Little Game lll

Stałam jeszcze jakiś czas na przystanku w tej samej pozycji od kiedy autobus odjechał mi sprzed nosa. Czułam się jak idiotka! W końcu się ogarnęłam i wyjęłam komórkę by posłuchać muzyki. Czekałam na autobus prawie pół godziny! Gdy wróciłam do domu mama z nienawiścią w głosie zrobiła mi awanturę... No bo gdzie się szlajałam? Już 3 autobusy przejechały! Zbyłam to i poszłam do pokoju. Miałam tak zły humor że odpuściłam sobie naukę. Postanowiłam sobie zagrać w coś. Włączyłam LOLa na odreagowanie. W drużynie miałam samych noobów poza jednym gościem: Radler32.
Mniej więcej w połowie gry załamany jednym z graczy bez owijania w bawełnę okazywał swoje niezadowolenie. (łał jak ładnie powiedziane -,-)
-Co zrobisz, teamu się nie wybiera...-odpisałam czując jego ból
-W tym przypadku niestety nie.
W tym momencie zrobiłam 2 trupy.
-No no no. Przynajmniej jeden gracz ogarnia
-Hah staram się nadrobić za resztę.
Fajnie się nam grało. Kiedy musiałam kończyć oznajmiłam mu to.
-No trudno... Musimy kiedyś to powtórzyć ;)-Napisał.
Wysłał mi zaproszenie. Przyjęłam.
-To co? Do jutra?
-Do jutra ;D
W końcu ktoś dzięki komu zapomniałam o tym dniu. Nie jestem za znajomościami z neta, ale do gry... czemu nie?

Rano jak zawsze wstałam, ubrałam się, umyłam i wio do szkoły. Włosy jak zawsze niewypał.
Stałam obok mojej szafki wybierając książki. Yui i Ana były ze mną.
-Jak my mamy w ogóle robić ten projekt?-Pytałam przejęta.
-No cóż... Idziesz do domu współpracownika...-Zaczęła mi tłumaczyć Ana ale Yui jej przerwała.
-O M G! Sam na sam z Justinem!
-Yui nie podniecaj się-wywróciłam oczami z lekkim uśmiechem. Jest zabawna.
Nagle usłyszałam trzask drzwiczek od mojej szafki, zamknęły się. No i ciekawe KTO im pomógł. No proste...
-Hej Justin!-Yui jak zawsze wesoła na jego widok
-No, cześć. Ja tylko na chwilę pytać o ten projekt. Jeżeli mamy go szybko skończyć i mieć z głowy to wbij do mnie dziś po szkole.-Mówił tak... Normalnie. Jakby kupował chleb.
-Ehh...Mam wybór?
-No nie masz...-Po chwili przeniósł wzrok na Yui. A ona patrzyła na nas z podekscytowaniem. Dłonie ściskające zeszyt zasłaniały usta, a jej oczy błyszczały jak diamenty.
-Oho zaraz się zacznie.-Powiedział z uśmiechem i odsunął się. Wtedy dopiero zrozumiałam że trzymał rękę opierając się o drzwi mojej szafki. Odszedł od nas.
-Ehh Yui to nasz radar na byle co.
-TO NIE BYŁO BYLE CO!
-Hahaha To samo mówiłaś o 6 poprzednich zauroczeniach i "sygnałach" skierowanych do mnie czy do innych dziewczyn.

Yui to niepoprawna romantyczka, marzycielka i radar (oraz magnes) na miłostki, z kolei Ana to realistka. Ona uznaje wiedzę, dowody naukowe, i nie za bardzo się angażuje jeżeli chodzi o związki, taka wolna i niezależna, samowystarczalna.

Po lekcjach zadzwoniłam by uprzedzić mamę o projekcie mówiąc że idę do Yui i Any. Nie chcę wiedzieć co by było jakby dowiedziała się że chodzi o Justina.

