JESTEŚ WSZYSTKIM CZEGO CHCĘ. Rozdział IV

- No dobra, będę leciał.
- Cze, czekaj - złapała mnie w ostatniej chwili za łokieć. - Ładna koszula, ale nie sądzisz że ciut pognieciona?
- Nie miałem czasu. Poza tym, nie umiem prasować.
- Zdejmuj. Pomogę ci.
Spojrzałem na zegar, mam jeszcze w sumie dziesięć minut.
- No dobra.
Dziewczyna wyjęła z szafy żelazko i deskę, a ja zaczynając od góry, rozpinałem guziki. W połowie coś mi się poplątało, bo guzik nie chciał mnie puścić.
- Poczekaj - zaśmiała się i zaraz sama na spokojnie odpięła ten uparty i jeszcze dwa niżej. - Widzisz, to trzeba lekko.
- Dzięki - zdjąłem ubranie i położyłem na desce. Żelazko nagrzało się, a zaraz ona ustawiła temperaturę zgodnie z metką na koszuli.
Stałem za nią i obserwowałem. Starała się by nie było ani jednego zagięcia i pod gorącym związkiem wszystko idealnie prostowało się. Na końcu przeciągnęła kołnierzyk i stanęła przede mną, chcąc żebym odwrócił się tyłem. Trzymała koszulę. Wsunąłem najpierw jedną rękę, potem drugą i zaraz Magda stanęła przede mną, zapinając mi guziki żeby było szybciej.
- Teraz możesz iść.
- Dzięki wielkie. Teraz nie chce mi się iść. Od trzech dni kiedy znowu ze mną mieszkasz najchętniej został bym tutaj z tobą.
- Jakoś sobie poradzę. Kupiłam sobie kilka gazet, przejrzę ogłoszenia i znajdę pracę.
- No to dobrze - założyłem kurtkę. - Wrócę wieczorem.
- Okej. Zrobię kolację.
- To pa.
Wyszedłem. Zostawiam jej klucz, by w razie czego mogła wychodzić do sklepu, czy gdzie tam chce. Mówię kiedy wracam żeby w razie co otworzyła mi drzwi. No chyba że plan nagle zmieni się, więc wtedy dzwonię do Magdy i mówię jak jest.

~*~

- Hej, jestem - wyznałem już kolejnego dnia, kiedy wszedłem do mieszkania. Dowiódł mnie niesamowity zapach czegoś smażonego. Udało mi się wrócić wcześniej, więc wieczór mam w pełni wolny, bo jutro niedziela.
- Hej, hej - wyszła z łazienki i od razu podbiegła do garnka, by pomieszać. - Dzisiaj wcześniej?
- Tak - zdjąłem kurtkę. - Całe szczęście, bo mam dosyć.
- Muszę ci się czymś pochwalić.
- Tak? - podszedłem otwierając lodówkę.
- Nie jedz, zaraz nakładam.
- Okej. A co to takiego?
- Coś jak gulasz. Lubisz?
- Uwielbiam. A czym musisz mi się pochwalić?
- Chyba znalazłam pracę.
- To dobrze. Szybko.
- No szybko. Mogę dawać korepetycje angielskiego.
- O - byłem pozytywnie zaskoczony. - A to w jakimś ośrodku, czy gdzieś?
- Mhm - sięgnęła po talerze i zaczęła nakładać porcje. - Coś jak prywatna szkoła, ale nie do końca.
- To i tak dobrze. Dzięki - odparłem kiedy podała mi ciepły swój wyczyn. - Od kiedy zaczynasz?
- Od poniedziałku.
- Pojutrze?
- Tak.
- To ja wyrobię ci drugi klucz, bo ciężko będzie z jednym.
Wziąłem na spróbunek i muszę przyznać że to jest dobre. Nawet bardzo dobre.
- Pycha.
- To dobrze. Nie za ostre?
- Nie. Idealne.
Sama spróbowała i przyznała mi skromnie rację.

