Little Game X

Kiedy skończyłam to co miałam zeszłam ze sceny. Chłopaki "za kulisami" klaskali mi jednak ja nie byłam w stanie nijak na to zareagować. Nagle podszedł Justin.
-Co się stało? Jesteś blada jak ściana.
Jego wzrok zdawał się okazywać zmartwienie. Aż tak to widać?
-Pragnę zauważyć że na codzień jestem blada.
-To jest za dużo nawet jak na ciebie.
Machnęłam ręką i poszłam do szatni. Musiałam się uspokoić. Rozpięłam guzik od mojej białej bluzki by łatwiej złapać oddech. Nienawidzę przychodzić do szkoły w "galowych" strojach. Ale musiałam tak się ubrać. Nie miałam wtyboru. Spojrzałam w lustro i zauważyłam czarne ramiączko od stanika. Nieźle. Jak raz przydałby się biały ale nie! Bo trupioblada musi chodzić w czarnym! Co ja poradzę że się najlepiej czuje w ciemnych kolorach? Ciesz się idiotko że nic nie widać!
...
Nawet zaczynam gadać do siebie to nie jest normalne.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Pozwoliłam wejść. Zamarłam gdy zobaczyłam ten cholerny uśmiech.
-Co ty tu robisz?
Zapytałam nie szczędząc pogardy w glosie. Skrzyzowalam ręce na piersi rzucając niezadowolone spojrzenie.
-Jak to co? Przyszedłem na dni otwarte.
Z tym jego pieruńskim uśmiechem i przeszywającym wzrokiem poczułam dziwne ciepło. Odwróciłam wzrok aby się nie zarumienić. Zawsze miał coś co przyciągało tłumy. Irytowało mnie to że prawdopodobnie mnie też złapie.
-Przypominam ci...- Rzuciłam mu wredne spojrzenie po czym podeszłam do lustra- że jesteśmy rówieśnikami. Co nie przyjęli cię do żadnej szkoły i odsiedziałeś bezczynnie rok?
Zaśmiał się. Coś tu na poważnie jest nie tak. W lustrze ukradkiem obserwowałam każdy jego ruch. Chciałam być gotowa na wszystko, a po nim można się wszystkiego spodziewać. Powoli wszedl do szatni cicho zamykając drzwi. Co to za skradanki? Chcę stąd wyjść. Podchodził powoli mówiąc coś do mnie.
-Hmmm... Zmieniłaś się. Zawsze było w tobie coś dziwnego ale to ukrywałaś. Te włosy... Jesteś...?
Wiedziałam o co chce zapytać. Wszyscy o to pytali więc to było zbyt przewidywalne.
- Nie jestem emo!
-Szkoda...
Wzruszył ramionami. Stanął za mną. Bardzo blisko mnie. Czułam jego oddech na moim ramieniu, a w lustrze widziałam jak pochyla się nad moim ramieniem.
-A co się stało z twoim warkoczykiem który zawsze tak przeczesywałaś?
Żłapał kosmyk moich włosów i zaczął go odkręcać wokół palca. Wkurzyło mnie to. Naruszył moja przestrzeń osobistą! Odtrąciłam jego dłoń i odwróciłam się do niego przodem. Niestety nie przewidziałam tego że zlew nie da mi zbyt daleko odejść. Na szczęście zdziwiony moją nagłą obroną cofnął się o 2 kroki. Po chwili jednak stanął twardo na ziemi i się zaśmiał.
-Wiele się w tobie zmieniło. Nie tylko te pryszcze zeszły ci z twarzy.
Wkurzyło mnie to. Jakim prawem mówi do mnie w ten sposób? Chciałam odejść jednak zagrodził mi drogę ręką.
- Puść mnie.
Powiedziałam spokojnie.
- A co jeżeli nie?
- PUŚĆ MNIE!
Tym razem krzyknęłam. Nagle drzwi się otworzyły i wszedł Justin. Poczułam ulgę i czekałam aż mi pomoże.
-Upsss przepraszam.
Podniósł ręce w geście przeprosin i zebrał się do wyjścia.
-JUSTIN!
Krzyknęłam za nim ale go już nie było. Jakoś przenikam się w stronę drzwi ale dogonił mnie I przyparł do ściany.
-Gdzie się wybierasz? Jeszcze nie skończyłem.
-Ale ją skończyłam! Zostaw mnie!
-Nie mam zamiaru.
Patrzył na mnie z wzrokiem jakby miał zaraz mi coś zrobić. Bałam się, walczyłam ale był silniejszy. Nagle usłyszałam głos.
