Jeszcze będzie pięknie…

Historia jest o pewnej dziewczynie o imieniu… Emily. Wesoła, uśmiechnięta nastolatka z marzeniami. Wokół siebie zawsze umie zebrać wielu kolegów i koleżanek. Gadatliwa, potrafi z każdym znaleźć tematy do rozmowy. Kocha życie, cieszy się każdą chwilą istnienia. Jej mottem jest : „ Ciesz się z każdej sekundy swego życia, gdyż ona nigdy się nie powtórzy „ . Chce jak najlepiej przeżyć swoje życie, by później niczego nie żałować. Lecz nie ma zbyt wielu przyjaciół, w zasadzie tylko dwie dziewczyny Alex i Milie. Mieszkała z rodzicami i czworgiem rodzeństwa w ciasnym, trzypokojowym mieszkaniu, w małym mieście. Mimo warunków i ciągłych kłótni rodziców jest zawsze uśmiechnięta.
W szkole jej z nauką dobrze idzie, nie jest najgorzej. Interesuje się przyrodą, a dokładnie kwiatami. Marzy o swoim, własnym, dużym ogródku, gdzie będzie miała najpiękniejsze kwiaty. Choć ma już 16 lat, jej marzenia od dzieciństwa się nie zmieniły. Bardzo często opiekuje się młodszym rodzeństwem. Ogólnie jej życie przebiega spokojnie, aż do dnia, gdy dowiedziała się pewnej rzeczy…

Dziś jak zawsze w poniedziałki… ciężko mi było wstać z łóżka. Jeszcze patrząc na plan lekcji,
przypomina mi się, że muszę obowiązkowo zostać na kółko z matematyki, by napisać sprawdzian. Nie wiem, jak przeżyje te osiem godzin, byle do końca roku, a on już za miesiąc. Ubrałam zwykłe jeansy, do tego koszulkę, którą dostałam od Alex. Nie lubię się wyróżniać w tłumie, jeśli chodzi o ubiór. Po zjedzonym śniadaniu i umyciu zębów, wzięłam plecak i szybkim krokiem poszłam do szkoły. Jedyne co mnie dzisiaj cieszy to pogoda, słońce świeci jak nigdy. Na lekcjach jak zwykle byłam upominana za gadanie, a przecież ja nic nie robię, tylko czasem coś spytam się koleżanki. Tylko się czepiają. Reszta godzin minęła tak samo. Po zajęciach znajomi spytali się, czy idę z nimi na lody do najbliższej budki, ja oczywiście się zgodziłam, bo lody to moja druga miłość zaraz po kwiatach. Zaraz po tym jak wróciłam do domu, zjadłam obiad i chciałam iść do Alex, ale moja mama kazała mi zabrać Alanka na plac zabaw… no kurde to już w ogóle nie mogę mieć czasu dla siebie ? Niestety film u przyjaciółki musiałam odwołać. Dobrze przynajmniej że na ten spacer z bratem wzięłam komórkę, zadzwoniłam do Michela i ten czas jakoś upłynął. Koleguję się z nim, czy też przyjaźnię od roku, tylko szkoda że to jest znajomość internetowa, nigdy jeszcze się nie spotkaliśmy, ale planujemy. Duża odległość nas dzieli, bo aż 150 km. Ale rozumie mnie jak nikt, mamy wspólne zainteresowania, czasem bardziej potrafi pocieszyć niż Alex, czy Milie. Gdy wróciliśmy jedno mnie zaciekawiło, kim są te dwie panie, siedzące razem z moimi rodzicami w kuchni, ubrane są dość elegancko. Gadali ponad dwie godziny… tylko o czym ? Po odrobieniu lekcji i spakowaniu się na kolejny dzień do szkoły poszłam do kuchni, gdzie siedziała mama.
- Co chciały te dwie kobiety ? – spytałam.
- Pogadamy jak wszyscy usnął, dobrze ? – głos mamy był taki załamany. Szczerze to zaczęłam się martwić. Nigdy tak nie reagowała na jakiekolwiek wizyty. Nie wiem co o tym myśleć.
Kiwam głową i wracam do pokoju.
Siedząc w ciemności napływają mi do głowy przeróżne myśli. Nie mogę się skupić na niczym. Może mama im coś zrobiła ? Może one jej ? Może to kochanki taty ? W pewnej chwili otwierają się drzwi od pokoju i wchodzi mamusia.
- Bo te panie… - przerywa aby wytrzeć napływające jej do ust łzy. Jest okropnie roztrzęsiona. – Były z… opieki społecznej. Nie chciałam mówić tego przy dzieciach, musimy bardzo poważnie o czymś pogadać. - Boję się. Po co u nas opieka społeczna ? O co tu chodzi ?!
- O czym ? Mamo o czym mamy pogadać ?
- Przyszły na kontrole. Miały prawo. Stwierdziły, że nie ma u nas warunków na wychowanie tylu dzieci. Powiedziały… - przerywa i mnie mocno przytula.
- No co powiedziały, co ? – serce mi szybciej bije. Nie będę płakać. Nie będę.
- Musimy któreś z was oddać do domu dziecka… nie mamy wyjścia kochanie. Bo nam zabiorą was wszystkich. – muska mnie po policzku patrząc mi prosto w oczy.
- Przestań! Kłamiesz! Kłamiesz! – wybucham – Proszę powiedz że kłamiesz… to nie jest prawda… Mamo!
- Córeczko chciała bym kłamać.
- To ja będę, tak ? Mnie chcecie oddać ?
- Emily, ty jesteś najstarsza. Wiem że dasz sobie radę, jesteś taka silna, odważna. Kocham cię i pamiętaj, że zawsze będę. Jesteś moją pierwszą córeczką. Będziemy się widywać skarbie.

