NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. SEZON 2. ROZDZIAŁ V

KACPER/

Na nagranie od Artura który zginął, wciąż czekam więc w międzyczasie postanowiłem w końcu zawitać u Jurka. Nasi się doszukali że to właśnie u niego Gonzo zakupił te kradzione części do swojego ferrari. Nie jestem przekonany co do tej wizyty, ale to moja praca. Klaudia chciała ze mną jechać, ale kazałem jej zostać i czekać aż nagranie zostanie mi przekazane. Wysiadłem z samochodu, po czym wolno przeszedłem do garażu z którego słychać było walenie młotkiem o blachę. Kiedy chłopak dostrzegł mnie w wejściu, zrobił się niespokojny i starał się nie zwracać na mnie uwagi, ale ciężko, skoro wciąż tu stoję. W końcu westchnął i wziął się za wycieranie rąk ze smaru.
- Czego chcesz? - zakpił. - Psie.
- Udam że tego nie słyszałem. Mam nakaz przeszukania.
- Co? - zaśmiał się słabo. - Ty? Wybacz, ale niczego tu nie przeszukasz. Na pewno nie ty.
- To jest moja praca i nawet nie powinienem pytać o zgodę.
- Po moim trupie - wyjął strzelbę, więc mój odruch po broń zza siebie też był normalny. - Zabieraj się stąd!
- Jurek, nie pomagasz sobie. Możesz pójść siedzieć!
- Nie! Czemu mam cię w ogóle słuchać?!
- Nie chciałem tego, Jurek!
- Gówno mnie to obchodzi co ty chciałeś! Nie zamierzam cię tu oglądać!
- Możesz pójść siedzieć! Chcesz tego?!
- I ty masz mnie wsadzić, tak?! Nie dostaniesz się. Prędzej cię zastrzelę - gardził. - Każdy glina który przekroczy mi ten próg, nie przeżyje.
- Wiem że masz kradzione części, lewe części. Zacznij współpracować, to nie jest za ciekawe.
- Wynoś się stąd, bo naprawdę cię przestrzelę. Nie mam zamiaru ulegać psom, a tym bardziej tobie.
- Jurek, miał przyjechać do ciebie ktoś inny, ale zgłosiłem się ja, bo wiem że da się to wytłumaczyć. Reszta od razu by cię wepchała za kratki. Chcesz tego?
- Niby czemu mam cię słuchać, co?
- Możesz nie słuchać - opuściłem swoją broń. - Okej, ja sobie stąd pójdę, ale jutro przyjedzie ktoś inny i nie będą z tobą gadać. Zgarną cię od razu. - Cofnąłem się i zamierzałem odejść.
- Kacper - jęknął. Zatrzymałem się. - O co biega? - Trochę mi ulżyło i wróciłem do niego, a wtedy też złożył broń i schował za siedzenie samochodu który remontował. - Czego chcecie?
- Sprzedawałeś ostatnio części do ferrari?
- Nie pamiętam.
- To sobie przypomnij. Wczoraj złapałem gościa co podrabiał banknoty. Samochód który zabezpieczyliśmy miał lewe części. Ustalili że pochodzą od ciebie - podałem mu nakaz na papierku. - Nie chcę ci grzebać w garażu, tym bardziej w domu, ale się przyznaj. - Westchnął i oparł się o maskę auta.
- Co chcesz wiedzieć?
- Najlepiej wszystko. Skąd miałeś te części?
- Ferrari? Ja tu nie mam takich rzeczy. Wiesz ile to jest warte?
- Tym bardziej. Gość przerobił nieźle to auto, więc sam się dziwiłem zaglądając pod maskę.
- I to niby ode mnie?
- Jurek, ja nie chcę żebyś poszedł siedzieć. Zależy mi tylko byś nie był taki wszystkiemu przeciwny - mówiłem patrząc poważne. - Zrobisz jak zechcesz.
- To nie ode mnie - odwrócił wzrok. - Spadaj. - Czułem że nic tu po mnie. Nie zaufa mi, wie że pójdzie za coś siedzieć, prędzej czy później.
Wróciłem z powrotem do biura i długo nie byłem w samotności, bo przyszła Klaudia.
