Muśnięcie Anioła - PROLOG

Bała się wszystkiego co było nowe. Nie należała do osób, które potrafią bez problemu dostosować się do nowej sytuacji. Nienawidziła zmian. Jej życie było uporządkowane od początku do końca. Nic nie mogło tego zmienić.
Tak jeszcze myślała rok temu. Kiedy była po prostu studentką. Chodziła na zajęcia. Wieczorami zajmowała się najpilniejszymi zaliczeniami. Spotkania towarzyskie były tak rzadkie, że mogła by je policzyć na palcach jednej ręki. Jednak wszystko co dobre szybko się kończy mówią. Porządek ma to do siebie, że trwa do czasu kiedy nic się nie robi. Dopóki nikt nie postawi szklanki na szafce, gdzie stoją kosmetyki. Nie rzuci bluzki w kąt pokoju. Tak wyglądało jej życie, było czystym pokojem. Dopóki nie pojawił się on. Udowodnił jej, że bluzka może leżeć na dywanie, a szklanka może być oparciem dla tubki po paście.
Pokazał jej, że droga na uczelnię ma boczną alejkę dzięki, której dojdzie do parku, gdzie jest wierzba za którą kryje się ławka, która stanowi lepszym miejscem do czytania książki niż łóżko w pokoju. Spontaniczne wyjście jest zabawniejsze niż te zaplanowane od początku do końca. A jedna lampka wina więcej, może pozwolić na powiedzenie tego, co na co dzień nie przeszło by przez gardło. Zapalenie papierosa będzie kojarzyło się z pierwszym pocałunkiem, a powrót o 5 nad ranem pozwoli zobaczyć wschód słońca. Ból stóp nie jest zły, kiedy jest spowodowany całonocnym tańczeniem w jego ramionach. A poranny ból głowy po przedawkowaniu wina będzie niczym, kiedy w zamian dostanie buziaka w czoło. Pozwolił zrozumieć, że nie wszyscy ludzie czekają na twój upadek, ale są tacy co podczas twojego upadku pomogą ci się podnieść.
Wszystko co dobre szybko się kończy. Jednak czy zawsze kończy się na gorsze?
Spokojnie mogła powiedzieć, że swoje dobre życie zamieniła na ich wspólne bardzo dobre. Czuła się jak by urosła 5 centymetrów. Jak by każdego dnia stąpała po chmurce. Czuła się lekka, szczęśliwa i kochana. Każdy dzień był tym nowym pierwszym. Zaczęła akceptować swoje niedoskonałości i okazało się, że dzięki temu jest jeszcze bardziej doskonale, a przynajmniej według niej. Bo jej szczęście nie było powodem szczęścia dla innych. Rodzice zdziwieni nagłą zmianą zachowania przestali namawiać na wyjścia, a wręcz sugerowali, aby się uspokoiła. Nie akceptowali nowego sposobu bycia. Oni tak jak jeszcze nie dawno ona, nie lubili zmian. Ale zmiany nastąpiły i musieli to zaakceptować. Była szczęśliwa, zakochana, a on powodował, że każdego dnia czuła się bezpiecznie wystarczyły słowa ( kocham cię).
Uzyskanie dyplomu dało pewnego rodzaju niezależność. Znalezienie pracy choć nie tej wymarzonej pozwoliło na odcięcie się od nieprzychylnych spojrzeń tych co jeszcze nie dawno byli twoimi jedynymi powiernikami. Spełnienie najskrytszych marzeń następowało każdego dnia. Była pewna jego miłości widziała to w jego oczach.
I gdyby ktoś powiedział jej, że ją skrzywdzi, bez wahania odpowiedziałaby, że się myli. Bo przecież nikt kto kocha, kto zmienia życie, nie będzie zadawał bólu. Nigdy nie pozwoli, aby obudziła się w pustym łóżku i czuła się opuszczona.
Tak by powiedziała i była tego pewna nawet teraz, kiedy wspólne mieszkanie zamieniło się na jej mieszkanie. Ciepłe łóżko stało się zimne. Jedna bluzka zamieniła się w stertę leżącą w skraju pokoju. Jeden papieros zamienił się w paczkę, a dwa kieliszki wina w dwie butelki. Szczęście stało się przekleństwem. I dopiero po 6 tygodniach zaczęła rozumieć, że użalanie się nie ma sensu. On odszedł, ale zostawił po sobie coś o wiele cenniejszego od bólu. Pokazał jej jak żyć jak doceniać to co daje jej świat. Nauczył ją, że ci co podają rękę są od niej słabsi, a ci co dają miłość łamią niezależność. Uczucie jest tym co nie powinno się pokazywać wszystkim, ale zostawić dla siebie. Ból zamieniła w siłę. Miłość chciała zamienić w nienawiść. Każdego dnia patrząc w lustro powtarzała, że go nie kocha, nienawidzi. I tylko rosnący brzuch, delikatne ruchy niczym muśnięcia motyla udowadniały jak bardzo były to kłamliwe słowa.
Bo zostawił po sobie coś czego nigdy nie będzie w stanie nienawidzić. Małe rączki, pachnąca skórka i maleńki nosek, zaspany uśmiech. Puste mieszkanie znowu zamienił w pełne życia. Zapach papierosów zamieniła na zapach dziecka, butelki po winie na butelki z mlekiem, a nieprzespane noce po imprezie na nocne tańce z synkiem w ramionach. Już nie płakała w samotności, płakała razem z maleństwem, a rano budziła się i to ona całowała małe czółko.
W dwanaście miesięcy nauczył ją tego czego rodzice nie nauczyli ją przez całe życie. Bezgraniczną miłość i niewyobrażalny ból, nauczyła się żyć spontanicznie już nie tworzyła planów teraz wie co robić w niespodziewanych sytuacjach.
Czasem kiedy spojrzy w lustro szepnie NIENAWIDZĘ CIĘ. Jednak nie potrafi powiedzieć czy jego czy siebie. Bo w głębi serca czuła, że to kłamstwo. Kochała go i wiedziała, że on kochał ją. Bo ciało może kłamać. Usta mogą powiedzieć, że nie kocha. A nogi pozwolą wyjść z mieszkania. Jednak oczy nigdy nie kłamią.
Dodał/a: Neska w dniu 12-12-2014 - czytano 1490 razy.
Słowa kluczowe: opowiadania nastolatek miłość początek serii Neska

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Muśnięcie Anioła - PROLOG"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)