NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. SEZON 2. ROZDZIAŁ XIX

KACPER/

Leżałem spokojnie, patrząc w szpitalny sufit, podczas gdy lekarz wykonywał na mnie badanie ultrasologiczne, czyli w skrócie USG.
- I co pan tam wyczytał? - zainteresowałem się w końcu.
- Mogło być gorzej.
- Czyli mogę jechać do domu?
- Jeszcze nie.
- Przecież nie jest źle.
- Ale i nie jest dobrze. Zostanie pan na obserwacji.
- Długo?
- Dobę.
- Co? Nie mogę zostać na noc.
- Dla bezpieczeństwa - wyznał i pozwolił by pielęgniarka starła mi z brzucha ten lepki żel. Całą powierzchnię otaczały siniaki, więc ta też nie chciała robić tego zbyt mocno. - Konsultował pan wcześniejsze obicia?
- Nie było potrzeby.
- A to na twarzy?
- To też nic. Nie możecie dać mi jakichś tam maści i po sprawie?
- To inną drogą - podniósł się i odszedł. Zaraz za pozwoleniem lekarzy przyszła Klaudia. Stanęła sobie przy łóżku i miała kwaśną minę.
- Co mówią lekarze?
- Zostaję na noc.
- Jest źle?
- Niby nie, ale chcą żebym został na obserwacji.
- Co powiesz Laurze?
- Ty jej powiesz. Zadzwonisz, ale ani słowa o szpitalu. Jestem na jakieś akcji, okej?
- To nie lepiej powiedzieć prawdę? Zrozumie.
- Nie. Będzie się denerwowała, jeszcze zechce tu przyjechać, a nie ma po co.
- No dobra. Ale co się właściwie stało? Przecież miałeś mieć spotkanie z Karlo. Pobił cię?
- Niespodziewanie.
- No ale... - mieszała się nie mogąc zrozumieć. - Ale jak? Dlaczego?
- Nie wiem.
- Nie martw się. Znajdziemy go.
- Nie tym się martwię.
- Chyba go nie bronisz.
- No coś ty. Ja się tylko dziwię, jak mu się to udało.

Kiedy nastał wieczór, w tej durnej nudzie jaka tu panowała, zdecydowałem się sprawdzić co to za koperta którą Karlo wsunął między szybę a wycieraczkę mojego samochodu. Podczas kiedy pielęgniarka wypaćkała mi siniaki na brzuchu, zatrzymałem ją na chwilę.
- Przepraszam. Mogę wyjść do łazienki, prawda? - Miała niepewną minę, ale zaraz przytaknęła.
- Proszę. Ale niech pan zaraz wraca. - Podniosłem się i zaczęła odchodzić.
- Wy naprawdę nie macie kim się zajmować, tylko zdrowymi ludźmi? - Mimo wszystko wyszła, więc ja tak samo wykierowałem się z sali, przechodząc na korytarz. Do łazienki prowadziły mnie znaczki, aż w końcu dotarłem. Stając przodem do zlewu, sięgnąłem do tylnej kieszonki spodni. Biała koperta, jakby w postaci listu, bo na dodatek z moim imieniem i nazwiskiem. Rozerwałem brzeg, dostając się do środka. Dalej jakaś kartka, lub dokument. Kiedy rozłożyłem, okazało się że to badanie tak jakby na ojcostwo. Wynik pozytywny, i robiony zdaje się dwa tygodnie temu. To nie było wszystko, bo ze środka wyjąłem jeszcze jedną kartkę z wiadomością pisaną odręcznie. Rozłożyłem przed oczy i się wczytałem.
- "Pewnie myślisz że to głupi żart, ale niestety to bolesna prawda. Ludzie czasem stają w sytuacji gdy nie mają większych wyborów i takim trafem ja znalazłem się w tej sytuacji. Nie przypadkiem się Tobą interesuję, Kacper. Nie przypadkiem ratowałem ci rodzinę, przyjaciół i Ciebie samego. Nie przypadkiem też na siebie wpadliśmy. Wyobrażasz sobie żebym był kiedyś zakochany? Że znalazłem miłość... Też mi w to ciężko uwierzyć, dlatego nie mogłem pozwolić by przy mnie, stała Ci się krzywda. Oddanie do domu dziecka, to było najlepsze co w życiu zrobiłem. Zawsze chciałem żebyś o tym wiedział do kogo tak naprawdę należysz. Wierzyłem że pójdziesz własną drogą, będziesz miał lepsze życie... W połowie wyszło, ale druga połowa najwyraźniej nigdy się nie zmieni, bo jesteś urodzonym kierowcą, Kacper. To wszystko od samego początku było trudne i wiesz co? Gdyby dali cofnąć czas, nic bym nie zmienił. Możesz wierzyć lub nie, jestem dumny że mam takiego syna. (podpisano) Karol_Karlo_Niewiadomski." - Szczęka mi opadła. Stałem przy tej umywalce i patrząc w lustro przed siebie, widziałem jak bladnę. Naprawdę nigdy w życiu bym się tego nie domyślił, ale to przecież...! To zupełne szaleństwo.