- Czegoś się dowiedziałeś? - spytała stając przed biurkiem.
- Niewiele. Nie chce się przyznać.
- Przecież wiesz że musi.
- Wiem - wstałem odruchowo kręcąc się niespokojnie. - On nie pójdzie siedzieć. Nie może.
- Kacper, wiedziałam że tak będzie. Powinnam wysłać kogoś innego.
- I co by to dało? Myślisz że komuś innemu szybciej by powiedział? - zakpiłem. - On tak nie działa.
- Nie ważne. Znasz zasady i dobrze wiesz że powinieneś go tu ściągnąć siłą. Co powiesz szefowi?
- Na razie nic.
- Czy ty zamierzasz bronić tego Maślaka? Wiem że się znaliście i wiem co było kiedyś, ale już tam nie wrócisz. Jesteś teraz jednym z nas i musisz się z tym pogodzić.
- Nic nie wiesz. Tu nie chodzi o to że się znaliśmy, ale o to jak dużo nas połączyło. Wspólne pasje, wspólne przygody, wszystko. Byliśmy dla siebie jak bracia, nie umiem go wydać.
- Ja będę musiała to zgłosić. Kryjesz przestępcę. - Chciała wyjąć, ale podbiegłem łapiąc ją za nadgarstek.
- Klaudia, zaczekaj. - Spojrzała ma mnie. - Daj mi jeszcze trochę czasu. Załatwię to.
- Ile?
- Dwie doby, może mniej. Jesteś moją partnerką, błagam zrozum. Stoję w trudnej sytuacji. - Patrzyła mi głęboko w oczy, po czym kiedy się wyprostowała, ja rozluźniłem uścisk.
- Do jutra wieczorem i ani minuty dłużej. Jeśli ci się nie uda, zgłaszam do rady.
- Dzięki - odetchnąłem. - Przyzna się.
- Obyś miał więcej szczęścia, bo jeśli chodzi o rozum... - Wyszła. Z Klaudią da się dogadać, jest w miarę spoko, ale ja muszę coś zrobić w sprawie Jurka. Jeśli sam się przyzna, złagodzą karę, albo w ogóle ją oddalą jeśli włączy się w jakąkolwiek pomoc, bo to nie koniec. A jeśli nie, pójdzie siedzieć za broń, za opór policji, odmowę współpracy i jeszcze za to że posiada nielegalne części w warsztacie, który pewnie też na lewo zbudował, bo jakoś nie chce mi się wierzyć że uczciwie zarobił, niby gdzie? W kosmosie?
Przeszedłem się jeszcze raz tam gdzie technicy przeglądają samochody moich zbiegów z ulicy, po czym wsunąłem rękawiczki.
- Mogę? - spytałem, ale i tak pokonałem taśmy dostając się do ferrari Gonzowskiego.
- Coś nie tak?
- Chcę się jeszcze raz rozejrzeć. Te części już na pewno są kradzione, tak? - otworzyłem maskę.
- Tak. Nie ma wątpliwości.
- A wiadomo skąd?
- Wiadomo - wyznał podając mi jakieś papierki. - Przewóz takich części więziono z Chin. Dokładnie sprawdzili i rzeczywiście był napad na takiego tira.
- Ktoś wyjawił sprawcę?
- Podobno dwie hondy. Wiesz, neony pod podwoziem, ciemne szyby, była noc...
- A kiedy?
- Jakieś trzy tygodnie temu. Ktoś z waszych prowadził tę sprawę.
- Na pewno. No dobra, dzięki - oddałem mu dokumenty i jeszcze raz przyjrzałem się samochodowi. - Napędzany cyfrowo.
- Słucham?
- Nic, nic. Głośno myślę. - Zajrzałem też na wgląd przed kierownicę. Był wmontowany niewielki komputer. To aż grzech wsadzać coś takiego w taką furę. Chciałem też sięgnąć po kartę z całym planem jazdy, ale wyskoczył napis "Brak pamięci. Włóż kartę pamięci". - Ktoś wyjął kartę? - spytałem patrząc na mężczyznę.
- Jaką kartę?
- Tą która tu była.