Nie wierzę… po prostu nie wierzę. Ja ich kocham. Nie chce zostać oddana do adopcji. Nie chce innej rodziny. Nie chce!
Ludzie mnie irytują, babranie się w czyichś problemach, ratowanie się wzajemnie. Ciągle w ciemności jak nie swojej to cudzej, z trudem można normalnie funkcjonować. Niech pomogą innej rodzinie, mojej nie trzeba.

Rano się budzę cała spocona. To był koszmar, to tylko zły sen. Wchodzę do kuchni, atmosfera jest inna, niż zwykle. Mama siedzi smutna przy stole, tatuś patrzy w okno, pijać kawę. Zawsze rano o tej godzinie w domu było zamieszanie i głośne gadanie.
- Do końca roku szkolnego będziesz z nami Emily. – mówi cicho ojciec. Jednak to nie był zły sen.
- Okay. – odpowiadam biorąc kanapkę do ręki i wychodzę z mieszkania. Podobno jestem silna, a jestem w stanie płakać cały boży dzień, kiedy myślę o żegnaniu się z przyjaciółkami i rodziną. W szkole Alex i Milie zauważyły, że nie jestem taka wesoła i żartobliwa, jak zawsze. Chciały żebym im wytłumaczyła co się stało, postanowiłam że po lekcjach wszystko im powiem. Gdy w końcu ostatnia lekcja się skończyła, ja z dziewczynami siadłam na naszej ulubionej ławce w parku i zaczęłam im przedstawiać sytuacje. Gdy skończyłam, Alex zaczęła krzyczeć :
- Emily, nie mów że nas zostawisz! Zapomnisz sobie, tak po prostu o pięciu latach przyjaźni ?
- Będziemy utrzymywać kontakt. Nie odejdę. Ufacie mi ? To nie jest moja wina przecież…- mówię przez łzy.
Mocno mnie przytulają.

Przez kolejne dni miałam już lepszy humor. Postanowiłam z Alex i Milie, że ostatnie dni wykorzystamy tak, jakby były ostatnimi dniami mojego życia. Z początku spędzałyśmy całe noce na oglądaniu horrorów, zdarzyło nam się również ukraść batoniki w sklepie, włamywałyśmy się na wysokie budynki, zarywałyśmy do najbardziej popularnych chłopaków w szkole… Bawiłam się świetnie. A gdy przyszedł dzień pożegnania, serce mi chciało wylecieć z tego bólu. Gdy podjechało auto, by mnie zabrać, czułam się okropnie. Każdy płakał, a najbardziej moja mama. Powiedziała mi coś, co zawsze zostanie w mojej pamięci : „ Zapamiętaj, że ja jestem twoją mamą i zawsze nią będę. Niezależnie od tego, ile nas będą dzielić kilometry. Dasz sobie radę, wierze w ciebie. Nie poddawaj się nigdy, stawiaj czoła problemom i nie udowadniaj wszystkim tym, którzy w ciebie zwątpili, że mieli rację. Jeszcze będzie pięknie, mimo wszystko. Tylko załóż wygodne buty, bo masz do przejścia całe życie.”

W moim małym mieście nie ma żadnego domu dziecka, więc wiadomo już, że będę daleko od rodziny i znajomych. Z początku myślałam, że będą to Katowice, lecz pani opiekunka oznajmiła, że trochę czasu upłynie, zanim odnajdę się w Krakowie… Co? No super… Już widzę, jak często będę się spotykać z rodzicami. Dwa razy w roku.

