Dotyk Księżyca - rozdział 1
Nigdy nie wiesz, kiedy coś się wydarzy. Coś czego się nie spodziewasz. Nagłe szczęście. Czujesz wtedy motyle w brzuchu. Zupełnie jak w stanie zakochania. Tak właśnie się poczułam, gdy oznajmiono mi, że mam wujka. Mój własny krewny. Pierwszy, którego poznałam. Nie każdy wie co to za uczucie. Kiedy niby jesteś kochany, a jednak czujesz, że ta miłość nie jest taka jaka powinna być. Jadąc do wujka nie miałam pojęcia co się zdarzy. Nie miałam pojęcia, że całe moje życie zmieni się wraz z przyjazdem do Halvaix. A jednak...
Pierwsze dni w tym małym, białym domku na przedmieściach były nudne. Szkoła zaczynała się dopiero za tydzień i nie miałam co robić, aż to rozpoczęcia roku szkolnego. Wujek, jak się okazało, był młodym, przystojnym kucharzem. Miał blond loki i niebieskie oczy - zupełnie jak ja i moja mama. Moja mama. Wraz z tymi słowami wraca obraz zdjęcia, jedynego zdjęcia z moją rodzoną matką. Była piękną kobietą, której tak naprawdę nigdy nie widziałam na oczy. Jedni mi mówili, że wyjechała by zarabiać, inni, że mnie porzuciła, a jeszcze inni, że zginęła w wypadku wracając ze sklepu. Byłam więc zagubioną we własnym życiu piętnastolatką, szukającą odrobiny szczęścia.
Moje dawne rodziny zastępcze nie były idealne. Narkomani, alkoholicy, ułożeni i zapracowani. Było ich wielu. A ja byłam przerzucana z kąta w kąt jak zabawka. Jednak tym razem, chciałam by wszystko było zupełnie inaczej. Wujek był naprawdę miłym
i kochającym człowiekiem. Kazał mi jednak mówić sobie po imieniu, a więc Martin - bo tak miał na imię - także był samotny. Nie miał dziewczyny, wyprowadził się od rodziców, a jedyną osobą, a raczej zwierzęciem, które posiadał był pies, Charlie. Kochałam ich obu już od pierwszego wejścia do tego tajemniczego, przyleśnego domku. To, że był bardzo blisko lasu, przerażało mnie. Nie lubiłam nocnego wycia wilków, odgłosów sów i innych przerażających mnie zwierząt. W nocy zawsze przychodziły też najgorsze myśli.
Gdzie moja mama? Żyje? Nie? A ojciec? Nigdy o nim nie słyszałam, może jest gdzieś w świecie i nie wie o moim istnieniu?
Zazwyczaj także w połowie tych myśli zasypiałam i śniłam o najdziwniejszych rzeczach.
A od jakiegoś czasu, dokładnie od czasu, gdy dowiedziałam, że przeprowadzam się do Halvaix, śnił mi się chłopak.
Był piękny. Miał brązowe oczy, postrzępione włosy, uśmiech, który nawet we śnie zrzucał mnie na kolana. Zawsze też stał on w ogromnym tłumie ludzi, ale patrzył tylko na mnie. W dodatku uśmiechał się tak cudownie.
W chwili przebudzenia mam ochotę się rozpłakać, bo znika. Czuję wtedy pustkę. Zupełnie jakby bliska mi osoba, zostawiła mnie.
Tak samo było teraz. Leżałam na łóżku obudzona przez pięknego chłopaka i wgapiałam się w sufit, myśląc o tym, co stało się odkąd chodzę do szkoły w Halvaix.
Poznałam trzy dziewczyny, z którymi wpasowałyśmy się idealnie. Marie Evans, bardzo bogatą i zabawną brunetkę o kolorze oczu jak świeżo skoszona trawa. Cindy Collins, śliczną blondynką, która wcale nie jest Barbie, lecz geniuszem. Kocha fizykę i wszystkie przedmioty ścisłe. Ostatnia z nich to Rebecca Simspon.Typowa podrywaczka, ale gdy się zakocha to na zabój. Jej okrągłą twarz, okalają czarne włosy opandające jako fale na ramiona. Do tej paczki dołączyłam ja - dość niska brunetka o niebieskich oczach. Wyglądałyśmy jak filmowa paczka przyjaciółek z serii my tu rządzimy , ale takie nie byłyśmy. Normalne, uśmiechnięte i uprzejme dziewczyny z małego miasteczka. Dokładnie tak nas określiła Cindy, gdy zaczęłyśmy się widywać.