-Powiedziala żebyś ją zostawił. Goshh ty serio jesteś taki głupi?
Mówił jakby od tak. Opierał się swobodnie o framugę drzwi z założonymi rękami. Minę miał obojętną ale jakby z lekkim wyrzutem.
-A ty co? Bodyguard?
Patrzyli na siebie z tą samą obojętnością połączoną z nienawiścią. Nie wiedziałam co robić. Patrzyłam na nich czekając na dalszy ciąg wydarzeń. Nagle Justin spojrzał na mnie z jeszcze większą obojętnością.
-Na co się tak gapisz?
Złapał mnie za rękę po czym uwolnił z rąk tego idioty. Pociągnął mnie za sobą po czym trafiliśmy na schody, a po nich na dach. W tym momencie mnie puścił. A wręcz jakby pociągnął jeszcze przed siebie i gdy puścił moją dłoń zrobiłam jeszcze parę kroków w przód. Po co on mnie tu zaciągnął?
-Kto to był?
Eh. Mogłam się domyślić że zażąda wyjaśnień.
-Ehhh taki tam kolega z podstawówki...gimnazjum z resztą też.
-Co chciał?
-A skąd ja mam wiedzieć? Czemu ty się tym tak wogóle interesujesz?
Odwrócił wzrok. Teraz jego włosy zasłaniały mu twarz. Zastanawiałam się o co mu chodzi, o czym myśli. Po chwili wzruszył ramionami po czym położył się wygodnie na ławce układając dłonie pod głową.
-Po prostu nie lubię takich nachalnych typów. Debile myślą że są niewiadomo kim i bez skrupułów przekraczają granicę strefy osobistej.
Spojrzałam na niego. Mówił mając zamknięte oczy. Wyglądał tak swobodnie gdy o tym mówił.
-A czy ty czasem tak nie robisz?
Ha! Mam go, nie może zaprzeczyć. Kilka razy naruszył moja strefę osobistą bez mojej zgody ani ostrzeżenia.
-Jestem hipokrytą.
No serio? On to zawsze wie co powiedzieć.
Wstał i spojrzał na mnie z nieschodzącą z jego twarzy obojętnością.
-To powiesz mi coś czy mam sam się dowiedzieć?
Westchnęłam po czym usiadłam obok niego. Zaczęłam mu opowiadać że od przedszkola mnie wnerwiał. Zawsze był tym najprzystojniejszym w klasie a potem w szkole. Każda była jego ale ja go nienawidziłam. Zawsze szukał sposobu by mnie wkurzyć. Często przedrzeźniał mnie jak przeczesywałam palcami koniec warkoczyka który zawsze nosiłam. Czesałam go ze stresu, a stresu w tamtym okresie miałam sporo. Ja byłam nikim on był kimś. Za to też go nienawidziłam. Gdy płakałam śmiał się że mnie. Z każdym dniem nienawi... Przesadzam z nienawiścią? To dobrze. Bo go NIENAWIDZĘ!
Wysłuchał mnie co mnie zdziwiło. Ale nie zareagował nic. Tylko trzymał nieustannie poker facea. No... Zachowanie mają podobne. Może złapał aluzje?
-Hn. Idiotka.
Zaśmiał się. O co mu chodzi? Spojrzałam na niego pytająco.
- Powiedziałbym ci coś ale nie chcę żebyś sobie dopowiadała niestworzone historię.
Wstał i zaczął iść w stronę wyjścia.
-Ale... Powiedz mi!
-Hmmm... Widząc tę minę... Zachęcajsz mnie tylko bym powiedział "umieraj w niepewności".
Uśmiechnął się. Ja patrzyłam na niego gotując się że złości.
-Haha złość piękności szkodzi. No może nie tak bardzo jak twoje pseudo emo włosy.
Potargał mi włosy po czym stanął przy drzwiach.
-Kiedyś ci może powiem. MOŻE.
Rzucił w moją stronę po czym wyszedł. Siedziałam jeszcze chwilę na dachu napawając się piękną pogodą. Dni otwarte i promocja szkoły nadal trwała. Skończyło się ok. Godzinę później. Oprowadzanie i te inne pierdoły. Mój czas nadszedł. Otworzyłam drzwi i wyszłam ze szkoły a tam... Gigantyczna ulewa! Nie mam parasolki, bluzy, kurtki, nic! Było rano tak ciepło że ciężko mi było wytrzymać.
-Nie ładnie...
Powiedziałam załamana.
Dodał/a: Little One w dniu 19-12-2018 - czytano 140 razy.
Słowa kluczowe: Boy dni school Little One

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Little Game X"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)