Później jednak trochę przekonałam się, co do tego ośrodka, mili wychowawcy, fajne pokoje, tylko dziewczyny nie chcą za bardzo ze mną rozmawiać. Ale jestem pierwszy dzień, na pewno będzie dobrze. Michel mieszka w Krakowie, są szanse, że się spotkamy. Bardzo mnie pociesza przez cały czas.
Na stołówce zagadał do mnie pewien chłopak, David, dobrze zbudowany z bujnymi, blond włosami i niebieskimi oczami. Bardzo miły, wprawdzie dziewczyny nie chcą rozmawiać, ale sądzę że kolegów tutaj znajdę. Przyszedł do mnie do pokoju, po ciszy nocnej, jedliśmy żelki i gadaliśmy całą noc, nawet nie pamiętam kiedy wyszedł. Opowiadał swoją historię, jak on trafił do domu dziecka. Ponoć ojciec znęcał się nad nim, od 5 roku życia. Dziwiłam się, że jest taki wesoły, pomimo tego co przeszedł. Odrzekł mi :„Mówią, że najpiękniejszy uśmiech na twarzy ma ten, kto wiele wycierpiał ‘’. Coś prawdy w tym jest.

Po śniadaniu do mojego pokoju zapukała wysoka brunetka , przywitała się i zamknęła za sobą drzwi.
- Cześć, jestem Karen. Chciałam ci powiedzieć, że David bardzo mi się podoba i jakbyś mogła hmm… odwalić się od niego ? – Wzdrygam się i w myślach analizuję to, co właśnie powiedziała.
- Czemu ? David nie opowiadał mi, że z kimś kręci.
- Ale będzie. On jest mój i jak go nie zostawisz, to pożałujesz. – Coś pyskata ta dziewczyna. Wątpię, że David będzie chciał z nią być, to nie jego typ dziewczyny.
- Nie, wyjdź stąd najlepiej. – Ledwo powstrzymuje wybuch wściekłości, gdy już poznałam fajnego i miłego chłopaka, to jakaś dziewczyna musi się mieszać.

W pewnej chwili Karen podchodzi do mnie i mocno uderza pięścią w moje ramię, krzycząc przy tym: „ Zostawisz go, czy nie ?!”. Potykam się i padam na podłogę. Czuję, jak wściekła dziewczyna siada na mnie i okłada mnie pięściami po całej twarzy. Próbuję się bronić, ale to na nic. Pierwszy raz ktoś bił mnie z taką agresją. Widzę w zwolnionym tempie, jak ktoś ściąga Karen ze mnie, to jest David.
- Emily, otwórz oczy. Proszę.
David gładzi mnie po twarzy. Powoli otwieram oczy i unoszę wzrok. Patrzy na mnie z góry, Karen stoi obok niego, wraz z opiekunką.
- Nic się nie stało, po prostu zemdlałaś. Spróbuj wstać.
Karen poszła na dywanik do opiekunek, ja z Davidem zostałam w pokoju. Opowiedziałam mu, co kazała mi zrobić dziewczyna. Niedawno poznany chłopak, objął mnie i rzekł że jest to wariatka, która myśli, że oni będą razem. On jej nie cierpi.

W środku nocy obudziłam się i nie mogłam z powrotem usnąć. Co z tego, że David nie będzie z Karen, jak ona w dalszym ciągu będzie mnie nękać i męczyć. Tęsknię za rodzicami i przyjaciółkami. Chce wracać do domu. Myślałam, że gorzej być nie może, ale jednak się myliłam. Nie dość, że zostałam odebrana rodzicom, to nie mogę się odnaleźć w tym towarzystwie, a byłam taka lubiana. Wszystko jest takie obce. Teraz dopiero doceniam każdą chwilę, którą spędziłam z bliskimi, przecież one już się nie powtórzą. Nie mam sił dalej płakać.

Przebudziłam się, lecz na śniadanie nie miałam zamiaru iść. Nie mam ochoty jeść, mogę tylko leżeć i słuchać piosenek. Znów usypiałam, wówczas, gdy do pokoju wszedł David.
- Czemu cię nie było na śniadaniu ? – pyta.
- Nie wiem, proszę cię wyjdź… - Nie chce z nikim rozmawiać, chcę być po prostu sama.
David wykonał to, o co go poprosiłam.

Zbliżała się godzina obiadu, wobec tego w moich drzwiach pojawiła się pani Martha. Domyślam się, że David wszystko poskarżył, gdyż nie byłam na śniadaniu i widział moje samopoczucie. Widocznie się martwi.
- Kochanie, kiedy wyjdziesz z tego łóżka ? Zaraz jest obiad, proszę zjedz coś. Każdemu tutaj jest ciężko na początku. – Chodź pani Martha, to moja ulubiona wychowawczyni, udaję że jej nie słyszę i naciągam kołdrę na głowę.
Opiera głowę na moim ramieniu.
- Czekam na ciebie w stołówce. – Mówi podnosząc się z łóżka. Stoi nade mną jeszcze z minutę, po czym odchodzi.
Wychodzę z pokoju i idę przez korytarz, podobna do żywego trupa. Wchodzę do stołówki i zajmuję pierwsze, lepsze miejsce, okazuje się na moje nieszczęście, że Karen siedzi kilka miejsc dalej. Słychać tylko, jak z koleżankami naśmiewa się ze mnie. Mam dość, chce się stąd ulotnić. Chce zniknąć.
Podchodzi do mnie Martha, obejmuje moje ramiona i prosi bym coś zjadła. Nie dam rady, naprawdę nie dam rady.