Myślenie o wszystkich rzeczach było takie przyjemne, że nie miałam ochoty nawet wstawać. Zazwyczaj zajmowało mi to od piętnastu do dwudziestu minut, ale tym razem zwinęłam się w dziesięć. Martin nigdy mnie nie budził. Stwierdził, że albo obudzę się sama, obudzi mnie budzik lub w ogóle nie pójdę do szkoły. Naprawdę go lubiłam.
Idąc do łazienki, potknęłam się o stertę ciuchów Martina, klnąc cicho. Wujek nie usłyszał mnie jednak, ponieważ gotował na dole jakieś pyszności na śniadanie. Powąchałam i doszłam do wniosku, że to jajecznica. Od razu zrobiłam się głodna.
Wskakując szybko w ciuchy, umyłam zęby i nałożyłam trochę makijażu. Zbiegłam po schodach i dotarłam do kuchni, połączonej z pokojem gościnnym.
- Dzień dobry, Ariels. - przywitał mnie Martin, kończąc gotować.
- Hej! - spojrzałam na jajecznice i w całym pokoju rozległo się głośne burczenie z mojego brzucha. Martin zaśmiał się lekko. - No co? Jestem straszliwie głodna! - powiedziałam pretensjonalnie.
- A czy ja coś mówię? - znów uśmiechnął się łobuzersko. Był naprawdę przystojny, aż dziwiłam się, że taki facet jak on nie ma dziewczyny.
Zjadłam śniadanie w dziesięć minut, potem dałam kilka łyków kawy i odetchnęłam. Cały mój spokój zniknął wraz ze spojrzeniem na zegarek. Lekcje zaczynały się za osiem minut, a ja nie byłam nawet w połowie drogi.
- Muszę lecieć, pa ! - odkrzyknęłam mu, a on kiwnął tylko głową z nad porannej gazety.
Biegłam tak przez wszystkie dzielnice - te bezpieczne i te mniej. Bałam się jak cholera biegnąc obok paczki chłopaków pijących wódkę i palących śmierdzące papierosy. Wiedziałam, że na mnie patrzą, ale sama myśl o nich wprawiała mnie w nudności. Wszystko mogło się zdarzyć, szczególnie dzięki mojemu nieszczęściu.
- Hej, ślicznotko! - zawołał łysy, wytatuowany chłopak z papierosem.
Zatrzymałam się. Moje serce biło teraz cztery razy szybciej, a ciało pokrył paraliż. Nie miałam pojęcia, czy biec dalej, czy może cofnąć się i dać nogę. Stałam. Wpatrywałam się jak sześciu bandytów idzie w moją stronę. Czułam, że miękną mi nogi. Chciałam krzyczeć, ale coś utknęło mi w gardle. Byli około pięćdziesiąt centymetrów ode mnie.
- Gdzie się wybierasz ? - zapytał jeden z nich. Miał chustkę na głowie.
- Śpieszę się do szkoły. Chcecie pieniądze? Proszę, dajcie mi odejść... - jęknęłam.
- To nie na pieniądze mam ochotę .- odezwał się łysy i butelką taniej wódki wskazał na mnie.
Byli tak blisko mnie, że czułam zapach Whiskey i papierosów. O mało nie zwymiotowałam.
- Dajcie mi odejść. - powtórzyłam trochę zbyt śmiałym tonem.
- Słyszałeś Harry, panienka cię nie chce. - zaśmiał się trzeci, wyglądający na zjaranego.
- Mamusia zawsze mi mówiła: Bierz to na co masz ochotę. - wtedy łysy i ten w chustce złapali mnie. Zaczęłam krzyczeć.
