Do Trzech Razy Sztuka V

Lizzie
10. wracał do domu po treningu. Zapadał już zmierzch, wieczór był po całym dniu upale rześki. Od razu lepiej mu funkcjonowało się. Dostrzegł przed domem czarny samochód, którego wysiadł jakiś obcy mężczyzna. Wiek szacował na trzydzieści parę lat, ciemniejszej karnacji, albo był już tak opalony, oczy były kontrastem bo kompletnie jasne i niebezpieczne, mocniejszy zarost dodawał mu atrakcyjności, ale jeszcze bardziej Ian miał obawę wobec niego. Ubrany był na czarno.
- Ian White jak mniemam? - zapytał.
- tak..a pan? - zmarszczył brwi.
- jestem Jeremy Smith - podał rękę ku młodzieńcowi, od nie chcenia odwzajemnił uścisk.
- widziałem jak grasz, świetny jesteś - przyznał.
- dziękuję, jest pan łowcą? czy?
- niee.. nie.. ale mogę polepszyć tobie życie i sobie jednocześnie.
- co pan ma na myśli? mi raczej niczego nie brakuje...
- ludzie obstawiają u mnie mecze
- ohh.. nie nie zamierzam brać w tym udziału - od razu zaalarmował, wchodząc zza plot
- wystarczy, że wygrasz mecz przyszły, pieniądze będą twoje...to tylko ten sezon - wyjaśnił.
- tak czy siak wygramy - powiedział pewny siebie.
- więc nie masz czym martwić się - uśmiechnął się szeroko - będziesz mógł kupić co chcesz, jechać gdzie chcesz, zabrać dziewczynę widziałem jak stanąłeś w jej obronie
na sparingu z Białymi Rycerzami
- Lizzie? - wymsknęło mu się z ust. Zaczął zastanawiać się czy widział wtedy tego człowieka na sali, szukał jakby w swoich wspomnieniach, ale widocznie był jak cień nie widzialny, ale obecny.
- ładne imię dla ładnej dziewczyny - przyznał. widząc, że nie jest mu obojętna. Uśmiechnął się.
Miał dylemat. Niczego mu nie brakowało, ale taka szybka gotówka przydała by się mu
,,chciałabym stąd wyjechać przypomniał słowa przyjaciółki. Bez problemu mógłby zabrać ją ze sobą i mieć ją tylko dla siebie. Potrząsnął
głową po ostatniej myśli.
- co miałbym zrobić? - spytał jeszcze raz.
- wygraj mecz to wszystko - uniósł ręce do góry zadowolony.

Mecze zaczynały się już w czerwcu, dziś odbywał się pierwszy. Do zawodów przystąpiło dwanaście drużyn. Do mistrzostw w Bostonie mogło się załapać sześć drużyn. Wszyscy wiedzieli, że pierwsze sześć będą najprostsze, choć i tak trzeba się starać. Ian White nie lubił
przegrywać, w każdej kwestii Lizzie to wiedziała. Spokojnie potrząsała pomponami gdy jej koleżanki głośno krzyczały, lub nuciły różne hasła.
Pierwsze mecze odbywały się na razie na miejscu w Seattle, więc znali każdy zakamarek sali gimnastycznej. Wiedział gdzie miał lepsze, swoje asy w rękawach.
Puścił oczko gdy wracał do obrony, po w trafionym koszu, a ona zaczerwieniła się kręcąc głową
- widziałam
- niby co ? - popatrzyła się na blondynkę.
- buraka - parsknęła.
- może powinnaś nosić soczewki? - zmarszczyła brwi.
- uważasz mnie za blondi ? ale nie jestem ślepa - zaśmiała się.
- nie mam nic do blondynek moja przyjaciółka nią była i nie wiem o co ci chodzi - przewróciła oczami.
- dawaj Ian !!! - krzyknęła machając do góry rękoma, aż w uszach dla brunetki zadzwoniło.
Nawet nie zauważyła, a jakoś relacje z nową dziewczyną polepszyły się. Lubiła z nią rozmawiać, raczej nie bała się odgryźć liderce zespołu jak większość dziewczyn, nawet co niektóry chłopak z drużyny bał się do niej odezwać jakoś inaczej. Jedynie naiwny Zac próbował coś, ale tylko dlatego bo lubił wyzwania.
