Do Trzech Razy Sztuka IV

Lizzie
5.
Miała napięty grafik wstawała dość wcześnie wykonywała nie długi jogging, miała zajęcia na uczelni, albo prowadziła fitnes dla osób starszych i młodziezy tu w publicznym klubie. Nie raz korzystała z siłowni, jadła obiad i szła na trening. Tak na prawde wieczory dopiero miała wolne i tylko dla siebie, lub dla niego. jednak teraz był tak zajęty nie wiadomo, a w sumie wiadomo
kim i czym, że nie musiała znajdywać czas. Z jednej strony cieszyła się wraz z nim, a z drugiej nie chodziło jej o to mówiąc żeby zaczął żyć w ten sposób.
Rozciągając się na koniec treningu na sali gimnastycznej dosiadła się blondynka wykonując siad płotkarski
- słuchaj... - usłyszała i odwróciła głowę w bok. Dosiadła się do niej nowa blondynka - chodzi o Iana wiem, że jesteście przyjaciółmi. Nie masz nic przeciwko, że coś chciałabym z nim?...
- jest wolny z tego co mi wiadomo - odpowiedziała obojętnie - a zresztą myślałam, że już dawno wzięłaś się za niego - zmarszczyła brwi podejrzanie.
- taaa...gdybym tylko potrafiła odgonić te tłumy panienek - burknęła, a wtedy druga dziewczyna rozszerzyła oczy w szoku, to kim był tak zajęty jej przyjaciel?!.
- jesteśmy przyjaciółmi - zapewniła
- jednak macie się ku sobie - zwróciła uwagę. Dziewczyna zlekceważyła te słowa. Przewróciła oczami obojętnie.
- ale nie podaruje ci jak go zranisz więc zastanów się nawet pięć razy za nim podejmiesz jakiekolwiek do niego kroki - zagroziła brunetka.
- jasne - skinęła głową uśmiechnięta jak zawsze.
***
Któregoś dnia z rana była na siłowni, po skończonym treningu siedziała na rowerku wcale z niego nie korzystając. Odpoczywała surfując w telefonie. Zauważyła obok siebie znajomą postać.
- kogo moje oczy widzą - odezwała się
- ciebie tez miło widzieć Lizzie - odparł uśmiechnięty.
- od miesiąca nie masz jakoś dla mnie czasu przez... dziewczyny - wzruszyła ramionami.
- jesteś zła ? - zmarszczył prawie czarne brwi i stanął na przeciwko niej by zajrzeć w jej oczy - sama chciałaś żebym odżył
- ale nie chodziło mi o to żebyś zaliczał wszystko co się rusza ! - mruknęła.
- aha...to ty możesz korzystać z życia, a ja nie ? sama wiesz kim byłem wcześniej i jakoś ci to nie przeszkadzało ! - burknął.
- ale zapomniałam o tamtym Ianie, Ian !. Przyzwyczaiłam się do tego ze jesteś chodzącym ideałem ! - zeszła z bieżni zła.
- to teraz się odzwyczaj!
- świetnie. Nawet już się kłócimy. - chrząknęła, zeskoczyła z siodełka, a następnie chciała odejść, jednak chwycił ją za łokieć i gwałtownie przyciągnął ją do siebie.
- o co ci tak na prawdę chodzi ?! - burknął. Byli na prawdę blisko, wyczuła jak spina się. Wyprostowała się i próbowała utrzymać kamienną twarz. Dawniej nie przeszkadzało by jej to. Byli zawsze blisko ze sobą, przytulali się, obejmowali, ale to były gesty typowo przyjacielskie
- o nic - wydusiła zaskoczona. Oddychali ciężej on patrzył się tymi swoimi przeklętymi, błękitnymi oczami, a ona z trudem stała na własnych nogach.
- wszystko okey? - usłyszeli za sobą znajomy glos.
- tak Zac
- wiec aktualne nasze wyjście? - zapytał się.
- wyjście ? - wtrącił się Ian u którego złość zamieniała się w zaskoczenie.
- idziemy na lunch, bo dla mnie mój przyjaciel nie ma już czasu - odrzekła wyswobadzając się z jego ucisku i odeszła. Z trudem powtrzymał się by nie rozwalić ten rowerek.
Kolejne dni spędzała na szukaniu jakichkolwiek informacji na temat nowej cheerleaderki i w końcu znalazła.
Wparowała na salę gimnastyczną gdzie trwała rozgrzewka u koszykarzy Od razu każdy ją witał, z każdym tu się lubiła i traktowali się jak większa rodzinka.
- wiec odeszłaś bo musiałaś ?!- spytała blondynki.
- przecież tak mówiłam - odpowiedziała naturalnie.