- Puście mnie ! Nie, zostaw! Dajcie mi odejść!
Poczułam jak coś mnie wypełnia. Energia. Nieznana mi dotąd energia. Spojrzałam na Harry'ego i skupiłam swoją rozpacz i wściekłość tylko na nim. Wtedy zaczął się dusić. Jego twarz zrobiła się sina i nie mógł wykrztusić słowa. Zniżał się coraz bardziej, a narastająca we mnie furia, sprawiła, że osunął się całkiem na ziemię. Trzymając ręcę na szyi, przestał się ruszać.
Dopiero po chwili zrorientowałam się, że stoję nad nim jak w transie.
- Ty wiedźmo! Co mu zrobiłaś?! - krzyczęli pozostali patrząc na mnie z przerażeniem. Zaczęli uciekać jeden po drugim, widząc, że na nich patrzę.
Stałam tak nad Harry'm i zamarłam.
Jak to możliwe?
To było niemożliwe, w tym problem. Ominęłam ciało i sina ze strachu pobiegłam dalej. Marzyłam tylko o tym, aby to wszystko okazało się złym snem.
Gdy wbiegłam do szkoły, było pięć minut do przerwy. A więc tyle czasu zajęło mi zmaganie się z tymi zbirami.
Sprawdziłam telefon. Pięć SMS'ów od dziewczyn .
Gdzie jesteś? Cindy
Fajnie to tak na wagarach? Becky
Nie ma cię, a chciałam ci pokazać moją nową bluzkę!! M.
Przynieść ci lekcje po szkole? Cindy
Mam też nowe buty... - M
One nie mają pojęcia przez co przeszłam. Muszę im powiedzieć. Albo lepiej nie.. Pomyślą, że zwariowałam.
Nie musiałam długo czekać na dzwonek. Piskliwy hałas rozległ się po murach naszej wielkiej, kamiennej szkoły. Wyglądała ponuro, jak jakiś zamek samotnie stojący na wzgórzu. Pewnie dlatego, że stała na Halvaix High Street. Wysokim wzgórzu.
- Arie! - zawołała mnie zdrobniale idąca w oddali Marie. Wskazała na swoją nową bluzkę i spodnie. Wymusiłam uśmiech.
- Co jest ? - zapytała Cindy, gdy już podeszły do mnie bliżej. - Wyglądasz jakbyś zobaczyła trupa.
Przełknęłam ślinę.
- Tak, coś w tym rodzaju... Jak pierwsza lekcja? - zmieniłam temat.
- W porządku. Czemu się spóźniłaś? - naciskała Cindy.
- Daj jej odpocząć, Cin ! Może za późno wstała i biegła pędem do szkoły? - obroniła mnie, milcząca dotąd Rebecca. Nawet sobie nie wyobrażała jak bardzo byłam jej za to wdzięczna. - Nie znamy się na tyle, by wypytywać o prywatne sprawy... - dodała.
- Skoro mowa o poznawaniu się... Mamy pewną propozycję, Arielle. - uśmiechnęła się pewnie Marie. Była naprawdę piękna, wyglądała jak jej mama, aktorka, pozująca na bilboardach w Halvaix.
- Śmiało. - odpowiedziałam uśmiechem.
- Co ty na to, abyśmy mogły dzisiaj u ciebie nocować? Wiesz, nie wiemy dokładnie, gdzie mieszkasz, nie znamy twojego wujka ani nie mamy pojęcia jak śliczny masz pokój! - oparła ręce na biodrach i czekała na moją zgodę. O odmowie nawet nie chciała słuchać.
- No... No dobrze. - westchnęłam i wytłumaczyłam im dokładnie gdzie mieszkam.
- Przy lesie?! - zareagowała Marie lekkim szokiem. - Nie boisz się ?!
- Czasami. Ale jest przyjemną chatką. Z resztą nie mieszkam sama. Wujek i Charlie się mną zajmują. - odparłam.
- Charlie? - Rebece, aż zaświeciły oczy - To jakiś współlokator ?
- Becky, to pies. - odparłam parskając przy tym śmiechem.
