Little Game Vll

Justin stał ze skrzyżowanymi rękami na piersi i tym swoim klasycznym złośliwym uśmiechem. Oboje z Harrym popatrzyliśmy na niego.
"Jakie molestowanie?" Pomyślałam po czym zorientowałam się, że stoję na palcach wyciągając się w stronę Harrego i trzymam...Poprawka: Ciągnę go w swoją stronę za koszulę aż się nawet rozpięły dwa guziki. Ehh więc dlatego tak się dziwnie zarumienił. Gwałtownie go puściłam złapałam się prawą ręką za lewy łokieć i zrobiłam się cała czerwona z zawstydzenia. Pochyliłam głowę aby to jakoś ukryć ale chyba niewiele to dało. Moja grzywka niewystarczająco zakrywała tylko pół twarzy. Gdybym tylko miała to chrzanione Emo!
Justin się zaśmiał widząc moją reakcję co mnie odrobinę wkurzyło.
-Ehhh...Więc. Więc o co chciałaś zapytać?
Nadal był zawstydzony. Słyszałam to w jego głosie jednak starał się tego nie okazywać. Pewnie Justin go też zdenerwował.
-W-Więc
wzięłam głęboki oddech aby się uspokoić. Trochę niezręcznie się czułam ale musiałam się ogarnąć. Znając życie na tym nie koniec, jeszcze wiele takich głupich sytuacji odwalę.
-Zwolniło się miejsce na przewodniczącego szkoły i pytam czy...
-O nie nie. Wybacz ale chyba nie dam rady.
-Co? Proszę cię kto inny jak nie ty? Dyrektorka chce dać mnie! Przecież ja nie dam sobie rady!
Nie wiedzieć czemu zaczęłam panikować. Trzęsły mi się ręce ze strachu, łapałam się za głowę, jąkał mi się głos. Chyba zauważył moje załamanie bo popatrzył zdziwiony, (albo raczej wystraszony moim stanem psychicznym) po czym przybrał zatroskaną twarz.
-To aż tak...?
Pokiwałam lekko głową patrząc mu w jego błyszczące oczy. Ujrzałam w nich zrozumienie (to tak się da?)
-W porządku.
Dodał z uśmiechem. Poczułam się... no właśnie nie szczęśliwa tylko tak dziwnie. Trochę jakby przez to, że wywarłam na nim presję, a że on jest dobry i pomocny zgodził się by ratować mi tyłek!
-Ale...Jesteś pewny?
Zrobiłam minę zbitego psa. Martwiłam się, że robi to nie z własnej woli. Nienawidzę dyktować ludźmi ani ich zmuszać do niczego, od tego są moi rodzice.
-Pewnie! W zasadzie to będę tylko czasem zostawać po lekcjach, brać udział w przygotowaniach i takie tam.
-Ale dopiero co nie byłeś taki chę...
Nie dokończyłam. Harry przerwał mi uśmiechając się. Ten uśmiech wyglądał bardzo szczerze.
-Po prostu przez najbliższy tydzień mam przygotowania do olimpiady i kilka konkursów. Bałem się że nie będę miał czasu na wszystko ale jakoś to pogodzę.
Przejechał dłonią po mojej głowie tak jakby w geście głaskania po czym położył swoją dłoń na moim ramieniu. Popatrzyłam na niego z wdzięcznością po czym rzuciłam się mu na szuję i przytuliłam się do niego.
-Dzięki. Dzięki Dzięki. Dzięki!
Dziękowałam mu w zawrotnym tempie. On na początku lekko zdziwiony ale też mnie przytulił z lekkim śmiechem.
-Haha nie ma za co i tak pewnie za rok bym kandydował.
Nagle usłyszałam nieco podirytowany głos Justina.
-Musicie się tak obściskiwać na środku korytarza?
-Pfff.
Tylko prychnęłam. Rozbawiło mnie to. Nagle Harry szepnął mi na ucho, że nie przepadają za sobą. No cóż kto by się spodziewał, że tak odmienne charaktery nie będą za sobą przepadać.
-Dobra lecę muszę jeszcze zanieść papiery do Pana Watsona. Widzimy się na lekcji.
Odsunęliśmy się od siebie po czym odszedł machając do mnie ze słodkim uśmiechem. Jeszcze przez jakiś czas odprowadzałam go wzrokiem z nieschodzącym mi uśmiechem z twarzy.
-Musisz się tak szczerzyć? Wyglądasz co najmniej jakbyś była zakochana.
-A co jesteś zazdrosny?
Powiedziałam z zadziornym uśmiechem prosto w jego twarz. Był lekko pochylony nad moim lewym ramieniem. Nawet nie zauważyłam kiedy podszedł. Czyżbym rzeczywiście była tak zafascynowana Harrym?
-Pff jeszcze czego?
-Zazdrosny...
-Hm...Nie ma o co. Poza tym gdybym chciał już dawno bym cię zbajerował.
Mówił z taką neutralnością. Znowu. Czyżby mówił prawdę? Czy się tylko bawi? No z tego co wiem to rzeczywiście każda na niego leci.
-Taaaa uważaj bo ci uwi...
