Little Game Xl

Szłam przez deszcz w samej bluzeczce i spódnicy... Bez żadnego okrycia. Nawet nie biegłam bo i tak i tak bym zmokła, a szczerze mówiąc lubię deszcz. Czułam jak woda z deszczu spływa po moich włosach i ciele. Deszcz był ciepły i przyjemny ale mimo wszystko byłam wkurzona po tych całych dniach otwartych. Przechodnie pod parasolkami patrzyli się na mnie dziwnie, a może i nawet podśmiewali. W każdym razie zawsze jak słyszę chichot to wydaje mi się, że to ze mnie się śmieją. Też tak masz?
No i nareszcie jestem na przystanku. Właśnie sporo ludzi wsiadło do autobusu no i zobaczyłam Justina. Nie chciałam słuchać jakiś jego komentarzy. Trzymałam ręce skrzyżowane na piersi i patrzyłam niezadowolona w chodnik gdy nagle zauważyłam czarne buty. Podniosłam wzrok aby ujrzeć Justina i jego zadziorny uśmieszek.
-Prysznic to ty masz z głowy.
-Taa... Zwłaszcza, że moje włosy są takie żywe po deszczu.
Powiedziałam to z wesołą ironią. On jest suchy, nawet jego bluza jest nienaruszona. Ma parasol.
-To co cię tak wzięło na bieganie po deszczu? Jeszcze zachorujesz i kto cię zastąpi?
-Zaraz... zastąpi?
Miałam rzucić jakiś tekst ale zdziwiło mnie to co powiedział.
-No jeszcze 2 dni tak będziesz zachęcać młodych.
-Po 1 to jakich młodych? Są tylko rok młodsi! Po 2... Jeszcze 2 dni?
-Ty serio jesteś tak nieogarnięta?
Zaśmiał się po czym uderzył palcem wskazującym o moje czoło. Zostawiło to po sobie wyczuwalny ślad. Pogładziłam palcami moje czoło, a drugą dłoń zacisnęłam w pięść i wyprostowałam w łokciu przyciskając do ciała. Rzuciłam mu lekko poirytowane spojrzenie. On wywrócił oczami po czym znowu spojrzał na mnie. Nagle mina mu zrzedła i obleciał mnie wzrokiem od stóp do głów. Czy... Czy ja widzę lekki rumieniec? Czy mam omamy przez otaczającą nas szarość otoczenia. Nagle usłyszałam śmiechy. Odwróciłam głowę w stronę głosów. Kilku chłopaków patrzyło w moją stronę i się śmiało, jeden wyjął telefon i skierował w moją stronę. O co im chodzi? Czuję się dziwnie. Po chwili gdy Justin obczaił całą sytuację:
-Hej ty.
Skinął na chłopaka który od razu zamilkł wraz z kolegami. Podszedł do nich i wyciągnął do niego dłoń.
-Daj telefon.
-N-nie! Nie możesz...
-Mogę.
Zabrał bez problemu telefon chłopaka.
-Hasło.
-Nie dam ci!
-Daj albo pożegnasz się z telefonem.
Chłopak zamilkł. Prawdopodobnie rozważał możliwości. Justin wygląda na pewnego siebie, mówi spokojnym, obojętnym głosem i z racji iż jest znacznie wyższy od nich patrzył na chłopców z góry.
-Saninek69
Chłopak odwrócił głowę wyraźnie zażenowany. Zwłaszcza, że Justin na dobicie się zaśmiał.
-Następnym razem się zastanów zanim zrobisz komuś zdjęcie, zwłaszcza jej.- Pochylił się nad nim i powiedział półgłosem- I ZWŁASZCZA bez mojej zgody.
Co to miało znaczyć? Oznacza swoją własność? Chociaż patrząc na reakcję chłopców po tych słowach... Zbledli i odeszli przerażeni. Może to był celowy zabieg?
Stał obok mnie i chciał coś powiedzieć (ja z resztą też co do "zwłaszcza bez mojej zgody") ale w tym momencie przyjechał autobus Justina. Spojrzał w tym kierunku i westchnął ciężko. Nie wiedzieć czemu zaczął zdejmować swoją bluzę... Gdy to robił bluza zaczepiła o podkoszulek podwijając go do góry. Matko święta daj mi siłę. Gdyby tu Yui była zaraz by jej hektolitry krwi leciały z nosa niczym w jakimś anime.
"Uspokój się!" sprzedałam sobie mentalnego liścia w twarz. O czym ty myślisz? Kurde Justin się rozbiera przed tobą nie wiedzieć...
Oberwałam bluzą w twarz.
...czemu. Złapałam bluzę w ręce i spojrzałam na Justina pytająco.
-Spójrz na siebie potem zadawaj pytania...Phfff Miss mokrego podkoszulka.
Spojrzałam w dół i zobaczyłam coś strasznego. Deszcz tak mnie zmoczył, że oczywiście mój czarny stanik prześwitywał na wylot. Przyłożyłam szybko bluzę do klatki piersiowej robiąc się cała czerwona ze wstydu. Justin siedział już w autobusie, a ja szybko ubrałam jego bluzę. Nie wierzę jest za duża...baaardzo za duża. No jak Justin jest wyższy od ciebie o chyba 30cm to czego ty się spodziewałaś?!
Spojrzał na mnie przez szybę i zaczął się śmiać i kręcić głową. Podejrzewam dlaczego. Wyglądam w tym jak w worku który robi za sukienkę, albo jakbym miała na sobie tylko tę bluzę.
Założyłam kaptur włączyłam muzykę na douszne słuchawki i analizowałam to co się stało. Tamten chłopak zrobił mi po prostu zdjęcie, Justin wziął mnie w obronę co było bardzo miłe z jego strony. Dał mi jeszcze swoją bluzę, a sam w podkoszulku leci do domu. Dobrze, że ma chociaż parasol.
W końcu przyjechał mój autobus i pojechałam do domu. Z przystanku mam kawałek więc idę i nagle mnie oświeciło. "Cholera jak wyjaśnię fakt, że noszę MĘSKĄ BLUZĘ?! Zaraz się zacznie: "Lisa ma chłopaka!!" i te inne durne teksty. Zwłaszcza siostra "spałaś z nim?" Egh. Nienawidzę jej! Kogo? Mojej siostry. Starsza o 2 lata Viola. Ogółem nie ma co ją lubić. Zmienia facetów częściej niż skarpetki! Zdarzyło jej się nawet zmienić w jeden dzień 3 chłopaków. Nie ma szacunku do siebie i swojego ciała. Jednak mimo to mama ją uwielbia! Mówi jaka to mądra bo chce iść na medycynę, no i piękna bo rozchwytywana! A ja? Pff szkoda gadać, mała zbuntowana, niewdzięczna gówniara.
Podchodzę do głównych drzwi i szarpnęłam za klamkę. Zamknięty dom. A zatem nie ma ich! Odetchnęłam z ulgą i wyjęłam klucze spod doniczki w której mamy skrytkę. Weszłam do pokoju, włączyłam muzykę na cały regulator (a co mi tam) i poszłam pod prysznic. Tak bardzo bym chciała już mieszkać sama i móc tak na co dzień! Gdy skończyłam przebrałam się w moje ulubione długie jasno-szare w miętową kratkę spodnie od piżamy oraz sportowy top odkrywający brzuch. Idealnie wygodne. Muszę szybko wyprać bluzę Justina zanim wrócą i zaczną się docinki. Już złapałam bluzę gdy dostałam wiadomość od Justina.
-"Hey miss jakby co to bluza do zwrotu"
-"Nie nazywaj mnie miss! I wiem, już daję ją do prania"
-"Nie kłopocz się tym, chyba nie chcesz mieć jakiś niezręcznych pytań co do tego skąd masz tę bluzę?"
Żebyś wiedział -Pomyślałam. Trafił w samo sedno.
-"Na pewno nie chcesz?"
-"Daj spokój po prostu mi ją jutro przynieś i po problemie"
-"No ok. A i dziękuję"
-"Za co?"
-"Za to, że mi pomogłeś z tymi gośćmi i za bluzę"
Odczytał ale nie odpowiadał przez resztę dnia. Nah trudno jutro z nim pogadam.