Pod koniec dnia odwiedza mnie pani psycholog, powiedziała coś, co okazało się pomocne. Z początku wydawało mi się dość dziwne, ale ta metoda zadziałała. Poprosiła, żebym wyobraziła sobie samą siebie z przeszłości i powiedziała tej młodszej wersji siebie wszystko, co moim zdaniem powinna wiedzieć i co chciała wtedy usłyszeć. Tak też zrobiłam. Wyobraziłam sobie samą siebie, taką, jaka jestem w tej chwili. Ze względu na upał mam na sobie letnią sukienkę, a włosy spięłam w kucyk. Idąc ulicą zauważam dziewczynkę, siedzącą na chodniku, przed swoim domem. Przechodzę z wahaniem przez ulicę. Wciąż nie jestem pewna, czy chcę się z nią spotkać, ale spełniam prośbę pani psycholog i idę dalej. Emily siedzi, z rękami na kolanach. Jest trochę smutna. Podchodzę bliżej i ostrożnie kucam na chodniku. Kiedy siadam naprzeciwko niej, podnosi głowę i patrzy na mnie. Uśmiecham się do niej i chwytam ją za rękę.
- Emily…
Przygląda mi się z uwagą, podczas gdy ja zbieram się na odwagę, żeby powiedzieć jej o wszystkim, co powinna wiedzieć.
- Wiesz, że jesteś jedną z najdzielniejszych dziewczynek, jakie znam ?
Kręci głową i wbija wzrok w kostkę.
- Wcale nie, tylko tak się wydaje.
- Właśnie, że tak. Jesteś niewiarygodnie dzielna. Masz niezłomne serce, dzięki któremu uda ci się wszystko co ci się przytrafi i przytrafiło wytrzymać. Serce zdolne kochać życie i ludzi na tak wiele sposobów, że nawet nie potrafisz sobie tego wyobrazić. A do tego jesteś piękna.
- Skąd możesz to wiedzieć ? - Pyta uwalniając swoją dłoń.
- Wiem. Bo przytrafiło mi się dokładnie to samo, co tobie przytrafi. Chcę, żebyś jak najwięcej czasu spędzała z rodziną, mało się z nimi kłóciła, kochała ich całym sercem, bo rodzice są tylko jedni. Nie załamuj się nigdy, bo na niektóre rzeczy nie będziesz miała najmniejszego wpływu. Za nic w świecie nie trać nadziei na lepsze jutro.
Płaczę, wtulając twarz w jej włosy, a kiedy podnoszę głowę, znajduje się znowu w pokoju z panią psycholog.
- Udało ci się z nią porozmawiać ? – pyta.
- Tak, powiedziałam jej o wszystkim.
- Wcale nie, Emily. Nie powiedziałaś o wszystkim jej. Ty opowiedziałaś o wszystkim sobie.

Rano obudziłam się, z nadzieją że będzie lepiej. Na śniadaniu Karen, znów perfidnie mnie obgadywała, ale nawet mną to nie ruszyło. Dzisiejszego dnia wstałam z nadludzką siłą. Może mnie obgadywać, aż dostanie chrypki.

Godzinę po śniadaniu, do mojego pokoju weszła nieznajoma rodzina, z panią Marthą. Przedstawili się, mają jednego syna, rok starszego ode mnie. Wydają się bardzo miłymi ludźmi. Martha powiedziała, że państwo Parker chcą mnie poznać, w związku z tym, proponują wycieczkę po Krakowie. Zgadzam się. Przyda mi się spacer, muszę trochę odetchnąć.

Spędziłam bardzo przyjemnie czas z tą rodziną. Chłopak o rok starszy, Artur wywołał na mnie ogromne wrażenie. Ten nastolatek, interesuje się grą na gitarze, fortepianie, oraz trąbce, do tego gra w piłkę nożną, jeszcze w dodatku ma czas na układanie swoich wierszy. Po prostu WOW, że umie tak zagospodarować swoim czasem, że wyrabia się z nauką i ma jeszcze trochę czasu na pasje.
Państwo Parker wytłumaczyli mi sprawę jasno, nie mogą mieć kolejnego dziecka, choć bardzo pragną, stąd też pomysł na adopcje. Obserwowali wszystkich podczas śniadania, ja im wpadłam w oko. W dodatku moja wychowawczyni przedstawiła moją historię. Zainteresowałam ich, swoim charakterem, oraz podejściem do życia. Postawili kropkę na mnie.