- Nie było żadnej karty - przyznał zdziwiony. - Zapytam reszty. - No i wszystko stało się jasne. Facet nieźle kombinuje. Zapewne ta forsa którą zabezpieczyliśmy dzięki mnie, to jeszcze nie wszystko, musi mieć tego więcej, a szczegółowe informacje są na karcie której tu brakuje. - Nikt nic nie wie - wyznał technik. - Wszystko jak zostało zabezpieczone, tak tu stoi. Przykro mi.
- No dobra - zdjąłem białe gumowe rękawiczki. - Pora odwiedzić właściciela.
Chciałem jeszcze raz przesłuchać Gonzowskiego. Skoro nie policja za tym stoi, to ta karta została wyjęła przez właśnie tego pana. Stanąłem przed nim i spojrzałem poważnie.
- Karta pamięci. Kojarzysz? - Wzruszył ramionami, wiem że kłamie. - Trochę lipnie montować w ferrari monitor.
- Może i tak - westchnął patrząc w dół. Przeszedłem się za niego i pchnąłem tak, że głowę miał dociśniętą do stołu przesłuchań.
- Przestań błaznować i gadaj gdzie jest karta, albo będziesz miał taki zarzut, że nigdy nie wyjdziesz.
- Ty mi grozisz? - wycharczał. - Nic ci nie powiem.
- Poważnie? O ile zakład że za pięć minut mi wszystko wyśpiewasz?
- Z tobą się już nie zakładam.
- Boisz się że przegrasz? I tak wisisz mi te dziesięć tysięcy za wyścig, ale ja chcę te prawdziwe, nie podróbki - odszarpnąłem go i znowu siedział na luzie. Spojrzałem na Klaudię stojącą za szybą od przesłuchań i przez włączony głośnik, przysłuchiwała się rozmowie. Nie chce powiedzieć po dobroci? Ja mam różne sposoby. - Wiesz co robimy z gośćmi którzy nie chcą współpracować?
- Wieszacie? - zmierzył mnie chłodnym spojrzeniem.
- Nie. Robimy wszystko by powiedział jak jest. Chcesz się przekonać?
- Nic mi nie możesz zrobić.
- Mogę, i to nawet nie wiesz ile mogę. - Znowu stanąłem przed nim. - Gdzie karta? - Milczał, więc podszedłem bliżej. - Gdzie karta? - Znowu milczał, ale tym razem jak się znacznie zbliżyłem, tak dostał z pięści po twarzy. - Karta
- Nie mam - jęknął i dostał jeszcze mocniej.
- Coś ci powiem - uznałem zaciskając jego koszulkę na ramieniu. - Kiedy tu trafiłem, nadal mieli wątpliwości, a wiesz dlaczego? Jestem agresywny. Potrafię nie zapanować nad sobą, a to słabo wygląda jeśli już dojdzie do tego stanu. Mam słabe nerwy i przez to obrywają ludzie wokół. Spójrz przed siebie i spójrz w swoją prawą stronę. - Wykonał polecenie. - Za szybą stoją gliniarze których tak nie cierpisz i wiesz jakie jest ich zadanie? Pilnują ciebie - puściłem go. - Obserwują kiedy mogą zainteresować, by tobie nie stała się krzywda i gdyby nie oni, byś był biedny. Chcesz dostać złagodzenie kary, więc się przyłóż.
- Karta jest w barze, w skrytce. Nic więcej nie powiem.
- Dziękuję - uznałem otwierając drzwi. - Zabierzcie go. - Oczywiście od razu tam kogoś wysłałem, a sam przeszedłem do Klaudii.
- Mogłeś sobie darować te teksty.
- Poskutkowały.
- Brawo - przyznała. - Każde twoje przesłuchanie kończy się sukcesem - spojrzała na mnie. - Z Maślakiem też tak będzie?
- Kiedy w końcu odpuścisz...
- Agencie N, twoje nagranie - wyznał kolega, więc trzeba było się zbierać. W sumie to jak tak już miałem to na dyskietce którą włożyłem do komputera, bałem się tego co na niej zobaczę. W sumie za ten filmik Artur przepłacił życiem, nie wiadomo co zobaczył.
- Kacper - trąciła mnie dziewczyna. - Włącz wreszcie.