Kolejny dzień... Dni otwarte.
Chodzę w tę i z powrotem powtarzając moją kwestię gdy nagle ktoś mnie złapał za ramię. Odwróciłam się myśląc, że to Justin ale mina od razu mi zrzedła gdy zobaczyłam tego typa.
-Czego chcesz Mike?
Nie szczędziłam pogardy w głosie. Skrzyżowałam ręce na piersi i posłałam mu poirytowane spojrzenie.
-Przyszedłem na dni otwarte.
-Idiota! Po cholerę tu 2 raz przychodzisz?!
Nagle przybiegła Marge mówiąc mi, że muszę zaraz wyjść. Szczęśliwa pobiegłam za nią jednak zostałam złapana za nadgarstek.
-Widzimy się potem.
Puścił mnie i poszedł w kierunku sali. "Jak ja go..."
-To twój chłopak?
Zapytała Marge.
-Co?! Nie!
Wkurzona biegłam z nią na wejście na scenę.
Po moim wygłoszeniu zeszłam i oparłam się o ścianę. Całą przemowę się gapił. Irytowało mnie to. Robił to w taki sposób, że czułam niepokój. Ta nuda wymalowana na jego twarzy. Z automatu spadła mi pewność siebie. Gdy schodziłam widziałam, że wstał ze swojego miejsca i kierował się do wyjścia.
"Cholera muszę wiać!" Pomyślałam i wbiegłam na pusty korytarz. Usłyszałam głos:
-Tak, tam poszła.
Ten wesolutki głos Marge. Nie uwierzyła w to, że nie jesteśmy razem? Słyszałam zbliżające się kroki więc wyszłam do korytarza prowadzącego do szatni (tej gdzie się zostawia kurtki itp.) Niestety zauważył mnie bo zawołał za mną. Szybko schować się, schować się. Biegłam na wprost i usłyszałam głos zza rogu. Jakim cudem on znalazł ten skrót? Zrobił sobie mapkę szkoły? Odruchowo odwróciłam głowę w tamtym kierunku gdy nagle czyjaś ręka mnie złapała w talii i druga zakryła mi usta uniemożliwiając krzyk który chciałam wydać ze strachu. Zostałam zaciągnięta za ścianę i po chwili przybita do niej plecami. Otworzyłam oczy i ujrzałam nikogo innego jak Justina.
-Hm?
Wydałam z siebie zdziwiony dźwięk. On syknął mi do ucha dając mi w ten sposób do zrozumienia żebym była cicho. Znowu usłyszałam głos Mikea który mnie nawoływał. Był tuż za ścianą. Wystarczy żeby zrobił 3 lub 4 kroki i już nas ma. Poszedł prosto i wstrzymałam oddech gdy zobaczyłam jego plecy. Zatrzymał się jednak po chwili wzruszył ramionami i poszedł dalej prosto kierując się do schodów na 2 piętro. Justin zdjął mi dłoń z ust i westchnął.
-Czy ty serio zawsze musisz się pakować w takie chore sytuacje?
Jego wzrok wskazywał na lekką złość. Ogółem był dość blisko i chyba nie zamierzał mnie puścić dopóki nie dostanie odpowiedzi na swoje pytania. Pochylony opierał się o ścianę na przedramieniu przypartym nad moją głową, a dłoń zakrywająca mi usta powędrowała do kieszeni.
-Jeżeli chodzi o chore sytuacje to jestem dla nich jak spory magnes.
-Chyba nie taki spory...-To pogarda? Czy zwyczajna obojętność? Jak on może tak modulować głos, że brzmi jednocześnie bez emocji jak i z emocjami?-Męczy mnie ciągłe ratowanie ciebie.
-To przestań. Jestem już dużą dziewczynką nie potrzebuję ochroniarza.
Skrzyżowałam ręce na piersi, zamknęłam oczy i zadarłam brodę chcąc wyglądać na pewną swoich słów.
-Tia. Tylko potem nie przychodź z płaczem bo jakiś leszcz cię napastuje.
Odszedł na parę kroków po czym znowu się do mnie odwrócił.
-Tak by the way... Weź popracuj nad tymi włosami. Wyglądasz jak nędzna próba skopiowania mnie.
Poczochrał mnie po głowie już totalnie rujnując to nad czym się męczyłam prawie pół godziny. Prychnęłam uśmiechając się i spojrzałam na niego marszcząc gniewnie brwi z nieschodzącym uśmiechem.
-Skoro jesteś taki mądry to pokaż mi jak je zrobić!
-Dobra! Piątek po szkole do mnie.
Wzruszył ramionami i zaczął odchodzić. Eh...On mówi teraz poważnie? Cholera muszę to ogarnąć. Bo co jeżeli nie, a ja głupia przyjdę?
No cóż. Mogę się już zbierać i tak już nic tu nie mam do roboty niżeli uciekać przed tamtym idiotą. Ale najpierw musiałam iść do szatki (tym razem tej w której się można przebrać na WF.)
"Świetnie" pomyślałam ale udało mi się przejść niezauważoną. Zebrałam swoje rzeczy i dyskretnie wychodziłam ze szkoły. Przy wejściu usłyszałam głos. Podskoczyłam gdy go usłyszałam.
-Co się tak skradasz?
-Ehh to tylko ty...
Westchnęłam z ulgą.
-Tylko? Wszystkie się rzucają mi na szyję, a ty z takim...
Nie dokończył bo rzuciłam mu w twarz bluzą którą mi wczoraj pożyczył. Tak się kończy gdy rozmówca nie patrzy mi w twarz.
-Ja nie jestem "wszystkie".
-Mama ci tak zawsze mówiła co?
-Pfff przynajmniej raz miała rację.
Z uśmiechem wywróciłam oczami i odeszłam.