Obserwował gdy tańczyła jeden z układów podczas skończonej pierwszej połowie. Odpoczywał przed dwiema następnym kwartami. Widział nie raz jak tańczyła, jednak non stop coś nowego u niej znajdywał. Zazwyczaj był skupiony w swoją dziewczynę i pewnie był by dalej gdyby żyła.
Oszalał - pomyślał.
- najlepsza nie ? - usłyszał obok siebie kumpla.
- hm?
- Lizzie
- jak zawsze - zarechotał lekko.
Była bardzo rozciągnięta, potrafiła różne akrobacje. Już zza dziecka pamiętał jak ćwiczyła dzień w dzień pierwszy przewrót w bok, salto czy zwykły szpagat.
Mecz dalej trwał każdy kibicował, ostatni rzut.
- Ian White tak wygrywa pierwszy mecz - usłyszał przez mikrofon komentatora sportowego. Radość i zachwyt emanowała wśród zawodników, dziewczyny nie ukrywały swojej radości i podskakiwały jak rusałki. Widownia krzyczała, biła brawa i wiwatowała na trybunach. Po przybitych licznych piątkach z kolegami stała. Przy białej linii, uśmiechnięta, lekko zaczerwieniona.
- wiedziałam, że dacie rade - podskoczyła by złożyć gratulacje, a on bez wysiłku podniósł bez żadnego trudu do góry i usłyszał krótkie piśnięcie brunetki. Wiedziała że jest szczęśliwy,
- Jesteś najlepszy pod każdym względem - dodała, po czym zaczęła żałować, że mogło to zabrzmieć dwuznacznie. Opuścił
ją na podłogę i spojrzał w jej orzechowe oczy, widział w nich swoje odbicie i prawdę mówiąc lubił to. Odgarnął jej kosmyk czekoladowego pasma zza ucho.
- Ian gratulacje, jutro o tej samej porze- przerwał im tę chwil trener Sulivan. Oderwali się od siebie
- idziemy świętować, lecisz z nami ? - wskazał na chłopaków którzy zbierali się powoli, a ona na swoją odpowiedź skinęła głową.
Nie zamierzała przebierać się, ubrała tylko bluzę czarną ze złotymi paskami na ramionach. Mimo to widziała jak obcy mężczyźni, którzy ją pożerali wzrokiem, ale również i jej koleżanki. Była pewna, że muszą zachęcająco wyglądać. Ona oczywiście każdego spławiała, dziś chciała zająć się świętowaniem i przyjacielem, a niektóre dziewczyny wyglądały na zadowolone z podchodzących adoratorów. Większość chłopaków byli poubierana w dresy.
Tak wygrali więc w takim wydaniu postanowili świętować jak zwykle u Kinga.
Zajrzał do szafki by przebrać się. Znalazł większą, grubszą kopertę. Zajrzał do niej i mógł przysiąc, że nigdy nie widział tyle pieniędzy na raz. Spojrzał na kartkę.
- dwadzieścia tysięcy dolarów gratulacje. Na dniach odezwę się. J.
- wszystko ok ? - usłyszał Zaca, na co szybko kopertę schował to torby treningowej
- tak, jasne - zapewnił.
Będąc na miejscu każdy był w dobrym nastroju
- wiec jeszcze tylko jedenaście - oderwała od myśli jego przyjaciółka.
- prawda - przytaknął jej głową zdumiony.
- wygracie tym razem - zapewniła
- z takim dopingiem na pewno - zaśmiał się, a za nim ona.
- taak, Cheryl glos można usłyszeć wszędzie - powiedziała rozbawiona
- Nathan przynajmniej wie, że ktoś na niego liczy
- ty masz mnie od tego. Może nie krzyczę jak wariatka jak kiedyś, ale...
- jesteś sercem - dokończył za nią, a ona zawahała się co odpowiedzieć.
- no właśnie - odrzekła w końcu popijając trunek w kuflu.
Po skończonej imprezie wracali do domu, on jak zwykle ją odprowadzając. Mieszkał dziesięć minut pieszo od niej wiec i tak miał po drodze, jednak nie zdziwi się jak i tak zostanie u niej na noc.
