Facet -TO- Face With Himself - Rozdział .2.

Katty;

Po wizycie u doktora Marcusa postanowiłam wybrać się do Amy. Tym razem jednak dokładnie rozejrzałam się nim przeszłam przez pasy.
Po drugiej stronie ulicy dostrzegłam znajomą twarz...
Zmrużyłam oczy aby lepiej widzieć i jak że ogromne było moje zdziwienie kiedy zorientowałam się, że w moją stronę podąża chłopak, z którym rozmawiałam dziś rano...

- Cześć malutka - chłopak stanął przede mną
Czego on może ode mnie chcieć?
- Em... - oblizałam suche usta, zastanawiając się co odpowiedzieć - Cześć
- Nadal jesteś na mnie zła? - zdjął kaptur
Teraz mogłam dokładnie przyjrzeć się jego twarzy...
Była młoda lecz nie co zniszczona, piękna choć poraniona...

Dlaczego on zadaje mi tak banalne pytanie? Jeszcze rano wydarł się na mnie i wszystkiemu wyparł a teraz tym jednym zdaniem przyznaję się do winy i jednocześnie w pewnym sensie chce pogodzić? To dziwne...

- Słucham? - skrzyżowałam ręce na piersi
- Spytałem czy nadal się na mnie gniewasz - można było dostrzec jego irytację
- Nie sądzisz, że to trochę dziwne pytanie? - uniosłam brwi
- Z pewnością - powiedział jak gdyby była to najbardziej oczywista sprawa - Więc? - wciąż przeszywał mnie swoim wzrokiem
- Gniewam - stwierdziłam
- To nie dobrze - włożył ręce w kieszenie swoich jeansów
- Powiedz co skłoniło Cię do pojednania ze mną?
- Co? - chłopak parsknął śmiechem - Do kogo ta mowa?
- Tracę czas - irytacja przejęła nade mną kontrolę. Kiedy już chciałam się odwrócić, nieznajomych zatrzymał mnie
- Czekaj - powiedział stanowczo - Nie możesz odejść dopóki nie pogadamy.
Skrzyżowałam ręce na piersi
- O czym mamy gadać? Jesteś nieodpowiedzialnym oszołomem... Wszystkim zajmie się policja - wywróciłam oczami
- Nie znasz mnie - warknął, co sprawiło, że moje ciało delikatnie zadrżało
- Nie potrzebuję Cię znać - wzruszyłam ramionami
- Potrzebujesz Kochanie - uniósł i opuścił brwi - Choć - złapał mnie za rękę
- Dokąd? - zmarszczyłam brwi, łapiąc za jego rękę
- Na ławkę.. Chcę porozmawiać

Niepewnie aczkolwiek z wielkim zaciekawieniem ruszyłam w stronę starej,zielonej ławki. Usiadłam na niej, chłopak najwidoczniej wolał postać.
- Więc? - popatrzyłam na niego, mrużąc swe oczy i zasłaniając je dłonią przed bijącymi promieniami słońca.
- Co?
Czy on jest dupkiem,czy tylko go udaje?
- Chciałeś porozmawiać? - rozłożyłam ręce
- Ah tak
Chłopak nie utrzymywał ze mną żadnego kontaktu wzrokowego. Spoglądał to na swoje buty, to na boki. Może fascynował go staw i pływające w nim kaczki? Kto wie!
Zaśmiałam się pod nosem.
- Chciałem cię przeprosić za tamto - wciąż patrzył na swoje olśniewająco czyste trampki
- Mówiąc "tamto" - zrobiłam cudzysłów w powietrzu - Masz na myśli potrącenie mnie i zostawienie na pastwę losu?
- Ta - burknął pod nosem
- Spoko - wzruszyłam ramionami
Czy on naprawdę sądzi, że głupie przepraszam załatwi sprawę?
- Spoko - powtórzyłam, ponieważ patrząc na tego zagubionego chłoptasia, nie mogłam dostrzec ani krzty zrozumienia czy chęci odpowiedzi... - Ale nie sądzisz chyba, że przepraszając mnie zagwarantujesz sobie nietykalność? - włożyłam w te słowa tyle pewności siebie ile tylko zdołałam unieść!
- Nie? - w jego głosie wyczuwałam delikatne podirytowanie
- Nie
- Tak bardzo chcesz mnie skazać?
Po raz pierwszy podczas tej rozmowy,chłopak spojrzał w moją twarz.
Jego wzrok był tak pusty...Sama nie wiem jak mogłabym go odczytać...
- Skazać? To głębokie słowo. Ja chcę sprawiedliwości
- Chcesz mnie skazać - warknął po raz kolejny tego dnia
- Słuchaj, nie mam czasu na takie rozmowy. Porozmawiasz o tym z policją
- Słuchaj ja nie mogę iść do więzienia, opiekuję się siostrą
Kiedy już szykowałam się do wstania i pójścia jak najdalej od tego głupka, on mówi mi coś takiego?
Może to kolejna z jego sztuczek...
- O czym mówisz? - po raz kolejny spojrzałam w jego puste oczy, łudząc się, że wyczytam z nich prawdę. Niestety...na próżno
- To co słyszałaś. Moja siostra nie ma nikogo oprócz mnie...jeśli odejdę ona zostanie zupełnie sama... - pokręcił głową...
- Dlaczego mi to mówisz?
Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem
Fakt...to nie było najmądrzejsze pytanie...
- A więc dlaczego wcześniej mi tego nie powiedziałeś?
- Tak jakoś - wzruszył ramionami
- Dlaczego jesteście sami?
- Nie musisz wszystkiego wiedzieć...
- To prawda - pokiwałam głową
- Teraz dasz mi spokój?
- Chyba tak - powiedziałam cicho
Zawsze pragnęłam sprawiedliwości, nigdy jednak przy tym nie było nieczuła. Kiedy ktoś potrzebuje pomocy, ona się mu należy...
W końcu każdy z nas popełnia błędy prawda?
- Dzięki - popatrzył na mnie
Tym razem dostrzegłam połysk w jego oczach ... Może to łzy, może żal. Może nie jest to do końca pusty koleś, a może tylko takiego udaje?
- Czy mogę Ci jakoś pomóc? - dotknęłam jego ramienia
- Nie - potrząsnął głową
- Na pewno?
- Tak - zabrał moją rękę ze swojego ramienia
- Dobrze - uśmiechnęłam się delikatnie - A więc cześć
Chłopak tylko machnął ręką i odszedł.
Teraz muszę się zastanowić jak wytłumaczyć moją zmianę zdania rodzicom...