Ostatni dzień dni otwartych.
Ten debil znowu przyszedł. No i znowu mnie dopadł.
-Co tak uciekasz? Jeszcze trochę i pomyślę, że mnie nie lubisz.
-Bo cię nie lubię.
Zaśmiał się. Czy on serio bierze to co mówię za żart?
-Znowu ty?
Głos za mną oczywiście należący do Justina przybył mi na ratunek.
-Znowu Bodyguard? Ile ty mu płacisz za ochronę?
-Nie płacę mu.
Wkurzyłam się. Nagle po prostu otoczył swoim ramieniem moje i rzucił wyzywające spojrzenie w kierunku Mikea.
-Chcesz czegoś konkretnego? Jak nie to spadaj, nie mam na ciebie czasu.
Mike rzucił nam złe spojrzenie. Justin po chwili ciszy prychnął, złapał mnie za rękę splatając nasze palce razem i pociągnął za sobą do szatni.
-Co ty właśnie odwaliłeś?
Zapytałam nieco zdezorientowana.
-To go powinno zniechęcić. Kilka razy już tak pomagałem dziewczynom z ich byłymi albo napalonymi amantami. Zawsze działa.
-Już mówiłam, że nie potrzebuję pomocy.
-Niestety widziałem twoje próby. Nie były zbyt skuteczne, tylko go bardziej napalałaś.
-Zaraz... Co?
-Ehhh... Ty to jesteś spowolniona.
Zbliżył się do mnie i stanął ok jednego większego kroku ode mnie. Naucz się szybciej analizować co się dzieje bo tak to daleko nie zajdziesz. Nie będę się 2 razy powtarzać.
Skierował się do drzwi.
-Justin!
-Idź.
-Co?
O co mu chodzi czemu mam iść? Wkurzyłam go czymś?
-Na scenę idź! Zaraz się spóźnisz.
-O kurde to co mi nic nie mówisz!
Złapał mnie za nadgarstek zatrzymując mnie w ten sposób w miejscu. Zestresowana przez możliwe spóźnienie spojrzałam błagalnie w jego twarz.
-Mówię tylko ty jesteś spowolniona. -Posłał mi lekki złośliwy uśmiech a przymrużonymi oczami-Leć roztrzepańcu.
Lekko odepchnął mój nadgarstek. Przez sekundę stałam w miejscu rzuciłam mu lekki uśmieszek, przymykając oczy i kręcąc głową. Wybiegłam na scenę. Rzeczywiście to działa. Mike owszem siedzi ale na samym końcu sali i patrzy wkurzony w ścianę po mojej prawej stronie. Ma twarz ustawioną do mnie profilem. Justin jest geniuszem!