- O. - zrobiła smutną minę - Czyli nie da się namówić na randkę?
Lekcje przeleciały szybko. Matematyka, angielski, historia, WOS i plastyka. Nie musiałam męczyć się nad fizyką, z czego bardzo ubolewała Cindy.
Stanęłyśmy przed szkołą i dokładniej zaplanowałyśmy nockę. Dziewczyny stwierdziły, że same do mnie trafią, więc nie fatygowałam się, aby zaproponować im odprowadzenie.
- Ok, to do osiemnastej. Powiem Martinowi, żeby pizzę nam zrobił i zwolnił jeden z nieotwieranych pokoi. - mówiłam to, machając im i oddalając się coraz bardziej.
Wracałam ze szkoły już z mniejszym niepokojem niż wtedy. Mimo, iż nie miałam ochoty przechodzić obok miejsca porannego incydentu - nie mogłam się oprzeć.
Ciało Harry'ego zniknęło. Odetchnęłam z ulgą, że może to tylko była moja wyobraźnia, ale wtedy zobaczyłam jego butelkę taniej wódki, którą mi groził. Znów ścisnęło mi się gardło. Czyli zabiłam człowieka siłą woli ? To nie miało sensu.
Weszłam do domu, ściągnęłam buty i poszłam zobaczyć co Martin ugotował na obiad.
- Nie gotujesz? - zdziwiłam się, widząc go oglądającego telewizję w salonie.
- Nie mam weny. - odparł głaszcząc Charlie'go, który powoli merdał na mnie ogonem.
- A ja mam pewną, małą propozycję dla ciebie. - uśmiechnęłam się chytrze.
- Boję się zapytać. - zaśmiał się wujek.
- Bardzo zabawne. - odparłam, delikatnie drocząc się - Dzisiaj nocują u mnie dziewczyny. Upiekł byś nam pizzę?
Spojrzał na mnie. Jego spojrzenie wyrażało lekkie zdziwienie.
- Te, które niedawno poznałaś?
- No. Cindy, Becky i Marie. Polubisz je, są fajne. - zapewniłam go.
- Kiedy przyjdą? - spytał po chwili - Muszę włączyć piekarnik i wyrobić ciasto. To ich pierwsze nocowanie tutaj, więc musi być idealnie.
- Tak też będzie. - uśmiechnęłam się do niego i obróciłam w stronę schodów.
- Hej, Arie! Będę z wami tylko do dwudziestej, później spotykam się z Jakem, dawnym kumplem z liceum.
- Chyba nie sugerujesz, że... - zdziwiłam się trochę, że wujek mógłby się okazać innej orientacji.
- Nie, nie to nie randka. - zaprzeczył Martin - Po prostu nie chcę wam przeszkadzać, a z resztą dawno nie widziałem mojego starego kumpla.
- Dzięki, jesteś super! - miałam ochotę go przytulić, ale wujek odpowiedział mi szerokim uśmiechem, pokazując swoje idealnie białe zęby.
Wtedy w mojej głowie znów pojawiło się pytanie Czemu taki gościu nie ma dziewczyny?!
- Martin! - zawołałam w połowie drogi na schodach.
- Tak?
- Czy ten zamykany pokój obok mojego można otworzyć? Chciałam dzisiaj spędzić tam wieczór z dziewczynami.
Odpowiedziała mi cisza.
- To pokój twojej babci Natalie. - odparł dopiero po chwili.
Babcia Natalie. Tak rzadko o niej słyszałam.
- Ale przecież mogę do niego zajrzeć prawda?
- Klucz masz w mojej szafce na bieliznę. - zgodził się. Odetchnęłam z ulgą.
Znalazłam ten klucz wyjątkowo szybko. Równie szybko otworzyłam drzwi i weszłam do tajemniczego pokoju. Rozejrzałam się. Był stary i okurzony, a okno było zwrócone na las - tak samo jak moje. Prawie pusty pokoik wydał się straszny, gdy stało się samemu. Miał jednak w sobie coś... Coś innego.
Wtedy upadłam. Zamykając oczy, zobaczyłam tylko czyjąś sylwetkę. Szła w moją stronę.