Miło spędziliśmy każdą chwilę przy rozmowie. Wieczorem przeszliśmy do mojej sypialni i tam oglądaliśmy zdjęcia dla odmiany. Pokazałem i przedstawiłem jej każdego z mojej rodziny. Okrężnie kolegów i koleżanki też widziała. Po tylu latach, pewnie nawet nie wiedzą co się ze mną teraz dzieje. Magda w końcu doszła do jakiejś fotografii i zatrzymała się.
- Ładna dziewczyna - przyznała.
Zerknąłem przez jej ramię widząc mnie i moją byłą dziewczynę — Andżelikę.
- Stare zdjęcie.
- Ile miałeś lat?
- Siedemnaście. Oboje tyle mieliśmy.
- Twoja dziewczyna, tak?
- Była.
- Zostawiła cię?
- Nie do końca. To ja zostawiłem ją.
- O - zawahała się. - Ty?
- Musiałem.
- Przeprowadziłeś się, czy co? Jak nie chcesz, nie odpowiadaj. To twoje prywatne sprawy.
- Teraz już tak nie bolą. Zdradziła mnie i tyle.
- U. No to kiepsko.
- Wiedziała że nie akceptuję zdrady, tyle razy już to powtarzałem, a ona i tak to zrobiła z innym. Mimo że była upita, i tak nie umiałem jej wybaczyć. To miała być nasza chwila, a ona popsuła wszystko w jeden wieczór.
- Przykro mi. Ale tak umiałeś odejść kochając ją?
- Ja po prostu znienawidziłem ją tego jednego dnia. Kupiłem sobie wódkę i wypiłem w godzinę. Sam.
- Co na to rodzice jak wróciłeś?
- Byłem kompletnie nawalony, połowy nawet nie pamiętam, ale podobno mama była w szoku. Na drugi dzień kac jak stodoła, nie poszedłem do szkoły, zalewałem się łzami i żalem do niej dlaczego mi to zrobiła. Czas leczy rany, zająłem się produkcją i jakoś to jest. - Spojrzałem na Magdę. - A ty?
- Co ja?
- Masz chłopaka?
- Nie. Jakbym miała, to pewnie byłabym teraz z nim.
- A miałaś?
- N... Nie do końca. Był taki jeden, ale dobijał mnie tylko. Nie ja byłam ważniejsza tylko jego nałogi gier komputerowych.
- No tak. Też nie fajnie. Tak się zastanawiam, taka ładna dziewczyna, a nie ma nikogo?
Uśmiechnęła się w podzięce za komplement.
Byliśmy od siebie dosłownie parę centymetrów. Dziewczyna zmieniła zdjęcie, ale poczuła że ja zamiast na fotografię, patrzę na nią, więc podniosła oczy.
Znowu spojrzenia spotkały się i nie umiałem pierwszy wzroku odwrócić. Z resztą ona chyba też nie zamierzała. Już czułem jak przyspiesza mi rytm serca i reszta świata przestała się liczyć. Ona nagle wolno przeszła ręką do mojego ramienia i coś jakby z niego wzięła.
- Masz... Włosa miałeś. Zrzuciła go na podłogę, a ja znowu wróciłem wzrokiem na nią, ona swojego wzroku ze mnie nie oderwała. Nie chciałem robić i prowokować w niczym więcej, bo boję się że znów mi ucieknie.
Nagle dzwonek do drzwi. Przerwał nasze spojrzenia, bo oboje przenieśliśmy oczy w drzwi. To ja się podniosłem i podszedłem by otworzyć, bo dzwonek powtórzył się.
To była sąsiadka z góry i wręczyła mi do ręki kopertę.
- Dobry wieczór. Listonosz zostawił u mnie przez przypadek.
- A. Dziękuję.
Odeszła, ja zamknąłem drzwi i spojrzałem na kopertę dokładniej — Rachunek za telefon — Rozdarłem jedną stronę i wyjąłem dokument ze środka patrząc ile mnie wycenili za rozmowy w tym miesiącu.
Ponad pięćdziesiąt złotych. Bywało gorzej.
Wróciłem do sypialni i odłożyłem kwitek na szafkę. Magda składała już zdjęcia z powrotem do pudełka. Postanowiłem jej pomóc. Ona nagle odkręciła się, ja podchodziłem i zderzyliśmy się czołami.
- Ooo... - wydał się nasz równoczesny jęk lekkiego bólu.
Magda przyłożyła sobie rękę do czoła i potarła je.
- Sory, nie chciałem.
- To moja wina. Nie widziałam że tak szybko podszedłeś.
- Pokaż. Może lód potrzebny.
Odchyliłem jej dłoń od czoła, wciąż trzymając tą ciepłą delikatną dłoń i teraz znowu jak na złość spojrzała mi w oczy. Nie wiedzieć co mnie popchnęło, poleciałem wolno na jej usta. Pożałowałem, bo teraz nie wiem jak to przyjęła. Nie ruszyła się w ogóle, to ja oderwałem swoje usta, ale tylko tak trochę by jeszcze coś wyszeptać.
- Przepraszam - z szeptem wydał się też wyraźny ton że nie chciałem.
Jeszcze zanim wyprostowałem się, ona szybko jedną ręką chwytając mnie za lewą stronę twarzy, przysunęła moje usta jeszcze raz. Tym razem całus nie był zwykły i krótki. Nabierając coraz więcej powietrza, usta stykały się częściej i bez przerw. Cofała nas do tyłu. Kiedy już waliła się na łóżko plecami, przytrzymałem dziewczynę żeby nie upadła zbyt szybko.
Nie byłem pewny tego co robimy, ale nie mogę przestać pierwszy, by nie myślała że mam jakieś obawy. Jednak będąc takim pochopnych, pokazuję jej że jak każdemu, zależy mi tylko na jednym. Nie wiem która wersja lepsza. Uznałem że póki ona mnie nie odrzuca, będę sięgał ile mogę i z umiarem oczywiście.
- Piotrek, stój - oddzieliła nasze usta dłonią zakrywając moje. - Za szybko.
Przytaknąłem chcąc wolno wstać z niej, ale ona sama chyba nie wiedziała czego chce, bo przytrzymała mnie. Widocznie ma to samo uczucie. Boi się że zaufała za wcześnie, a potem coś się stanie.
Żeby nie było, nie puściłem jej, ale prześlizgnąłem się na bok. Serio dziwne uczucie. Mamy się ku sobie, trzymamy za splecioną rękę, panuje milczenie i nic więcej. Po dwóch minutach, to ona wróciła wzrokiem na mnie, po czym zagryzła wargę.
- Co myślisz?
Wzruszyłem ramionami.
- Nie wiem. Obiecałem że nie będę robił nic przeciwko tobie.
- Ja miałam nie psuć twojej przestrzeni prywatnej.
- A co jeśli nic nie psujesz?
- A co jeśli uznam że nie robisz nic przeciwko mi?
Uroczo zamrugała rzęsami. Zna moje zdanie na ten temat, ja mam pewność co do jej uczuć, więc chyba mało stoi na przeszkodzie. Pochyliłem się i znowu poczułem tą lekkość jej ust...

