Little Game Vlll

-Nie wierzę!
Mówiłam dość głośno by podkreślić moje niezadowolenie.
-Zostałam przydzielona do przemowy zachęcającej uczniów do przystąpienia do szkoły! Cholera dlaczego ja?!
-Nie wiem czemu tak przeżywasz.
Ana chyba nigdy się nie stresuje.
-Łatwo ci mówić bo nic nie dostałaś.
Yui stanęła w mojej obronie.
-Muszę zrezygnować.
-CO?!
Razem krzyknęły mi w twarz. Yui prawie się zakrztusiła swoim piciem.
-Nie dam rady. Wiem, że zawsze staram się angażować ale...
-Stop!
Spojrzałam na Anę pytająco.
-Sama chciałaś. Szukasz jeszcze kogoś na miejsce przewodniczącego? Pójdę tam ale ty wygłosisz przemowę!
-Czemu ci tak na tym zależy?
-Musisz nabrać pewności siebie.
Yui zaczęła dziwnie piszczeć.
-Watashi no kami!
Ana przyłożyła dłoń do policzka skierowując słowa w moją stronę.
-Po czym rozpoznać szczyt u Yui? Zaczyna krzyczeć po japońsku.
Zaśmiałyśmy się.
-Lecimy cię przygotować! Musisz wszystkich zwalić z nóg!
-Ta powali ich swoimi brakami w figurze.
Jak miło, że Justin też postanowił podejść... Tak to ironia.
-Justiiiiiiiin!
Yui rzuciła się mu na szyję. Jest przeurocza jak tak się przytula do takiego "dryblasa". Wzrostem jesteśmy podobne, z kolei Ana jest wysoka (ok 175cm wzrostu).
-Ładnie mnie urządziłaś.
Skierował te słowa do mnie po czym puścił Yui.
-Sam się prosiłeś.

Retrospekcja:
-Ty Lisa wygłosisz przemowę bla bla...
Patrzyłam z poker faceem po czym usłyszałam śmiech Justina.
-Hahaha...Cholera muszę to zobaczyć.
-Pfff rzeczywiście bardzo śmieszne...
-Zwłaszcza twoje niewypały na próbach.
-Nie odpuścisz?
Przybrałam głos jakbym mu co najmniej groziła.
-Haha tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.
Popatrzyłam na panią knując podstępny plan.
-Nie mam zamiaru.
Wstałam z podniesioną ręką.
-Przepraszam?!
Kątem oka zobaczyłam lekko zdziwiony, czujny wzrok Justina. Spowodowało to u mnie poczucie satysfakcji.
-Bo kolega też chciał się zaangażować w promocję szkoły.
Posyłając słodki, niewinny uśmiech wskazałam na Justina. Pani nawet nie dała mu dojść do słowa. Tak bardzo się ucieszyła na wieść, że Justin w końcu się do czegoś zgłosił (oczywiście sam). Po sali rozeszły się szmery i szepty. Usiadłam z szerokim uśmiechem i spojrzałam na chłopaka czekając na jego reakcję.
-Co ty właśnie zrobiłaś?
-Załatwiłam ci wejściówki za kulisy. Czy to nie tego czasem chciałeś?
Patrzyłam na niego jakbym go już pokonała w naszej małej wojnie na dogryzanie którą zawsze wygrywał. Wystawiłam lekko język mrużąc przy tym wesoło oczy.
-Żebyś tego tylko nie żałowała.
Poczochrał mnie po głowie.
Koniec retrospekcji.

Taa tylko teraz miałam się wymigać, żeby został sam. Ale Ana to nieświadomy manipulant.
-Szczerze... promowanie drużyny sportowej nie jest takie złe. Coś słaby ten twój misterny plan.
-Byłby jeszcze misterniejszy gdyby nie Ana.
Cicho burknęłam.
-Coś mówiłaś...?
-Chodź Ana idziemy cię zapisać!
Złapałam ją za rękę i ciągnęłam za sobą dalej bredząc głupoty byleby tylko nikt nie dopytywał się o to co mówiłam. Yui jak wierny towarzysz pokicała za nami żegnając Justina i słodko mu machając.
Pani dyrektor była zadowolona, że znalazłam 2 osoby. Wybory będą wielkim wydarzeniem bo jest aż 7 osób chętnych. Po co ja szukałam tych osób? Bo Pani dyrektor preferuje bardziej ogarnięte w sprawach papierkowych i pseudopolitycznych. Po prostu odpowiedzialność, Dobre zarządzanie czasem i budżetem. Reszta poza Harrym i Aną są...Tacy sobie.

