Granice piekieł cz.1
Nadal mnie gonili.Co ja im takiego zrobiłam?No jesne!Przecież to ja wtrąciłam ich do piekła.Najwyrażniej zdołali uciec,ale jak?Nagle do mnie dotarło.Któreś z naszej 9..... umarło.Byłam już blisko domu.Jeszcze chwila..Wpadłam na korytarz.Dopadłam do kieszeni kurtki i wyjęłam moją bransoletkę.Już po chwila cała moja moc powróciła do mego ciała. Trzeba przyznać dawno jej nie używałam.Wyciągnęłam rękę i przyciągnęłam pierwszego uciekiniera i zajrzałam mu w oczy.Był to jeden z atutów mojej mocy.''Spojrzenie anioła''. Wtrąci do piekła największe zło.Tak stało się z uciekinierem.Pozostałych wtrąciłam za wrota skrzydłami.Ja nazywam to ''Powiewem sprawiedliwości'', ale robię tak tylko ja.Dla innych to po prostu cios piekieł.Nareszcie byłam bezpieczna.Szybkim krokiem ruszyłam do mojego sypialni.Złapałam za telefon i wybralam numer do numeru 3.Ja jestem numerem 4.Każde z nas ma wrota których pilnuje.Ja pilnuje wrót numer 4 stąd mój numer.Po trzech sygnalach odezwał się męski głos:
-Witaj Anastazjo.
-Witaj Kamilu.Czemu jesteś taki smutny?Coś się stało?
-Numer 1........nie żyje.
-Jak to?Kto to zrobił?
-Nikt z uciekinierów.To był ktoś inny.Szukamy sprawcy.
-Kiedy pogrzeb?Przecież Luce nie miała rodziny.
-Tak wiem......Już wszystko gotowe.Sami przygoowaliśmy pochówek.Jutro o godzinie 12:30 przy 9 wrotach.Będziesz?
-Napewno.Kamilu.....pamiętasz Asziekiego i jego świtę?
-Tak.Wtrąciłaś ich pare miesięcy temu do piekła.Czemu pytasz?
-Byli dzisiaj u mnie.Wrócili tam skąd przyszli.Wyszli chyba wrotami Luce.
-Tak...To możliwe.Biedna Luce oberwała ''ciemną'' kulą.
-Co to jest?
-Pamiętasz ja ukazywały się twoje mocę?Otrzymałaś największą moc.Ty,ale nie tylko...Otrzymał ją również twój poprzednik.Jednak wkroczył na drogę zła.Tak..To twoja moc.Nawet nik nie próbował jej nazwać.Jest potężna możesz zabić nią wcielone zło.Gdy jest to konieczne z twej ręki wystrzela kula światła.U twojego poprzednika jest tak samo tylko,że on zabija czarną kulą ludzi dobrych.Ja chyba już za dużo powidziałem.
Niezdążyłam się nawet pożegnć.Rozłączył się."Co on przede mną ukrywał?'' zadałam sobie w duchu pytanie.Stałam tak jeszcze chwilę.Wkrótce położyłam się spać.
Trzeba było zostać w domu podpowaiadał mi instynkt.Ja jednak nie miałam nad tym panowania.Pamiętam tylko jak położyłam się do łóżka i zasnęłam,później około północy......Sama nie wiem co się stało.Obudziłam się w jakiejś ciemnej komnacie.Nie było tam nikogo.Nagle usłyszałam kroki i gruby męski głoś.Mówił:
-Och, moja Anastazjo!Tak się cieszę,że Cię widzę.Zależy mi na Tobie.A Tobie na mnie?Oczywiście.Przecież to ja jestem teraz twoim panem.
-Nikt nie jest moim panem prócz BOGA.
Jak śmiesz mówić to przy mnie.Oj Anastazjo, musisz się wiele nauczyć.Dobrze trafiłaś. Jestem mistrzem od dzisiaj jesteś moja.
Natychmiast po tych słowach obudziłam się u siebie w łożku.Kiedy miałam już wstać poczułam na plecach ból.Podbiegłam szybko do lustra.Zobaczyłam dziwny tatuaż którego nigdy wcześniej nie widziałam.Był to złamany krzyż z numerem 1.Wtedy zrozumiałam to był mój poprzednik.....