Otworzyłem oczy nad ranem. Dzisiaj niedziela, ale... Mam przed sobą śpiącą Magdę. Jak na razie widzę jej tył głowy i nagie ramię wystające z pod kołdry. Podniosłem głowę podpierając ją na łokciu i zbliżając twarz, na ramieniu dziewczyny złożyłem swój pocałunek. Jeszcze ani drnęła, ale powtórzyłem ruch idąc tak oddechem między jej włosy. Teraz dopiero zaczęła kulić się, a nawet otwierać oczy. Były skierowane wprost na mnie i zaraz też zmarszczyła brwi z uśmiechem na twarzy.
- A co ja tu u pana robię?
- No właśnie o to samo miałem zapytać. Co pani u mnie robi?
- A czy to czasem nie pan mnie tu zatrzymał?
- A rzeczywiście - zastanowiłem się i zaraz dostałem od niej buziaka.
- Co z tym zrobimy? - spytała tak jak ja, podpierając się na łokciu.
- Z czym?
- No z tym. To trzeba przemyśleć.
- Zgadzam się. Jesteś śliczna gdy śpisz.
- Ja mówię poważnie - zaśmiała się. - To nie może tak być, bo... Praktycznie się nie znamy.
- Teraz już znamy.
- No nie wierzę - zaczęła w końcu i splotła nasze dłonie. - Nie sądzisz że to zbyt piękne żeby było prawdziwe?
- Zdarza się. Żałujesz czegoś?
- No pewnie.
- Serio? - zmarszczyłem nagle brwi. - Czego?
- Że nie poznałam cię wcześniej.
- A co by to zmieniło?
- No... Bardzo wiele. Mam nadzieję że ty tej nocy nie potraktowałeś jako żart?
- Nie. Nie jestem taki. Szanuję to że byłaś w stanie znieść coś takiego. Zaufać obcemu?
- Teraz to już chyba nie jesteś taki obcy. Znasz mnie od każdej możliwej strony.
- To muszę ci podziękować. Równie dobrze mogłabyś już wczoraj dać mi w twarz i wynieść się stąd jak najszybciej. Prawda jest taka że ja się chyba zakochałem.
- Prawda jest taka, że ja chyba też.
- Wstaniemy kiedyś z tego łóżka?
- A gdzie ci się spieszy?
- Ja głodny jestem. Wiedz że tak mam.
- Za każdym razem?
- Tak.
- Za mało ruchu, kolego.
- Dziwisz się? Całymi dniami siedzę w fotelu i nadaję w mikrofon. Za to ty... Ty coś ćwiczysz?
- Nie. Dużo spaceruję. To serio odpręża.
- To ja czasem biegam. Ale to serio tylko czasem.
- No dobra. To jak jesteś taki bardzo głodny...
- Wiesz co? - przytrzymałem ją jeszcze. - Poczekam aż będę głodny bardziej.
Zaśmiała się trochę i przylgnęła do mnie całym ciałem.
Chyba ta dziewczyna, to nie pomyłka. Jest fajna, imponująca, słodka, zabawna... Mogę tak wymieniać, ale najważniejsze, stara się ufać. Nie umiem powiedzieć czy żałuję. Nie żałuję, bo chyba to była najpiękniejsza chwila w moim życiu, albo jedna z najpiękniejszych. Jeśli wszystko ułoży się tak jak bym chciał, będę wdzięczny z całego serca. Chciałbym żeby to właśnie Magda była tą do końca życia, bo w końcu już coś nas łączy.