Wyszłam przed szkołę. Liczyłam że chociaż poczeka na mnie ale po co! Pożegnałam dziewczyny i poszłam na przystanek. Tam już czekał.
-Ileż można?
-Wiesz jak to baby. Nie rozejdą się dopóki nie skończą tematu.
Uśmiechnął się lekko co mnie zdziwiło. Lubi mnie czy nie? Nie ogarniam go. Gdy przyjechał autobus wsiedliśmy do niego. Nie rozmawialiśmy. Oboje mieliśmy słuchawki. Ja różowe, on niebieskie. Hah zabawne. Dojechaliśmy do jego domu. Zatkało mnie. Piękny dom. Nawet się nie obejrzałam byłam u niego w pokoju. Było trochę niezręcznie... Odpalił laptopa i podał mi go mówiąc żebym poszukała materiałów na projekt. On szukał na drugim. Nagle zadzwonił mu telefon... Ta melodia. Odebrał.
-No?... Tak tak... Już idę.
Odłożył słuchawkę i wyszedł z pokoju. Słyszałam głos kobiety. Radosny i donośny.
-Czyje buty stoją na korytarzu? Są damskie czy mi się zdaje?-Mówiła zadziornym głosem.
-Mamo daj spokój. Projekt robimy.
-Już ja znam te twoje projekty!-Usłyszałam szybkie kroki drobnej kobietki i nagle drzwi się gwałtownie otworzyły. Stanęła w nich młoda (albo przynajmniej młodo wyglądająca), drobna kobieta.
-Dzieńdobry-Przywitałam się z uśmiechem i lekko pomachałam palcami w jej stronę.
-Cześć-Uśmiechnęła się. Była bardzo miła.
-Ykhm khm...-spojrzałyśmy razem w jednym kierunku-Nie przeszkadzam wam czasem?
-Hahaha no dobrze bo wy tu projekt robicie.-wyszła
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Nagle na mnie spojrzał.
-Co?
-Nic...
Po kilku minutach znowu wpadła ze szklankami soku pomarańczowego w rękach.
-Wybacz ten brak wychowania u Justina. Napijesz się soku?
-Chętnie dziekuję-Wywoływała uśmiech na mojej twarzy. Taka fajna i miła.-Ale ja już nie przeszkadzam. Zostaniesz na obiad prawda?
-Mamo...-chyba się lekko zirytował
-Zależy jak się wyrobimy.-Powiedziałam. Jeżeli mu to przeszkadza nie muszę zostawać. Pewnie i tak bym dostała niezły ochrzan od mamy.
-Ah tak. To potem pogadamy, pracujcie.
Wyszła.
-Masz fajną mamę.
-Hm?-Spojrzał na mnie unosząc jedną brew.
-Tak tylko mówię.
Prawie skończyliśmy projekt gdy znowu zadzwonił telefon. Pewnie kolega. Gdy się rozłączył:
-Love the way you hate me?
-Hym...znasz to?-Spojrzał z lekkim uśmiechem, ale ten był inny. Taki milszy?
-Inaczej bym nie znała tytułu. A co coś nie tak?
-Nie no. Spoko znam kilka dziewczyn które słuchają takich utworów.
O dziwo... Teraz rozmawiało nam się bardzo fajnie. Polecił mi nawet inne utwory czy wykonawców których nie znałam.
-A ty coś mi polecisz?
-Thousand Foot Krutch. Jest tam wszystko! od czegoś mocniejszego nawet po spokojne melodie. Dla mnie...Muzyka na każdą sytuację.
-W sumie... czekaj.-Wstukał coś na swoim laptopie a ja dokończyłam moją część projektu.
-Na przykład to?-Odpalił jedną piosenkę. Pod koniec.- Niezłe.
Rozgadaliśmy się aż w końcu zorientowaliśmy się że jest trochę późno i jesteśmy głodni.
-To jak? Zjesz z nami? Czy głodówka?
-Skoro tak bardzo prosisz.-Zaskoczył mnie tą propozycją.
Rozmawialiśmy nawet przy obiedzie. Nawet jego mama się przyłączyła. Gdy skończyliśmy uparła się że ona pozmywa podczas gdy Justin zajmie się gościem (to jest mną).
Posiedzieliśmy tak gdy zadzwonił do mnie telefon.
Zanim odebrałam.
-White Rabbit-Powiedział z zadziornym uśmiechem.
-No to mamy 1:1-Odpowiedziałam i odebrałam.
-ile ty tam siedzisz? Wracaj już mi do domu!- Aż oddaliłam słuchawkę od ucha.
-Hm? Ale która...O kurde! Już już!-rozłączyłam się.
Migusiem próbowałam się pozbierać. Justin szedł za mną do pokoju i pytał.
-Co jest? Pali się czy co?
-Gorzej... Obowiązki wzywają.
-Prowadzisz jakieś podwójne życie?
-Haha no nie, zdemaskowałeś mnie.-Już z niedbale zapakowanym plecakiem miałam wyjść gdy nagle przeszkodziła mi ręka Justina lądując w przejściu tuż przed moją twarzą, zszokowana cofnęłam się o krok.
-Aż tak ci się śpieszy?
-Aż tak mnie lubisz?
-Haha na "lubisz" trzeba sobie zasłużyć-Niby mówił to złośliwie ale jednak słychać było że to żartobliwie.
-Jeżeli mam kiedykolwiek dostąpić tego ZASZCZYTU muszę dożyć jutra. Póki co nie pomagasz.
Przeszłam pod jego ręką.
-No dobra ten jeden raz ci odpuszczę. Ale nie licz więcej na taryfy ulgowe.
-Nie mam zamiaru.
Wyszłam z domu żegnając się z mamą Justina. Założyłam słuchawki gdy nagle ktoś mi je zdjął. Obejrzałam się, justin. Założył je sobie.
-One last standing.
-2:1...-Skwitowałam.-A ty co? Postanowiłeś mnie odprowadzić?
-Haha jeszcze czego? Mama wysłała mnie po Kakao.
Przez całą drogę rozmawialiśmy. Gdy doszliśmy na przystanek:
-No to na razie... NOWA.
Ehh on zawsze ten nacisk na NOWA. Ale tym razem fajnie się uśmiechnął i poszedł dalej.
Z nieschodzącym uśmiechem założyłam słuchawki i wróciłam do domu... Oczywiście nie uniknęłam awantury. Nawet oberwało mi się za to że jadłam u nich obiad. Nie wytrzymałam i pobiegłam do pokoju i... płakałam. Aż gdzieś o północy zasnęłam zmęczona płaczem z twarzą i poduszką mokrą od łez.
A to tylko przez projekt...
Dodał/a: Little One w dniu 29-10-2018 - czytano 123 razy.
Słowa kluczowe: Boy przyjaźń. Muzyka Little One

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Little Game lll"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)