* * *
Podoba Wam się? Bardzo liczę na szczere opinie, ponieważ kocham pisać książki i chciałabym wiedzieć co mogę ewentualnie poprawić :)
Pierwsze dni w tym małym, białym domku na przedmieściach były nudne. Szkoła zaczynała się dopiero za tydzień i nie miałam co robić, aż to rozpoczęcia roku szkolnego. Wujek, jak się okazało, był młodym, przystojnym kucharzem. Miał blond loki i niebieskie oczy - zupełnie jak ja i moja mama. Moja mama. Wraz z tymi słowami wraca obraz zdjęcia, jedynego zdjęcia z moją rodzoną matką. Była piękną kobietą, której tak naprawdę nigdy nie widziałam na oczy. Jedni mi mówili, że wyjechała by zarabiać, inni, że mnie porzuciła, a jeszcze inni, że zginęła w wypadku wracając ze sklepu. Byłam więc zagubioną we własnym życiu piętnastolatką, szukającą odrobiny szczęścia.
Moje dawne rodziny zastępcze nie były idealne. Narkomani, alkoholicy, ułożeni i zapracowani. Było ich wielu. A ja byłam przerzucana z kąta w kąt jak zabawka. Jednak tym razem, chciałam by wszystko było zupełnie inaczej. Wujek był naprawdę miłym
i kochającym człowiekiem. Kazał mi jednak mówić sobie po imieniu, a więc Martin - bo tak miał na imię - także był samotny. Nie miał dziewczyny, wyprowadził się od rodziców, a jedyną osobą, a raczej zwierzęciem, które posiadał był pies, Charlie. Kochałam ich obu już od pierwszego wejścia do tego tajemniczego, przyleśnego domku. To, że był bardzo blisko lasu, przerażało mnie. Nie lubiłam nocnego wycia wilków, odgłosów sów i innych przerażających mnie zwierząt. W nocy zawsze przychodziły też najgorsze myśli.
Gdzie moja mama? Żyje? Nie? A ojciec? Nigdy o nim nie słyszałam, może jest gdzieś w świecie i nie wie o moim istnieniu?
Zazwyczaj także w połowie tych myśli zasypiałam i śniłam o najdziwniejszych rzeczach.
A od jakiegoś czasu, dokładnie od czasu, gdy dowiedziałam, że przeprowadzam się do Halvaix, śnił mi się chłopak.
Był piękny. Miał brązowe oczy, postrzępione włosy, uśmiech, który nawet we śnie zrzucał mnie na kolana. Zawsze też stał on w ogromnym tłumie ludzi, ale patrzył tylko na mnie. W dodatku uśmiechał się tak cudownie.
W chwili przebudzenia mam ochotę się rozpłakać, bo znika. Czuję wtedy pustkę. Zupełnie jakby bliska mi osoba, zostawiła mnie.
Tak samo było teraz. Leżałam na łóżku obudzona przez pięknego chłopaka i wgapiałam się w sufit, myśląc o tym, co stało się odkąd chodzę do szkoły w Halvaix.
Poznałam trzy dziewczyny, z którymi wpasowałyśmy się idealnie. Marie Evans, bardzo bogatą i zabawną brunetkę o kolorze oczu jak świeżo skoszona trawa. Cindy Collins, śliczną blondynką, która wcale nie jest Barbie, lecz geniuszem. Kocha fizykę i wszystkie przedmioty ścisłe. Ostatnia z nich to Rebecca Simspon.Typowa podrywaczka, ale gdy się zakocha to na zabój. Jej okrągłą twarz, okalają czarne włosy opandające jako fale na ramiona. Do tej paczki dołączyłam ja - dość niska brunetka o niebieskich oczach. Wyglądałyśmy jak filmowa paczka przyjaciółek z serii my tu rządzimy , ale takie nie byłyśmy. Normalne, uśmiechnięte i uprzejme dziewczyny z małego miasteczka. Dokładnie tak nas określiła Cindy, gdy zaczęłyśmy się widywać.
