczenia, a właśnie tak patrzę że ucieczka oknem z tego miejsca będzie lepsza. Podeszłam, by rozeznać się w sytuacji. Kiedy bym tędy wyskoczyła, nie bardzo tak od razu mnie zobaczą, dalej jest studzienka. Trochę szalone byłoby wejście tam, ale co mi szkodzi? Jeśli to by wypaliło, jestem gotowa, tylko po prostu zaczekam aż się ściemni.
- Szybciej - jęknął facet.
- Chwila - uznałam. Skoro już tu jestem, skorzystam.
Po wyjściu wróciłam do pokoju. Sporo czasu leżałam bezczynnie. Znowu czułam jak mi niedobrze i jakoś tak odchyliłam bluzkę biorąc brzuch w objęcia
- Jeśli tam jesteś - szepnęłam. - Tatuś nas uratuje. Uratował kiedyś mnie i twojego brata, tak i teraz nas, zobaczysz. Poznasz go i pewnie będzie w szoku. Już nawet widzę jego minę - zaczęłam się uśmiechać. - Musisz być silne tak jak wcześniej Filip. Przeżył bardzo dużo moich potyczek, a nawet wypadek samochodowy. Ty też przeżyjesz. Poradzimy sobie. - Nagle drzwi się otworzyły. Wszedł jeden z pakerów i położył na fotel jakąś siatkę z czymś w środku, po czym zamknął drzwi od tamtej strony. Podeszłam sprawdzić co przyniósł i okazało się że to jedzenie dla mnie. Głównie owoce i to mi w pełni wystarczy. Od razu sięgnęłam po winogrona który się bardzo smakowicie prezentował, po czym wróciłam na łóżko opierając się o ścianę. - I widzisz? - zaczęłam. - Jedzenie. A wieczorem zabierzemy się stąd. No, przynajmniej mam taką nadzieję... - W wejściu tym razem pojawił się Olaf. Nie podszedł bliżej, tylko patrzył poważnie.
- Kiedy skończysz, przygotuj się. Zmieniamy miejsce.
- Co? Dlaczego?
- Bo tak. Mam nadzieję że dobrze znosisz długie podróże.
- Nie bardzo - jęknęłam zanim wyszedł. - Źle znoszę dalekie podróże i jak chcesz mieć czyste tapicerki, lepiej nie próbuj sprawdzać.
- Nie ważne - wyszedł. Pewnie myśli że kłamię. No to się chłopak zdziwi. Normalnie nie mam z tym problemu, ale w tej sytuacji podróże nawet nie są mi wskazane.

-------
Cieszę się że podoba Wam się opowiadanie, dlatego dodaję rozdziały regularnie
Dodał/a: Żan w dniu 7-09-2017 - czytano 462 razy.
Słowa kluczowe: Laura Kacper kryminał porwanie Żan

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. SEZON 2. ROZDZIAŁ VI"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)