Historia Gabrielle... cz.7 - Kocham cię...

Około godziny 15:00 dotarłam na miejsce. Pogoda nie była odpowiednia na przechadzki, więc jak najszybciej podbiegłam do drzwi jego mieszkania i głośno zapukałam. Minęło kilka sekund. Cisza... Zapukałam raz jeszcze. Cisza... Zajrzałam przez okno, ale to, co ujrzałam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Wróciłam do drzwi i zaczęłam w nie walić pięściami, kopać. W końcu otworzył mi plastik z blond-dopinkami, toną makijażu i chyba najskąpszym szlafrokiem jaki widziałam...
- Może trochę kultury? Zachowuje się pani jak... - Nie dokończyła, bo odepchnęłam ją na bok i ruszyłam pewnym krokiem w stronę sypialni mojego "adoratora".
- No proszę... Widzę, że świetnie się bawisz z tą tapeciarą...
- Co ty tu robisz? Gabby...
- Podziwiam właśnie standardową naturę takich kobieciarzy jak ty... Czyżbyś już o mnie zapomniał?
- Gabrielle, ja ci nic nie obiecywałem... Ale skoro tak bardzo ci na mnie zależy to możemy się jakoś dogadać...
- Nie schlebiaj tak sobie. Jesteś nikim. Pochwal się, ile kobiet owinąłeś już sobie wokół palca?
- Nie moja wina, że mam to coś, co je przyciąga. - Nie wytrzymałam. Moja ręka sama się do tego rwała. trzeba dać nauczkę temu debilowi. Może po tej cennej lekcji nauczy się co to skromność? Podeszłam i tak po prostu przywaliłam mu z liścia, po czym równie pewnym krokiem wyszłam.
- Przykro mi... Teraz bezpowrotnie straciłaś możliwość spotkania się ze mną!!! - kogoś jak widać bardzo zdenerwowałam tym "przemiłym" gestem.
Wróciłam do domu. Niczego nie żałowałam. Nie było mi ani trochę przykro. Byłam przyzwyczajona do tego typu zachowań ze strony innych ludzi. Zawsze mnie gnębili. Zawsze poniżali, wyśmiewali, ale koniec z tym... Uodporniłam się na to. Z każdą taką konfrontacją byłam silniejsza, pewniejsza siebie. W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi... Może ten pustak ma do mnie pretensje o zniszczony wieczór - zaśmiałam się.
- Już się stęskniłeś? - Uśmiechnęłam się do mojego "chłopaka"
- Za tobą nie idzie nie tęsknić - bez słowa weszliśmy do domu i usiedliśmy na kanapie obok kominka.
- Miałeś rację - powiedziałam po chwili
- W jakiej sprawie?
- John to idiota. Właśnie się o tym przekonałam.
- Skrzywdził cię?
- No... Można tak powiedzieć. - Widziałam, jak Harry zacisnął pięść.
- A co ze mną?
- Nie rozumiem...
- Gabby... Ja cię naprawdę kocham.
- Jak można kogoś pokochać po kilku dniach znajomości? To szalone!
- Wiem...
- Nie powinniśmy być razem.
- Dlaczego? Nic do mnie nie czujesz? Daj mi jeszcze szansę! Ja wiem, że na początku nie zaprezentowałem się zbyt dobrze, ale byłem wściekły, że ludzie mieszają się w moje życie, wybierają mi dziewczynę... W zespole nie mamy teraz łatwo. Brakuje mi prywatności, samodzielności, możliwości wyboru. Chcę to zmienić, ale bez ciebie nie będzie to miało sensu. Kocham cię.
- Wiem jak jest... Sława czasami daje się we znaki...
- Dlaczego mi to robisz?
- Moje życie jest zbyt skomplikowane, by cię w nie mieszać. Wybacz... - popłakałam się. Zdarza mi się to bardzo rzadko, ale to zdecydowanie była jedna z gorszych chwil w moim życiu.
- Nie płacz... Ja i tak nie odpuszczę. - powiedziawszy to wytarł mi łzy i mocno do siebie przytulił. Nigdy nie czułam się tak bezpiecznie, beztrosko... Potrzebowałam go. On sprawia, że moje serce bije szybciej. Tylko on.
Obudziłam się wcześnie rano wciąż w jego objęciach. Wiedziałam co powinnam zrobić. Obudziłam Harrego lekkim szturchnięciem i powiedziałam dwa proste słowa, które prawdopodobnie nigdy wcześniej nie przeszły przez moje gardło.
- Kocham cię...
Dodał/a: Roxi w dniu 30-06-2016 - czytano 653 razy.
Słowa kluczowe: Moja miłość Roxi

Komentarze (1)

pola136dnia 2016-07-03 21:38:19.

Świetne!!! :)
Czekam na kolejny zbieg wydarzeń :)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Historia Gabrielle... cz.7 - Kocham cię..."

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)