- mam propozycje - odezwał się pod jej domem. Wypuszczając powietrze z ust. W prawdzie trochę stresował się tym.
- hm?
- mówiłaś nie dawno, że chciałabyś wyjechać
- aaa… hah ale to takie małe marzenie
- wiec pojedźmy - zaproponował
- haha - zaśmiała się - jak teraz!? macie mistrzostwa, my już za miesiąc mamy - zawołała w szoku.
- w ten weekend nie ma zawodów. Jeden trening chyba możemy sobie odpuścić. Zróbmy sobie wagary jak kiedyś - prosił, a ona uśmiechnęła się na same wspomnienia - Natalie przynajmniej nie będzie nami dyrygować - podpowiedział, na co zaśmiali się krótko ponownie.
- wiesz, że nie lubię czego odpuszczać - założyła włosy za uszy i skrzyżowała ręce na piersiach.
- tak wiem... no to odwołaj trening, wtedy nie będziesz odpuszczać - uśmiechnął się cwaniacko
- cwaniak - parsknęła rozbawiona.
- Ian chciałabym, ale...pieniądze. Jest koniec miesiąca... to nie takie tanie jednak
- wiec ja cię zabiorę - palnął pewny siebie.
- nie będziesz moim jakimś sponsorem - burknęła, z czego on uśmiał się. Dumna stała i patrzyła pewnym wzrokiem.
- nie będę - zapewnił rechocząc - chcę po prostu też uciec, odpocząć trochę i chciałbym żebyś ze mną była.
- czemu tak ci zależy mnie zabrać? - spytała.
- po prostu - wzruszył ramionami - pomagałaś mi przez ostatni czas, to chociaż ja chcę pomóc przez weekend.
- gdzie chciałbyś pojechać? - zmarszczyła podejrzanie brwi.
- możesz wybrać gdzie chcesz - widząc, że co raz bardziej jest przekonana uśmiechnął się szeroko.
- no nie wiem... - nie wiedziała czy zgodzić się, bała się trochę tego wyjazdu i obawiała się być z nim sama na sam, ale dopóki będzie trzeźwa to będzie na pewno kontrolować się.
- L.A? - uśmiechnęła się, na co i na jego buzi ukazał się radosny banan.
11.
Na grupie cheerleaderek tak jak postanowiła napisała, że trening w piątek odwołany, nikt w sumie nie był oburzony, gdyż mało miały takich okazji. Głównie święta albo inne okoliczności były wyjątkami.
- wiec lecicie sami? - zapytała się Amy.
- skąd wesz? - zmarszczyła brwi.
- wszyscy wiedzą. Planujecie tam no wiesz?
- Amy! - krzyknęła.
- no co ?! - zaśmiała się z jej reakcji
- nie - odpowiedziała jej w końcu.
- prędzej czy później wylądujecie w łóżku
- to chłopak mojej zmarłej przyjaciółki, jednocześnie przyjaciel - upomniała.
- ale jesteście teraz wolni czyż nie ?
- nic o tym nie wiesz - surowo spojrzała na nią.
- - hmmm...zauważyłaś, że zaczęłyśmy inaczej rozmawiać - zapytała. To prawda zakolegowały się jakoś, mogła z nią porozmawiać na każdy temat, pomimo pierwszej opinii o niej
- rozmawiam z tobą jak z każdym stąd - wskazała na całą salę gimnastyczna gdzie byli jej znajomi.
- nie no jasne, w końcu tyle się znacie, ale rzeczywiście gadasz non stop z Cheryl - powiedziała z ironią w głosie rozbawiona.
Lubiła Cheryl, ale nie znosiła jej pisków małej myszki gdy okazywała swoją radość.
- nie czuj się jakoś zaszczycona - burknęła dumnie.
- to nie wstyd, że potrzebujesz czasem jakiejś koleżanki - wyjaśniła i obie usiadły na ławce by odpocząć.
- nie wstydzę się niczego - sprostowała.
- ale potrzebujesz koleżanki - puściła oczko wstając.
Jest tu od nie dawna, a dzięki takim rozmowom ta dziewczyna z Nowego Yorku dowiedziała się więcej niż... Rudowłosa koleżanka, z którą się zna od początku gdy przystąpiła do drużyny
Wraz z piątkiem z rana tak jak zaplanowali byli na lotnisku oczekując na swój lot.
