Little Game Xll

Bez słowa weszłam do domu i z marszu udałam się w kierunku mojego pokoju. Rzuciłam torbę na łóżko i padłam obok, kładąc sobie nadgarstek na czole. W ten piątek mam iść do Justina. Co będziemy robić? Same włosy nie zajmą wiele czasu, a raczej nie wpadnę tylko po to by przez 10 posiedzieć nad włosami! Eh... Niech się dzieje wola nieba. Zamiast wymyślać scenariusze powinnam się skupić na wymówce. Nie mogę powiedzieć: "Mamo idę do kolegi bo ma mi pomóc z moimi włosami, nie czekaj na mnie"... Absurdalne. Zwłaszcza, że mama go nie zna więc jest obcy (jeżeli ona go nie zna to jest, nie ważne, że ja znam), po drugie nigdy mnie nie puszcza z domu nawet na spacer! Po trzecie będzie chciała żebym wróciła przed 15 maksimum 16 ale tylko jeżeli ma dobry humor, a najlepsze jest to, że kończymy ok.14.
Podniosłam się nadal rozmyślając gdy nagle zawołano mnie na obiad. Podczas posiłku również myślałam nad tym jednak nie wpadł mi do głowy sensowny pomysł.
-Co ty taka bez życia?
-Hm?
Podniosłam oczy znad talerza aby spojrzeć na mamę. W jej głosie nie było ani odrobinę troski. Czysty lód. Mogę to wykorzystać na swoją korzyść! Może powiem o korepetycjach! Mama ma bzika na punkcie nauki więc sama mnie wykopie z domu!
-Halo? Cześć!
Ek... Akurat zadzwonił telefon! Życie sobie chyba ze mnie żartuje! Teraz będzie nerwowa przy każdym najmniejszym szmerze i nie rozłączy się do końca dnia. Dobra! Niech się potem nie czepia, że dowiaduje się w ostatniej chwili.
Wróciłam do pokoju, włączyłam muzykę i zaczęłam czytać moją ulubioną książkę.
Wiem co sobie możesz pomyśleć... Ty serio jesteś niewdzięczna. Takie nienawistne myśli kierowane do matki. Wstydź się! Może jak poznasz ją bliżej i wczujecie się w moją sytuację -podkreślam MOŻE- mnie zrozumiesz.
Słysząc coraz to głośniejszy podekscytowany głos oraz śmiech co jakiś czas podgłośniłam muzykę. Rozprasza mnie przez co nie mogę się skupić. Nawet się nie zorientowałam kiedy doszła już pierwsza nad ranem, a książki już mi niewiele zostało. Gdyby nie senność to bym ją dziś skończyła.

Poranek. Wchodzę do kuchni już gotowa do wyjścia. Jest 7:22 jak tak dalej pójdzie to się spóźnię... Tylko jest podejrzanie cicho. Zawsze o poranku słyszałam pośpieszający głos mamy, z resztą w kuchni też jej nie ma. Zobaczyłam na lodówce kartkę, mówiącą o tym, że mama wyszła gdzieś na ileś. Nie za bardzo mnie to obchodzi, a wręcz irytuje bo znowu okazja mi zwiała sprzed nosa!
-To są serio jakieś żarty!
Powiedziałam to do karteczki trzymanej w dłoni. Pragnę zauważyć, że to dziś. Feralny piątek. Pobiegłam szybko na przystanek i złapałam autobus. A z niego prosto do szkoły. Po drodze trafiłam na Justina...
-Cześć.
Przywitał się. Odpowiedziałam mu tym samym i biegłam dalej... Zaraz co? Zahamowałam ostro niemalże się przewracając po czym obejrzałam się za siebie.
-Powiesz mi gdzie tak pędzisz?
-Chyba ja powinnam pytać. Znowu wagarujesz?
-Tak mamo, znowu wagaruję...