Myślenie o wszystkich rzeczach było takie przyjemne, że nie miałam ochoty nawet wstawać. Zazwyczaj zajmowało mi to od piętnastu do dwudziestu minut, ale tym razem zwinęłam się w dziesięć. Martin nigdy mnie nie budził. Stwierdził, że albo obudzę się sama, obudzi mnie budzik lub w ogóle nie pójdę do szkoły. Naprawdę go lubiłam.
Idąc do łazienki, potknęłam się o stertę ciuchów Martina, klnąc cicho. Wujek nie usłyszał mnie jednak, ponieważ gotował na dole jakieś pyszności na śniadanie. Powąchałam i doszłam do wniosku, że to jajecznica. Od razu zrobiłam się głodna.
Wskakując szybko w ciuchy, umyłam zęby i nałożyłam trochę makijażu. Zbiegłam po schodach i dotarłam do kuchni, połączonej z pokojem gościnnym.
- Dzień dobry, Ariels. - przywitał mnie Martin, kończąc gotować.
- Hej! - spojrzałam na jajecznice i w całym pokoju rozległo się głośne burczenie z mojego brzucha. Martin zaśmiał się lekko. - No co? Jestem straszliwie głodna! - powiedziałam pretensjonalnie.
- A czy ja coś mówię? - znów uśmiechnął się łobuzersko. Był naprawdę przystojny, aż dziwiłam się, że taki facet jak on nie ma dziewczyny.
Zjadłam śniadanie w dziesięć minut, potem dałam kilka łyków kawy i odetchnęłam. Cały mój spokój zniknął wraz ze spojrzeniem na zegarek. Lekcje zaczynały się za osiem minut, a ja nie byłam nawet w połowie drogi.
- Muszę lecieć, pa ! - odkrzyknęłam mu, a on kiwnął tylko głową z nad porannej gazety.
Biegłam tak przez wszystkie dzielnice - te bezpieczne i te mniej. Bałam się jak cholera biegnąc obok paczki chłopaków pijących wódkę i palących śmierdzące papierosy. Wiedziałam, że na mnie patrzą, ale sama myśl o nich wprawiała mnie w nudności. Wszystko mogło się zdarzyć, szczególnie dzięki mojemu nieszczęściu.
- Hej, ślicznotko! - zawołał łysy, wytatuowany chłopak z papierosem.
Zatrzymałam się. Moje serce biło teraz cztery razy szybciej, a ciało pokrył paraliż. Nie miałam pojęcia, czy biec dalej, czy może cofnąć się i dać nogę. Stałam. Wpatrywałam się jak sześciu bandytów idzie w moją stronę. Czułam, że miękną mi nogi. Chciałam krzyczeć, ale coś utknęło mi w gardle. Byli około pięćdziesiąt centymetrów ode mnie.
- Gdzie się wybierasz ? - zapytał jeden z nich. Miał chustkę na głowie.
- Śpieszę się do szkoły. Chcecie pieniądze? Proszę, dajcie mi odejść... - jęknęłam.
- To nie na pieniądze mam ochotę .- odezwał się łysy i butelką taniej wódki wskazał na mnie.
Byli tak blisko mnie, że czułam zapach Whiskey i papierosów. O mało nie zwymiotowałam.
- Dajcie mi odejść. - powtórzyłam trochę zbyt śmiałym tonem.
- Słyszałeś Harry, panienka cię nie chce. - zaśmiał się trzeci, wyglądający na zjaranego.
- Mamusia zawsze mi mówiła: Bierz to na co masz ochotę. - wtedy łysy i ten w chustce złapali mnie. Zaczęłam krzyczeć.
- Puście mnie ! Nie, zostaw! Dajcie mi odejść!
Poczułam jak coś mnie wypełnia. Energia. Nieznana mi dotąd energia. Spojrzałam na Harry'ego i skupiłam swoją rozpacz i wściekłość tylko na nim. Wtedy zaczął się dusić. Jego twarz zrobiła się sina i nie mógł wykrztusić słowa. Zniżał się coraz bardziej, a narastająca we mnie furia, sprawiła, że osunął się całkiem na ziemię. Trzymając ręcę na szyi, przestał się ruszać.