- nie mogę uwierzyć, że mnie namówiłeś - zaśmiała się.
- to uwierz, czekają cię najlepsze wakacje maleńka - zawołał zadowolony. Mało co nie zakrztusiła się przez te słowa i to jak on je powiedział. Idąc sprawnie kopnęła w pośladek, na co pomasował się, a po chwili przyciągnął ją do siebie i objął ramieniem. Ogarnęła ją chwila skrępowania jednak wzięła głęboki wdech i rozluźniła się. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się, patrzył przed siebie i był cholernie przystojny. Objęci pomaszerowali dalej.
11.
Zgodziła się by zarezerwował im pokój, ale przy recepcji kłóciła się, że to ona zapłaci, w końcu mu uległa z trudem.
- wwoow - wydusiła gdy zobaczyła pokój. Przestronny. Cały biały, elegancki, z balkonu widok na piękną plażę, na której widok przełknęła ślinę z wrażenia. Stało jedno wielkie łoże na środku pokoju i już wyczuwała co raz bardziej wątpliwości. Pomyślała o Los Angeles ponieważ nie było na końcu świata. Była już tu kiedyś w dzieciństwie na zawodach, jednak chciała powrócić pamiętając jak podobało się, a weekend zupełnie wystarczał na to miejsce.
- o jedno...łóżko? - spytał, najwidoczniej również był zaskoczony i zmieszany.
- tak, nie ma problemu - zmusiła się do uśmiechu - przecież nie pierwszy raz będziemy tak spać - dodała padając plecami na łóżko, zatapiając się w kremowej pościeli.
- co robimy? - zapytał, w końcu wnosząc torby do pokoju.
- plaża!!! - zawołała wesoło przy tym zaklaskała z radości jak mała dziewczynka.
Nie mogła uwierzyć, że on ją tu zabrał. Ogromnie wdzięczna była.
- szkoda, że nie ma z nami Natalie - wyznała spacerując po plaży. Szli pod rękę jak stare małżeństwo. Ubrani w letnie ubrania cieszyli się słońcem i wolnością od obowiązków.
- to prawda - poparł ją. Miała zwykła bokserkę białą i szyfonową długa spódnicę, włosy rozpuszczone, słonce oświetlało jej rozpromienioną twarz
- byleś z nią szczęśliwy prawda? - zapytała.
- tak - odpowiedział szczerze. Zdjęli buty i zamoczyli stopy po kostki, szli wzdłuż brzegu podziwiając widoki.
- w wasz związek tylko wierzyłam chyba - wyznała.
- dlaczego?
- wydawali się idealni, pasowaliście do siebie - odrzekła wzruszając ramionami..
- ale wiesz, że byłem inny - zmarszczył brwi - nie jestem idealny - zaprzeczył na jej słowa uśmiechnięty.
- jesteś - pomyślała - tak, ale wiedziałam, że pod jej wpływem się zmienisz. To była Natalie, delikatna, romantyczna, rozmiękczająca serce - wzruszyła ramionami - cieszę się, że zgodziłeś się z nią umówić
- taaa... - mruknął, chwilę zagłębił się w swoich myślach.
- niie jesteś zły za to?
- za co?
- że wtedy odtrąciłam cię wtedy na jej korzyść - wyjaśniła, zakładając część włosów za ucho i spojrzała na niego
- nie - skłamał. Był z początku zły, nawet ją przez pierwsze dni unikał ją choć nie wiedziała. Umawiając się z Natalie pierw miał jakoś wzbudzić w niej zazdrość, jednak to nie działało więc odpuścił, a potem faktycznie jego uczucia do Natalie ożyły i były szczere - przecież byłem inny - dodał.
Chciał ją na jeden raz... choć to zakuło ją w piersiach, dobrze, że mu nie uległa odetchnęła z ulgą.
Po chwili piłka przed jej twarzą momentalnie przeleciała, którą zwinnie złapał jej przyjaciel i odrzucił do przypadkowego młodego mężczyzny
- niezły chwyt - zawołał, blondwłosy loczek. Miał tylko na sobie białe plażowe szorty, podobnie jak Ian tyle, że koloru czerwonego. Lizze śmiała się, że wygląda jak ratownik ze słonecznego patrolu.
