Little Game

Wtedy się obudziłam.
Tak, obudziłam się... A sobie myślałeś, że taka pogmatwana pozbawiona sensu sytuacja stała się na prawdę? I co i może ja i ten lekarz... razem? Haha niedorzeczne xD
Wracając.

🎮Czas zacząć grę🎮

Wstałam z małym mindfuckiem. Ten sen przypominał moje życie. Aż do dziś. Całe życie olewana, nielubiana, absolutne zero, znudzona życiem, itp. dostałam szansę od życia! W tym roku idę do liceum! Tam dopiero się zacznie moje życie! Nie zepsuję tego.
Pełna nadziei wyskoczyłam z łóżka, ubrałam się (tym razem zaopatrzyłam się w kilka fajnych kompletów ubrań), założyłam czarne spodnie z dziurami na kolanach, biały podkoszulek z napisem Lets start a Game (co za ironia), parę bransolet, drobny naszyjnik i czarne, ciężkie buty. Idealnie kontrastują z moją bladą skórą. Stanęłam przed lustrem. Westchnęłam ciężko. Włosy. Nigdy nie współpracowały, a zamierzałam na pierwszy dzień zrobić moje wymarzone Emo włosy. NIE! Nie jestem emo. Po prostu podobają mi się te włosy, a żeby być emo nie wystarczy wyglądać i zrobić pare czerwonych kresek na nagdarstku. Walczyłam i walczyłam... Nic z tego.
-Zejdziesz dzisiaj na dół czy nie?!
Oho... zaczyna się. Mama jak zwykle pomaga mi miło rozpocząć dzień.
-Spóźnisz się na autobus! Szybciej! Nie ruszaj się jak mucha w smole!
Taaa... Jakbym nie była już wystarczająco zestresowana. Łapię bułkę i w locie zamierzam ją zjeść. Już mam wyjść gdy nagle:
-A wzięłaś leki?!?!
-Wzięłam!-Odparłam już nieco podirytowana...
Tak. Choruję. Nie mam zamiaru się nad tym rozwodzić. Jakaś choroba serca. Tyle w temacie.
Włączyłam sobie muzykę, i spokojnie napawałam się dźwiękami mocnej muzyki, tak jakby zabierała ze mnie całą złą energię. W końcu autobus przyjechał. Usiadłam na miejscu za kierowcą i patrząc przez okno robiłam w głowie scenkę do muzyki.
Jestem już pod szkołą.
-Ehhh...So... Lets start a game.-Powiedziałam aby się zmotywować na przekroczenie progu szkoły.
Liceum jest piękne! Takie nowoczesne i stylowe. Poszłam do biura dyrekcji.
-Oh ty musisz być...Lisa tak?
-Tak. Dzieńdobry.
Powiedziała mi co i jak. Na zwiedzanie szkoły póki co nie mam co liczyć, powiedziała, że najwyżej koledzy mnie oprowadzą.
-Jesteś w klasie 1b. Zaprowadzę cię tam.
Idziemy przez śliczne korytarze, aż docieramy do sali numer 7. (Hah szczęśliwa liczba...Nie może być tak źle.)
-To fajna klasa nie masz co się martwić.-zapewniła dyrektorka. Mimo wszystko bardzo się stresowałam. Nie mogę tego zawalić.
W końcu weszliśmy do klasy. Wszyscy zamilkli i patrzyli na mnie. Nieśmiało się uśmiechnęłam aby wyjść na sympatyczną. Pierwsze wrażenie to podstawa, a co gorsza można je zrobić tylko raz.
-To jest wasza nowa koleżanka Lisa. Bądźcie dla niej mili proszę. Dopiero przyszła, a wy już podobierani w grupki jesteście.
Gdybym wiedziała, że będą robić ze mnie ofiarę to bym nie przyszła. Zaczęły się szepty, chichoty, i od razu spadła mi samoocena. Ale nie mogę się tak dawać!
-Usiądź może... O tam jest wolne miejsce.
Podeszłam do wskazanego mi miejsca. Cała ławka dla mnie. Przedemną siedziały 2 dziewczyny. Jedna miała platynowe włosy z kilkoma orzechowymi pasmami, a druga kruczoczarne i ogółem wyglądała na azjatkę. Odwróciły się do mnie i z uśmiechem się przedstawiły.
-Hej jestem Ana, a to jest Yui.
-Hej jestem Lisa...
-Dziewczynki wiem, że jesteście zaciekawione nową koleżanką ale dajcie mi prowadzić lekcję.
Zachichotały i niechętnie się odwróciły.