Skrzyżował ręce na piersi uśmiechając się chytrze. Wywróciłam oczami z uśmiechem. W tym czasie dokończył:
-...zwłaszcza, że dzisiaj nie ma zajęć.
-Serio mówisz czy po prostu chcesz mnie wciągnąć w twoje problemy?
-Pff...Kto tu ma problemy?
To wymowne spojrzenie przypomniało mi jak mnie musiał ratować z tych głupich sytuacji. Nie. Nieprawda wcale nie musiał! Wepchnął się na siłę nie wiem po co! Może żeby żądać jakiegoś haraczu...
-Nie wiem o czym mówisz...
Odwróciłam wzrok z wymuszonym uśmiechem aby ukryć zażenowanie.
-Tak tak jasne. To idziesz?
Wskazał kciukiem w stronę przystanku. Pokiwałam głową po czym szłam za nim. Gdy byliśmy blisko zauważyłam kogoś kogo już od dłuższego czasu nie widziałam. Przez chwilę straciłam panowanie nad sobą i urwałam rozmowę z Justinem, biegnąc jak głupia w stronę owej osoby.
-Hej Alex!
Odwrócił się i od razu na jego twarzy wymalował się duży, szczery uśmiech.
-Nie wierzę Lisa!
Rozłożył ramiona w które się rzuciłam i otoczyłam szyję Alexa rękami przytulając się do niego. On mnie złapał i też mocno przytulił.
-Czemu cię nie było tak długo!
-Haha każdemu się zdarza zachorować.
Nie puszczał mnie. Wisiałam nad ziemią machając łydkami podekscytowana jak małe dziecko.
-Mam ci tyle do opowiedzenia...!
-To innym razem...
Odwróciłam głowę aby spojrzeć na Justina który przerwał mi wypowiedź. Alex spojrzał na niego w tym samym momencie. Stanął bardziej bokiem aby było nam lepiej patrzeć.
-Kto to?
Zapytał Alex jednak Justin nie dał mi odpowiedzieć.
-Nasz autobus idziesz czy nie?
-Taak idę, idę.
Alex mnie puścił na ziemię robiąc smutną minkę.
-Następnym razem pogadamy ok? Poza tym nie wybierasz się do szkoły co? Nie ma zajęć.
-Serio? Super!
Zaśmiałam się gdy nagle zostałam wciągnięta do autobusu.
-Chciałaś żeby ci zwiał? Jesteś serio nieodpowiedzialna.
-Dopóki mam ludzi od myślenia nie muszę być odpowiedzialna za swoje czyny.
Rzuciłam mu zadziorne spojrzenie. On wywrócił oczami i prychnął.

Gdy byliśmy już na miejscu w jego mieszkaniu od razu przywitał nas wesoły głos mamy Justina.
-Hm? Co ty tak wcześnie?
-Lekcje nam odwołali.
Nagle wyszła zza rogu i zatrzymała się gdy nas zobaczyła, a raczej mnie.
-Tym lepiej. Mam dla ciebie spra... Oh cześć!
Widząc jej promienny uśmiech od razu poczułam się swobodniej.
-Dzień dobry...
-Oj darujmy sobie te grzeczności. Chyba nie jestem aż taka stara prawda?
-Haha. Nie. Szczerze to na początku myślałam, że jest pani jego siostrą.
-Nie tylko ty...
Widząc ten uśmiech czułam, że zapowiada się ciekawa historia.
-To może ja wyjdę?
-Weź coś do picia.
Poszedł w kierunku kuchni wzdychając ciężko.
-Nie lubi być ignorowany.
Wesoło skomentowała. Powiedziała żebym usiadła na kanapie i zaczęła ze mną rozmawiać.
-A co to za okazja, że Justin zaprasza cię do domu?
-To jakaś nowość?
-Rzadko kiedy zaprasza znajomych do domu. Woli wychodzić, choć jestem pewna, że podczas naszej nieobecności robi jakieś imprezy.
Nagle doszło do nas wymowne chrząknięcie.