Nastał ranek, a po południu dostałem swój wypis. Wciąż mam w głowie to co wczoraj przeczytałem.
- Proszę pana - zatrzymała mnie recepcjonistka. - Jeszcze to.
- A - cofnąłem się. - Dziękuję.
- Powodzenia. - Wyszedłem ze szpitala i zamówiłem sobie taksówkę do domu, bo nie mam jak wrócić.
- Kacper - odetchnęła Laura widząc mnie w progu, po czym rzuciła mi się na szyję. - Co się z tobą działo? Co to za ważna akcja? Twoja koleżanka z pracy mi mówiła. Myślałam że coś ci się stało. - Milcząc, mocno ją objąłem. Tak szczerze, boję się co teraz będzie. Niby nic się nie zmieniło, ale we mnie na ogół, tak — dziewczyna chciała się oderwać, ale też czuła że coś jest inaczej. - Kacper - odchyliła się. - Co jest?
- Nie byłem na żadnej sprawie z zawodu.
- Co? - zmarszczyła brwi. - To gdzie byłeś?
- W szpitalu. - Jeszcze bardziej się zdziwiła.
- Coś się komuś stało?
- Ja byłem w szpitalu. Zatrzymali mnie dobę na obserwacji.
- Niby dlaczego? Po co mnie okłamałeś?
- Bo byś zaraz się martwiła i chciała przyjeżdżać.
- No to chyba normalne że się martwię - wyprostowała się. - Co ci jest?
- No nic. Uznali że siniaki na brzuchu, mogą zagrażać.
- No i?
- Mylili się - przeszedłem do kuchni. - Gdzie Filip?
- Śpi - podążyła za mną i usiadła kiedy ja też zająłem miejsce. - Kacper... Chciałam cię przeprosić. Zachowałam się jak idiotka przed tą psycholog, prawda?
- No ja bym użył mniej mocnego słowa by to określić, ale tak. Zachowałaś się nie najlepiej. Co ci odbiło? Przecież wiesz, że chciała nam pomóc.
- No wiem, ale te jej pytania... Skoro jest psychologiem, powinna wiedzieć jak zachowuje się takie dziecko.
- Tak, ale chciała określić na jakim stopniu znalazł się Filip. Powinnaś to zrozumieć.
- Rozumiem - westchnęła. - Nie wróci tu?
- Wróci - patrzyłem poważnie. - Musisz jej zaufać. - Posępnie przytaknęła i westchnęła jeszcze raz.
- Ja nie wiem czy ja sobie kiedyś daruję. Wciąż widzę i słyszę jak mi go zabiera, a ja? - jęknęła kpiąco. - Nic nie mogłam z tym zrobić.
- Ale co ty gadasz? Mimo wszystko, robiłaś co mogłaś.
- Przestań. Dobrze wiemy, że nic nie zrobiłam.
- Bo nie byłaś w stanie.
- Zapiszę się na lekcje samoobrony.
- Zgadzam się. - Dziewczyna trochę się zaśmiała, bo pewnie powiedziała to dla żartu. - Laura, ale je mówię poważnie.
- Ta. Nawet się do tego nie nadaję.
- Ale ja będę spokojniejszy jeśli ty będziesz umiała prawidłowo się obronić. Prawie ci wychodzi, bo kiedy jesteś zdesperowana, potrafisz to robić. W końcu uciekłaś od Olafa i nieźle go przy tym urządziłaś. Tak podrapanej twarzy chyba sam nie widziałem. Nie wspomnę już o jego napakowanych ludziach. - Laura się zaśmiała, a ja wstałem i usiadłem obok niej, obejmując przy tym ramieniem. - Kocham cię i wiem, że sobie poradzisz. Jesteś naprawdę najlepszym co mnie w życiu spotkało. Jeśli chcesz, ja mogę cię uczyć.
- Ciebie znam.
- Co z tego? Dlatego będzie ci łatwiej. - Uśmiechnęła się i o mnie oparła.
- Dziękuję.
- Ale za co? To ja powinienem dziękować.
- Zgoda. Dziękujmy oboje, a będzie nam łatwiej. - Zaraz doszedł do nas cichy płacz synka, więc dziewczyna się podniosła.