Moment bo może nie wszystkim tu się zgadza. Nie przeniosłam się z innej szkoły ani nic. Po prostu byłam przez wrzesień w szpitalu, a po wyjściu miałam mieć domowe nauczanie (pomysł mamy...) Ale się uparłam o szkołę. Nie mam zamiaru siedzieć w domu dłużej niż to konieczne.
W końcu przerwa. Nowe koleżanki oprowadziły mnie po szkole i powiedziały co i jak. No i nieźle przesłuchały. Następną lekcją była matematyka. Usiadłam znowu za dziewczynami w pustej ławce.
-Wiesz co lepiej...
-Daj spokój pewnie i tak nie przyjdzie...
-Emm...O co wam chodzi kto nie prz...-nie dokończyłam bo ktoś mi przerwał.
-Dziecko nie pomyliły ci się czasem klasy?
Widząc wzrok Any i Yui, czułam się dziwnie. Tyle emocji się malowało na ich twarzach... Postanowiłam się odwrócić i odpaliłam:
-Coś ci nie pasu...-przerwałam na moment-...jeeee?-Dokończyłam straciwszy całą pewność siebie, podnosząc wzrok coraz to wyżej aż trafiłam na twarz.
Był to bardzo wysoki chłopak. Ok 190cm wzrostu (przy moim 161), ubrany stylowo na czarno, trzymał torbę przerzuconą przez ramię, (aż trafiłam na twarz), przystojny, czarne głębokie oczy, czarne włosy ułożone (o zgrozo) w idealne emo, zauważyłam też kolczyk w uchu i dolnej wardze... Zabójczy...
-Wy się zadajecie z tą dziewczynką?
Dopiero teraz się zorientowałam, że przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy bez słowa. Miałam ochotę się zapaść pod ziemię!
-Daj spokój nie jest dzieckiem!-Ana wzięła się za moją obronę, podczas gdy ja zszokowana nie wiedziałam co począć.
-Ah...a więc chodzi do gimby?
One się zaśmiały a ja pewnie z prawie białej twarzy przybrałam kolor pomidora!
-Tak się składa, że jesteśmy kolegami.-Ogarnęłam się w ułamku sekundy i z pewnym siebie uśmieszkiem powiedziałam mu to w twarz. On tylko się uśmiechnął złośliwie. Już otworzył usta żeby coś dodać ale pan profesor mu przerwał mówiąc żebyśmy usiedli na miejscach.
Popatrzył na niego po czym przeniósł wzrok na mnie... Patrzy i patrzy...
-To znajdziesz sobie swoją ławkę?
No tak... zapomniałam że dalej siedzę w jego ławce.
-Jeżeli ci przeszkadza...
Oparł się gwałtownie ręką tuż obok mnie i powiedział półgłosem:
-Przeszkadza.
Jednak ja tylko uniosłam na sekundkę brwi i wstałam z ławki. Przystojniak czy nie, nie dam się zastraszyć. Niech wie że nie jest najlepszy na świecie.
Usiadłam przed dziewczynami. Klasycznie Psorek zauważył nową twarz Bla Bla Bla. Pewnie cie to nie interesuje.
Po lekcjach rzuciły się na mnie i zaciągnęły na ubocze.
-O MÓJ BOZE!
-A wam co?-zapytałam zdziwiona ich reakcją.
-Ty wiesz kto to?!
-Jakiś pozer?!
Popatrzyły na mnie dziwnie... No, każda na swój sposób...
Yui patrzyłą jakbym powiedziała najgłupszą rzecz na świecie rujnując jej wiarę w ludzkość...
A z kolei Ana, jakby załamana moim brakiem wiedzy... Coś typu, że 2+2=22... I jakbym na domiar złego upierała się, że mam rację...

No to niezły początek -,-
Dodał/a: Little One w dniu 16-10-2018 - czytano 171 razy.
Słowa kluczowe: Niezły start nowe twarze nowe żyćko Little One

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Little Game"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)