Przygotowywania do wyborów. Kampanie wyborcze idą pełną parą.
-Pfff wygraną mam w kieszeni.
Ana przeczesała włosy z uśmiechem.
-No nie wiem... Patrzcie.
Yui miała dziwny jakby przestraszony głos. Pokazała plakat wyborczy Harrego na portalu społecznościowym. Rzeczywiście był dobry... Za dobry. Ana patrzyła spokojnie ale mimo to powieka jej zadrżała.
-Jeszcze nigdy nie przegrałam... Od podstawówki byłam przewodniczącą, nawet Marge mnie nie pokonała...
Yui szeptem mówiła to samo równo z Aną. Podejrzewam, że co roku to mówiła. Prawdopodobnie chciała mieć przerwę ale teraz została w to wciągnięta więc jej mroczna strona się pokaże.

Mijają dni poparcie Any proporcjonalnie do rosnącego poparcie Harrego spada. Popada w furię czego nie daje po sobie poznać. Ale widać to po jej ocenach. Pisaliśmy 3 sprawdziany. Z 2 dostała... Uwaga uwaga: 4! To na jej standardy porażka człowieczeństwa. (Jej człowieczeństwa)
Przy czystych piątkach Harrego Jeszcze gorzej.
-Trzymasz się?
Złapałam Anę za ramię w geście wsparcie siedząc w ławce za nią. Pokiwała lekko głową jednak widziałam strach w oczach.
-Ana!
Pani Wezwała ją po kartkówkę. Spojrzała na nią ze smutkiem po czym wezwała następną osobę. Klapnęła na krzesło podając sprawdzian mi i Yui bez cienia życia.
-3?! Nie no koniec świata...
-Yui! nie dobijaj jej.
Cicho ją skarciłam. Nagle usłyszałyśmy wezwanie konkurencji. Harry. Dostał 5. Ana położyła głowę w "gniazdo" z rąk w geście poddania się.

Następnego dnia...Wybory. I 2 dni potem wyniki.
-No dalej dalej!
Zagrzewałyśmy ją by weszła do pokoju nauczycielskiego by poznać wynik. Wyszła z bladą twarzą.
-Zastępca...
I tak jej gratulowałyśmy by ją chociażby trochę podeprzeć na duchu.
-Zastępca...Harrego.
Nagle podszedł Justin ledwo się przywitał a Ana rzuciła się mu w ramiona. On spojrzał na nas zdziwiony, wzrokiem prosząc o wyjaśnienia. Poruszałam ustami tak żeby wyczytał z nich: "została zastępcą". Przybrał minę jakby mu ktoś porządnie przywalił. Pewnie wiedział co czuła.
-Nie martw się... Tylko będziesz musiała znosić jego władzę przez najbliższy rok...albo 3.
-Justin!
Tupnęłam nogą o ziemię.
-No co?
Zaśmiał się.
-Nie szkodzi. *westchnięcie* dziś jest zebranie... Zostanę jakiś czas. Wy wracajcie już do domów lekcje się skończyły.
Z uśmiechem odeszła. Yui postanowiła czekać na Anę więc została, a ja przy okazji chciałam zrobić zakupy. Dostałam od mamy jakieś pieniądze na ciuchy. Gdy wyszłam ze sklepu zobaczyłam, że niebo powoli staje się pomarańczowo-różowe. Nagle w moim plecaku zawibrował telefon. Hm... No ja mam głos włączony poza tym mój telefon jest w kieszeni spodni! Wygrzebałam z torby telefon Any. Kurde musiała pomylić plecaki bo mamy podobne! Pobiegłam do szkoły licząc, że jeszcze spotkanie się nie zakończyło.
Pewnie zapytasz:Dlaczego nie oddasz jej go jutro? Nie wiem szczerze mówiąc.
Szkoła była otwarta na moje szczęście. Chodziłam po korytarzach wsłuchując się czy z którejś sali nie dobiegają głosy. Yui nie było. Może siedzi w łazience lub Ana kazała jej wracać samej?
W końcu usłyszałam donośny głos Any po czym zamilkła. Zapukałam cichutko żeby nie wytrącić jej słownej weny po czym otworzyłam powoli drzwi aby ocenić stan sytuacji: Mogę przeszkodzić czy nie? Rozejrzałam się przez lekko uchylone drzwi lecz nie było nikogo poza Aną i Harrym którzy... O boże!
Całowali się!
Dodał/a: Little One w dniu 26-11-2018 - czytano 83 razy.
Słowa kluczowe: Nienawidzę tagów Other love

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Little Game Vlll"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)