Na równe nogi wstaliśmy dopiero na południe. Śniadanie można było sobie darować, bo teraz czas na obiad. Nie było zbytnio ochoty na kucharzenie, więc zrobiliśmy coś na szybko. Na bardzo szybko, bo w brzuchu burczało.
Cały wieczór przekomarzaliśmy się z nudów, bo serio co by nie wymyślił, to czas i tak spalił.
- No dobra, idę spać - uznała w końcu. - A ty?
- Ja pewnie też.
- To zajmuję łazienkę - stwierdziła i odeszła.
Sprzątnąłem jeszcze w kuchni te zbędne talerze i czekałem aż Magda wyjdzie. Pokazała się po pięciu minutach, przebrana i gotowa do spania.
- Możesz wchodzić.
- No ja jeszcze jednak muszę pocztę sprawdzić. Zobaczymy się rano.
Przytaknęła i odeszła do pokoju przeznaczonego dla niej. Ja udałem się do siebie i rozłożyłem laptopa na ławie, chcąc z niego skorzystać.
Wziąłem się za sprawdzanie aktualności w internecie, to jakieś wiadomości, plotki... Zaraz też dostałem Smsa. Odczytałem i wiadomość okazała się być od Magdy.
- "Śpisz już?"
Trochę mnie to zdziwiło, ale odpisałem.
- "Nie"
Nie minęło nawet pół minuty, a zaraz ciche pukanie do moich drzwi. Uśmiechnąłem się i pozwoliłem wejść.
- Proszę.
Zajrzała, zerknęła co robię i zaraz podeszła siadając obok mnie.
- Nudzę się.
- Mogę zaproponować ci telewizję.
- Jakoś nie chce mi się oglądać.
- A co ci się chce?
- Nie wiem. Co robisz?
- Sprawdzam.
- Co ciekawego?
- Bo ja wiem... A ty co? Nie chce ci się spać?
- Chce trochę.
- To jaki problem?
- W tamtym pokoju jest okropnie zimno.
- Grzejniki chodzą.
- Ale wraz jest mi zimno - mówiła z wyrazem żalu, a ja spojrzałem na nią z pod oka.
Uśmiechnęła się, więc odwzajemniłem, ale znów wzrokiem wracając na ekran laptopa.
- A kiedy idziesz spać?
- Jak skończę.
- A kiedy skończysz?
- Za... Jakąś godzinę.
- Co...? - zawiodła się. - A mogę chociaż tu tak posiedzieć?
- Możesz - uznałem zdecydowanie, cały czas klikając w klawiaturę. Muszę wysłać kilka maili.
Dziewczyna sięgnęła do ławy po pilot i jednak włączyła sobie telewizor. Odsuneła się całkowicie do tyłu, by oprzeć plecy o oparcie rozścielonego łóżka, po czym przełączała kanały szukając czegoś odpowiedniego dla siebie.
- Piotrek, a może ja ci przeszkadzam?
- Czym?
- Telewizorem?
- Jakby mi przeszkadzało, to bym wyszedł.
Już zamilkła. Ja zająłem się pisaniem, sprawdzaniem i ogólnie tym co zwykle i rzeczywiście minęła godzina. Wyłączyłem laptopa, zamknąłem go i odwróciłem do dziewczyny.
- Skończyłem.
Trochę zrzedła mi mina, bo ona zasnęła z pilotem w ręku. Głowa zsuwała jej się na oparcie, nogi wyciągnięte przed siebie i pytanie, co ja mam z nią zrobić?
Postanowiłem jednak odnieść do jej pokoju, ale w sumie mówiła że "tam jest tak zimno."
Podniosłem się i pochyliłem nad Magdą po to by doprowadzić ją wolno na poduszkę. Coś tam mruczała pod nosem, ale nie budziła się do końca, nawet oczu nie otworzyła. Okryłem ją kołdrą i gasząc światła, sam położyłem się obok niej, ale jeszcze nie po to by spać, ale patrzeć jak ona śpi, leżąc na boku przodem do mnie i przy tym wtulona w poduszkę. Uśmiechałem się trochę, bo jest naprawdę fantastyczną dziewczyną. Bardziej bym myślał że po wczorajszej nocy będzie mnie unikała, ale jak widać jest lepiej. Rozmawiamy jeszcze więcej, ciągnie nas do siebie. Może zaryzykuję i będę starał się w pełni zdobyć jej serce.
Odgarnąłem z oczu dziewczyny kosmyk blond włosów, a wtedy ona tak jak mała przylepa, wtuliła się w mój bok. Tylko objąłem ją jeszcze bardziej i czuję że dzisiejsza noc będzie moją jedną z najlepszych. Kiedyś sam, a dzisiaj zasypiam mając w objęciach kogoś kto potrzebuje czułości. Może się ułoży i nie będę już sam?