- dzięki - odpowiedział Ian.
- może razem byśmy pograli ? - zapytał patrząc na Lizzie od stóp po ostatni włos, czym zniesmaczył się brunet - brakuje nam akurat dwóch osób - wyjaśnił.
- zawsze przyciągasz facetów. Nie mogłabyś dziewczyny? - burknął jej do ucha, na co zaśmiała się i wzruszyła ramionami.
- chodź - pociągnęła go za rękę, zgadzając się na zaproszenie nieznajomego.
Grali rozluźnieni w siatkówkę. W sumie bawili się przy tym dobrze jak dzieci. Dawno tak się nie czuła, mogła robić co chciała, a on cieszył się ze to za jego sprawą po części. Gdy pokonali przeciwników podziękowali im, a następnie przybili sobie po piątce i po pożegnaniu poszli w swoja stronę.
- zawsze wygrywamy prawda? - zapytał. Również jak on lubiła wygrywać. Kiepsko znosiła porażki, jednak jakoś po pewnym czasie to znosiła.
- prawda - uśmiechnęła się - zjemy cos? - zaproponowała, łapiąc się za brzuch.
- pewnie - odrzekł naturalnie.
- hamburger? - zapytała niemal prosząc.
- od kiedy jesz takie rzeczy? - zaskoczony zapytał.
- odkąd jestem na wakacjach - okręciła się wokół własnej osi unosząc ręce swobodne do góry, czując ulgę jak nigdy.
***
Zapadał zmierzch, więc postanowili zjeść w pokoju a następnie odpocząć, a jutro pozwiedzać te cale LA. Przy włączonym telewizorze, włączyli program muzyczny. Zajadając się tłustym fastfoodem słuchali piosenkę ,,In my blood Shawna Mendesa.
- nic nie jadłaś przed lotem prawda? - spytał.
- znasz mnie - wzruszyła ramionami siedząc po turecku na łóżku i wykonując kolejnego gryz. Zawsze przed lataniem miała stres i nie potrafiła zjeść.
- dzięki, że mnie zabrałeś - upadła na łóżko, a on do niej dołączył po zjedzonym posiłku. Leżeli z wzdętymi brzuchami do góry.
- dziękuję, że tu ze mną przyjechałaś - zwrócił głowę w jej stronę, czym odwzajemniła tym samym.
- bardzo tu pięknie - dopowiedziała.
- bardzo - odparł. Tak na prawdę mógłby z nią ponownie spróbować, ale znał jej zasadę, Wpatrywał się w nią na co skrepowało ją trochę więc znów popatrzyła się na żyrandol, który kręcił się dając ochłodzenie im. Długo milczeli, nie wiedzieli co mówić by niczego nie zepsuć. Bez słowa przytuliła się do niego, a on choć zaskoczony ją objął ramieniem po czym przenieśli się do krainy Morfeusza.
12.
Lizzie Montgomery czuła się znów tak beztrosko i swobodnie. Mogli robić co chcą, nie zakłócała swego planu dnia. Biegali po Los Angeles jak para smarkaczy głośno śmiejąc się. Dotarli znów na tą piękna plażę, którą pochłaniała wzrokiem, a potem i jego widząc jak wychodzi z otchłani oceanu. Dlaczego teraz to działo się?!
czemu on zakłócał jej spokój akurat teraz? gdy wszystko szło po jej myśli, każdy szczegół, a on... wywrócił jej życie do góry nogami jedną nocą. Nie chciała tracić najlepszego przyjaciela, nie chciała związku nawet z nim. Poczuła, że jej łzy robią się wilgotne.
- świetnie - mruknęła. Otarła szybko i uśmiechnęła się całkiem szczerze do niego.
- woda świetna idziesz?- spytał, na co skinęła głową. Zdejmowała koronkowa tunikę a jemu ukazało się ciało, które wtedy pieścił. Przełknął ogromna gule w gardle i ruszył za nią, podziwiając jej pośladki. Uderzył siebie w policzek w myślach za to i popędził chwytając ją w pasie
- Ian ! - pisnęła z gardłowym śmiechem. Po chwili znaleźli się w wodzie, chlapiąc się i podkopując.