- Pójdę do niego.
- Czekaj - cofnąłem ją z powrotem na siedzenie. - Ja pójdę. - Przytaknęła, więc z miejsca ruszyłem.
Wieczorem jeszcze się zastanawiałem nad tym czy nie powiedzieć Laurze o spotkaniu z Karlo. To we mnie siedzi i chyba muszę się wyżalić.
- Zasnął - westchnęła, rzucając się przy mnie na łóżko. - Co tam czytasz? - spojrzała na okładkę widząc modele samochodów. - Ten ładny.
- Podoba ci się?
- Podoba. Chyba miałeś podobny, co?
- Mhm - przerzuciłem kartkę. - Tym razem ty wybierasz dla nas samochód.
- Z pośród wyścigówek?
- Nie. Są tu też normalne, osobowe.
- Ja to się za bardzo nie znam...
- A ty byś chciała w jakim typie?
- Tamten był spoko. Było gdzie wózek wsunąć, zakupy się mieściły...
- Jak chcesz, możemy kupić podobny. - Słabo się uśmiechnęła i wzięła mnie za rękę, kierując na swój brzuch.
- Przykro mi że dawne twoje czasy nie wrócą.
- Przecież to nic nie zmienia.
- Nie prawda. Nudzi cię zwykłe życie. Nie zaprzeczaj - patrzyła poważnie. - Czasem się boję że w końcu to zwykłe życie ci się znudzi. A ja z nim.
- Laura... No dobra, trochę brakuje mi wrażeń, ale dlatego jestem w tajnych służbach. Tam wszystko nadrabiam i robię to legalnie. Nie muszę się obawiać że złapie mnie policja, bo działam dla nich. A co do tego że mogłabyś mi się znudzić, to... Co ci w ogóle przyszło do głowy?
- Takie wrażenie.
- To lepiej niech się zmieni. Nie umiałbym teraz tak po prostu żyć bez ciebie - objąłem ją. - Bez was. Jak dotąd byłem sam, miałem tylko Jurka, ale raczej nie da się go kochać. - Zaśmiała się razem ze mną.
- Nie jesteś sam. Masz mnie, Filipa, teraz jeszcze i małą córeczkę - uśmiechała się. - Masz nas i to się nie zmieni. Tęsknisz za rodzicami, prawda?
- Czasami. W sumie to nie da się tęsknić za tym czego się nigdy nie miało, ale ja tęsknię za tym, bo chciałbym to poczuć. Poczuć że był jakiś początek. - Zamilkła, a zaraz przeszła ręką do tego co mam na szyi, po czym zmarszczyła brwi i chwyciła za krzyżyk na srebrnym łańcuszku.
- Skąd go masz? Mówiłeś że zgubiłeś podczas pościgu za mną.
- Bo tak było - sięgnąłem do kieszonki. - Coś ci pokażę. - Wyjąłem list od Karlo i razem z testem na ojcostwo, podałem dziewczynie. Rozłożyła niepewnie i zaczęła od czytania listu. Z każdym słowem coraz bardziej marszczyła brwi, a jak doszła do samego końca, z wrażenia otworzyła usta i z pod oka spojrzała na mnie.
- Karol?
- Co o tym myślisz?
- A ty? Jestem w szoku.
- Ja też. A tu mam jeszcze potwierdzenie. Nie wiem skąd zdobył moje DNA, ale zrobił to.
- Ale Kacper... - plątała się. - Jak? Przecież to... To jest... Jak?
- Nie wiem, jak. Ja mu chyba wierzę. To samo z krzyżykiem. Oddał mi go i powiedział żebym więcej nie zgubił.
- Kiedy ci to powiedział?
- Wczoraj. Spotkałem się z nim.
- On cię pobił?
- Nie... - podniosłem się, siadając prosto. - Puściłem go wolno. Popełniłem w ten sposób przestępstwo, ale nie umiałem inaczej. Chciałem zachować to dla siebie, ale musiałem ci powiedzieć. Obiecaj że nikt się o tym nie dowie.
