Historia Gabrielle... cz.2 - nienawiść

Wstałam równie późno, jak się położyłam. Zegar wskazywał godzinę 11:00. Raczej nie należałam do tak zwanych "rannych ptaszków". Wciąż zastanawiałam się, czy pojawić się na spotkaniu. Podczas wczorajszej rozmowy z Brianem nie mówiłam do końca prawdy... Czy chciałabym być SAMA? Odpowiedz była prosta... Nikt nie chce być sam, nawet jeśli nie wiadomo jak się tego zarzeka. Każdy w głębi serca potrzebuje kochającej osoby. Podczas swoich porannych rozmyślań postanowiłam zmienić coś w swoim życiu. Po upozorowanym "rozstaniu" z Harrym mam zamiar bardziej otworzyć się na ludzi. Chciałabym też móc się zakochać. Ostatni raz miało to miejsce podczas pobytu w przedszkolu, za czasów, kiedy moje życie niczym nie różniło się od życia moich rówieśników... Byłam radosnym, rozpieszczonym dzieckiem, ale rozpieszczonym pozytywnie. Miałam wspaniałych rodziców... Pewnie wszyscy zastanawiacie się teraz dlaczego skończyłam w sierocińcu? Bieda robi swoje. Moi rodzice nigdy nie byli zbyt zamożni, a kiedy popadli w długi nie byli w stanie opłacić mieszkania. Teraz prawdopodobnie nadal mieszkają pod mostem... Gdybym powiedziała, że nie mam im za złe pozostawienia dwóch ośmioletnich dziewczynek na dworcu z ową kartką skłamałabym. Nienawidziłam ich za to... Zegar wybił 13:00, a ja wciąż tonęłam w morzu własnych myśli. Zjadłam śniadanie, ubrałam się, i wyruszyłam na spacer. Często przechadzałam się po okolicznym parku. Z dala od domu, od wszystkich problemów. Mój mózg wyłączał się wtedy na chwilę. Szłam tak z oczyma wbitymi w ziemię, kiedy poczułam uderzenie. Straciłam równowagę i upadłabym, gdyby nie przystojny chłopak na oko 21 lat, ten sam, w którego przed momentem wpadłam. Trzymał mnie w talii i patrzał prosto w oczy.
- Przepraszam. - powiedział skrępowana
- Nic się nie stało. - powiedział i lekko się uśmiechnął - Problemy?
- Czemu pytasz?
- Wyglądasz na zmartwioną...
- U mnie to codzienność.
- Może mógłbym jakoś temu zapobiec?
Przez chwilę się wahałam. Chłopak wyglądał na sympatycznego. Co mi szkodzi? Przecież miałam układać życie na nowo...
- Hmmm... Co proponujesz? - uśmiechnęłam się czarująco
- Zapraszam na kawę. - Mówiąc to ujął moją rękę i zaprowadził mnie do pobliskiej kawiarni.
- Jestem John.
- Gabrielle.
- Wiem...
- Doprawdy? - Od początku wiedziałam, że mnie kojarzy. Można było wyczytać to z jego wzroku.
- Jesteś znaną modelką. Szczerze, to nie wierzę, że taka zjawiskowa kobieta dała się zaprosić na kawę przez kogoś takiego jak ja... - powiedział nie spuszczając ze mnie wzroku
- Przestań... Ty też jesteś niczego sobie.
Roześmiał się. Dołączyłam do niego, zwracają tym samym uwagę wszystkich pozostałych gości kawiarni. Rozmawialiśmy jeszcze dobrą godzinę, po czym niestety musiałam iść na spotkanie z gwiazdeczką.
- Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. - powiedział podając mi wizytówkę - Zadzwoń, jak będziesz miła chwilę. Proszę...
- Dla ciebie wszystko. - pocałowałam go w policzek i wyszłam.
Spojrzałam na zegarek. Zostało mi 10 minut do spotkania. Nie śpieszyłam się jednak. Dotarłam na miejsce kilka minut po czasie... Jak widać nie ja jedyna, bo Harrego i Paula (menadżera One direction) też jeszcze nie było. Zamówiłam sobie gorącą czekoladę i zaczęłam bawić się telefonem nie kryjąc znudzenia.
- Przepraszamy za spóźnienie... - usłyszałam nad sobą zdyszany głos. Był to Paul.
- Nic się nie stało. - powiedziałam ozięble
- Harry miał sesję zdjęciową i trochę się przedłużyło...
- Naprawdę mnie to nie interesuje. - miałam dość już po pierwszych sekundach. Wiedziałam, że tak będzie "Harry to... Harry tamto..."
- Noo dobrze, to może teraz przejdziemy do konkretu? - zaczął Brian. Dopiero teraz spojrzałam na naszą gwiazdeczkę. Usiadł naprzeciwko mnie ze skwaszoną miną i uważnie mi się przyglądał. Nie wiem co myślał. Za nic nie potrafiłam odczytać tego z jego wzroku.
- Dobrze, no więc... Wiecie już, że macie udawać parę dla mediów... - mówił Paul
- Wiemy... - odpowiedziałam od niechcenia
- Spokojnie Gabby... To nie potrwa dłużej niż miesiąc...
- To nie zmienia faktu, że wasz idiotyczny pomysł mi się nie podoba. - Wszyscy trzej westchnęli
- Zaczynamy dzisiaj. - Ciągnął Paul
- Na początek proponujemy noc pod jednym dachem. To przyciągnie uwagę paparazzich. - zaczął Brian
- COO?!
- Gabby... Nie w jednym łóżku, tylko w jednym domu.
- On w moim domu?!
- Albo ty w moim... - powiedział Harry
- Nie, dzięki... Skoro to konieczne, możesz przyjść do mnie. Wolę to, niż przebywać pod jednym dachem z piątką zboczeńców...
- Oni nie są zboczeńcami, zresztą kto by chciał ruchać taką egoistkę, jak ty? - warknął Harry
- Proszę, odezwała się gwiazdeczka zostawiająca dziewczyny po jednej nocy...
- Skąd możesz wiedzieć, że tak robię?!
- A ty skąd możesz wiedzieć, że jestem egoistką?!
- Hej, nie kłóćcie się!!! - odezwał się nagle Brian
Wiedział, że to będzie ciężki wieczór...
Dodał/a: Roxi w dniu 15-04-2016 - czytano 749 razy.
Słowa kluczowe: Moja miłość Roxi

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Historia Gabrielle... cz.2 - nienawiść"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)