Miłosne Problemy cz.2
O 5.45 skończyłam się szykować i usłyszałam piosenkę Seleny Gomez która ustawiłam sobie jako dzwonek w telefonie.
- Halo?
- Gotowa? – usłyszałam glos Andzi.
- Jak nigdy w życiu.
- To możesz ,wychodzić za chwile będziemy pod twoim domem.
- Ok. A z kim jedziemy.
- Z Rickiem ,a z nami jeszcze Just i Zo.
- Fajnie reszta się pomieściła?
- Jasne jedziemy trzema samochodami.
- to ok. wychodzę.
- No pa.
Zbiegłam po schodach z torbą w ręce ,włożyłam trampki ,zarzuciłam na siebie bluzę z kapturem i wyszłam na podjazd. Po trzech minutach podjechał samochód. Podeszłam do niego. Tylne drzwi się otworzyły i zobaczyłam rozpromienioną budzie Andzi.
- No hej. – powiedziałam wszystkim i usiadłam między Andzią ,a Justem.
- Hej skarbie. – powiedział Paul i pocałował mnie namiętnie w usta, odwzajemniłam pocałunek.
- Proszę was! – powiedziała Andzia ze śmiechem zakrywając sobie oczy. – przestańcie. Nie dobrze mi jak na was patrzę.
- To przez to ze sama nie masz chłopaka. – skwitowała Zo.
- Niewydajne mi się. – powiedział Eric który właśnie wyjeżdżał za miasto.
- A to niby czemu? – spytałam.
- Ponieważ ja mam chłopaka. – powiedziała Andzia.
- Coooo?! – zapytałam zszokowana. – i ja o tym nic nie wiem! No to opowiadaj co to za szczęściarz.
- Ja. – wtrącił się Eric.
- Coooo!? – szczena mi opadła. Wiedziałam że ze sobą kręcą i ze prędzej czy później do tego dojdzie ale dzisiaj?! – Ja nie mogę! Gratulacje! Eric małe ostrzeżenie.
- Tak?
- Jeśli ja zranisz, nie ważne w jaki sposób ,albo będzie przez ciebie smutna to obiecuje ze własnymi rekami uduszę cię i wrzucę do jeziora ,wcześniej wypruwając flaki. Zrozumiano? – powiedziałam uśmiechając się słodko.
- Hmm…wygląda na to ze będę musiał cię uszczęśliwiać i robić wszystko czego zapragniesz Andziu.
- Właśnie tak. – powiedziała i obdarzyła go takim spojrzeniem jakim obdarza tylko mnie. – Albo moja kochana Lena cię zabije. – powiedziała wyrywając mnie z objęć Justa ,a biorąc w swoje.
- Ej… Lenia jest moja. – powiedział Just z powrotem przyciągając do siebie ,uwielbiam kiedy tak mnie nazywa.
- Już nie długo. – powiedziała Andzia z tajemniczym spojrzeniem.
- Lenia, boje się jej. – powiedział Just wtulając się w mój biust.
- Hola, hola, uważaj sobie. – powiedziała Andzia odciągając go za włosy od moich piersi. – Obiecałam jej mamie ze będę jej pilnować i uważać na ciebie ,by nic głupiego nie wpadło ci do głowy.
- Dobra ale dzisiejszy wieczór zamawiam z Leną sam na sam. – powiedział zaborczo.
- Hahaha wolne żarty. Nie pozwolę na to.
- Ok. a ja nie pozwolę ci na spokojny wieczór z Rickiem. – powiedział prowokująco, podnosząc jedną brew do góry.
- Wsumieee…jeden wieczór to nic takiego. Prawda Lena. – powiedziała patrząc na mnie figlarnie.
- Spoko poradzę sobie sama. – powiedziałam z uśmiechem.
- A co jeśli zrobię się nie bezpieczny. – szepną mi do ucha Just.
- Wtedy, dam ci to czego chcesz byś nie zrobił mi krzywdy. – Wyszeptałam sarkastycznie.
- Mmym… - zamruczał i przejechał mi nosem po szyi.
- Żartowałam. – powiedziałam beznamiętnie.
Zrobił smutną minę i spuścił głowę. Nachyliłam się i pocałowałam go w policzek.
- Lepiej?
- Troszkę.
- A teraz? – nachyliłam się i pocałowałam go w usta.
- No wiesz? Mogła byś się trochę bardziej postarać. – powiedział z zadziornym uśmiechem.
- Nie w moim towarzystwie. – powiedziała Andzia.
