Little Game Xlll

Wyrwałam się gwałtownie ze snu. To było straszne. Śniło mi się, że moja rodzina zepchnęła mnie z klifu. Potem znowu znalazłam się na szczycie. I znowu. I znowu. I znowu... Po kilku próbach pojawił się... Trzymał w rękach sznurek którym mnie obwiązał. Na drugim końcu był ogromny kamień. Bez trudu go zepchnął a ja poleciałam razem z nim. Tym razem już nie znalazłam się na szczycie. Zaczęłam panikować, rozplątywać sznurek który okazał się być łańcuchem. Nagle usłyszałam znajome głosy. Na dole czekały 4 osoby. Wyciągali ręce aby mnie złapać i w tym momencie się zatrzymałam wisząc nad nimi. Byłam za słaba by cokolwiek zrobić. Widziałam, że moja rodzina ciągnie za łańcuch aby mnie od nich odciągnąć. Chciałam krzyknąć jednak się obudziłam. Czułam ciarki na całym ciele. Chcąc się uspokoić włączyłam muzykę na słuchawkach. Przy okazji zobaczyłam, że jest 9. Cholera muszę się pośpieszyć! Ubrałam się szybko, zjadłam szybkie śniadanie i pobiegłam na przystanek.
Wypadłam z autobusu co najmniej jakby mnie ktoś złapał za szmaty i wyrzucił. Rozglądałam się na boki i zaczęłam biec w jakimś nieokreślonym kierunku aż poczułam, że coś mnie zatrzymało. Dosłownie takie uczucie jak w śnie gdy kamień pociągnął mnie za sobą. Krzyknęłam, a moje serce zatrzymało się ze strachu.
-Jeżeli będziesz grzeczna nic ci się nie stanie.
Usłyszałam znajomy głos co wywołało u mnie ulgę, nawet mimo tego tonu jakby serio mnie napadł.
-Alexy! Wystraszyłeś mnie!
Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Uśmiechnął się słodko, kładąc rękę na karku.
-Nie mogłem się powstrzymać. Pędziłaś jak wariat i mnie nie zauważyłaś.
-Mogłeś mnie zawołać, a nie napadać.
Lekko uderzyłam go w ramię nadal się śmiejąc.
-Wołałem cię! Nie moja wina, że chodzisz z głową w chmurach.
Przytulił mnie jak to zawsze na powitanie. Oboje nadal się śmialiśmy.
-Ale trzeba ci przyznać aktor z ciebie pierwsza klasa. Przez chwilę serio uwierzyłam, że mnie napadłeś.
-No wiadomo nie dość, że utalentowany to jeszcze przystojny, mądry i zabawowy. O skromności nie wspominając.

Przeszliśmy się do jego ulubionej kafejki. Zamówiliśmy po kawie i ciastku.
-Mów mi wszystko!
-Haha, aż nie wiem od czego zacząć.
-Od początku!
-No więc miliony lat temu...
-Nie miałem na myśli aż tak odległego początku haha.
-Sam się prosiłeś.
-No dobrze... To może tak...
Zrobił zadziorną minę. Taką samą jak robi Yui gdy mówi o chłopakach którzy rzekomo zarywają do kogoś. Patrzyłam na niego badawczo oczekując pytań.
-Kim był ten przystojniak który cię tak wciągnął do autobusu?
-Oh on? T-to Justin.
-Twój chłopak?
Ta mina sprawiła, że zrobiłam się cała czerwona.
-N-nie!
-Haha no weź znamy się od dłuższego czasu. Mi możesz powiedzieć.
-Ale my nie jesteśmy razem.
Uśmiechałam się do niego opanowując mój głos.
-Haha no to kogo tam masz?
Oparł policzek na jednej ręce i wpatrywał się we mnie robiąc kolejną minę typu "wiem, że go kochasz".
-Nikogo. Nie mam chłopaka. Szczerze mówiąc nawet nigdy nie byłam w związku.
Trochę dziwnie się czułam mówiąc to. Ale jednak przed nim nie mam jakieś nie wiadomo jakiej bariery. On wybuchnął śmiechem po czym w sekundę przybrał poważną minę.
-Nie no ale serio?
-No...no tak.
Znowu się zaczął śmiać. Mimo wszystko też się śmiałam.
-Co się tak bawi?!