- Już - westchnąłem klikając start. Wiem że nagranie jest z telefonu komórkowego, więc jakość średnia, ale wystarczająca by móc się czegoś dowiedzieć. Na początku filmiku jakiś chaos utworzony z rozmów pasażerów pociągu, a dalej właśnie kamera zaszła bardziej na tył i tam zobaczyłem naszego łysego podejrzanego, a przy sobie trzymał Filipa. Aż mi się od środka zaczęło gotować. Moje dziecko! Mój syn, w sidłach tego drania który nie wiadomo gdzie teraz jest! - Filip siedział niespokojnie, ronił ciche łzy i powtarzał "mama", albo na przemian "tata". Ten facet z kimś rozmawiał, bo nie siedzieli sami. Ktoś jeszcze był, tylko nie widać twarzy, samo ramię. Głos też tak średnio, ale jakby technicy zwiększyli moc rozmowy, może dałoby się odczytać o czym rozmawiają. Nagranie toczy się dalej, a nagle ktoś podchodzi i wyrywa Arturowi telefon, po czym słychać szarpaninę i panikę ludzi. Zaraz jakiś szum okna, najwyraźniej zabity agent tylko złapał aparat z dowodem i ten ktoś wypchnął go przez to okno i koniec, telefon się rozpada. - Odbiłem się na oparcie i ciężko było mi myśleć. W głowie mam widok tylko i wyłącznie Filipa.
- Kacper - wpadł jeden z agentów. - Twoja Laura.
- Co?
- Miała wypadek.
- Co?! - powtórzyłem głośniej, wstając odruchowo.
- Ale zaczekaj - powstrzymał mnie zanim wyszedłem. - To był celowy wypadek. Ktoś na nią czołowo wjechał. Kamery zarejestrowały twarz, bo ten sam ją ze sobą zabrał. Czekamy na potwierdzenie.
- Gdzie?
- W trójce. - Biegiem dostałem się do tego pokoju no i ludzie pracujący tam zaraz mnie zatrzymali. Byłem w nerwach, więc zaczęliśmy się szarpać. - Spokojnie, to Kacper. Puśćcie go! - krzyknął ten sam agent i posłuchali. Wyprostowałem się przecierając nos z krwi, po czym podszedłem do monitora. - Mogłeś poczekać.
- A ty byś czekał?!
- Dobra, już.
- Co macie?! - pytałem w nerwach, a zaraz podali mi pudełko chusteczek do nosa. - Dzięki.
- Wiemy na razie tyle że uderzenie nie było groźne, ale straciła panowanie. - Włączył mi kawałek wyciętego urywka z kamery na drodze. Widać jak przeciwny samochód który w nią wjechał, a potem wysiadł i wyciągnął Laurę z naszego wozu, wpychając do swojego, po czym odjechali.
- Zdjęcie prawdopodobieństwa właśnie się drukuje - wyznał drugi, więc podszedłem czekając aż wyjdzie z drukarki. Kiedy w końcu to nastąpiło i rozpoznałem sprawcę, aż mnie cofnęło.
- Znasz? - spytał mężczyzna zajmujący się tą sprawą. - Kacper.
- Znam - jęknąłem. - Bardzo dobrze znam. Mogę wam powiedzieć dużo na jego temat. Mogę wam nawet przynieść jego kartotekę.
- Jest w bazie?
- Tak. Olaf Wybicki, ale to nie możliwe żeby wyszedł. Miał siedzieć dwa lata.
- Mam - wyznał ktoś przy komputerze. - Wyszedł. Ktoś go wykupił pół roku przed wyjściem.
- Kiedy?
- Tydzień temu.
- Tydzień temu? - dziwiłem się. - No jasne że tak. Odnalazł Laurę i znowu postanowił mi ją odebrać.
- Znowu?
- Za to siedział. Obu nas wsadzili, ale jego na rok dłużej. To jest chory człowiek. Laura była jego narzeczoną. Chciał się z nią ożenić, nie darował jej że uciekła do mnie. Mści się.
- Dobra. Działamy - uznał. - Do wypadku doszło mniej więcej w granicach południa. Namierzymy go.
- Południa? - zatrzymałem agenta. - Laura wracała do domu. Po co ja zgodziłem się by mnie podwoziła?
