Jak zmieniłam się w szpiega część 2

Była dopiero środa pierwszego tygodnia września, a ja już miałam dość codziennego wstawania o 5:50. W prawdzie w szkole zawsze byłam około 30 min przed pierwszą lekcją i mogłabym przynajmniej te 20 min jeszcze pospać, ale dojeżdżałam do szkoły tramwajem i autobusem, a przez poranne warszawskie korki mogłam wejść do klasy po dzwonku, a nie lubiłam się spóźniać. W dodatku te zapasowe minuty pozwalały mi porozmawiać ze znajomymi, czy nawet pouczyć się przed lekcją, jeśli zapomniałam zrobić to poprzedniego dnia ( co w gimnazjum zdarzało się bardzo rzadko) , bez stresu, że zaraz będę musiała biec do klasy.
Jak codziennie rano zaścieliłam łóżko i poszłam do kuchni zjeść śniadanie, tego dnia były to płatki z mlekiem. Po posiłku umyłam zęby i twarz oraz rozczesałam swoje długie do połowy pleców złotobrązowe włosy, po czym wróciłam do pokoju, po dzień wcześniej naszykowane ubrania, czyli jeansy rurki, biało-niebieską bluzkę w paski oraz szarą bluzę. Wróciłam do łazienki by się przebrać i umalować. Stwierdziłam, że tego dnia wystarczy mi tylko tusz do rzęs by podkreślić moje szare oczy i pomadka ochronna. Sprawdziłam jeszcze czy wieczorem wszystko wpakowałam do torby, dołożyłam swój kalendarz, w którym organizowałam każdą godzinę swego życia, buty i ruszyłam na przystanek.
Droga do szkoły jak zawsze zajęła mi około 50 minut, więc w szatni byłam 7:27. Usiadłam na ławce w szatni i czekałam na swoją przyjaciółkę, Karolinę Juśkiewicz, która zazwyczaj przychodziła kilka minut po mnie. Tak z resztą było i tym razem.
-Hej Daga, długo czekasz? - spytała zasapana i pocałował mnie w policzek.
Spojrzałam na zegarek w telefonie.
- Tylko 9 minut, jesteś coraz bliżej perfekcji - powiedziałam z uśmiechem, przyzwyczaiłam się już, że zawsze muszę na nią czekać.- Co ty taka zziajana?
Stała zgięta w pół, rękę trzymała na boku jakby miała kolkę i dyszała ciężko jak po przebiegnięciu maratonu. Słysząc moje pytanie podniosła wzrok i spojrzała na mnie wilkiem.
- Nie wiem kto wymyślił, że mam przychodzić do szkoły na 7:30. Nie, poczekaj, jednak wiem. To TY - w ostatnim słowie zawarła tyle jadu na ile zmęczenie jej pozwalało. - Czy ty wiesz, że muszę wstawać o 6:30 a i tak biegnę do tego zasranego budynku, z toną cegłówek na plecach ? - myślała o książkach.- Chyba przerzucę się na plecak, bo z torbą się ciężko biega!
Jej udawany gniew sprawił tylko, że na mojej twarzy rozkwitł jeszcze większy uśmiech. Pocieszająco poklepałam ją po plecach.
- Chodź Lolcia, bo się spóźnimy.
- Ty chyba sobie jaja robisz! Która jest godzina?! - spytała bardzo piskliwym głosem.
- Już 7:39. Mamy 20 minut, żeby wejść na drugie piętro i wstąpić do łazienki na poranne ploteczki. No chodź! - chwyciłam ją za brzeg bluzki i siłą wciągałam po schodach.
Ostatecznie skończyło się na tym, że usiadłyśmy pod salą gdzie miałyśmy pierwszą lekcję i próbowałyśmy rozmawiać z innymi dziewczynami z klasy, ale jakoś ciężko nam szło. Dzień mijał nudno, w sumie tak jak zawsze, aż do 5. lekcji czyli działalności recepcji ( w końcu byłam w technikum o profilu hotelarskim) . Drugim tematem w programie nauczania były : ,,Rodzaje temperamentów i ich poznawanie ". Przyznam szczerze, że się zainteresowałam tym, o czym opowiadała nauczycielka.