-Mam dla ciebie... Albo raczej Lisa ma pewną prośbę.
-Zamieniam się w słuch.
-Znając twój niezwykle doskonały kunszt i perfekcyjne oko oraz magiczne dłonie Lisa prosi o pomoc z gniazdem które masz obecnie przed oczami.
Mówił to prześmiewczo. To takie słodkie, że ma taki lekki stosunek do mamy. Jakby byli jednocześnie przyjaciółmi. Żartują sobie, droczą się i mają taki doskonały kontakt.
Mama Justina jest fryzjerką. I to nie byle jaką, widać, że ma dryg do tego bo włosy spod jej rąk to istne dzieła.
Wzięła szczotkę do włosów, grzebień, lakier, specjalne spinki i jakąś średnią kosmetyczkę.
-To jakie włosy cię interesują?
-Moje.
Justin się uśmiechnął złośliwie do mnie, a ja odwzajemniłam to charakterystyczną, wesołą miną mówiącą "bardzo śmieszne". Nagle do domu wszedł mężczyzna. Bardzo wysoki, podobny do Justina, pewnie brat, chociaż sądząc po matce...
-O cześć kochanie!
...Taaak to zdecydowanie rodzina wampirów. Wszyscy piękni i młodzi, pełni optymizmu i młodzieńczego zapału nawet po 30.
-Cześć. Widzę, że macie gościa.
-Dzień dobry.
Przywitałam się nieśmiało. Uśmiechnął się ciepło do mnie również się witając.
-Tak w ogóle...
Zaczął mówić jednak żona mu przerwała wesołym głosem.
-Cicho! Zajęta jestem. Wróć jak skończę.
-Ważne...
Rozmawiali z uśmiechem do siebie. Wyglądali jak para nastolatków, dziewczyna spędzająca czas na babskich sprawach i chłopak desperacko pragnący jej uwagi jednak nie dający tego po sobie poznać.
-Minutka dobrze?
Wyszedł i podczas gdy czesała mi włosy, a Justin odebrał telefon znowu rozmawiałyśmy. Nawet nie zauważyłam kiedy wrócił i przysłuchiwał się naszej rozmowie.
-No spójrz na mnie a na niego. Przecież ja do dziś nie wierzę, że takie bydle wydałam na świat.
Justin pokaszluje.
-Mówię ci ty nie bierz się za wysokich bo potem może się to na tobie źle odbić...
Justin znowu pokaszluje.
-...a potem biorą cię za wpadkę twojego własnego syna...
Tym razem zakaszlnął wystarczająco głośno.
-Syrop jest w szafce na górnej półce.
Mówiła niby obojętnym głosem nie odrywając się od moich włosów. Jednocześnie słyszałam w tym, że się droczy.
-Pfff.
Zaśmiał się.
-Mogę cię już prosić?
Ojciec Justina nawoływał swoją żonę.
-No dobrze. Idźcie do pokoju i dokończ za mnie.
Odeszła, a my za jej poleceniem weszliśmy do pokoju.
-Dzwonił David. Mówi o tym całym święcie. Zgadnij kto musi wziąć w tym udział.
-Ty?
Pytałam niepewnie, licząc, że nie padnie ta jakże oczywista odpowiedź.
-Odpowiedź dobra... Ale jeżeli to ja bym ją podał.
Przez chwilę miałam światełko nadziei które musiał tak brutalnie zgasić.
-Teraz patrz. Tutaj możesz tak sobie zaczesać...
Zmienił temat. Siedziałam na brzegu łóżka a on przedemną skupiając się na mojej grzywce. Jego dłonie i twarz która znajdowała się dość blisko sprawiała, że czułam się trochę onieśmielona.
-Nie no tak to raczej za wiele nie zobaczysz.