-Nie wierzę. Taka dziewczyna jak ty? Sama? Nie żartuj.
Poczułam się dowartościowana. Alex jest przystojny i ma super osobowość. A może mówi to tylko dlatego żeby nie było mi smutno?
-A co z tobą? Masz dziewczynę?
-Nie.
Powiedział to z wielkim uśmiechem. Jest dumny z tego?
-Nie wierzę! Taki chłopak jak ty? Sam? Nie żartuj.
Powiedziałam przedrzeźniając Alexa.
-A ty byś chodziła z kimś kto zakazuje ci grać?
Uśmiechnął się zwycięsko. Na chwilę zaniemówiłam.
-No, nie.
-No widzisz. Witaj w moim świecie.
-Siedzimy w tym razem.
-Twoi adoratorzy też chcą cię odciągnąć od komputera?
Wzruszyłam ramionami z uśmiechem.
-Walić adoratorów i tak ich nie mam. Poza tym adoratorów bym olała. No a rodziny się nie wybiera.
-Nie masz mówisz?
Spojrzał na mnie wymownie. Co on sugeruje? Poczułam jak moja twarz robi się gorąca i zasłoniłam ją dłońmi.
-Haha jaka ty jesteś słodka.
Poczochrał mi włosy. Po czym dodał:
-Mam pomysł. Widzisz tamtego przystojniaczka?
Wskazał palcem na jakiegoś chłopaka siedzącego w rogu kawiarni.
-Idź i weź od niego numer.
-C-co?!
Zaskoczył mnie. Nie jestem w stanie. Tak po prostu podejść i wziąć numer? Jak zacząć? Jak to zrobić?!
-Weź numer. To chyba proste.
-Pfff dla ciebie może jest.
-Patrz i ucz się.
W tym momencie wstał i podszedł do stolika przy którym siedziały 3 dziewczyny. Coś im powiedział nie oszczędzając swojego słodkiego uśmiechu. Po chwili przyszedł i wskazał na komórce 3 nowe numery.
-Dawaj teraz twoja kolej.
-Nie ma opcji!
-Nie bądź taka nieśmiała.
Nagle za jego plecami przeszły te 3 dziewczyny żegnając się z nim. Pomachał im z uśmiechem po czym zwrócił się znowu do mnie. One też spojrzały na mnie rzucając nienawistne spojrzenia. Gdyby wzrok mógł zabić... Leżałabym trupem 6 razy. Potem wyszły szeptając coś do siebie.
-Twoje nowe koleżanki chyba mnie nie lubią.
-Są takie zazdrosne. Nie martw się wolę ciebie pod każdym względem.
Ten jego uśmiech mnie rozbraja.
-No już idź!
Poganiał mnie z jeszcze szerszym uśmiechem.
-Ehhh... Nie odpuścisz?
-Zobacz, że w głębi duszy jesteś uwodzicielską bestią. Będę oceniał.
-To jakiś egzamin?
-Grasz na zwłokę!
Przejrzał mnie. Ale co ja mam zrobić? Nie odpuści mi! Jego styl gry jest taki sam. Nigdy się nie wycofuje. Chyba, że będzie miał okazję przywalić z podwójną siłą. Tak czy siak zawsze wychodzi zwycięsko z sytuacji.
Westchnęłam i wstałam od stołu. Zaczęłam się zbliżać do wyznaczonego celu z walącym sercem.
Przeszłam przez świeżo umyty skrawek podłogi żeby nie wydłużać bezsensownie swojej drogi. To chyba nie był dobry pomysł ponieważ się poślizgnęłam. Charakterystyczny pisk moich butów rozległ się przykuwając spojrzenia obecnych ludzi. Zacisnęłam powieki szykując się na upadek do którego nie doszło.
-Wszystko ok?
Otworzyłam oczy i zobaczyłam "cel". Minę miał neutralną. Jakby się nic nie stało. Patrzyliśmy sobie w oczy po czym pomógł mi wstać. Trzymał mnie przy tym w talii, a drugą ręką moją prawą dłoń. Gdy stałam prosto nadal patrzyłam jak... Usiadł na swoim miejscu jak gdyby nic się nie stało! Teraz to się dopiero głupio czuję.
-Coś jeszcze?
-Em... J-ja...
Patrzył na mnie bez emocji oczekując zapewne informacji.