Dylan;

Sam nie wiem skąd mi się wzięła ta historyjka o siostrze...ale jak widać dała radę...
Chyba udało mi się uciszyć tą małą?
Co prawda Black miał inny plan co do tego, jednak nie powinien mieć zastrzeżeń - w końcu osiągnąłem swój cel!
Wyciągnąłem swój smartfon z kieszeni i wybrałem numer Blacka.
Odebrał po drugim sygnale, co oznaczało, że był w bazie.
- Kong?
Black jest specyficznym człowiekiem. Podczas gdy wszyscy w okół mówią "halo?" "słucham?", Black zwraca się bezpośrednio do rozmówcy...
- Sytuacja opanowana Black. Mała wycofa zeznania.
- Jesteś tego pewien?
- Jestem,sama mi to powiedziała - wzruszyłem ramionami
- Rozkochałeś ją w sobie czy przeleciałeś? - w jego głosie słychać było szczyptę ekscytacji, była ona jednak sucha, tak jak wszystkie jego uczucia
- Pogadałem
- Pogadałeś? - prychnął - Jak to pogadałeś?
- Poszedłem na skróty i zagrałem na jej litości
- Skąd mogę wiedzieć, że ta dupa się nie rozmyśli i nie zrujnuje całego mojego interesu Kong?
- Mówię ci to
- Słuchaj Kong - podniósł głos - Nie zamierzam opierać się na twoich przypuszczeniach, bo kiedy laska nas wsypie a policja zacznie dobierać mi się do dupy, ty zaczniesz się wypierać i zechcesz uciec z tego gówna
- Przecież wiesz, że jestem wierny naszym interesom Black
- Koniec ! - krzyknął - Idź do niej i upewnij się, że nie zmieni swojego zdania...przynajmniej do czasu kiedy nasze interesy z Dravenem dobiegną końca.
Pokiwałem głową, choć on nie mógł tego zobaczyć
- Rozumiem Black

Rozmowa nie przebiegła po mojej myśli, wiedziałem jednak, że w słowach Blacka było trochę racji.
Jeżeli ta laska zmieni zdanie sama lub pod wpływem kogoś z rodziny/znajomych...My będziemy skończeni!
Postanowiłem zmienić strategie... Nie było to łatwe, szczególnie dlatego, że od dawna już miłość i podrywy nie były mi potrzebne.
W mojej sytuacji liczy się twarda dupa i stalowe nerwy...

Na co komu miłość? Mam to co kocham - Mam swoją rodzinę, którą za wszelką cenę muszę się opiekować. Będę to robił za wszelką cenę.

Nie mogę dać dupy jak mój ojciec ! Nigdy nie popełnię jego błędów ! Nigdy !
Dodał/a: Dametka.a w dniu 20-11-2017 - czytano 109 razy.
Słowa kluczowe: miłość gangi nienawiść bójki porachunki zasadzki smutek radość Dametka.a

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Facet -TO- Face With Himself - Rozdział .2."

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)