- Ok, ok. ale ty masz się nie całować z Rickiem w moim towarzystwie. – odpowiedział.
- Dobrze, całujcie się ile wlezie.
- Nieźle, widzę ze masz teraz nad nią kontrole – powiedziałam.
- Nom.
- Wcale nie. Po prostu idę z nim na kompromis bo myślę o twoim dobru Lena. – powiedziała z wyrzutem Andzia.
I tak mijały następne godziny przez które ta dwójka cały czas się sprzeczała. Ja i Zo najmniej się udzielałyśmy w rozmowie. A Eric to już prawie w ogóle nie mówił.
Zostały nam 4 i pół godziny jazdy, wiec zaproponowałam ze teraz ja poprowadzę. Po dłuższych dyskusjach Eric się zgodził. Ponieważ bał się mojej jazdy powiedział ze usiądzie z przodu i będzie mnie nadzorować. No ale jak to bywa z Justem, on uparł się ze siedzi obok mnie i ze Eric powinien siedzieć obok Andzi. Po tym argumencie Eric natychmiast się zgodził puścić go do przodu. Gdy tylko usiadłam za kierownicą pomyślałam ze nad gonie trochę czasu swoją jazdą. Wiec na miejscu byliśmy po niecałych 3 godzinach.
- jesteśmy. – powiedziałam i obejrzałam się do tyłu. Zobaczyłam ze Andzia śpi z głową na kolanach Ricka. Spojrzałam na nich z uśmiechem a po chwili wydarłam się na całe gardło.
- Wstawaj śpiochu! Koniec tych czułości!
- co, co? – powiedziała rozkojarzona.
- już jesteśmy – powiedziałam.
Wysiedliśmy z samochodu.
- Wow ,ale tu ładnie. – powiedziałam głęboko oddychając.
- Yhy. – powiedział Eric. – zadzwonię do reszty i zapytam się za ile będą.
- ok. To chodźmy do właścicieli. – powiedział Just i złapał mnie za rękę.
- nom. – powiedziałam.
Szliśmy chodnikiem. Kierując się do głównego budynku ośrodka.
- Jak tu jest mało tych domków. – odezwała się Zo.
Miała racje było około 20 ale im mniej osób tym lepiej.
Doszliśmy do głównego domku gdy Eric właśnie chował telefon do kieszeni.
- więc Keit z Alexem, Zackiem, Robem i Tayem będą za godzinę coś ,a Jack z Lil, Eli i Eleną będą za 20 minut max.
- ok. czemu w ogóle Keit prowadzi? – spytałam.
- bo chłopakom się nie chciało.
- co za debile przecież wiedzą jak wolno ona jeździ. – powiedziałam z wyzutem.
- no nieważne. – powiedział Just i wszedł do budynku a my za nim.
- Jest tu kto? – powiedziałam.
- już idę! – krzykną jakiś męski głos.
Nagle wyszedł jakiś Facet z pokoju obok. Wysoki blondyn o zielonych życzliwych oczach wyglądał na jakieś 20 lat.
- czym mogę służyć.
- rezerwacja na Keslerra. – powiedział Just podchodząc do biurka za którym właśnie siadał blondyn.
- już sprawdzam. – powiedział i zaczął przerzucać kartki w notatniku. – jest, ale to rezerwacja na 14 osób. – powiedział.
- Tak reszta jest już w drodze.
- dobrze. A tak w ogóle jestem Rayan Chow ,mam 19 lat. Prowadzę ten ośrodek razem z moimi braćmi. – i wtedy do pokoju weszło dwóch chłopaków jeden wyglądał na też na 20 lat ,wysoki ,brązowe włosy i oczy. Drugi jakoś w moim wieku brązowe włosy i ciemne oczy z figlarnym uśmiechem.
- co tam braciszku? – powiedział młodszy.
- Kolejni goście? – spytał starszy.
- o wilku mowa. – powiedział Rayan. – A to moi bracia. Patrick 20 lat i Jon ,15 lat. – powiedział pokazując najpierw na starszego a potem na młodszego. Zdziwiłam się. 15 lat? Wygląda na więcej niż 17.
- Część! – powiedzieli obaj, odwracając się w naszą stronę.
- hej – odpowiedzieliśmy chórem.
Jon przejechał po każdym wzrokiem i zatrzymał go na mnie ,podnosząc przy tym jedną brew i uśmiechając się.
- cześć śliczna – powiedział.
- Yyy… cześć. – zamurowało mnie. „cześć śliczna”? co on sobie wyobraża.