- wdzięczna ci jestem - odezwała się gdy stali po kolana w wodzie
- domyślam się - uśmiechnął się zadowolony.
Zawsze byli blisko ze sobą, ale czy teraz nie za blisko ?. Chyba nigdy nie zwracała uwagi na swoje uczucia, gdy ją zwyczajnie obejmował, a teraz stojąc z nim twarzą w twarz w ognistym słońcu, czując jak fale odbijały się o jej uda dając jej orzeźwienie była bardzo spieta. Nigdy tak nie miała. Był taki...tak przyciągał ją do siebie, nie wiedziała jak to robił, ale z trudem opanowała by się nie rzucić na niego. Może Amy miała racje kolejny raz w łóżku jest nie unikniony?, ale przecież on do niej nic nie czuje, bynajmniej na to nie wygląda.
- mogę o coś spytać? - odezwał się odwracając wzrok w ocean.
- jasne - skinęła głową.
- czemu wtedy mnie odrzuciłaś - spytał- w tamte lato?
- wracasz jeszcze do tych rzeczy? - zmarszczyła brwi zaskoczona
- pewnie że tak, do wszystkiego co z tobą związane i z Natalie
- no to odpowiedziałeś sam na to pytanie. Po pierwsze dla Natalie
- ale wtedy nic do niej nie czułem - sprostował jej przerywając.
- a do mnie czułeś? - przyjrzała się mu
- a ty do mnie ?
No i co odpowiedzieć, ani jedno, ani drugie nie wiedziało
- wiesz, że nie angażuje się w związki - odrzekła bezpiecznymi słowami.
- no tak... ja wtedy też...byłem
- kawał chama - zażartowała, a on zaśmiał się. Nic by nie wyszło teraz w końcu wytłumaczyła sobie, choć nigdy on nie dowie się jak ciężko jej było go odrzucić.
- co z nami teraz się dzieje ? - zapytała.
- wciąż jesteśmy chyba przyjaciółmi - zapewnił.
- na to liczę - uśmiechnęła się wtulając się w jego ciało, a on objął ją czule.
***
- aż nie chce mi się z stąd wracać - jęknęła wchodząc do pokoju gdy zapadł wieczór. Długo jeszcze siedzieli na plaży delektując się nią. Rozmawiali na różne tematy dobrze bawiąc się.
- jeszcze przed tobą jedna niespodzianka
- hm?
- ubierz się w szlafrok i chodź - polecił.
Zrobiła tak jak prosił, choć nie mogła się doczekać o co chodzi i non stop wypytywała się jego. Dała poprowadzić się za rękę na dół schodami. Dostrzegła ogromny napis Strefa relaksu i SPA
- Ian ! tu musi być drogo - zatrzymała go.
- nie przejmuj się, to mój prezent na... urodziny - wymyślił na szybko.
- urodziny mam w sierpniu Ian - przypomniała mu.
- wiem dwudziestego, a teraz chodź - uśmiechnął się rozbrajająco
- Ian... - chrząknęła nie ruszając się z miejsca.
- zasługujesz. Nie znam innej osoby bardziej zajętej i tak pracowitej - wyjaśnił, a ona westchnęła i w końcu uległa.
- skorzystaj i widzimy się w pokoju - poczochrał zabawnie ją po włosach na co oburzyła się - zamówię coś na kolacje - poinformował rozbawiony jej miną.

Błogi stan miała, każdy mięsień, milimetr był tak rozluźniony dzięki tym cudzym rękom że nic nie trzeba było jej. Cicha płynna melodia w tle, zapach olejku migdałowego, ciepło od świec i ręce masażysty to wszystko czego teraz potrzebowała. Odpływała, gdy on odpoczywał po całym dniu wrażeń.
Wróciła do pokoju wypoczęta.
- i jak?
- niemal tak jak po seksie - odparła na co zaśmiał się za nim i ona dostrzegła wino, deskę serów i świeże bagietkę. Ugryzła kawałek chrupkiego pieczywa.
- to dobry pomysł ? pic wino razem sami? - zapytała zabawnie.