Nastał poniedziałkowy ranek, otwierając oczy widziałem Magdę i głupi sen stawał się rzeczywistością. Jeszcze spała, ale z tego co pamiętam, chciała jechać ze mną na pierwszy dzień w swojej pracy, więc jak nadal tego chce, muszę ją obudzić. Postanowiłem zrobić to delikatnie, albo najlepiej całusem. Na odpowiednie miejsce wybrałem policzek. Odczekałem trochę, wolno otworzyła oczy i posłała uśmiech.
- Ciepło ci dzisiaj było?
Stanowczo przytaknęła i mając moją rękę przy sobie, lekko dała się poczuć kładąc swoją dłoń. Rzeczywiście była ciepła, no i taka delikatna. Już chyba zapomniałem co to znaczy ciepła dłoń kobiety.
- Nie wiem czy uwierzysz, ale mój sen wciąż trwa.
- Zasnęłaś tutaj, ja nie mogłem pozwolić żebyś tam marzła. Wyspałaś się chociaż?
Przytaknęła kilkakrotnie i ziewnęła.
- Która godzina?
- Szósta. Chciałaś jechać ze mną do pracy. Wstajemy?
- Jeszcze pięć minut.

Z pięciu minut zrobiło się nawet piętnaście, ale to ja pierwszy podniosłem się w końcu i odsłoniłem roletę przez którą wpadło rażące światło słońca, wprost na twarz Magdy. Tylko zmarszczyła nos i wystwiła rękę przed siebie by zasłonić nią promienie. Rozsunąłem dużą szafę, doszukując się ubrań w których będę dzisiaj. Odkąd jest Magda, nie muszę martwić się o to że nie mam czystych ubrań. Wstawia pralkę wtedy, gdy widzi że już czas najwyższy.
- Wrócić będziesz musiała sama.
- Okej - podniosła się wolno. - O której będziesz?
- Zadzwonię jak będę wracał, bo nie wiem kiedy dokładnie. Odbiorę przy okazji kopię klucza dla ciebie.
Tylko uśmiechnęła się i wyszła by też móc się przebrać.