Dopiero po chwili zrorientowałam się, że stoję nad nim jak w transie.
- Ty wiedźmo! Co mu zrobiłaś?! - krzyczęli pozostali patrząc na mnie z przerażeniem. Zaczęli uciekać jeden po drugim, widząc, że na nich patrzę.
Stałam tak nad Harry'm i zamarłam.
Jak to możliwe?
To było niemożliwe, w tym problem. Ominęłam ciało i sina ze strachu pobiegłam dalej. Marzyłam tylko o tym, aby to wszystko okazało się złym snem.
Gdy wbiegłam do szkoły, było pięć minut do przerwy. A więc tyle czasu zajęło mi zmaganie się z tymi zbirami.
Sprawdziłam telefon. Pięć SMS'ów od dziewczyn .
Gdzie jesteś? Cindy
Fajnie to tak na wagarach? Becky
Nie ma cię, a chciałam ci pokazać moją nową bluzkę!! M.
Przynieść ci lekcje po szkole? Cindy
Mam też nowe buty... - M
One nie mają pojęcia przez co przeszłam. Muszę im powiedzieć. Albo lepiej nie.. Pomyślą, że zwariowałam.
Nie musiałam długo czekać na dzwonek. Piskliwy hałas rozległ się po murach naszej wielkiej, kamiennej szkoły. Wyglądała ponuro, jak jakiś zamek samotnie stojący na wzgórzu. Pewnie dlatego, że stała na Halvaix High Street. Wysokim wzgórzu.
- Arie! - zawołała mnie zdrobniale idąca w oddali Marie. Wskazała na swoją nową bluzkę i spodnie. Wymusiłam uśmiech.
- Co jest ? - zapytała Cindy, gdy już podeszły do mnie bliżej. - Wyglądasz jakbyś zobaczyła trupa.
Przełknęłam ślinę.
- Tak, coś w tym rodzaju... Jak pierwsza lekcja? - zmieniłam temat.
- W porządku. Czemu się spóźniłaś? - naciskała Cindy.
- Daj jej odpocząć, Cin ! Może za późno wstała i biegła pędem do szkoły? - obroniła mnie, milcząca dotąd Rebecca. Nawet sobie nie wyobrażała jak bardzo byłam jej za to wdzięczna. - Nie znamy się na tyle, by wypytywać o prywatne sprawy... - dodała.
- Skoro mowa o poznawaniu się... Mamy pewną propozycję, Arielle. - uśmiechnęła się pewnie Marie. Była naprawdę piękna, wyglądała jak jej mama, aktorka, pozująca na bilboardach w Halvaix.
- Śmiało. - odpowiedziałam uśmiechem.
- Co ty na to, abyśmy mogły dzisiaj u ciebie nocować? Wiesz, nie wiemy dokładnie, gdzie mieszkasz, nie znamy twojego wujka ani nie mamy pojęcia jak śliczny masz pokój! - oparła ręce na biodrach i czekała na moją zgodę. O odmowie nawet nie chciała słuchać.
- No... No dobrze. - westchnęłam i wytłumaczyłam im dokładnie gdzie mieszkam.
- Przy lesie?! - zareagowała Marie lekkim szokiem. - Nie boisz się ?!
- Czasami. Ale jest przyjemną chatką. Z resztą nie mieszkam sama. Wujek i Charlie się mną zajmują. - odparłam.
- Charlie? - Rebece, aż zaświeciły oczy - To jakiś współlokator ?
- Becky, to pies. - odparłam parskając przy tym śmiechem.
- O. - zrobiła smutną minę - Czyli nie da się namówić na randkę?
Lekcje przeleciały szybko. Matematyka, angielski, historia, WOS i plastyka. Nie musiałam męczyć się nad fizyką, z czego bardzo ubolewała Cindy.
Stanęłyśmy przed szkołą i dokładniej zaplanowałyśmy nockę. Dziewczyny stwierdziły, że same do mnie trafią, więc nie fatygowałam się, aby zaproponować im odprowadzenie.