Westchnął i postawił przed nami na szafce niemałe lusterko. Przesiadł się do tyłu za mną, kazał mi obserwować ruchy. Po chwili powiedział, żebym spróbowała sama. Chwyciłam niepewnie grzebień i próbowałam powtarzać ruchy jednak moje włosy nie słuchały się mnie tak jak jego lub jego mamy. Prychnęłam zirytowana, a Justin się zaśmiał i pomógł mi wykończyć fryzurę.
-Nie są jeszcze przyzwyczajone. Trochę czasu i praktyki, a będą same się układać.
-Hmmm... Rzadko słychać u ciebie słowa pocieszenia.
-Ciesz się chwilą. Raczej nieprędko znowu coś takiego usłyszysz.
Chcąc się podnieść oparł dłoń o moją głowę którą zaczął czochrać, wstając przy tym z łóżka. Gdy się odwróciłam by znowu spojrzeć w lusterko zobaczyłam ogromne gniazdo które powstało na mojej głowie. Justin jakby nic sobie z tego nie robił odchodził.
-Ty...Justin!
Złapałam poduszkę po czym cisnęłam nią w chłopaka. Zastygł na chwilę po czym zwrócił twarz w moją stronę z przeszywającym wzrokiem i uśmiechem jak te postacie z filmów kiedy mają jakiś cios na zniszczenie przeciwnika.
-Udam, że tego nie było i pozwolę ci w spokoju wyjść z tego pokoju.
O nie! Za to, że zniszczył grzywkę moich marzeń, która wyszła po prostu doskonale, nad którą we trójkę się męczyliśmy... Nie odpuszczę. Nie zdążył zrobić nawet kroku, a oberwał drugą poduszką. Stał w miejscu.
-Ostrzegałem...
Złapał poduszki z podłogi. Byłam pewna, że rzuci nimi we mnie jednak legły obok, a Justin zaczął mnie łaskotać. Zaczęłam dziko wierzgać i nie mam pojęcia jak to nazwać... Coś jak śmiech połączony z piskiem. Chciałam uciec ale im bardziej próbowałam tym bardziej traciłam kontrolę. Próbowałam się bronić rękami jednak złapał je przestając mnie przy tym łaskotać. Jednak mnie jeszcze trzymało rozbawienie i nie przestawałam się śmiać. Brzuch mnie bolał, miałam zamknięte oczy i starałam się złapać oddech. Kiedy się w miarę uspokoiłam otworzyłam oczy i spojrzałam na niego.
-Justin mogę cię...
Oboje spojrzeliśmy w stronę drzwi. Mama Justina weszła do pokoju i zaniemówiła gdy nas zobaczyła. Przeprosiła i szybko zamknęła drzwi za którymi wręcz od razu ledwo słyszalnie mówiła coś do męża wesołym głosem.
Zdałam sobie sprawę o co chodzi. Justin trzyma moje nadgarstki w powietrzu, ja wpół leżąc wpół siedząc na łóżku, patrzymy się śmiejąc się na siebie.
Dosłownie ułamek sekundy po tym wydarzeniu z zawstydzonymi minami usiedliśmy na łóżku. Głowy w przeciwnych kierunkach tak abyśmy na siebie nie spojrzeli. Ta cisza mnie dobijała.
-Chodź.
Mówiąc to wstał i wyszedł. Ja poszłam za nim.
-O dobrze, że jesteście. Poszlibyście do sklepu po jabłka? Chcę surówkę zrobić.
My? Razem? Po tym co się stało chyba by wolał iść sam... Skierował się do drzwi. Jednak zanim wyszedł zwrócił się do mnie.
-Idziesz?
Zaskoczyła mnie ta propozycja jednak szybko ubrałam buty i poszłam z nim. Nie wiedziałam za bardzo jak teraz zacząć rozmowę. Czułam się onieśmielona.
-Hej żyjesz?
Zapstrykał mi palcami przed twarzą co mnie momentalnie wyrwało z zamyślenia.
-Taak tylko się zamyśliłam.
-O czym? Chyba, że powinienem zapytać o kim?
