Little Game V

Mijały dni. Żyłam całkiem... Ciekawie... W szkole po prostu bajka, w domu często rzeź i parę dni spokoju. Grywałam często z Radlerem, dobrze się dogadywaliśmy, a jeżeli chodzi o Justina (bo pewnie on cię najbardziej interesuje) raz mnie olewa raz gada, często dokucza ale czasem nawet jest to zabawne. Zaprzyjaźniamy się to pewne.

Szłam przez korytarz. Yui i Any dzisiaj nie było. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić więc włóczyłam się po szkole. Trafiłam na drzwi w nieuczęszczanej części szkoły na ktore nigdy nie zwróciłam uwagi. Postanowiłam sprawdzić co za nimi jest. Gdy tylko sięgałam ręką do klamki ktoś złapał mój nadgarstek. To był...
-Oh... Hej... Hehe co ty tu?
Chłopak, klasa 1a, wzrost ok 180., ciemnobrązowe włosy i oczy, wygląda jak cute-boy z twarzy, słodki uśmiech.

Nerwowo się zaśmiałam kładąc dłoń na karku, siląc się na niewinny uśmiech.
-Gdzie się wybierasz?-powiedział to rzucając mi swój uroczy uśmiech.
-Haha... -serio? Nadal mam ten nerwowy śmiech?- Na wycieczkę.
-O nie nie nie. Sama nigdzie nie idziesz.
Otworzył drzwi rozglądając się na boki i wciągnął mnie do środka. Wychodziliśmy po schodach.
-Dlaczego tak się skradamy?
-Na ogół uczniowie nie mają tu wstępu, tak samo jak do piwnicy. Ja jednak nie za bardzo lubię ograniczenia.
-Hah rozumiem, ja też.
-Spodziewałem się. Nikt nie chodzi w ciemnym pustym korytarzu od tak.
Zatrzymaliśmy się. Położył sobie palec wskazujący na ustach i nasłuchiwał czy jest ktoś za dużymi podwójnymi drzwiami. Po chwili je otworzył i promienie słoneczne oślepiły mnie.
-Witaj w narnii.
-O matko... Jesteśmy... NA DACHU!
Od razu to poczułam! ( tak. Motylki w brzuchu. Nie. Nie do niego tylko do tej miejscówki). Oj będę tu czesto wpadać.
-Nie wiem jak ci dziękować...eee?
-Oh. My się jeszcze nie znamy. Alex.
Podał mi dłoń oraz słodki uśmiech. Odpowiedziałam tym samym i złapałam jego dłoń.
-Lisa.
W tym momencie przyszedł do niego sms. Odebrał i westchnął ciężko.
-Ehhh. Chętnie bym pogadał ale mamy okienko na informatyce więc mamy grać w coś. Klucz już dostali i się niecierpliwią.
-A dobrzy chociaż są?
-Nie żartuj. Adam się dopiero uczy i przez niego ciągle przegrywam. Przydałby się ktoś kto za niego nadrobi straty.
Ta rozmowa zaczyna mi coś przypominać.
-Dobra lecę bo się obrażą. Pewnie tym razem znowu go przydzielą do mnie.
-Co zrobisz. Teamu się nie wybiera.
-W tym wypadku akurat nie.- zaśmiał się po czym miał wyjść.
-Czekaj!
Zatrzymał się i spojrzał w moją stronę. Dokończyłam troche niepewnie.
-Radler?
-Czekaj...KilLiss?-Uśmiechnął się szeroko po czym... Przytulił mnie. Odwzajemniłam to.
-Widać my się jednak bardzo dobrze znamy.
Powiedział to pogłosem.. Potem mnie puścił i wychodząc
-Mam nadzieję że tym razem wpadniesz!
-Kto inny uratuje honor?

Nie wierzę! Właśnie poznałam Radlera! Czy nie może być lepiej? Powiedziałam jeszcze chwilę na dachu po czym zeszłam na lekcję.

-Gdzie się włuczysz?
-Ah!- aż podskoczyłam. -Justin nie strasz mnie!
Patrzył tylko po czym się zaśmiał.
-Byłaś na dachu?
-A co? Książkę piszesz?
-Co jeżeli tak?
-To pomiń ten rozdział i pisz dalej.
Odpowiadałam z uśmiechem widząc jego złośliwy uśmiech. (Ja to zawsze przesadzam ze słowami [tudzież opisami ])
-Jaka pewna siebie się zrobiła.
-Już zaskoczony? A to dopiero początek.
-To możesz być jeszcze dziwniejsza?-Mówiąc to szturchnął mnie w bok co sprawiło u mnie niekontrolowany pisk oraz nienaturalne ruchy ciała.
-Haha a jednak.
Zaczął się śmiać.
-ej to nie jest śmieszne!
Nagle podeszła do nas pani profesor.
-Co to za spacerki? Już po dzwonku. Migiem do klasy!

W klasie siedziałam na moim miejscu. Grzebałam w plecaku w poszukiwaniu książki.
-Nie nie nie nie nie nie nie.-Powtarzałam w kółko to jedno słowo w zawrotnym tępie po czym padłam na krzesło kompletnie załamana.
-Nowa. Jakiś problem?- usłyszałam głos za mną.
-Nie uważasz że "nowa" jest trochę nie na miejscu zwarzywszy że jest kurde kwiecień!? Od października trochę czasu jednak minęło.
-Hmm. Mniejsza. - wzruszył ramionami- Coś się stało?
Mówił to bez odrobiny troski w głosie. Brzmiało to jakby wiedział jaki mam problem chcąc mnie dodatkowo dobić i upokorzyć. Na domiar złego pomachał podręcznikiem.
-Ehhh... Nie odpuścisz?
-Pani ma jakiś problem? -Cholera dlaczego to zawsze muszę być ja?- Errr... Więc... Zapomniałam podręcznika.
Nauczyciel westchnął ciężko.
-Przecież mówiłem 10 razy że dzisiaj będzie niezbedny...-ewidentnie się wkurzył. Już miał mi zapewne zrobić kazanie gdy nagle podszedł Harry. Jest klasowym prymusem tak jak Ana (Yui ich shipuje) jest fajny, miły, oczytany, pracowity (raczej nie muszę wspominać że przystojny). Od poczatku go podziwiałam.
-Spokojnie ja się podzielę z Lisą podręcznikiem.
Dosiadł się do mnie.
-Wszystko ok? Wiesz jaki jest Pan Watson.
-Tak... Dziękuję że mi pomogłeś.
Uśmiechnął się i skupiliśmy się na lekcji.
Na przerwie nawet gadaliśmy ze sobą. Było wesoło dopóki ktoś nie przerwał. A wręcz wciął się w słowo.
-Tak super historia. Chodź idziesz ze mną.
-Cześć też mi miło ciebie widzieć Justin -Powiedział nie ukrywając swojej irytacji harry.
Justin go olał i złapał mnie za nadgarstek.
Dodał/a: Little One w dniu 4-11-2018 - czytano 80 razy.
Słowa kluczowe: Nowi boye Little One

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Little Game V"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)