Little Game lX

Nie wierzę własnym oczom! Ana... z Harrym?
Oni się całują! I to nie byle jak. Harry napiera na Anę która nie mogąc się cofnąć opierała się o ławkę przytrzymując zaciśniętą dłonią brzeg, była przy tym nieźle wygięta w tył. Harry natomiast trzymał ją w talii. Ich pocałunek był naprawdę namiętny, tak jakby czekali na niego całe życie. Zauważyłam nawet, że jej się chyba podobało bo położyła swoją dłoń na karku chłopaka i wręcz przyciągając w swoją stronę. O mój BOŻE co ja robię? Ja ich podglądam! Gapiłam się na nich dobre kilka minut. Zamknęłam ostrożnie drzwi z walącym sercem i drżącymi dłoniami. Oddechu również nie byłam w stanie opanować. Walić to! Oddam jej jutro telefon. I w tym momencie zaczął dzwonić co sprawiło, że wręcz podskoczyłam. Na szczęście to tylko wibracje.
-Co to?
Nagle zza drzwi wyszła Ana. Myślałam, że się zapadnę pod ziemię.
-Lisa?
-O...Ana tu jesteś!
Udałam zaskoczenie. Co jak co ale aktor jestem pierwsza klasa.
-Twój telefon jakimś cudem znalazł się w moim plecaku.
-No nie mów, że znowu je pomyliłam! Dziękuję.
-Nie ma za co!... Skończyliście już? Nikogo w szkole nie ma.
-Ehh. Tak, tak, już idę czekaj.
Wbiegła do sali po czym wyszła z plecakiem. Następnie razem wyszłyśmy ze szkoły.
-A nie widziałaś Yui?
-Hm?
Spojrzała na mnie pytająco. Racja Yui postanowiła iść po nią gdy już była na tym... zebraniu. Wytłumaczyłam jej sytuację gdy nagle zza pleców usłyszałyśmy dziki pisk.
-Yui! Gdzie ty byłaś?
-Ehehehe... W łazience... Zgubiłam telefon i szukałam go.
Wątpię. Mówi bardzo dziwnym głosem. Połączenie podniecenia z zakłopotaniem.

Następnego dnia.
-Muszę ci coś pokazać!
Zostałam gwałtownie pociągnięta za rękę przez wiadomo jaką piszczącą osóbkę.
-Ana ma dzisiaj dentystę więc to idealny moment!
Nie przestawała piszczeć z podniecenia. Czy...czy ona też to widziała? Nie ma innej opcji. Nigdy tak nie reagowała nawet na miłości innych. Zwłaszcza, że Ana nie za bardzo w związki się angażuje. Z tego co wiem to... Ten pocałunek z Harrym jest jej pierwszym, poważnym. Ale jak, gdzie, kiedy?
-Cholera! Wszędzie pełno ludzi! To dość osobista sprawa!
-Haha. Chodź.
Zaprowadziłam ją na moje ulubione miejsce czyli na dach. Był ciepły słoneczny poranek. Napawa optymizmem zwłaszcza przed próbami do dni otwartych.
Usiadłyśmy w cieniu i Yui odpaliła jakiś filmik na telefonie.

*Filmik*
Trzask drzwi.
-Ehhh...Gdzie te cholerne papiery!?
Słychać szelesty papierków oraz zdenerwowany głos Any. Potem dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi.
-Masz je?
-Ehh...5 minut.
Chwila ciszy.
-CHOLERA! Czy ktoś w ogóle segreguje papiery?!
Nagle pojawił się obraz. Ana trzasnęła plikiem papierów o ławkę, a za nią stał Harry.
-Hej Ana spokojnie. Raz, dwa je ułożymy.
-Tak to jest jak tacy niekonkretni ludzie się biorą za robotę jakby nie mogli. Daj mi spinacz.
Widać było jej zdenerwowanie. Harry patrzył na nią z troską w oczach.
-Stresujesz się?
Westchnęła ciężko po czym oparła się o ławkę i spuściła głowę.
-Może...Może nie powinnam pchać się tam gdzie nie trzeba... Zawsze chciałam by ode mnie wymagano, a teraz nie jestem w stanie sobie poradzić...
Potem cicho coś wymruczała odwracając lekko głowę na bok.
-To smutne, że głupcy są tacy pewni siebie, a ludzie rozsądni tacy pełni wątpliwości.
-Pfhe. Bertrand Russel.
O dziwo wywołał na jej twarzy uśmiech. Sam też się uśmiechnął.
-Wiedziałem, że to za łatwe dla ciebie.
Popatrzyli sobie w oczy po czym Ana zabrała się za papiery stając do niego bokiem skupiając wzrok na rozlatujących się kartkach. Harry wyglądał na lekko zestresowanego. Mało powiedziane. Obracał się lekko z miejscu podrygując, rzucając wzrok w sufit, zaciskając zęby i ściskając pięść. W końcu zebrał się w sobie i złapał ją za rękę i odwrócił w swoją stronę.
-Ej...Harry. Co jest?
-Ty na prawdę nie wiesz?
I...Stało się. Wręcz rzucił się na nią dociskając ją do ławki oraz złapał ją w talii. Ona początkowo ewidentnie zaskoczona tym ruchem nawet nie była w stanie zamknąć oczu. Jednak po chwili bardzo namiętnie odwzajemniła pocałunek. Mówiłam, że Harry zaczął? Pocałunek tak ale nie taki. Ana wprowadziła mu takiej bogatej pikanterii ale to najwyraźniej odpowiadało Harremu.