- Ale - była w jeszcze większym szoku. - Kacper... Jak ty to sobie wyobrażasz? Przecież nawet nie wiesz czy to nie jest jakiś żart.
- Nie wiem, ale chyba mu wierzę. Wszystko się zgadza. Po co miałby narażać życie dla zupełnie obcego człowieka jak ja. Jestem gliną, wie co by go czekało, a mimo to nam pomagał. Odnalazł mnie.
- Też mu jestem wdzięczna, ale to jeszcze nie jest powód.
- Dał mi dowód.
- Test na ojcostwo? To jeszcze nie jest dowód. Nawet nie wiesz czy próbka śliny jest twoja. Coś takiego można podstawić.
- Skąd by miał wziąć coś takiego?
- I ty sądzisz że tak po prostu poszedłby do szpitala, zrobił to badanie i tak pięknie by mu je wykonali? Pewnie wydrukował z internetu i chce cię w coś wrobić. Jesteś policjantem. Żeby nie wpaść do więzienia, będzie liczył na twoją litość.
- I po co miałby to robić. Jest przebiegły, i bez takich numerów sobie poradzi.
- Kacper, nie znasz go. Też jestem mu wdzięczna, ale to teraz... Nie daj się. Pamiętaj jak nas traktował wcześniej. Jak napuszczał na nas swoich ludzi, narażał na niebezpieczeństwo, posłał cię do więzienia, a teraz zrobi to drugi raz.
- Dlatego nikt się nie może dowiedzieć.
- Kacper, dojdą do tego - uniosła się i podniosła wstając na równe nogi. - Co ci grozi za krycie przestępcy?
- Nikt się nie dowie.
- Co ci grozi? - powtórzyła.
- Dziesięć lat, ale byłem kim byłem i wtedy wsadzą mnie dożywotnio.
- Co? - zakpiła. - Jak ty to sobie w ogóle wyobrażasz? Kacper, nie kryj go, słyszysz?
- Nie pójdzie siedzieć.
- No proszę, cię. Nie daj się oszukać. On coś kombinuje. Sam mówiłeś że jest krętaczem, że wchodzić z nim w spisek, to... Że to się zawsze źle kończy.
- Teraz żałuję że ci powiedziałem, ale chciałem być szczerzy i nie mieć przed tobą żadnych tajemnic.
- Bardzo dobrze że mi powiedziałeś. Nie kryj go.
- Postanowiłem.
- Kacper - znowu się uniosła i jednocześnie syknęła z bólu.
- Co ci jest? Nie krzycz na mnie i usiądź.
- Nic mi nie jest - wyrwała się. - Masz się przyznać. Masz powiedzieć policji że wiesz gdzie on jest.
- Ale ja nie wiem gdzie on jest.
- Zawsze możesz umówić się jeszcze raz.
- Nie wydam własnego ojca.
- No proszę cię. Co on ci jeszcze naopowiadał?
- Laura, wierzę mu. Długo nad tym myślałem i zdania nie zmienię. Nawet nie masz pojęcia co to znaczy wychowywać się w domu dziecka. Jestem z tych typów co w ogóle nie mają pojęcia o swoich korzeniach. Nie miałem nikogo, a jak nagle pojawił się Karlo, to od początku nie był przypadek. Oddał mnie, bo może musiałby wychowywać dziecko sam, a wiedział że sobie nie poradzi, bo był świadomy tego kim jest.
- Nawet nie wiesz czy to wszystko prawda. Powiedział coś o twojej mamie?
- Nie.
- Widzisz. Wymyślił to - podeszła biorąc mnie za ręce. - Kacper, ja nie chcę Cię przez niego stracić. Nie zamaskujesz się. Prędzej czy później wychodzi szydło z worka. Policja się dowie, znajdą świadków i co potem? Zabiorą mi ciebie, a wiesz dobrze że tego nie chcę. Nie przeżyję jak trafisz do więzienia na stałe. Jaką mi dasz gwarancję że będzie inaczej? - Zamilkłem, bo nie wiem co mogę jej powiedzieć, ale chcę jak na razie to ciągnąć.