Chcę końca rozdziału. To trochę za dużo, jak na miesiąc. Bardzo chcę z nimi zamieszkać, ale potrzebuje czasu. Zadecydowaliśmy wszyscy razem, że przez trzy tygodnie będziemy spędzać wspólnie czas, a później decyzja należy do mnie. Uważałam, iż to małżeństwo lubi rozpieszczać swojego syna. Później jednak moje zdanie, co do tej kwestii trochę się zmieniło. Pieniędzy im nie brakuje, jednak Artur na swoje wydatki musi zarobić sam, jak nie u ojca w firmie, to w innej robocie. Nauczony jest samodzielności od dziecka, nie chce być przywiązany do rodziców, woli być samowystarczalny. Takich ludzi cenię. Nie szastają na lewo i prawo kasą, bo powodzi im się, dzieci muszą zarobić same, nic w życiu nie dostaje się, od tak. W podobny sposób ja jestem wychowana, nie dostałam wszystkiego, czego zapragnęłam . Tak nauczyłam się szacunku do pieniędzy, oraz wymarzonych rzeczy, które w końcu dostałam.
Z tygodnia, na tydzień, coraz to bardziej przywiązywałam się do nich. Stawali się dla mnie kimś ważnym. Nadeszły ostatnie dni mojego pobytu w domu dziecka. Pewniej nocy do mojego pokoju wszedł David, nic w tym nie było by dziwnego, bo przychodził co noc, lecz tej nocy miał dość dziwny pomysł. Chciał wyjść przez okno i pospacerować troszkę po Krakowie. Była już 2 w nocy, nie ukrywam, że odrobinkę się bałam. Moje okno było na parterze, z łatwością można do niego wejść od zewnątrz. Po chwili oporu, zgodziłam się. Sądzę, że był to najcudowniejszy spacer w nocy. Te wakacje są chłodne, aczkolwiek dziś jest dość ciepło, więc chlapaliśmy się wodą z fontanny, szwendaliśmy się przy brzegu Wisły. David prosił mnie, bym go nigdy nie zapomniała, oraz po mimo tego, że będę miała rodzinę i mało wolnego czasu, to żebym spotykała się z przyjacielem, z domu dziecka. W ośrodku znajduję się około miesiąca, a już zdążyłam pokochać najlepszego przyjaciela na całym bożym świecie.
Nigdy o nim nie zapomnę!

Dwa dni później, rodzina Parkerów oficjalnie mnie adoptowała. Po tym, jak podpisali wszystkie potrzebne dokumenty, pan John włożył moje walizki do samochodu. Ja wróciłam się jeszcze, aby pożegnać się ze wszystkimi. Nie było tych osób zbyt dużo, bo tylko David, oraz kilka opiekunek. Z Davidem stałam dobre kilka minut w objęciach, nie mogliśmy się pożegnać. Niestety, musiałam go puścić. Pani Martha równie mocno mnie ściskała, jak chłopak. Powiedziała, że zawsze dam sobie radę, w każdej sytuacji, bo jestem niesłychanie dzielna.

Parkerowie mieszkają na wybrzeżach Krakowa, więc nie jechaliśmy długo. Gdy dotarliśmy na miejsce, moją uwagę przyciągnął dom. Nie jest ogromny, ale duży. Kolor ma biały, dach natomiast jest ciemnobrązowy. Na parterze widać duży taras, który całości dodaje nieziemskiego uroku. W każdym pomieszczeniu znajdują się duże, przestronne, okna, dające mnóstwo światła. Dookoła tego domu rozciąga się niewielki ogród, pełen owocowych drzew i pięknie kwitnących kwiatów. Do wejścia, do mieszkania prowadzi wąska ścieżka.
Wewnątrz, dom jeszcze bardziej mnie zachwycił. Urządzony jest tak idealnie, tak przytulnie, jakby cały budynek, od fundamentów, po obrazy na ścianach projektował dobry architekt. Nie mogę przyjąć do siebie tego, że będę tutaj mieszkać. Tu jest tak wspaniale.
- Emily… - pstryka mi palcami przed głową pani Rebeka. - Coś zamyśliłaś się mocno, chcesz zobaczyć swój pokój ? – pyta. Bardzo chce, nigdy nie miałam swojego pokoju, zawsze dzieliłam z rodzeństwem.
- Tak, oczywiście. – odpowiadam.
Idę tuż za kobietą.
Rebeka otwiera drzwi i wchodzę do niewielkiego pokoju. Ściany, mają kolor biały, taki sam jak szafa i komoda. Łóżko stoi w kącie, całe jest różowe, razem z poduszkami. Przy łóżku stoi mały stolik. Obok szafy, jest również białe biurko, a na nim lusterko i jakieś tam rzeczy. Cały pokój jest mega śliczny, czuję, że go polubię.
John, zaraz po kolacji, rzekł do mnie, że musimy jechać kupić mi laptopa i nową komórkę, ale ja nie potrzebuje tych rzeczy. Jakoś wytrzymałam do 16-tu lat bez laptopa. Jedyne co mi może kupić, to książki, kocham czytać. Najbardziej podobają mi się dramaty i kryminały. Wiem, jestem trochę inną nastolatką, kto w tych czasach nie ma komputera, oraz całymi dniami potrafi czytać książki ?
John, postawił na swoim. Dał mi pieniądze, i kazał następnego dnia, abym poszła z Arturem i kupiła te rzeczy, oraz to, co mi jest potrzebne. Musiałam się zgodzić, dlatego, że męczył by mnie całą noc.

