Historia Gabrielle... cz.1 - Porzucona

Tak, to właśnie ja, Gabrielle... Pusta dziewczyna nie mająca uczuć, ta, której nikt nie był w stanie pokochać, nawet rodzona matka...
Przemierzałam właśnie szare, smętne ulice Londynu. Chociaż całkiem możliwe, że wielu przechodniów mógłby zachwycić ten widok w moich oczach wszystko było beznamiętne, pozbawione sensu. Szłam szybko. Dziś miałam ważny pokaz, od którego zależała moja przyszłość. Tak, jestem modelką... Tą, której praca polega na sprzedawaniu własnego ciała. Nie byłam z niej dumna, ale jako dziewczyna z sierocińca nie miałam szans na lepsze wykształcenie. Doszłam do agencji i od razu zaczęły się przygotowania do pokazu... Jeżeli w oczach producenta wypadnę dobrze całkiem możliwe, że niedługo opuszczę to przeklęte miasto, z którym wiąże się tyle niekoniecznie przyjemnych wspomnień na zawsze. Byłam modelką znaną na całym świecie, ale jednak ten dzień nie należał do moich najlepszych... 20 minut przed wyjściem na wybieg agencja dostała wiadomość, że producentowi coś wypadło...
- To chyba jakiś żart!!! - krzyknęłam do mojego menadżera. Myślałam, że zaraz rozwalę cały budynek. Co ten facet sobie wyobraża?!
- Przykro mi Gabby, ale chyba nie pozostaje nic innego jak wrócić do domu... Pokaz się nie odbędzie... - westchnęłam i udałam się do przebieralni. Ubrałam "stosowniejszy" strój i szybkim krokiem podeszłam do drzwi agencji. W ostatniej poczułam czyjaś dłoń na moim nadgarstku. Obróciłam się i ponownie zobaczyłam menadżera.
- Coś jeszcze Brian? - zapytałam
- Tak. Mam jeszcze jedną sprawę...
- No więc?
- Może powiem ci w bardziej ustronnym miejscu? - pociągnął mnie za rękę w kierunku jednej z moich ulubionych kawiarni. Znał mnie doskonale. Był jak ojciec, którego mi w życiu brakowało. Wystrój pomieszczenia niczym szczególnym się nie odznaczał. Był trochę podobny do mojego wnętrza... Może to dlatego tak lubiłam to miejsce?
Zamówiłam kawę i postanowiłam zacząć drążyć temat.
- No to co masz mi do powiedzenia? - zapytałam ozięble
- Wczoraj spotkałem się z menadżerem One direction... - Od razu wiedziałam co chce mi powiedzieć. Brian znowu zaczyna bawić się w swatkę... Twierdzi, że powinnam się z kimś spotykać chociażby dla dobra swojej kariery...
- Ty chyba całkiem zgłupiałeś!!!
- Gabby... Jutro masz spotkanie z Harrym. Dobrze wiesz, że tak będzie lepiej dla was obu... Dajcie sobie szansę...
- Ale ja chcę być SAMA!!! Dość już wycierpiałam.
- Tu nie chodzi o prawdziwy związek. Pochodzicie ze sobą miesiąc, może dwa, a dalej upozorujemy rozstanie i będziesz mogła być SAMA...
- Przemyślę to... - Rzuciłam i właśnie chciałam wyjść, kiedy Brian dodał
- Gabby... Jutro o 17.00 w restauracji za rogiem. Proszę, nie zapomnij.
- Cześć...
Wróciłam do swojego mieszkania na obrzeżach miasta. Tak,uwielbiałam przebywać z dala od ludzi... Nikomu nie mogłam zaufać, dlatego też wolałam odciąć się od zdrajców... Pierwsze co zrobiłam to zadzwoniłam do mojej siostry i zarazem najlepszej przyjaciółki.
- Hallo... Alice, siostrzyczko, pomóż mi...
- Hallo, co jest Gabby? - zapytała zaspanym głosem. No tak pora, o której dzwoniłam nie należała do najwcześniejszych. Mimo to Alice zawsze była gotowa mnie wysłuchać. Mieszkałyśmy daleko od siebie, ale miałyśmy świetny kontakt. Rozmawiałam z nią niemal codziennie.
- Wiesz co Brian sobie wymyślił?! - zapytałam oburzona
- No nie wiem, ale pewnie zaraz się dowiem...
- Mam chodzić z Harrym Stylesem, bo Brian uważa, że...
- CO TAKIEGO?! Z Harrym Stylesem z One direction?!
- Tak...Co w nim nadzwyczajnego?
- Żartujesz? On jest boski!!! Przystojny, utalentowany, towarzyski, zabawny...
- Taak. laluś i tyle...
- Nie znasz go...
- A ty go znasz doskonale...
- Gabby... To będzie dla ciebie świetne doświadczenie... Spróbuj.
- Widzę, że jak zwykle mogę na ciebie liczyć. Mówisz jak Brian.
- Hahah. Jestem zaszczycona. - obie się roześmiałyśmy.
Tego dnia późno położyłam się spać. Wpatrywałam się na ścianę naprzeciw. Wisiał na niej niewielki świstek. Tak zniszczona przez ząb czasu karteczka przypominała mi o tym kim jestem, o tym, żeby nikomu nie ufać, a jej treść przerażała mnie za każdym razem, gdy spojrzałam w jej kierunku...

"BLIŹNICZKI GABRIELLE I ALICE SMITH. 8 LAT. SĄ NICZYJE..."
Dodał/a: Roxi w dniu 9-04-2016 - czytano 1024 razy.
Słowa kluczowe: Moja miłość Roxi

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Historia Gabrielle... cz.1 - Porzucona"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)