***

LAURA/

Minął miesiąc, wszystko układało się w miarę dobrze. Kacper ostatnio mnie szokuje. Wciąż się obawiam że coś się stanie. Jeśli chodzi o Filipa, potrzebuje czasu jak stwierdziła psycholog, a my z Kacprem będziemy robili wszystko by nie myślał o tym co było. Teraz z resztą ma co innego na głowie. USG potwierdziło że będzie miał siostrę i się cieszy, tym bardziej że brzuch zrobił się widoczny dla oka na... No na pierwszy rzut oka. Chyba przeżywa to jeszcze emocjonalnie niż sam jego tatuś.
Dzisiaj po raz pierwszy od miesięcy zawitają u nas moi rodzice, a co najdziwniejsze, tata. Siedzę w kuchni już od rana, by przygotować coś na wspólną kolację z nami, no ale teraz już serio nie daję rady — zdjęłam fartuch i pofatygowałam się do garażu. Aż w wejściu się zatrzymałam jaki piękny widok patrzeć na ojca i syna przy jednym zainteresowaniu. Kacper bardzo się stara.
- No to co, odpalamy. Tak?
- Tak.
- No to chodź. - Wziął go do samochodu i zaraz silnik zabrzęczał. - Fajnie... Piąteczka. Tak jest...
- Chłopcy - podeszłam w końcu do drzwi nowego wozu. - Samochód nie może poczekać?
- Mama do nas przyszła. I jak ci się podoba?
- No cieszę się że tak wam dobrze przy nowej zabawce, ale mnie ciężko samej w kuchni.
- No to synku podejmujemy nowe zadanie. Pomoc mamie w kuchni. Pomożemy?
- Tak - przyznał otwierając drzwi, po czym ześlizgnął się z kolan swojego taty i pierwszy ruszył do domu.
- Jaka zgodność - uśmiechnęłam się kiedy Kacper tak samo opuścił samochód i przeszedł by zamknąć klapę maski.
- To źle?
- Nie. Cieszę się że Filip zaczął normalnie funkcjonować.
- Ja też. Widać poprawę kiedy się czymś zajmie. - Wyszliśmy z garażu przechodząc do mieszkania.
- Pachnie - przyznał chłopiec, stojąc przed piekarnikiem. - Co to jest?
- To jest pyszny kurczak z ryżem. Będziesz jadł?
- Pycha.
- To super. Umyj z tatą ręce i zapraszam do pomocy. - Odbiegł i Kacper w locie złapał go na ręce kierując się w stronę łazienki.

