Może kiedyś II

Upiłam spory łyk kawy. Było gorąco, jednak dzień bez kawy był dla mnie dniem straconym. Za kilka minut miałam się spotkać z moją przyjaciółką.
Weronikę znałam od lat. Mieszkałyśmy obok siebie. Nasze relacje w poszczególnych etapach życia były różne. Od jakiegoś czasu bardzo się ze sobą zżyłyśmy. Cieszyło mnie to.
Odstawiłam kubek i ruszyłam do wyjścia, zgarniając po drodze szarą torebkę. Włożyłam do niej najpotrzebniejsze rzeczy, które jak przypuszczałam, mogły przydać się podczas pobytu nad jeziorem. Od razu po wyjściu poczułam na swojej skórze ciepły powiew wiatru. Kilka kroków dzieliło mnie od domu mojej przyjaciółki.
Gdy dotarłam na miejsce Weronika już na mnie czekała, siedząc na schodach prowadzących do jej domu.
- Nareszcie kobieto. Już myślałam, że się nie doczekam!
Przyjaciółka posłała mi jeden ze swoich uśmiechów i odetchnęła z udawaną ulgą. Wstała ze schodów i otrzepała tył czarnych szortów.
- Oj, nie dramatyzuj. Przecież się nie spóźniłam.
- Wcale nie dramtyzuję! Przecież wiesz, że często się niecierpliwię.
- Tak, już zdążyłam cię poznać. - wyszczerzyłam zęby w słodkim uśmiechu.
- Jasne słonko! Nikt nie zna mnie tak dobrze, jak Ty! A teraz zdecyduj, czy idziemy pieszo, czy wracamy do Ciebie i jedziemy twoim boskim autkiem.
Odkąd skończyłam osiemnaście lat nie potrafiłam rozstać się ze swoim autem. Satysfakcjonowało mnie to, że szybciej mogłam znaleźć się w wybranym miejscu i nie musiałam czytać żadnych rozkładów jazdy. Pomimo tego uznałam, że pójście pieszo będzie kolejną okazją do spotkania jego.
- Jezioro jest całkiem niedaleko od twojego domu, więc jestem za tym, żeby iść pieszo.
- Ok. Tym razem możemy zrobić wyjątek. Chociaż skrycie marzyłam o kolejnej przejażdżce.
Ucieszyłam się, że Wera przystała na moją propozycję i oszczędziła mi marudzenia.
Nie przepadałam za miasteczkiem w którym mieszkałyśmy. Było niewielkie, nie oferowało wielu atrakcji, a między mieszkańcami od lat panowały napięte relacje. Chciałam opuścić je jak najszybciej i rozpocząć zupełnie nowy etap w życiu. Wiedziałam, że to nastąpi już niedługo.
Zwolniłam gdy zbliżałyśmy się do niewielkiego, piętrowego domu. Mój wzrok od razu powędrował w tamtą stronę. Nie uszło to uwadze mojej przyjaciółki, która zaczęła uważnie mi się przyglądać.
- Mogę wiedzieć czemu bez przerwy gapisz się w tamtą stronę? - wskazała kciukiem stojący kilka metrów dalej dom.
- Nie mam pojęcia o co ci chodzi. Po prostu ten dom mi się podoba. I ogród też jest całkiem fajnie zaprojektowany.
- Taaaa, mogłabyś chociaż nie ściemniać. Chyba domyślam się czego, albo raczej kogo tak wypatrujesz.
Nie chciałam, żeby moja przyjaciółka poznała od dawna skrywany przeze mnie sekret.
- Co masz na myśli?
- Mam na myśli to, że od jakiegoś czasu zauważyłam, że ten dom, albo raczej mieszkaniec tego domu wzbudza w tobie określone emocje. - zaczęła tłumaczyć gestykulując.
Nie sądziłam, że ktokolwiek domyślał się jakie myśli zaprzątały moją głowę. Starałam się, aby prawda nigdy nie została przez nikogo poznana. Tak było zdecydowanie łatwiej. Jednak w tamtej chwili wiedziałam, że będę musiała powiedzieć prawdę, albo wymyślić naprawdę świetne kłamstwo.
- Weronika, chodzi o to, że...
Nie byłam w stanie dokończyć. Spojrzałam w górę i zobaczyłam jego.
Stał na balkonie, kilka metrów dalej i patrzył na nas, opierając się o barierkę.
Nie miałam pojęcia od jak dawna tam był i jednocześnie nie miałam wątpliwości co do tego, że nie mógł słyszeć naszej rozmowy.