- jak ci na imię mała? – powiedział z aroganckim uśmiechem.
- MAŁA jest moją, MAŁY! – powiedział Just podchodząc i łapiąc mnie w pasie. – wiec spadaj kurduplu.
- Stary jestem twojego wzrostu, obrażając mnie obrażasz też siebie.
- ale jestem starszy bachorze, wiec się zamknij i znikaj.
- jasne, jasne kolo. Kapuje. – odwrócił wzrok i spojrzał na Andzie. – a ty kwiatuszku? – powiedział i mrugną do niej.
- ona jest moja! – powiedział Rick, zasłaniając ja ciałem. – jeszcze raz ją tak nazwiesz a oberwiesz.
- Jezus ludzie co z wami?
Spojrzałyśmy na siebie z Andzią i skinęłyśmy głowami. Ja wyrwałam się Justowi i podeszłam do przodu stając przed Jonem ,a Andzia wyminęła Ricka i stanęła koło mnie.
- cześć! – powiedziałyśmy równocześnie.
- jestem Lena. Dla przyjaciół Len.
- A ja Angelika. Dla przyjaciół Andzia.
- miło nam! – powiedziałyśmy razem i uśmiechnęłyśmy się słodko.
- przepraszamy za nich. – powiedziałam.
- no, oni tak już mają. – dopowiedziała Andzia.
- hymm…Z bliska nie jesteście az takie ładne.
Zamurowało mnie. Spojrzałam na Andzie a ona na mnie i obie dałyśmy mu z liścia. Ja w prawy policzek a Andzie w lewy.
- A ty jesteś chamski MAŁY! – powiedziałyśmy, odwróciłyśmy się na pięcie, podeszłyśmy do swoich chłopaków i złapałyśmy ich za ręce.
- Co ty do cholery wyprawiasz?! – krzykną Patrick.
- miej trochę więcej szacunku dla kobiet, debilu. – powiedział Rayan i walnął go w tył głowy.
- Ałł…co ty robisz? – krzykną Jon, łapiąc się za głowę.
- przepraszam za niego. Normalnie się tak nie zachowuje ,nie wiem co mu odbiło. – powiedział Rayan. – naprawdę przepraszam!
- proszę pana nic się nie stało, naprawdę. – powiedziałam uśmiechając się.
- proszę, tylko nie „pan” ,bo czuje się jak jakiś dziad. Mów mi po imieniu.
- dobrze,…Rayan. – Wydukałam nie pewnie.
- tak lepiej. W każdym razie chodźcie zaprowadzę was do waszego domku.
Doszłyśmy na tyły dużego domku z drewna, przed którym znajdowała się spora plaża i jezioro. Rayan zobaczył ze patrzę na piach.
- Sam go tu wysypałem.
- naprawdę? – Spytałam.
- naprawdę. – rzucił mi klucz. – wyglądasz na najbardziej odpowiedzialną. – powiedział i mrugną do mnie z uśmiechem. Just widząc to podszedł do mnie i objął ramieniem.
- wyluzuj chłopczyku. Nie zabiorę ci dziewczyny, choć kusi by to zrobić. – powiedział a ja zachichotałam. Just zmierzył nas zimnym spojrzeniem.
- chodźmy. – powiedział sucho i pociągnął mnie za rękę.
- jak będziesz ja tak traktował to długo z tobą nie będzie. – rzucił jeszcze Rayan i uśmiechnął się do mnie a ja odwzajemniłam uśmiech. – cześć!
- no pa.
Weszliśmy na werandę. Just wyrwał mi klucz z ręki i podbiegł do drzwi. Otworzył je na oścież i podszedł do mnie.
- Paul co ty robisz? – spytał Eric.
- Lena jest moja. – powiedział i wziął mnie na ręce jak pannę młodą.
- Co ty robisz? – nie miałam pojęcia o co chodzi. Jest zazdrosny o Rayana? Proszę! Przecież to głupie. – Just wiesz ze tylko ty się dla mnie liczysz? – spytałam obejmując go za szyje by nie spaść.
- wiem. A teraz przejdę z tobą przez próg jako dowód na to ze te wakacje należą do nas. – powiedział i mnie pocałował.
Czasami w ogóle go nie rozumiem. No ,ale nie ważne i tak jest słodki.
----
Ciąg dalszy napisze…
Słowa kluczowe: opowiadania nastolatek milość przyjaźń problemy olussiaa ;***
Kategoria: Miłosne