Rano wstałam i poszłam zjeść śniadanie. Rebeka zrobiła pyszne naleśniki, z kremem orzechowym. Zaraz po mnie, do kuchni przyszedł Artur, bardzo był zadowolony, chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że pół dnia będzie chodził z dziewczyną po sklepach, no chyba że lubi.
- Co ty taki zadowolony ? – pytam chłopaka.
- A bo w końcu oprowadzę cię po mieście. Pokaże ci kilka niezłych miejsc. – mówi z uśmiechem na twarzy.
- No dobrze, dobrze. – Nie mogę się doczekać.
Rebeka kładzie nam na stole naleśniki i mówi do mnie:
- Jak ma na imię twoja mama ? – pyta delikatnie.
- Rose, a tata Tom. – odpowiadam uśmiechając się do kobiety.
- Za parę dni pojedziemy do nich w odwiedziny, co ty na to ?
- Naprawdę ? Okay, bardzo się cieszę. – Wstaję z krzesła i przytulam mocno Rebekę.
Automatycznie zrobiłam się wesoła, nie wiedziałam, że tak pozytywnie zadziała na mnie taka wiadomość.
Ja i Artur szwendaliśmy się po sklepach, dużo śmiejąc się przy tym. Dowiedziałam się sporo ciekawych rzeczy o nim, na przykład, że nie cierpi koloru szarego, bardziej woli brunetki od blondynek, ponieważ twierdzi w 100% że przesądy o blondynkach są prawdziwe. Najbardziej mnie zdziwiło to, że uwielbia chodzić z dziewczynami na długie zakupy, przeciwnie do reszty chłopaków. Większość mężczyzn wkurza takie niezdecydowanie kobiet i marudzenie. Czuje, że często będzie mi towarzyszył w wyborach ciuchów, jeszcze w dodatku bardzo zna się na modzie męskiej, jak i żeńskiej.
Po czasie, znalazłam idealną koszulkę, która od razu wpadła mi w oko. Gdy już wychodziliśmy ze sklepu, na jednej z ławek, siedziała znajomo, wyglądająca osoba. Po chwili zrozumiałam, że to Michel, ale nie był sam. Obok niego stało 3 chłopaków i 2 dziewczyny. Chciałam podejść, ale cholernie się wstydziłam. W pewnej chwili, widocznie mnie zauważył, gdyż wstał i… poszedł w kierunku sklepu. EHH, a już myślałam. Dobra, mniejsza z tym. Jak już się otrząsnęłam, Artur zaciągnął mnie do sklepu z telefonami i kazał sobie wybrać. Nie znam się na telefonach kompletnie, więc powiedziałam, żeby on zdecydował. Podeszliśmy jeszcze do jednego sklepu, po laptopa i wracaliśmy wykończeni, po 5 godzinach, ciągłego łażenia.
Zaraz po tym jak zjadłam kolacje i położyłam się w łóżku, przyszedł do mnie SMS, nie chciało mi się podnosić z łóżka, więc postanowiłam, że odpisze rano. Później jednak przychodziły kolejne, co mnie wkurzyło, ponieważ chciałam usnąć. Niestety, musiałam wstać z łóżka. Podniosłam telefon i zobaczyłam że napisał Michel. Ucieszyłam się bo jednak faktycznie mnie zauważył. Po chwili ta radość znikła. Michel miał straszne pretensje że byłam na zakupach z jakimś chłopakiem i że nie podeszłam się przywitać. Odpisałam że mu o nim opowiadałam, to jest syn rodziny która mnie zaadoptowała. A nie podeszłam bo się wstydziłam, lecz chłopak nie chciał nawet wyjaśnień, był potwornie wkurzony. Zakomunikował mi tylko że nie może ze mną chodzić na zakupy ani się spotykać żaden chłopak. Oo.. nie. Tutaj już przegiął kim ja jestem ? Jego niewolnicą ? Co się z nim dzieje ?
Ten fakt, że pokłóciłam się z przyjacielem jakoś nie wpłynął na mój humor. Znam już Michela, i wiem że choć nie wiem jak bardzo bym się z nim pokłóciła, to po jakimś czasie mu przejdzie. Tylko ciekawi mnie dlaczego tak się wkurzył, nigdy nie zabraniał mi niczego.