"Opanuj się idiotko! Załatw sprawę i koniec!"
Karciłam się w myślach.
-Przepraszam jestem w szoku...
Trochę zawstydzona odwróciłam twarz i złapałam się za łokieć.
-Nic dziwnego. To było dosyć szybkie.
-Tak w ogóle to... Lisa.
Zgrywając pewną siebie wyciągnęłam rękę.
-Max.
Rzucił od tak nawet na mnie nie patrząc. Porażka. Niech mi ktoś pomoże!!
-Wszystko dobrze?
-A-alex...
Dzięki Bogu ratunek przyszedł.
-Wybacz, że dopiero teraz. Zatrzymała mnie kelnerka z rachunkiem.
-Nie ma sprawy. Nic się nie stało. Max mi pomógł.
Spojrzeli na siebie. Max jedynie zawiesił oko na twarzy Alexa który patrzył na niego jak na rywala... Rywala? Co tu się odwala? (Jakie rymy, kiedy rozwinęła się u mnie umiejętność rymowania?)
-Co teraz on jest twoim najlepszym kumplem?
-Co? Wiadomo, że ty jesteś najlepszym kumplem!
Alex poczochrał mnie po głowie po czym odeszliśmy. Przez ten cały czas Max uważnie nas obserwował. Alex spojrzał jeszcze na niego gdy wyszliśmy.
-Leci na ciebie.
-C-Co ty gadasz? Nie ma opcji!
-Nie zgrywaj się. Widziiałem jak podłożyłaś się żeby cię złapał.
-Ale ja naprawde się poślizgnęłam!
Tupnęłam nogą. On się śmiał ze mnie.
-Hahaha oczywiście... Ty bestio.
-Głupi jesteś.
Po przyjacielsku uderzyłam go w ramię, śmiejąc się.
-Ale zagadałaś! To się liczy!
-Pff wątpię żeby to wystarczyło.
-Przeprowadziłem test. Istnieje 86% szansy, że na ciebie leci.
-Co?
Zapytałam z niedowierzaniem.
-Podszedłem kiedy tylko mogłem. Wbrew pozorom serio zatrzymała mnie kelnerka. I zacząłem zgrywać przed nim twojego chłopaka ale potem dałem mu do zrozumienia, że jesteśmy tylko kumplami. Pomysli, że ma szanse.
-Jesteś nienormalny.
Zaśmiałam się.
Świetnie się bawiłam w jego towarzystwie. Jest naprawdę genialnym przyjacielem.
W końcu zbliżała się 15. Powiedziałam Alexowi, że muszę już wracać i poszliśmy na przystanek na którym trafiliśmy na Justina!
-Proszę kogo tu mamy. Śledzisz mnie?
Spojrzał na mnie z uśmiechem, a potem na Alexego.
-To raczej ty mnie śledzisz jestem tu od 10.
-To ciekawe jakim cudem się nie minęliśmy.
No jakie szczęście! Autobus przyjechał. Mój autobus.
-Nooo chętnie bym się jeszcze pokłóciła ale mój autobus przyjechał.
-Walkover?
-Nigdy!
Alex zaczął się śmiać. Po czym zbliżył się do mnie by mi powiedzieć coś na ucho.
-Wy na prawdę nie jesteście razem?
-Pfff nie!
-To w takim razie się nie obrazi jeśli coś zrobię?
-Co?
Przytulił mnie mocno, unosząc mnie nad ziemię po czym gdy mnie puścił pocałował mnie w policzek.
-Idź wariacie bo się spóźnisz.
Zaskoczył mnie tym. Jednak zaśmiałam się i wesłam do autobusu machając na pożegnanie.
Przez drogę zastanawiałam się co robią. Zostali na przystanku razem. Nie wyglądają na osoby uwielbiające się nawzajem.
Gdy wróciłam do domu padłam na łóżko śmiejąc się do siebie. Nagle mój telefon wydał charakterystyczny dźwięk. Dostałam sms od Alexa.
-Haha masz ciekawego kolegę ;)
Uśmiechnęłam się do siebie. Co to za uczucie? Czemu to czuję? Wariuję?
Dodał/a: Little One w dniu 10-02-2019 - czytano 67 razy.
Słowa kluczowe: Romance school boys

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Little Game Xlll"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)