- Ok, to do osiemnastej. Powiem Martinowi, żeby pizzę nam zrobił i zwolnił jeden z nieotwieranych pokoi. - mówiłam to, machając im i oddalając się coraz bardziej.
Wracałam ze szkoły już z mniejszym niepokojem niż wtedy. Mimo, iż nie miałam ochoty przechodzić obok miejsca porannego incydentu - nie mogłam się oprzeć.
Ciało Harry'ego zniknęło. Odetchnęłam z ulgą, że może to tylko była moja wyobraźnia, ale wtedy zobaczyłam jego butelkę taniej wódki, którą mi groził. Znów ścisnęło mi się gardło. Czyli zabiłam człowieka siłą woli ? To nie miało sensu.
Weszłam do domu, ściągnęłam buty i poszłam zobaczyć co Martin ugotował na obiad.
- Nie gotujesz? - zdziwiłam się, widząc go oglądającego telewizję w salonie.
- Nie mam weny. - odparł głaszcząc Charlie'go, który powoli merdał na mnie ogonem.
- A ja mam pewną, małą propozycję dla ciebie. - uśmiechnęłam się chytrze.
- Boję się zapytać. - zaśmiał się wujek.
- Bardzo zabawne. - odparłam, delikatnie drocząc się - Dzisiaj nocują u mnie dziewczyny. Upiekł byś nam pizzę?
Spojrzał na mnie. Jego spojrzenie wyrażało lekkie zdziwienie.
- Te, które niedawno poznałaś?
- No. Cindy, Becky i Marie. Polubisz je, są fajne. - zapewniłam go.
- Kiedy przyjdą? - spytał po chwili - Muszę włączyć piekarnik i wyrobić ciasto. To ich pierwsze nocowanie tutaj, więc musi być idealnie.
- Tak też będzie. - uśmiechnęłam się do niego i obróciłam w stronę schodów.
- Hej, Arie! Będę z wami tylko do dwudziestej, później spotykam się z Jakem, dawnym kumplem z liceum.
- Chyba nie sugerujesz, że... - zdziwiłam się trochę, że wujek mógłby się okazać innej orientacji.
- Nie, nie to nie randka. - zaprzeczył Martin - Po prostu nie chcę wam przeszkadzać, a z resztą dawno nie widziałem mojego starego kumpla.
- Dzięki, jesteś super! - miałam ochotę go przytulić, ale wujek odpowiedział mi szerokim uśmiechem, pokazując swoje idealnie białe zęby.
Wtedy w mojej głowie znów pojawiło się pytanie Czemu taki gościu nie ma dziewczyny?!
- Martin! - zawołałam w połowie drogi na schodach.
- Tak?
- Czy ten zamykany pokój obok mojego można otworzyć? Chciałam dzisiaj spędzić tam wieczór z dziewczynami.
Odpowiedziała mi cisza.
- To pokój twojej babci Natalie. - odparł dopiero po chwili.
Babcia Natalie. Tak rzadko o niej słyszałam.
- Ale przecież mogę do niego zajrzeć prawda?
- Klucz masz w mojej szafce na bieliznę. - zgodził się. Odetchnęłam z ulgą.
Znalazłam ten klucz wyjątkowo szybko. Równie szybko otworzyłam drzwi i weszłam do tajemniczego pokoju. Rozejrzałam się. Był stary i okurzony, a okno było zwrócone na las - tak samo jak moje. Prawie pusty pokoik wydał się straszny, gdy stało się samemu. Miał jednak w sobie coś... Coś innego.
Wtedy upadłam. Zamykając oczy, zobaczyłam tylko czyjąś sylwetkę. Szła w moją stronę.
* * *
Podoba Wam się? Bardzo liczę na szczere opinie, ponieważ kocham pisać książki i chciałabym wiedzieć co mogę ewentualnie poprawić :)
Dodał/a: Natt97_ w dniu 20-01-2012 - czytano 188 razy.
Słowa kluczowe: opowiadania nastolatek Arielle miłość fantastyka Natt97_
Kategoria: Fantasy
Słowa kluczowe: opowiadania nastolatek Arielle miłość fantastyka Natt97_
Kategoria: Fantasy