Dni mijały… A od Michela zero znaku życia, nie pisał, nie dzwonił. Zastanawiałam się całymi dniami, co może się z nim dziać. Jeszcze nigdy tak nie było, że nie kontaktował się ze mną, przez 4 tygodnie. Coś musi być nie tak.
Już nie wytrzymałam i zadzwoniłam do niego. Odebrał i jakby nigdy nic, powiedział, abyśmy się spotkali w jednym z parków. Byłam zła z powodu tego, że nie odzywał się 4 tygodnie, ale przytulenie się do niego, zwyciężyło. Byłam już troszkę obeznana po Krakowie, więc postanowiłam pójść sama. Jeny, to pierwsze nasze spotkanie. Czekałam na nie rok. Ustaliliśmy godzinę 17. Do wyczekiwanego czasu miałam jeszcze dwie godziny, pomimo tego ja już zaczęłam się szykować. Chciałam dzisiaj wyglądać jak najlepiej. Ubrałam moje ulubione spodenki, koszulkę, którą dzień temu kupiłam, oraz czarne trampki. Po zrobieniu makijażu, zerknęłam na telefon i uświadomiłam sobie, że za parę minut 17. Bałam się coraz bardziej. Wyszłam z domu i na przystanku wyczekiwałam na autobus. Chciałam być jak najszybciej.
Gdy przyjechałam pod ustalony park, z daleka już go widziałam. Szłam do niego, z mocno bijącym sercem. Kiedy byłam zaledwie kilka metrów od niego, on się odwrócił, a ja rzuciłam mu się na szyję.
- W końcu, w końcu cie mam w ramionach. – wyszeptał, zanurzając głowę w moich włosach.
- Czemu nie odszywałeś się przez tyle czasu ? – pytam, ściskając go z całej siły.
Puszcza mnie i patrzy mi w oczy.
- Dużo by opowiadać. Wytłumaczę ci kiedyś. A teraz może pójdziemy do mnie, hm ? Nie ma nikogo w domu, więc możemy na spokojnie pogadać.
Nie bardzo podoba mi się ten pomysł. Wolę na razie pochodzić po rynku.
- Nie, nie chce. Pójdziemy może coś zjeść ?
- Zjemy u mnie, chodź księżniczko. – Łapie mnie za rękę i ciągnie. Nie chce mi się już stawiać oporu, więc idę obok niego.

U Michela bardzo fajnie się bawiłam, graliśmy w jakieś gry na komputerze, oglądaliśmy filmy, wcinaliśmy słodycze i bardzo dużo śmieliśmy się. Jak zdałam sobie sprawę, że jest już 21, poprosiłam go, aby mnie odprowadził. On, na moje zdziwienie, powiedział, że nigdzie jeszcze nie pójdę. Niestety, ja powiedziałam Rebece, że będę do 21 i ani godziny dłużej, wiec musiałam już iść. Chłopak nie chciał mnie puścić, ja zaczynałam się denerwować, bo nigdy jeszcze nie naruszyłam zaufania Rebeki i nie miałam zamiaru tego robić. Michel podszedł do mnie, złapał mocno i zaczynał krążyć ręką po moim brzuchu. Próbowałam się wyrywać, bo zdałam sobie sprawę, że nie znam jednak tego człowieka. Miał jednak za dużo siły. Zaczął mi ściągać ubrania, ja chciałam krzyczeć, ale drugą ręką zatkał moje usta. Szczypałam go, drapałam, wyrywałam się, ale on nie przestawał. Zachowywał się, jakby właśnie chciał być cały podrapany, aż do krwi… Chce stąd uciec! Po jakimś czasie nie miałam siły na nic, nawet na krzyk. Michel robił ze mną co chciał, a ja tylko płakałam i się trzęsłam…
Rano obudziłam się cała naga, chłopak leżał obok mnie. Wstałam, ubrałam się i uciekłam stamtąd, jak najszybciej. To była okropna noc, chce o niej pomnieć! Proszę!

Weszłam po kryjomu do swojego pokoju, na szczęście każdy jeszcze spał. Trzęsłam się z zimna, z szoku, ze wszystkiego. Muszę o nim zapomnieć, muszę ! Położyłam się w łóżku, a łzy nie chciały przestać lecieć. Jaka ja jestem głupia, że z nim poszłam do tego domu. Niech mnie jutro coś przejedzie. Te ohydne myśli nie chcą mi wylecieć z głowy… Jaka ze mnie idiotka!
Zrobiła mi to osoba, którą tak kochałam, której tak ufałam, tak wierzyłam.
Odebrał mnie pierwszego razu, człowiek… którego myślałam, że znam doskonale!