- Ludzi można podzielić na 4 kategoria pod względem temperamentów : cholerycy, sangwinicy, flegmatycy i melancholicy - zaczęła nam tłumaczyć czym poszczególny z nich się charakteryzuje.- Jako hotelarze musicie nauczyć się rozpoznawać kim są wasi klienci Dzięki temu unikniecie niepotrzebnych konfliktów i zadbacie by waszym gościom dobrze się żyło w waszym hotelu. Jak wiadomo, zadowolenie gości jest najważniejsze. - Potem tłumaczyła po czym rozpoznać daną osobę, ale przejdźmy do ciekawszego momentu tego wykładu. - Jako, że jesteście w pierwszej klasie nie zdążyliście się jeszcze poznać. Wiec mam dla was przydatną pracę domową. Polega ona na tym, że zastanowicie się jaki temperament wy prezentujecie. Następnie dobierzecie się po dwie osoby i przez tydzień będziecie próbowali odkryć kim są wasi koledzy z klasy. Parze, która będzie miała najwięcej trafień wstawię po 6 z pracy domowej. Jest to jedyna taka sytuacja w roku, więc radzę się postarać.
Oczywiście dobrałam się z Karoliną, tak było najwygodniej. Przyznam, że chodź w zeszytach miałyśmy dokładne instrukcje jak kogo rozpoznać, nie było to takie proste jak by się mogło wydawać. Człowiek zazwyczaj składa się z dwóch temperamentów, a wyznaczyć ten dominujący to nie lada sztuka. W kilku przypadkach było nawet łatwo i bez upewniania się przy paru nazwiskach napisałam swoje odpowiedzi. Jednak były takie przypadki, które nie chciały ułatwić nam zadania.
Miałam nadzieję, że to co napisałam w ciągu kilku pierwszych dni wystarczy by dostać te wymarzone na dobry początek 6. Niestety okazało się inaczej.
- Czy wy poważnie traktujecie ten przedmiot?! Bo mam wrażenie, że się chyba nie zrozumieliśmy - takimi zdaniami zaczęła się kolejna lekcja recepcji. - Dostałam tylko 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8 kartek z pracą domową a w klasie jest 30 osób! Jak by nie liczyć powinnam znaleźć na biurku 15 kartek, ze wszystkimi nazwiskami! Mam za to 8 kartek po góra 7 osób - nie mówiła o naszej, co mnie dodatkowo zdołowało. - Chyba nie rozumiecie jak umiejętność rozpoznawania ludzi przyda się wam w przyszłej karierze. Chciałam, żebyście mogli podejść do tego z większą.. zabawą. Ale teraz zaczniemy prawdziwą harówę. W tym momencie wylosujecie sobie osobę z która zrobicie tą prace JESZCZE RAZ. A żeby nie było tak łatwo i przyjemnie, pierwsze 15 osób z listy wylosuje NUMERY Z DZIENNIKA i sami będziecie musieli odnaleźć waszego partnera. Tak więc zapraszam nr 1 Antoszewska Patrycja.
I tak się ciągnęło, aż doszło do mnie, byłam 11. Wylosowałam tajemniczą liczbę 25, przy czym na pewno nie była to moja przyjaciółka, co musiałam jakoś przeboleć. Na szczęście pierwszego dnia szkoły zrobiłam zdjęcie listy, by utworzyć grupę na Facebooku. Szybko okazało się, że jestem w klasie z niejakim Karolem Szczepanikiem. Problem polegał na tym, że w ogóle nie kojarzyłam tego chłopaka, bo przez 1,5 tygodnia był w szkole może 3 dni. Kolejnym utrudnieniem było to, iż sądziłam, że nie będzie chciał odrobić tej pracy, bo niby jak ma poznać ludzi, skoro nie chodzi do szkoły! Zapowiadało się więc, że będę musiała zrobić to sama, a nie byłam w tym najlepsza. Musiałam porozmawiać z tym Karolkiem jak najszybciej albo od razu mogłam pożegnać się z dobrym startem. Papa upragniona 6!
Dodał/a: Ana w dniu 15-10-2014 - czytano 3086 razy.
Słowa kluczowe: szkoła miłość nastolatków opowiadania nastolatek pierwsza miłość Ana

Komentarze (2)

pralina dnia 2014-10-16 17:09:14.

drugi raz dodana pierwsza część :(

wiktoria belkadnia 2015-11-11 16:35:19.

dodałasi piewszą części drugi raz to jest bez sensu

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Jak zmieniłam się w szpiega część 2"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)