- Będzie dobrze - klepnął mnie na pocieszenie i odszedł. No super! Znowu to samo. Jedni mają Filipa, a ten szaleniec jeszcze uprowadził mi Laurę! Przecież ja się nie rozdwoję! Olafa powinni umieścić w psychiatryku, a nie więzieniu!

LAURA/

Przebudziłam się. Ktoś przeczesywał moje włosy. Kiedy otworzyłam oczy, miałam zmazany obraz, ale zaraz przyszła rzeczywistość i aż odskoczyłam na bok, bo tym kimś jest Olaf! Byłam w szoku na jego widok i gdzie ja w ogóle jestem?!
- Spokojnie - zaśmiał się przyciągając mnie do siebie. - Tyle czasu na ciebie czekałem, ale było warto. Stęskniłaś się? - Na to ostro przywaliłam mu z liścia po twarzy i czekałam na reakcję, bo jego głowa aż się na bok przekręciła. Wziął się spokojnie za czerwony od uderzenia prawy policzek i znowu zaśmiał. - Takie powitanie? - Spojrzał na mnie. - Spokojnie. Niedługo ci przejdzie. Zrobię dla ciebie wszystko. Pamiętasz jak prosiłaś mnie żebym poszedł na siłownię? Pół roku ćwiczyłem dla ciebie - odsłonił ramiona. - Widzisz?
- Jesteś chory - zakpiłam. - Próbowałeś leczyć się na głowę?
- O kochana - zawołał. - Dla ciebie mogę leczyć się na wszystko.
- Wypuść mnie i odstaw do domu.
- Ale ty jesteś w domu - zapewnił tym swoim łagodnym tonem głosu. - Wynająłem ten apartament specjalnie dla nas. Zawsze chciałaś taki mieć. Pamiętasz?
- Nie. Nic nie pamiętam. Ja mam nowe życie. Odczep się w końcu - wyznałam stanowczo, po czym podniosłam się z tego łóżka z przezroczystą pościelą. Co za kretyn. Zostawił mnie w samej bieliźnie. Mam ochotę przywalić mu jeszcze raz i na pewno to jeszcze zrobię, ogłuszę i ucieknę. Wsunęłam na siebie swoje spodnie, bluzkę i podążyłam do drzwi. Okazały się zamknięte kiedy szarpnęłam za klamkę.
- Nie tak szybko złotko - sam się podniósł. - Teraz już cała należysz do mnie.
- Chciałbyś - jęknęłam. - Nie zamierzam tu dłużej przebywać.
- Czy ja wspomniałem że stać mnie na ochroniarzy? - zastanowił się. - No tak. Zapomniałem dodać, więc oczywiście stać mnie i każdy z nich wie że nie pozwoli ci tak łatwo stąd odejść. Chcesz się przekonać? - Podszedł i otworzył drzwi kluczem, po czym czekał co się zaraz wydarzy. Chciałam rzucić się przodem, ale w wejściu stanęło dwóch napakowanych gości.
- Szlak - jęknęłam.
- Spokojnie - spojrzał na nich. - Chłopcy, poznajcie panią tego domu i za razem moją żonę.
- Nie jestem twoją żoną. - Przeniósł wzrok na mnie i podniósł brwi jakby chciał mi coś uświadomić. Chyba zrozumiałam o co mu chodzi i rozkładając swoją prawą dłoń, na serdecznym palcu widniała złota obrączka!
- Widzisz? - uniósł swoją rękę. Miał taką samą!
- Ty dupku! - parsknęłam wyrywając z siebie obręcz i rzuciłam nią o Olafa, po czym przepychając się przez ochroniarzy, zbiegłam schodami w dół. Tu też były drzwi, i na moje nieszczęście tak samo zamknięte. Kiedy ci sami goście chcieli mnie schwytać z powrotem, przebiegłam przez korytarz. Biegli cały czas za mną, a wtedy szarpnęłam za boczne wejście, zamek puścił i wpadłam do środka zatrzaskując za sobą brązowe drzwi – Łazienka – Dość widna, a to dlatego że zamiast sufitu jest szyba. Nigdy tam nie dosięgnę, bo jest bardzo wysoko. Podeszłam do umywalki i odkręcając wodę przepłukałam całą twarz, bo coś mnie zemdliło. Spojrzałam w lusterko przed sobą. Jakim to trzeba być dumnym człowiekiem?! Olaf to jakiś psychol. Nic nie pamiętam jakim cudem tu się znalazłam. Wiem tylko że wracałam do domu, nagle jakieś auto wyjechało mi na przeciw. Niczego się nie spodziewałam, a potem wiem że walnęłam głową o kierownicę i nic więcej. Boli mnie trochę czoło. Dobrze że nic więcej.