Śniadanie było na szybko, po nim wyszliśmy wspólnie przed blok, przechodząc na parking do samochodu. Droga do centrum, to dwadzieścia minut, ale dzisiaj trochę zboczyłem z kursu tego co zwykle, by podwieźć Magdę do budynku w którym będzie miała swoją pracę. Dzisiaj okaże się, czy ją przyjmą.
- Wysadzę cię tutaj, bo dalej korki. Powodzenia.
- Dzięki. Przyda się. - Otworzyła drzwi, ale jeszcze zanim wysiadła, spojrzała mi w oczy i szybkim ruchem cmoknęła mnie w policzek. - Pa.
Odeszła. Teraz żeby stąd odjechać, muszę zaczekać aż zmniejszy się ciąg innych aut. Przez ten czas, patrzyłem jak Magda wchodzi do bramy budynku, a potem weszła całkiem do środka. Mam nadzieję że dostanie tą pracę i dzięki temu nie będzie tak nudziła się w domu, czekając na mnie aż wrócę.

Jak przypuszczałem, z nagrań wypuścili mnie przed szesnastą. Napisałem do Magdy że wracam, ale i tak po drodze jeszcze wstąpiłem do klucznika, by odebrać ten dorobiony dla swojej lokatorki. Przy okazji jeszcze kupiłem w prezencie zawieszkę z napisem "tu mieszkam", i od razu doczepiłem.
Wchodząc po schodach natrafiłem na swoją siostrę. Najwyraźniej ode mnie wychodziła.
- O - zaczęła. - Jak dobrze.
- Byłaś u mnie?
- No właśnie tak. Liczyłam że będziesz.
- No to już jestem. Chodź.
- Zwykle wracasz o szóstej. Dzisiaj później?
- Ciut później. Musiałem coś załatwić. Chcesz nocować?
- Nie. Wpadam po rzeczy.
- To dobrze. Będziemy musieli coś ustalić.
- To znaczy?
- Zaraz ci wyjaśnię. - Wyjąłem klucz dla Magdy i otworzyłem nam drzwi, wpuszczając siostrę przodem.
Myślałem że Magda jest w domu, ale tak zerkając, nikt nie wychodził znikąd. Iza zmierzała mnie wzrokiem z zastanowieniem i jak ja nie ruszyłem do wolnego pokoju, zrobiła to ona, bo działa bezwiednie. Chciałem ją zatrzymać, bo myślałem że Magda jest właśnie tam, ale najwyraźniej nie, bo siostra nic nie mówiła. Otworzyła tą szafkę co zwykle i wyszła z kilkoma swoimi rzeczami.
- Dziwnie wyglądasz. Na pewno w porządku?
- Tak - odetchnąłem trochę, rezygnując z powiedzenia jej prawdy o Magdzie. - Nie chcesz już nocować?
- Na razie nie. Mam przestój. A co?
- Nic. Tak pytam.
- Okej, to ja lecę.
- Podrzucić cię gdzieś?
- Konrad czeka. Dzięki.
Wyszła, a ja postanowiłem ją odprowadzić do wyjścia przed blok. Trochę martwię się tym że nie ma Magdy. Sam nie wiem, ale jakoś nie chcę jeszcze rodzinie mówić że ona u mnie mieszka. No już jakby tak dzisiaj poznałaby ją Iza, byłoby jakoś łatwiej, a tu jednak zwrot akcji.
- Jesteś jakiś... - siostra jeszcze zaczęła zanim wyszła. - Na pewno z tobą dobrze?
- No przecież mówię.
- To dalej nie możesz się pozbierać?
- Jest okej, serio.
- No dobra, to trzymaj się. - Otworzyła drzwi i odeszła. Nie musiała zamykać ich za sobą, bo automatycznie wracając na swoje miejsce. Jeszcze tak przez chwilę stałem patrząc przez szybę w zastanowieniu czy mam zacząć martwić się o Magdę, czy nie? Jednak zanim ruszyłem się stąd, dostrzegłem ją. Aż ogromnie ułożyło mi na ten widok. Podeszła bliżej, zwykle żeby wejść, czeka aż ktoś otworzy drzwi, bo nie zna hasła by otworzyć domofonem, ale tym razem jak tylko zatrzymała się przed drzwiami — nie widzi mnie, bo od tamtej strony widać swoje odbicie — lekko odbiłem drzwi aż pstryknęły charakterystycznie z zamka i wtedy mnie dostrzegła wchodząc do środka.