W jego lewej dłoni dostrzegłam papieros, którego po chwili przyłożył do ust, a zaraz po tym wydobyła się z nich niewielka chmurka dymu. Zjechałam spojrzeniem niżej. Jego ciało było wysportowane, a skóra opalona. Miał na sobie zaledwie biały ręcznik owienięty wokół bioder.
Nie byłam w stanie stwierdzić, czy patrzył wtedy akurat na mnie, jednak bardzo chciałam, żeby tak było. Po chwili dotarło do mnie, że przyglądam mu się zbyt długo. Odwróciłam wzrok i skierowałam go z powrotem na Weronikę. Napotkałam jej pytające spojrzenie. Oprócz tego dostrzegłam uśmieszek, który mówił mi, iż wiedziała już wszystko. Wszystko to, czego nie powinna była wiedzieć.
Ruszyłam dalej, pozostawiając za sobą mężczyznę, który samą, swoją obecnością, nawet tą bardzo daleką, potrafił sprawić, iż moje ciało pragnęło jego uwagi, a wszystkie myśli poświęcone były tylko jemu.
Kilka minut później siedziałyśmy na pomoście zanurzając nogi w ciepłej wodzie.
- Wiedziałam, że Ci się podoba. - usłyszałam jej cichy głos tuż obok siebie.
- Starałam się to ukrywać. Wiem, że to głupie. Różni nas tak wiele i nie powinnam się nim interesować w ten sposób...
Wiedziałam, że to zauroczenie. Byłam świadoma również tego, że ono prędzej czy później mija. Nie chciałam jednak, by tak stało się i w tym przypadku. Fascynacja jego osobą rosła z dnia na dzień. Każde przypadkowe spotkanie wprawiało mnie w stan euforii.
- Ja nie myślę w ten sposób. Może powinnaś spróbować się do niego zbliżyć. Nie masz nic do stracenia, a możesz tylko zyskać.
- Naprawdę sądzisz, że akurat ja byłabym w stanie się do niego zbliżyć? Niby w jaki sposób?
- Czasem coś dzieje się samo, od tak, po prostu. Sądzę, że już udało Ci się zwrócić jego uwagę. Teraz tylko musisz sprawić, żeby zainteresował się Tobą jeszcze bardziej, tak zupełnie na poważnie.
Byłam wdzięczna Weronice za to, że podeszła do tego tematu na poważnie i darowała sobie drwiące komentarze. Dzięki jej słowom nabrałam większej pewności siebie. Zaczęłam wierzyć w to, że mam szansę. Szansę na to, aby zainteresować go sobą.
Chwilę ciszy znów przerwał głos mojej przyjaciółki.
- Mam pomysł. Moja matka wspominała, że podobno nasz przystojniak całkiem nieźle gra na gitarze. Mogłabyś do niego napisać z pretekstem, że chciałabyś się nauczyć grać, ale nie wiesz jak zacząć, czy coś w tym stylu.
Przeanalizowałam w głowie jej słowa. Brzmiały dość absurdalnie.
- Napisać? Jak? Tak po prostu?
- A od czego jest messenger moja droga? Wystarczy jedno zdanie, jeśli złapie haczyk później pójdzie już z górki.
Jedno zdanie - tak niewiele i jednocześnie jedyna szansa.
Po dwóch godzinach kąpieli w jeziorze, opalania się i rozmów w końcu wróciłyśmy do domów. Obie zmęczone, senne i jednocześnie szczęśliwe.
Wieczorem leżąc na łóżku podjęłam jedną z ważniejszych decyzji w moim życiu. Postawiłam sobie cel. Tym celem stał się on. Jeszcze tego samego wieczora wyszukałam go na messengerze i pomimo obaw, zdecydowałam się do niego napisać.


Hej, wybacz, że piszę do Ciebie o tak późnej porze i zawracam głowę, ale właśnie niedawno miałam okazję przypadkiem dowiedzieć się, że potrafisz grać na gitarze. Tak się składa, że właśnie sama chciałabym spróbować, jednak jak na razie pojęcia nie mam jak zacząć i czy w ogóle warto zaczynać. Potrzebuję po prostu pewnego rodzaju naprowadzenia i kilku rad. Byłabym wdzięczna, jeśli udzieliłbyś mi kilku wskazówek. Będzie mi miło, jeśli się zgodzisz. :-)
Dodał/a: Marzycielkaa w dniu 22-06-2019 - czytano 184 razy.
Słowa kluczowe: Miłosne nastolatka sąsiad przyjaźń opowiadanie może kiedyś Marzycielkaa

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Może kiedyś II"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)