- Skarbie, jesteś tam? - pytał Olaf, po czym cicho zapukał do drzwi. - Złotko.
- Nie mów do mnie złotko! - wydarłam się. - W ogóle do mnie nie mów! Nie chcę cię znać!
- Pamiętasz jak mówiłaś o dzieciach? Teraz nic nie stoi na przeszkodzie.
- No zamknij się! - rzuciłam jakimś szklanym olejkiem w drzwi, a buteleczka tylko roztrzaskała się po kątach. - Na pewno nie z tobą, głąbie!
- Jeszcze zobaczymy - westchnął i chyba odszedł, bo wszystko ucichło. Podeszłam wolno do drzwi, odblokowałam kluczykiem zamek i wyjrzałam na korytarz – Było pusto – Przeszłam się kawałek, a zaraz jak zobaczyłam jednego z ochroniarzy, cofnęłam się z powrotem za róg ściany. Ja muszę się stąd jakoś wydostać. Olaf oszalał zupełnie. Boję się co jeszcze wymyśli. Na pewno nie będę rodziła mu dzieci. Nie jemu. Chyba sobie kpi. Trzeba było nie być takim sztywniakiem, od kiedy mu tak zależy? Mimo wszystko cieszę się że taki był, bo przynajmniej mogłam poznać Kacpra i zdania nie zmienię choćbym miała od tego zginąć. Jeśli chodzi o ten ślub z Olafem i ta obrączka. Co on wymyślił? Nikt normalny tak nie daje ślubu. Albo jakiś wynajęty ksiądz, albo sam mi włożył ten pierścionek i silnie uważa się za nie wiadomo kogo. To chore i już. Od tego trzeba zacząć że dlaczego on nie siedzi w więzieniu? Na pewno zostało mu jeszcze jakieś pół roku, ale nie możliwe żeby wyszedł tak że wypuściliby go za dobre sprawowanie. Może jakaś przepustka... Przez tego śmiecia nie będę wiedziała co dzieje się z moim dzieckiem. Kacper miał zadzwonić, powiedzieć mi czego się dowiedział, a teraz... Pewnie się załamie, na pewno mu powiedzieli, chyba że jeszcze policja nawet nie doszła do tego że był wypadek. Ale w sumie był biały dzień. Ktoś musiał zgłosić stłuczkę. Kacper z pewnością postawi na nogi całą agencję CBA i wszystkie komisariaty w mieście, już ja go znam. Nie odpuści, ale trzeba też mu jakoś dać znak. - No jasne - pomyślałam. - Telefon – Muszę jakoś dostać się do telefonu, ale takim zachowaniem nic nie zrobię. Chyba będę musiała okazać pokorę – Wyszłam zza rogu i mężczyźni mnie zauważyli, ale póki grzecznie idę, nic mi nie robią. Przeszłam sobie schodami z powrotem na górę, ale ruszyłam do zupełnie innego pokoju. Nikogo w nim nie było, a wyposażenie bardziej przypomina jakąś księgowość. Jakbym była na uczelni. Zamknęłam za sobą drzwi, po czym podeszłam do biurka na którym... - Tak! - ucieszyłam się - komórka Olafa. Teraz już pójdzie jak z płatka – Chciałam wystukać numer policji, zgłosić się, bo numeru Kacpra nie znam na pamięć, aż tu nagle...
- Co ty tu robisz? - W drzwiach pojawił się sam Olaf. Zamarłam na chwilę, odkładając telefon, po czym wolno się odwróciłam.
- Szukałam cię - zaczęłam, a ten podszedł, chciał sprawdzić co trzymałam w ręku, ale złapałam go za twarz. - Zgadzam się.
- Co?
- Chciałbyś mieć ze mną dzieci?