Na przystanku mu o tym powiedziałam. Nie wyglądał na zbytnio zaskoczonego. no cóż już tak robił więc spodziewał się.
Zaczęliśmy też gadać na inne tematy, aż przeszliśmy na ten piątek.
-A tak by the way, masz zgodę na ten piątek?
-Hm?
-Nie pam...? A tym lepiej dla mnie.
Wygodnie się rozłożył na ławce, podkładając dłonie pod głowę.
-Ah no tak. Masz mi pokazać jak robić te włosy żeby twoja psychika nie zaczęła szwankować po takich obrazach.
Przeczesałam grzywkę podrzucając ją lekko do góry.
-Pfff dobra niech ci będzie, namówiłaś mnie.
Zaśmiał się.
W autobusie rozmyślałam jaką ściemę wymyślić by móc iść. Ale przynajmniej poznam sekretne techniki włosów! Mama Justina podobno jest fryzjerką i to nie byle jaką! Więc nikt lepiej mi nie doradzi!
...
Mam stresa...
Dodał/a: Little One w dniu 3-01-2019 - czytano 419 razy.
Słowa kluczowe: Dni otwarte podchody Little One

Komentarze (1)

Little Onednia 2019-01-06 19:14:51.

Ktoś tu miał nie pisać na telefonie bo są błędy -,-

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Little Game Xl"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)