Zamknęłam się w pokoju i nie wychodziłam cały dzień…
I drugi dzień… Dalej zegar bił, a poprawy brak.
Rebeka, John i Artur dobijali się do moich drzwi, przez cały czas. Nie wpuściłam ich , ale około godziny 20 przyjechał ślusarz. Otworzył im drzwi i zapłakana Rebeka wbiegła i przytuliła mnie.
- Emily… stało się coś dziecko ? Martwimy się o ciebie, od dwóch dni nie włożyłaś nic do ust. Proszę odezwij się.
- Wszystko w porządku. –moje największe kłamstwo na świecie.
- Nie, nie jest w porządku. Popatrz się na mnie… - otwieram całe czerwone oczy od łez. – Rebeka, aż zasłoniła buzię ręką, gdy zobaczyła mój stan. – Teraz pójdziemy na dół, zjesz coś i wszystko mi powiesz. Nie możesz niczego tłumić w sobie, kochanie. Pomogę ci, cokolwiek się stało.
John i Artur poszli do siebie, abym ja i Rebeka mogły spokojnie pogadać, przy kubku kakao. Nie wiem, czy dam radę wydusić z siebie to, co się stało.
Z tego szczęścia chce mi się skakać, najlepiej z mostu.

Rebeka złapała mnie za rękę i powiedziała:
- Jesteś gotowa mi powiedzieć ?
Kiwam głową i chce już wypowiedzieć pierwsze słowo, ale zaczynam płakać.
- Spokojnie, słoneczko. Jestem tu przy tobie.
- Spotkałam się z moim przyjacielem, którego znałam rok, tylko że przez Internet. Wszystko było w porządku, ale gdy już chciałam wracać do domu, to nie chciał mnie puścić… całą noc mnie gwałcił. - Cała się trzęsę i nie mogę powstrzymać płaczu.
- Nie! Emily, damy radę, ten gnojek jest pełnoletni ?! – jest zszokowana, chyba jeszcze bardziej niż ja.
- Od miesiąca, tak. – odpowiadam.

Byłeś dla mnie wszystkim w co wierzyłam. Potrzebowałam cię, wiesz ? A ty jedną nocą rozwaliłeś moje życie. Po co te kłamstwa, po co ta udawana przyjaźń ? Przez rok byłeś prawdziwym przyjacielem, żeby na końcu mnie wykorzystać ? Po prostu się pomyliłam, co do ciebie.

Z tygodnia, na tydzień było coraz lepiej. Z pomocą psychologa, rodziców, PRAWDZIWYCH przyjaciół wychodziłam na prostą.

Jak daleko możesz uciec od siebie, żeby pokonać niewyobrażalny ból? Jak wiele musisz zapomnieć, żeby móc dalej żyć - tylko dlatego, że życie okazało się trudniejsze, niż powinno być? Emily, jest niesłychanie odważną i silną dziewczyną. Wiele nastolatek nie poradziło by sobie z takimi ciężarami. Dziewczyna odebrana biologicznym rodzicom, zgwałcona, a pomimo tego nadal stawia czoło kolejnym problemom, ma chęć do życia. Po prostu jest osobą godną naśladowania i podziwiania. Opowieść jest o miłości, o nadziei, o słowach które nigdy nie powinny paść, o dotyku którego nikt nigdy nie winien doświadczyć i o pogodzeniu się z tym, że nie zawsze jest tak, jakbyśmy zapragnęli.
Dodał/a: Kasiaa_01 w dniu 3-09-2016 - czytano 1914 razy.
Słowa kluczowe: smutno miłość dramat zranienie nadzieja nieszczęśliwa miłość tęsknota adopcja Kasiaa_01

Komentarze (8)

Krwawiąca rączka śmidnia 2016-09-03 19:21:11.

Kobieto namęczyłaś się nad tym podziwiam cię za wytrwałość i skupienie. Masz talent jak sama to wymyśliłaś! Brawo.

Centruednia 2016-09-09 17:42:56.

Jedno z lepszych opowiadań jakie czytałam.. Mogę jedynie dodać że jest świetne =)

MRS.altrodnia 2016-09-09 18:05:02.

Godne polecenia ;)

Ilona dnia 2016-09-18 21:58:42.

Też pisze takie opowiadania ale tylko dla siebie

Ilona dnia 2016-09-18 21:59:58.

Naprawdę dobre

Dzidzia dnia 2016-09-27 14:22:53.

JEDNO Z NAJLEPSZYCH OPOWIADAN JAKIE CZYTALAM 😌😶😶😶

Patidnia 2016-12-25 08:29:08.

Piękne opowiadanie napisz jeszcze coś..

Jadnia 2016-12-28 23:57:55.

Jedno z lepszych opowiadań jakie tu są . Ale niestety te angielskie imiona przesadzone jak dziewczyna z Katowic ma na imię Emily.

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Jeszcze będzie pięknie…"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)