Momentalnie zostałam przyparta do ściany. Dlaczego cholera nikogo nie ma gdy jest taki?! Trzymał mój prawy nadgarstek przyciskając go do ściany, drugą lekko zgiętą w łokciu opierał się o nią tuż obok mojej twarzy. Patrzył na mnie swoimi hipnotyzującymi, czarnymi niczym noc oczami oraz swoim klasycznym złośliwym uśmiechem (to chyba jego znak rozpoznawczy). Ja z kolei patrzyłam zaskoczona nagłym "atakiem" na moją osobę. Taka ja to jak szczeniak chihua hua przy rosłym dobermanie.
Może przesadzam ale to dla podkreślenia tego jak się przy nim czuję :3.
Zbliżył gwałtownie twarz przymykając odrobinę powieki. Co prawda zbliżył może o 1-2 centymetry ale i tak poczułam jak serce podskoczyło mi do gardła. Położyłam dłoń na jego torsie i zaczęłam go odpychać. On jakby niewzruszony moją obroną złapał mnie gwałtownie za drugi nadgarstek i równie gwałtownie przybił go do ściany.
-Dalej będziesz zgrywać niewzruszoną?
Powiedział to niewiarygodnie uwodzicielskim półgłosem unosząc przy tym jedną brew, uśmiech nie schodził mu z twarzy. Poczułam narastający gorąc, rumieniąc się przy tym obficie. Czułam się zawstydzona chcąc to ukryć odwróciłam wzrok. Ograniczał moje ruchy, podkreślając w ten sposób swoją siłę i władzę. Lekko się ugięły podemną kolana i zaczęły opierać się o siebie nawzajem. Czułam jego ciepłe powietrze wydychane przez lekko rozchylone usta na skroni gdy zbliżał się do mojego ucha. Wstrzymałam oddech gdy poczułam ciepło bijące od jego skóry na moim policzku.
-I to jest ten moment- Szepnął pół głosem-...w którym zostawiam cię z niedosytem.
Nagle gwałtownie się odsunął, albo powinnam rzec że odepchnął od ściany. Schował swoje ręce do kieszeni bluzy oswobadzając mnie i moje nadgarstki do tej pory przykute do ściany. Znowu złapałam oddech i patrzyłam tępo w podłogę z lekko otwartymi ustami łapiąc powoli powietrze do płuc.
CO TO BYŁO?!- Krzyczałam do siebie w myślach.
Ale najgorsze jest to uczucie. Wiedział co robi? Czy rzeczywiście czuję niedosyt? A może to tylko szok spowodowany tym wszystkim. EH! Już niczego nie jestem pewna. Powoli się uspokajałam.
-Ok, ok Uspokój się Lisa...
Mówiłam do siebie drżącym głosem.
-Eh jak zawsze nikt nic nie widzi co on odwala! Która w ogóle...CHOLERA JASNA!
Gdy spojrzałam na zegarek zorientowałam się że już po dzwonku. Wstałam i migiem pobiegłam na lekcję. Zdyszana wpadłam do sali przepraszając za spóźnienie.
-A cóż się takiego stało?
Pani profesor widocznie załamana moim stanem pytała nie ukrywając zmartwienia.
-No właśnie Lisa? Czemu się spóźniłaś na taaaką ważną lekcję?
Dobiegł do mnie cichy złośliwy głos Justina który siedział w ławce pod drzwiami którymi weszłam. Znajdowaliśmy się na drugim końcu klasy od biurka nauczycielki. Starałam się nie zarumienić i zignorować uwagę Justina.
-Coś mnie...zatrzymało.
Usiadłam w swojej ławce... To jest z Justinem. ( Wspominałam że się zaprzyjaźniamy nie? Wobec czego czasem siedzimy razem)
-Co cię zatrzymało?
Nadal mówił głosem dającym po sobie znać, że wie o co chodzi. Dziwnie żeby nie wiedział. Widziałam, że ta sytuacja sprawiała mu przyjemność. Patrzył też wzrokiem jakby rzucanym od tak w moją stronę. podpierał głowę na ręce opartej na ławce.
-Pfff zamknij się.
Czułam się lekko zła. Szturchnęłam go łokciem jednak nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
On odpowiedział tym samym. Wyprostował się i szturchnął nieco mocniej niż ja jego ale tak żeby nie zabolało.
-Proszę o ciszę! Wobec tego, że Lisa się spóźniła powiem jeszcze raz. W przyszłym roku jest ważne święto dla naszej szkoły wobec czego zorganizujemy uroczystość! Mówię o tym już teraz ponieważ nie mamy pełnego składu Samorządu szkolnego. Wybory odbędą się za 2 tygodnie. Gdy samorząd już będzie zaczniemy planować organizację. Oczywiście pomysły wszystkich uczniów są mile widziane i będziecie również zaangażowani w projekt.
-A co z dniami otwartymi?
Ana zawsze się angażuje. I niby jakim prawem ona się nie zgłosiła do samorządu szkolnego?
-Miałam mówić. Organizujemy dni otwarte dla szkół. Mam nadzieję, że jak najwięcej osób się zabierze w promocję naszej szkoły.
Zaczęła mówić jakie są plany. Liczyłam, że nie będę musiała w to wchodzić. Byłam zmęczona ciągłymi aktywnościomi, staram się walczyć o dobre oceny wpisując się w różne projekty dodatkowe wypracowania i tak dalej... Jednak wyboru dokonano za mnie...
-Lisa ty się zajmiesz...
Dodał/a: Little One w dniu 19-11-2018 - czytano 81 razy.
Słowa kluczowe: chłopak złośliwiec ratunek Little One

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Little Game Vll"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)