Co on sugeruje? Czemu dodatkowo mnie zawstydza?
-Nie. Mam ważniejsze rzeczy na głowie niż myślenie o tobie.
-A kto tu mówi o mnie?
Szturchnął mnie łokciem.
-Jeżeli chcesz mnie wkurzyć jesteś na dobrej drodze.
-Nie zachęcaj.
Rozmawialiśmy z uśmiechem na twarzach. Fajnie, że nie wziął tego zdarzenia za bardzo do siebie. Kiedy wróciliśmy siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy. Zostałam na obiad i około 14 postanowiłam wracać aby udać, że nic dziwnego nie miało miejsca, ot zwykły dzień w szkole. Pożegnałam się ze wszystkimi i wyszłam. Niedługo się jednak nacieszyłam ciszą ponieważ Justin podbiegł do mnie.
-Co ty tu robisz?
-Nie pytaj...
-Pytam.
-Ehh... Jako kulturalny facet mam odprowadzić cię na przystanek.
-Jestem dużą dziewczynką trafię sama.
-To powiedz, że nie chcesz i wszyscy zadowoleni.
-Zadowoleni mówisz?
Zrobiłam chytrą minę. Justin przyglądał mi się czujnie.
-W takim razie chodź.
Zaczęłam iść wesoło podrygując. Przeszłam tak kilka kroków po czym się odwróciłam. Justin miał twarz zwróconą w stronę nieba jednak dałam radę zobaczyć jak się uśmiecha. Opuścił głowę kręcąc nią na boki po czym spojrzał na mnie i ruszył w moim kierunku.
-I to ja tu robię na złość?
Pożegnaliśmy się na przystanku klasycznym zbiciem piony. W domu odebrałam telefon.
-No to kiedy masz czas?
-Oh. Alex! Hej.
-Jutro 12 ci pasuje?
-Haha, a co ty tak...
-Masz mi ponoć sporo do opowiedzenia. Z resztą nie tylko ty! Musimy się spotkać na spokojnie bo w szkole to tak nie za bardzo prawda?
-Nie starczy nam czasu.
-Dokładnie. To jak?
-Zapytam jeszcze o wszystko i dam ci rano znać.
-W porządku. Nie żeby coś ale muszę spadać bo chłopaki się niecierpliwią. w ogóle to wejdź bo mamy wolne miejsce w teamie.
-Już idę!
Rozłączyłam się i od razu włączyłam grę. Z nim mi czas tak miło leci. Jego koledzy również są super. Około godziny 18 oznajmiłam, że kończę.
Pobiegłam do mamy pytając czy mogę jutro wyjść.
-Po co?
-Chcę się spotkać ze znajomymi.
-A to w szkole się nie widzicie?
-Ale w szkole to nie to samo. Rozdzielamy się na lekcje, a czasem nawet na przerwach się nie widzimy. Poza tym atmosfera jest kiepska i nie można na spokojnie pogadać.
-Ty się zajmij nauką.
-Nie można wiecznie siedzieć nad książkami! Przerwa jest niezbędna.
-Ale ty się w ogóle nie uczysz tylko na komputerze siedzisz.
"Nie uczę się bo nie widzisz tego. Widzisz tylko to gdy gram." Pomyślałam wkurzona.
-Poza tym pomoże mi z lekcjami! Ma dobre oceny!
Chwilę milczała.
-O której to?
-10 może 11.
-Kiedy wracasz?
-15-16?
Zapytałam niepewnie. Miałam nadzieję, że weźmie pod uwagę (co prawda fałszywy) fakt, że będziemy się uczyć.
-O 15 masz być w domu.
Wesoła pobiegłam do pokoju. Wysłałam wiadomość do Alexa i poszłam się umyć i spać. To był dzień pełny wrażeń.
Dodał/a: Little One w dniu 22-01-2019 - czytano 392 razy.
Słowa kluczowe: romance schoolboys schoolgirl Little One

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Little Game Xll"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)