- Co tak długo?
- Daj spokój - westchnęła, przechodząc ze mną na górę. - To nie takie proste jak myślałam.
- Nie przyjęli cię?
- Cześć.
- Cześć - odparłem odruchowo do znajomego który zbiegał z góry mijając nas.
- Nie przyjęli, ale uznali że wezmą mnie na okres próbny.
- Chociaż tyle - otworzyłem przed nią drzwi do mieszkania. Nie zamykałem ich wcześniej na klucz.
Dziewczyna zdjęła kurtkę, a zaraz też przeszła do kuchni.
- Jadłeś coś?
- Sam dopiero wróciłem.
- To zaraz coś zrobię.
- Jesteś padnięta. Siadaj, ja zrobię.
Nawet nie protestowała, bo widziałem że ledwo na nogach stała. Usiadła na jedno krzesło, odbiła się na oparcie, a nogi wyprostowane wyciągnęła na drugie krzesło obok.
- To co tam tyle robiłaś? - Zaczęłam od wstawienia wody do gotowania.
Odetchnęła.
- Chcieli sprawdzić jak dobrze znam język. Jak się okazało że nienajgorzej, miałam okazję kogoś podszkolić. Podoba mi się ta praca, ale oni nie są przekonani czy mnie przyjąć.
- No dobrze, ale to co stoi na przeszkodzie?
- Nie mam... No nie do końca mam skończone studia. Mam dziewiętnaście lat dopiero. Nie domyśliłeś się?
- Myślałem że chodziłaś na zaoczne, czy coś.
- Nie - westchnęła. - Teraz żałuję że przerwałam.
- Jeszcze nie wszystko stracone. Pozwolili ci przychodzić?
- Tak, ale nie wiadomo czy mi za to zapłacą.
- I codziennie byś tak chodziła o ósmej, a wracała o... O tej co wracasz?
- Nie. Od ósmej, ale do czternastej. Chyba że w soboty, to od dziewiątej do trzynastej. Niedziele i święta są wolne - westchnęła. - Co mam zrobić?
- Może spróbuj. Pokaż że ci zależy.
- A jak mi nie zapłacą? Dalej nie będę miała jak ci oddać.
- Daj spokój. Umawialiśmy się inaczej. Wezmę od ciebie wtedy, kiedy uznam że naprawdę masz pewną pracę.
- Mówisz tak, bo?
- Bo wiem jak jest. Pracodawcy są różni. Jeden zrozumie, a drugi oleje.
- Łatwo mówić.
- No niestety. Wiem co mówię, bo też nie miałem wesoło.
- Tobie płacą.
- No tak, ale też trochę nielegalnie. Producent się uparł, ale reżyser niekoniecznie. W papierach mam tylko zaczepniętą szkołę aktorską. Skończoną, ale tylko jeden rok.
- Nie chciałeś iść dalej?
- Dokąd przyjęli mnie do roli Lolka, ciężko mi było biegać w dwa miejsca, więc skupiłem się na jednym. Trochę ryzykowałem, ale jak na razie od trzech lat nikt się nie czepia.
- To może i ja spróbuję. Trudno, nie zapłacą, może jakoś przeżyję.
Zrobiłem nam herbaty, coś do jedzenia i jeszcze obgadaliśmy temat pracy. Staram się dobrze jej radzić, bo jak ona smutnieje i mnie robi się źle.

--------------
Małe zbliżenie nam tu się wkradło ;)
Dodał/a: Żan w dniu 14-08-2016 - czytano 1369 razy.
Słowa kluczowe: Noc romans zbliżenie miłość zakochani Żan

Komentarze (1)

Mariolka_w_SPAdnia 2016-08-17 21:26:20.

Fajnie się czytało. Dzięki za kolejną wstawkę :)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "JESTEŚ WSZYSTKIM CZEGO CHCĘ. Rozdział IV"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)