- Mówisz poważnie? - spojrzał z pod oka, a wtedy przytaknęłam. - Chwila, chwila - zastanowił się podejrzanie. - Dopiero krzyczałaś że nie chcesz mnie znać. Tak szybko zmieniasz zdania?
- Ale... Ja to przemyślałam - mówiłam czarując go. - Tak naprawdę możemy o wszystkim zapomnieć. Wiesz, trochę mnie przestraszyłeś tym ślubem.
- I tak go nie chciałaś. Czemu miałbym ci teraz wierzyć?
- Ja ślubu nie potrzebuję do bycia szczęśliwą, uwierz mi.
- Szefie - pojawił się ochroniarz.
- Nie trzeba. Zamknij drzwi. - Facet cofnął się, wykonał polecenie i nastała cisza w której poczułam wokół swojej talii dłonie Olafa. - Zawsze chciałem żebyś była szczęśliwa. Starałem się okazywać tobie najlepsze uczucia. Co ci się nie podobało?
- Nie mówmy o tym - uznałam przygryzając dolną wargę, po czym pchnęłam go na fotel za nami. Opadł niewładnie i czułam ze się waha. Nic się nie zmienił. Zupełnie jakby się tego bał. I jak on chce mieć w przyszłości rodzinę, to ja nie wiem. Usiadłam sobie zgrabnie do niego na kolanach. Żeby wyglądało jak najbardziej prawdziwie, wyobrażałam sobie że to Kacper, ale kiedy chwyciłam za okulary Olafa, przeszło mi, dostałam siły i chwytając za szkatułkę stojącą obok na półce, przywaliłam chłopakowi w głowę. Wydarł się i stracił przytomność. - Żałosny gnojek - jęknęłam zeskakując z niego, po czym łapiąc w biegu komórkę, wyszłam jak najbardziej pośpiesznie, a kiedy natrafił się ochroniarz, szłam spokojnie. Dostałam się do jakiegoś innego pomieszczenia, chyba nawet to garderoba, i dopiero tam wybrałam numer. Przechodziły sygnały, aż w końcu ktoś się zgłosił.
- Komenda główna policji, słucham.
- Zostałam porwana - mówiłam niespokojnie i niezbyt głośno. -Nazywam się Laura Zwolska.
- Dobrze. Proszę podać miejsce gdzie pani przebywa.
- Nie wiem - panikowałam jeszcze bardziej, bo słyszałam jakieś rozmowy za drzwiami.
- Słyszy mnie pani?
- Tak, tak. Ja nie wiem gdzie jestem. Mogła by pani powiadomić to Kacprowi Niewiadomskiemu? Jest agentem CBA i... - Nie dokończyłam, ktoś od tyłu zakrył mi usta, wyrwał telefon i rozwalił go o podłogę, odciągając mnie do tyłu. Szarpałam się, a ten odchylił mi ręce i pchnął na podłogę. Gdyby nie podparcie rękami pewnie walnęła bym twarzą o posadzkę. Zaraz też kiedy podniosłam głową, staną przede mną Olaf z porządnie rozciętą skronią, a krew spływała mu wzdłuż prawego policzka aż na koszulę. Jego wyraz twarzy nie był zadowolony, wyraźnie się wkurzył.
- Nie ładnie - przyznał grożąc palcem. - Bardzo nie ładnie. Zobacz, co mi zrobiłaś.
- Dzwoniła po gliny - wyznał mężczyzna, a Olaf kucnął przede mną i uderzył w policzek. Poczułam się jak najgorzej skrzywdzona dziewczyna na świecie. Nigdy nie chciałam by ktoś tak zrobił, a Olaf zdołał. Jest przegrany, bo ja tak łatwo mu tego i paru innych spraw, nie zapomnę.
Dodał/a: Żan w dniu 3-09-2017 - czytano 1182 razy.
Słowa kluczowe: Laura Kacper kryminał Żan

Komentarze (2)

Emilkadnia 2017-09-04 18:13:28.

Super opowiadanie. Kiedy kolejna część? :)

Koradnia 2017-09-05 20:03:39.

Kiedy następna część? Nie mogę się już doczekać!!!!

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. SEZON 2. ROZDZIAŁ V"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)