- nie ma tyle procent co twojego taty. Raczej nam nic nie grozi - uśmiali się wspólnie ponownie. Rozpuściła swoje włosy, a on ją podziwiał. Rozkoszowali się pyszną kolacją i słodkim winem. Po prawie całej butelce oboje zaczęli żałować jednak. Nie byli pijani, ale oboje pochłaniali się siebie wzrokiem. Wstała i podeszła do wielkich drzwi balkonowych, otworzyła je szeroko by zaczerpnąć świeżego powietrza by oczyścić umysł. Natychmiast poczuła podmuch rześkiego wiatru.
- zawsze chcesz być już sama? - spytał stojąc obok niej.
- nie chce cierpieć - pokręciła głową - wiec tak, dobrze mi tak - dodała. Dobrze się czuła, a jak wylądują w łóżku pewnie będzie czuć się jeszcze lepiej i bardziej rozluźniona, ale nie może do tej dopuścić. Ciężko walczyła sama ze sobą.
- zauważyłem - skinął głową.
- cudowne jest na pewno mieć taką osobę jak ty Natalie, mieć plany, marzenia wspólne, potem rodzinę swoją, dzieci i zazdrościłam wam tego, że możecie to mieć no i byłam szczęśliwa, że będziecie to mieć, a ja raczej byłabym w tym kiepska - mówiła a on przełykał co chwile ślinę.
- i dalej byłabyś sama ? - upewnił się.
- no tak - spojrzała na niego, a on zwrócił się do niej. Brzmiała i wyglądała na poważną.
- nie zrobisz nikomu wyjątku? - zaciekawił się. Niby tylko trzy lampki wyszły, ale one chyba dodawały mu tej więcej odwagi.
- nawet tobie - odparła w myślach - nie - szepnęła. Znów to samo...był magnesem jej magnesem, tylko nie wiedziała, które z nich to ujemne, a które dodatnie. Był pochylony nad nią, a ona uniosła swoja twarz wyżej.
To proste - pomyślał. Wystarczyło uwolnić ją z tego szlafroka i była by jego. Nie chciał też robić coś czego nie chciała.
Był już blisko, za blisko wyczuła jak dotyka swoim końcem nosa jej miękki nos.
- Ian.... nic nie czuje do ciebie - Dzielnie przerwała to co wyprawiali.
- ja też - chrząknął, w środku niezadowolony. - Ian... - szepnęła czując jego oddech na swoich wargach. Przełknęła ślinę ze strachu. Porządne bulgotanie wyczuwała w środku brzucha, serce jej przyśpieszyło swoje obroty. Założyła włosy za uszy z nerwów i spuściła głowę do dołu. Na darmo bo po chwili delikatnie uniósł jej głowę do góry za podbródek.
- to zrób coś nim będzie za późno - wypowiedział z lekką chrypką.
- po prostu tylko ci podziękuję za ten wyjazd okey? - uśmiechnął się cwaniacko w tej chwili, a ona założyła ręce na piersiach dumnie - dam buziaka i to wszystko - wyjaśniła i jemu i samej sobie, na co chętnie skinął głową.
W końcu dotknęli się ustami. Nie mógł się doczekać, po chwili przywarli do siebie. Miał być tylko pocałunek mówiła sobie w myślach, ale tak nie chciała przerywać. Zdobył ją i nie mógł uwierzyć. Zadowolony z siebie mruknął z zachwytu.
Stało się czego nie chcieli i chcieli jednocześnie. Wyswobodzeni z ubrań tarzali się w tym łóżku. Nigdy nie czuł tego co z nią. Domyślał się, że będzie świetna w łóżku, ale to...to jak czul się z nią było inne, aż zaczął żałować, że tak okłamywał Natalie.
- Lizzie - westchnął przyjemnie z ulga i gdy przekraczali swoją granice w czystej rozkoszy.
***CDN***
Witajcie :)
Kolejna część dla was. Mam nadzieję, że spodoba się. Zachęcam do komentowania tu na dole wtedy dowiem się czy nie na marne dodaję części. Pozdrawiam / An Caroline
Dodał/a: An Caroline w dniu 13-03-2019 - czytano 102 razy.
Słowa kluczowe: Lizzie.

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Do Trzech Razy Sztuka V"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)