Wizyta moich rodziców wypadła pozytywnie, a nawet tata zamienił parę słów z Kacprem, co mnie bardzo zaskoczyło.
- No dobra - uznał chłopak, po czym wziął mnie za rękę. - Wszystko fajnie, ale ja chciałbym o coś spytać. - Patrzył na mojego tatę, ale też zerkał w moją stronę. - Nie było okazji by o tym wspominać, ale skoro pan tu już jest, powiem. Miesiąc temu poprosiłem pana córkę o rękę, zgodziła się i liczę na to samo od pana - patrzył poważnie. Ojciec był zaskoczony, ale chyba pozytywnie, bo widziałam jak lekko się uśmiecha.
- I Laura się zgodziła... - zastanawiał się. - To prawda?
- No tak - przyznałam stanowczo. - Chciałeś tego, tato.
- To tylko dla mnie się zaręczacie?
- Roman, daj spokój - zaczęła mama, ale ją spławił.
- Zaczekaj, daj mi dokończyć - spojrzał na nas, po czym się podniósł. - Mogę cię prosić na chwilę. - Kacper tak samo zdziwiony wstał i obaj odeszli do pokoju. Patrzyłyśmy z mamą na siebie niepewnie, po czym kobieta się zaśmiała.
- Dobrze że Kacper umie się bronić w razie czego.
- Tak - westchnęłam. - Szykuje się poważna rozmowa. Nawet chyba drzwi zamknęli.
- Oj tak... Cały ojciec.
- Myślisz że to będzie coś pozytywnego?
- Myślę że tak - uśmiechnęła się i spojrzała na Filipa. - Dobre? - Przytaknął zajadając swoją porcję kurczaka i przy tym nieźle się upaćkał.
- Chyba nie wyszedł najgorzej.
- Bardzo pyszne. Gdzie ty się tak dobrze nauczyłaś gotować?
- Nie sama. Mam pomocników.
- I bardzo dobrze. Pomagasz mamie, Filip?
- Tak.
- Oby tak dalej - zaśmiała się, po czym poważniejąc spojrzała na mnie. - Kacper to dobry chłopak. Odpowiedzialny.
- To na pewno. Nigdy mi nie odmawia kiedy potrzebuję jakiegokolwiek wsparcia. Mamo, po raz setny udowadnia że się nie pomyliłam co do niego.
- Wiem. Jeszcze dokładnie pamiętam jak to wszystko przeżywałaś.
- Tak. Ciężko było żyć podwójnie. Z jednej strony Olaf, a z drugiej nowo poznany Kacper. Nie dałabym cofnąć czasu.
- Może to i lepiej.
- Czemu tak myślisz?
- Widzę że szczęśliwsza chyba nigdy nie byłaś.
- Tak. Chyba rzeczywiście nigdy. Kacper ma wokół siebie taką atmosferę że wszystko jest dobrze. Co by nie zrobił, wychodzi pozytywnie.
- Cieszę się że już po wszystkim. Sprawa z Olafem była jak koszmar.
- To prawda. Nie mam pojęcia jak mogłam z nim być. W sumie to przeze mnie tak mu odbiło, ale co ja zrobię?
- Teraz już tylko żyj spokojnie. Cieszę się że Kacper podjął decyzję z oświadczynami. Najwyższy czas, bo rodzina się powiększa.
- Tak - zaśmiałam się. - Wieść o drugiej ciąży przyjął bardzo dobrze. Chociaż z początku trochę nie uwierzył, ale zobaczył dowody i już.
- I kto by pomyślał?
- Właśnie.
- To teraz chyba nie będziesz na mnie krzyczała jak zacznę mówić o ślubie?
- Tym razem ci pozwolę. Ale jak na razie, jako pierwszy w kolejności planuję poród. Resztą później się zajmiemy.
- A właśnie - przypomniała sobie. - Jak ze ślubem? Chyba coś podpisałaś?
- Tak. Kacper już wyjaśnił tę sprawę. Odnaleźli właściwego księdza i okazało się że dał mi do podpisania jakieś obrzędy mszalne. Olaf był tak wpatrzony we mnie, że podpisał to samo i nawet się nie zorientował. Także się nie martw, wszystko zostało unieważnione, mogę wyjść za Kacpra normalnie w kościele jak zawsze dla mnie chciałaś.
- A ty nie?
- No ja też. Teraz czuję że chcę wyjść za mąż. Choć to brzmi bardzo dziwnie, to jestem gotowa. Odmieni się moje życie na zawsze.
Jestem dumna z Kacpra że pokazuje jak mu szczerze zależy. Nareszcie dzisiaj mogłam zobaczyć jak dogaduje się z moim tatą i widzę że to jest właśnie ten czas, kiedy tata zrozumiał że można polegać na kimś takim jak właśnie Kacper. Już nie będzie wypominał że żyjemy jak odwrotowcy, bo my idziemy stopniowo i to się liczy. Czasem tak bywa że na początku pojawiają się dzieci, a dopiero później przychodzi reszta. Teraz wszystko przed nami i mam nadzieję że się uda zorganizować sprawy i czas tak jak trzeba. Mama oczywiście mi w tym pomoże, bo chyba nie wytrzyma, by nie wspierać mnie w przygotowaniach do ślubu i wesela.

KONIEC.
Sezon 3 (wkrótce)
Dodał/a: Żan w dniu 5-01-2018 - czytano 290 razy.
Słowa kluczowe: Laura Kacper kryminał Żan

Komentarze (2)

Laurkadnia 2018-01-06 19:15:33.

Super! Kiedy dokładnie pojawi się 3 sezon??

Żandnia 2018-01-08 10:06:06.

Postaram się dodać jak najszybciej 😉

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "NIE POZWÓL MI ODEJŚĆ. SEZON 2. ROZDZIAŁ XIX"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)