-Podziwiam cię, że nie zaczęłaś piszczeć przy nagrywaniu tego.
-Nawet nie wiesz ile mnie to kosztowało.
-Ale jak? Jak ty to...?
-Proooste! Mam niezawodne wyczucie! Nie wiedzieć czemu weszłam do sali i zauważyłam mega dużo papierów. Potem słyszałam głosy na korytarzu i postanowiłam odruchowo się schować. Spod biurka był idealny kąt jak widzisz!
Jak mówiłam...Yui- radar na miłostki, pocałunki i tym podobne romansidła.
W końcu zeszłyśmy do szkoły.
-TYLKO ANI SŁOWA ANIE!
-Czemu?
-Zabiłaby mnie, ciebie, Harrego, mnie i znowu mnie... Justin! HEJ!
Niewiarygodne jak szybko potrafi zmienić ton i ogółem punkt rozmowy.
-A wy gdzie się włóczycie? Już mi na próby.
-Przypominam, że ty też bierzesz w tym udział.
Popatrzyłam na niego z lekkim wyrzutem.
-A ty Yui na lekcje. D czeka.
D? Jaki kurde znowu D?
-Kuse! [Kse] Już idę!
Oho Yui i japoński. Coś poważnego. Podczas gdy ona biegła jak wariat w stronę sali Justin zaczął odchodzić. Nagle się odwrócił w moją stronę.
-A ty co? Specjalne zaproszenie mam wysłać?
-Czemu nie?
Wzruszyłam ramionami z małym uśmieszkiem.
-Pfff.
Wyjął kartkę po czym nabazgrał na niej kilka zdań. Coś w stylu właśnie "Specjalne zaproszenie dla małej pyskatej"
-Pasuje?
Podał mi kartkę i zaczął iść.
-Ej nie jestem pyskata!
Zaczęłam za nim biec.

Próby przebiegały pomyślnie. Czasem Justin dawał się we znaki jednak przetrwałam to.
-No dzisiaj daj czadu.
-Jesteś miły czy chcesz mnie dobić?
-Myśl co chcesz.
Mówił rzucając mi przeszywające duszę spojrzenie. I ten jego złośliwy uśmiech.
Zaraz moja kolej. Czułam tek okropny paraliżujący strach.
"Nie dam rady" powtarzałam w myślach. Kręciłam głową. Jak nie wyjdę będziemy mieć opóźnienie. A ja dalej stoję. Powoli osiągałam kryzys emocjonalny. Nigdy nie czułam takiego natężenia strachu. Nigdy nie występowałam przed publicznością. Nawet na dniu matki w 1 klasie podstawówki nie mówiłam wierszyka bo na szczęście złapała mnie gorączka. Nagle poczułam, że czyjaś dłoń wplata się w moją. Ocknęłam się po czym spojrzałam na właściciela dłoni. To Justin. Patrzył mi w oczy o dziwo z troską i miłym, dodającym otuchy uśmiechem.
-Idź i powal ich na kolana.
Powiedział to z uroczym półgłosem. Uśmiechnęłam się w podziękowaniu. W końcu nadeszła moja kolej więc powoli puściłam jego dłoń.
-Tylko nie bądź tak dobra żeby samej nie paść.
Parsknęłam śmiechem po czym wyszłam przepełniona pewnością siebie. Rozejrzałam się po widowni i... Cholera nie... Co on tu robi?
Dodał/a: Little One w dniu 3-12-2018 - czytano 119 razy.
Słowa kluczowe: Kiss Boy Little One

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Little Game lX"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)