Kraina śniegu
Zaśnieżoną drogą pędziły sanie. Ciągnęły je białe konie z błekitnymi grzywami. Nagle jeden z nich przystanął. Drugi natychmiast też to zrobił. Z sań wysiadła ubrana w suknię i futerko kobieta. Suknia wyglądała jak ze śniegu a we włosach tajemniczej osoby były wplecione sopelki lodu...
- Czy już tu? - Spytał ktoś siedzący w saniach.
- Owszem, dotarliśmy... Spójrz - to już nasz pałac. Tak się stękniłam. Znowu będziemy mogli tu żyć. Tu w tym kraju. W tym świecie. Znów będziemy mogli bronić ludzi przed śnieżnymi potworami... Czuję, że robimy coś dobrego. Bez nas by zginęli.
- Mogę już iść moja pani? - Siedzący w saniach mężczyzna uśmiechnął się do niej.
- Jeszcze nie. Odwieź mnie do kościoła.
- Ależ moja pani czy dziś jest jakieś święto?
- Nie. Ale tak bardzo się cieszę, że dotarliśmy... I znów możemy walczyć z potworami ze śniegu... Peter, już jedź. - Kobieta wsiadła do sań.
Anka siedziała w ławce gryząc swój ołówek. Test z muzyki to nie było dla niej nic trudnego. Ale jednak wolała się skupić niż dostać 5 z minusem.
- O matko, co to za pytania? Taki banał... Wolałabym siedzieć w domu i grać na perkusji albo gitarze albo mogłabym pójść na sanki. Albo na łyżwy, albo się pobawić z Kaśką albo pójść do Miśki albo poflirtować z Maksem. Nudy... - Szepnęła Anka do Basi. - Kaśka na pewno już wróciła i mama kazała jej odrobić lekcje. A ona teraz...
- Czy możesz mi nie przeszkadzać?! - Basia skupiona na rysowaniu kwiatków w polu ,,data" posłała koleżance spojrzenie wściekłego bazyliszka. - Nie widzisz, ze się skupiam?
- Sorry. To nasza ostatnia godzina a ja jestem nerwowa. Z resztą Peter i Annabell właśnie wracają do państwa. To dobrze. Cieszę sie, że nie zje mnie śnieżny potwór... Ciekawe co teraz robi Annabell... Pewnie sie stresuje o mnie, w końcu jestem jej bratanicą, sama rozumiesz, że to poważne. Basia czy ty mnie słuchasz?
Dziewczyna pokiwała głową nie przerywając ryspwania kwiatków.
Sissi11
- Czy już tu? - Spytał ktoś siedzący w saniach.
- Owszem, dotarliśmy... Spójrz - to już nasz pałac. Tak się stękniłam. Znowu będziemy mogli tu żyć. Tu w tym kraju. W tym świecie. Znów będziemy mogli bronić ludzi przed śnieżnymi potworami... Czuję, że robimy coś dobrego. Bez nas by zginęli.
- Mogę już iść moja pani? - Siedzący w saniach mężczyzna uśmiechnął się do niej.
- Jeszcze nie. Odwieź mnie do kościoła.
- Ależ moja pani czy dziś jest jakieś święto?
- Nie. Ale tak bardzo się cieszę, że dotarliśmy... I znów możemy walczyć z potworami ze śniegu... Peter, już jedź. - Kobieta wsiadła do sań.
Anka siedziała w ławce gryząc swój ołówek. Test z muzyki to nie było dla niej nic trudnego. Ale jednak wolała się skupić niż dostać 5 z minusem.
- O matko, co to za pytania? Taki banał... Wolałabym siedzieć w domu i grać na perkusji albo gitarze albo mogłabym pójść na sanki. Albo na łyżwy, albo się pobawić z Kaśką albo pójść do Miśki albo poflirtować z Maksem. Nudy... - Szepnęła Anka do Basi. - Kaśka na pewno już wróciła i mama kazała jej odrobić lekcje. A ona teraz...
- Czy możesz mi nie przeszkadzać?! - Basia skupiona na rysowaniu kwiatków w polu ,,data" posłała koleżance spojrzenie wściekłego bazyliszka. - Nie widzisz, ze się skupiam?
- Sorry. To nasza ostatnia godzina a ja jestem nerwowa. Z resztą Peter i Annabell właśnie wracają do państwa. To dobrze. Cieszę sie, że nie zje mnie śnieżny potwór... Ciekawe co teraz robi Annabell... Pewnie sie stresuje o mnie, w końcu jestem jej bratanicą, sama rozumiesz, że to poważne. Basia czy ty mnie słuchasz?
Dziewczyna pokiwała głową nie przerywając ryspwania kwiatków.
Sissi11
