Koszmar

Przychodzę do domu rzucam wszystkie rzeczy na podłoge, zmieniam buty na wygodniejsze, jeszcze tylko jedno spojrzenie w lustro... i już bięgnę po klatce schodowej by jak najszybciej zobaczyć jego usta i przytulić się do ramion... Jest! Stoi przed blokiem, z tym swoim uśmiechem, dobrze wie, jak na mnie działa. To jego troskliwe "Co tam mała" , kurde on dobrze wie jak mnie zdobyć. Rzucam mu się na ramiona i chichoczę jak tylko najgłosniej potrafie. Łapie mnie za rękę i idziemy do parku, zawsze mnie tam zabiera, gdy chce się wygadać. Zaczyna od miłych słów że mnie kocha i zawsze będzie, wtedy już wiem że coś nie tak. Pytam go co się stało. Tak delikatnie tłumaczy mi, że musi wyjechać za garnicę bo znalazł prace i że nie długo pewnie wróci. Byłam wręcz pewna że kłamie, gdyby jechał tylko na jakiś czas za granice, z jego oczu nie płynęły by tak obficie łzy. Przytuliłam go mocno i spytałm co tak naprawdę się stało, troskliwie pocałował mnie w czoło, rzucił tylko jakieś marne "Będziemy w kontakcie " i poszedł. Kurczę, jakie "w kontakcie", przecież dopiero wyznawał mi miłośc, nie możliwe. Rozpłakałam się siedząc na tej ławce jak głupia, musiałam uszanować jego decyzję.
Minął już miesiąc, faktycznie byliśmy w kontakcie, nawet dobrym. Telefony, facebook, nasza-klasa. Gadaliśmy też na skype, nie lubił tego bo często widziałam że płacze jak pytałam kiedy wróci.
Minęło pół roku, od tygodnia nie mam z nim kontaktu nie wiem co się dzieje. Próbuję się dodzwonić, nieskutecznie.
Dzwoniłam do jego matki, on jest w szpitalu, wcale nie wyjechał, ma nowotwór, nie chciał mnie martwić i dlatego kłamał. Cały on, mój misiek. Od razu wsiadłam do auta byłam w szoku płakałam, łzy ciekły mi po policzkach to starszne, on umiera a mnie tam nie ma. Na miejscu zobaczyłam go w strasznym stanie. Ogólnie nie lubie szpitali, mdleje na widok tych cierpiących ludzi. Siedząc przy jego łóżku ledwo wytrzymywałam, naprawdę, zagryzałam wargi by nie szlochać. On się obudził i jedyne co powiedział to jakiś marny tekst typu "Wiedziałem, że tak będzie, nie płacz mała" i przytulił mnie do siebie, cały mój wariat. Gdy zasnął, poszłam do szpitalnej kawiarni na kawę, której tak nie lubi, musiałam to poukładać. Zdałam sobie sprawe, że on niedługo umrze i co ja wtedy zrobie, jaki krok wykonam, przecież tu nie chodziło o mnie tylko o to by on przerzył. Po pół roku leczenia i tylu dniach spędzonych w szpitalu przy jego łóżku, pojechałam do domu na dłuższy czas czyt. dwa dni. W nocy zadzwonił telefon... "Przyjedź, kocham cie, musimy sie pożegnać", głupek, nie może odejść, nie morze! Pojechałam tam jak najszybciej, kurde za puźno jego oczy już prawie się zamykały "kocham cie, mała" ... Zsunęłam się na podłoge, wciąż szczypałam cię w rękę, próbowałam się uwolnić, obudzić z tego koszmaru, nie dało rady.

PS: Opowiadanie jest oczywiście zmyslone, ale ma nadziej, że się spodobało, a juz niełdugo ciąg dalszy losów bohaterki
Dodał/a: inna w dniu 3-11-2011 - czytano 748 razy.
Słowa kluczowe: opowiadania nastolatek miłość śmierć mała wariat inna
Kategoria: O śmierci

Komentarze (6)

anonimdnia 2011-11-06 17:36:13.

w sumie to zajebiste ;)

Aśka.dnia 2011-11-26 17:41:29.

opowiadanie rzeczywiście zajebiste. czekam na dalszą częśc z niecierpliwością ;D

Beffdnia 2011-12-01 19:24:14.

Hejka. Wiesz opowiadanie świetne ale nie dla osób które straciły taka osobe. Mam 15 lat i niestety. To takie emocje kazda rzecz zwiazana z ukochanym przyprawia o łzy. Mam nadzieje ze nikogo coś takiego nie spotka. Nie zyczyła bym tego nawet najgorszemu wrogu.

kkdnia 2011-12-12 22:28:39.

Nie mozna takich rzeczy zmyslac !

Elizadnia 2012-02-20 19:10:59.

kurde, to ostatnie zdanie ze opowiadanie jest zmysłone popsuło cały nastroj :/

Elekdnia 2012-04-18 15:57:51.

Świetne,myślalam ze to naprawde

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Koszmar"

(pole wymagane)