- a ja sądzę, że zostałaś wywalona z zespółu - rzuciła w jej twarz artykułami. Kupka ludzi podeszła do dwóch dziewczyn, które kipiały złością
- o to Amy Shelley została wyrzucona za zdradę bo odbiła chłopaka dla kapitanki, także uważajcie dziewczyny na swoich chłopaków - mówiła brunetka.
na co nie które dziewczyny instynktownie podeszły do swoich chłopaków, a mianowicie Cheryl, Veronica i Miley. Poczuła za sobą przyjaciela, który również
- nic o mnie nie wiesz- syknęła.
- ale już chyba wszystko o tobie powiedziałam? rozwalasz cudze związki - podeszła do niej bliżej i jesteś kłamczuchą
- Bawiłaś się w Sherloca Holmsa to powinnaś wiedzieć, że to nie ja odbiłam Ethana, tylko
Britney dla mnie, ,a najlepsze jest to, że i mnie zdradzał i ją potraktował na jeden raz - krzyknęła, a dziewczyna poczuła zmieszanie - gdybyś chciała to byś dowiedziała się ode mnie - burknęła, LIzzie poczuła się jakby mniejsza w tym momencie, dostrzegła swoją pomyłkę.
- dlaczego mam ci wierzyć ? - czując zmieszanie.
- ponieważ jesteś liderką i powinnaś mnie pierw wysłuchać i może na koniec zrozumieć, ale widzę, że wolisz sfałszowany artykuł przez Britney - warknęła. Wzięła swoje rzeczy i wyszła
- stałaś się nie sobą - usłyszała za sobą ciepły głos przyjaciela, a dziewczyna przetarła
twarz czując winę.
Po treningu nie musiała długo szukać Amy. Od razu znalazła w pubie przy barze, sącząc przez słomkę piwo. Najwyraźniej była przygnębiona, na co westchnęła brunetka. Podeszła do niej.
- czego chcesz? - groźny ton blondynki zadzwonił w jej uszach.
- jestem winna ci przeprosiny - usiadła obok niej unosząc rękę do góry prosząc o to samo barmana.
- i może chcesz żebym wróciła - zaśmiała się ironicznie.
- słuchaj popełniłam błąd, ale nie zamierzam przed tobą się płaszczyć powiedziała łagodnie - po za tym wcale cię nie wywaliłam - przewróciła oczami
- to znaczy? - uśmiechnęła się spoglądając na nią.
- byłam na ciebie zła i wyżyłam się na tobie
- na mnie ?! - oburzyła się.
- no bo tak tobą Ian jest zajęty...
- mną?! - zaśmiała się - raz ze mną wyszedł tylko
- myślałam, że to z tobą tak zajęty - zmarszczyła brwi nie rozumiejąc.
- coś ty. Wiem, że jesteście bliskimi przyjaciółmi. Dlatego zapytałam się ciebie najpierw o niego, ale i tak widocznie nie interesuje się mną Ian na dłuższą metę
- i dobrze- mruknęła popijając alkohol.
- dzięki ! - parsknęła, na co roześmiała się.
- na pewno miedzy wami nic nie ma? widziałam różnych przyjaciół ale wy jesteście na prawdę chyba blisko ze sobą i gdybym wiedziała nie zdziwiłabym się, że ze sobą spaliście chociaż raz - powiedziała na co zaczerwieniła się dziewczyna odwracając głowę patrząc na kanapę gdzie chłopcy siedzieli.
- o Mój Boże ! wy!! - przejrzała ją.
- przestań !- krzyknęła
- wiedziałam, że miedzy wami...!!
- nic nie ma - dokończyła za nią - tamto to było nie wiadomo co i tyle - odpowiedziała - i chyba nie muszę mówić, że nikomu ani słowa? - odwróciła się zanim miała odejść.
- ty wydałaś mój sekret
- ale ty nie jesteś kapitanka i ja mogę cię wyrzucić w każdej chwili - popatrzyła na nią groźnie - jutro nie spóźnij się - zastrzegła ją na koniec - poprowadzisz rozgrzewkę. Nie zdążę z zajęć
- czemu ja ? - skrzyżowała ręce na piersi.
- eh... bo masz lepsze salta niż Cheryl - wzruszyła ramionami i odeszła do stolika znajomych. Blondynka uśmiechnęła się sama do siebie i poczuła, że Lizzie Montgomery wcale nie jest taka zła.
7.
Dziś miał się odbyć pierwszy od dłuższego czasu sparing z Białymi Rycerzami z Nowego Yorku. Dziewczyny i tak założyły oficjalne swoje stroje, a chłopcy swoje. Ian White był już wcześniej o wiele na sali wykonując kozły, dwu takty, rzuty osobiste do kosza, oraz różne przeplatanki
pod nogami piłką. Piłka spadla prosto w ręce dziewczyny, którą znał lepiej niż samego siebie. W czarnym stroju i wysokim kucyku atrakcyjnie wyglądała zresztą jak zawsze. Tak różniła się od Natalie nie tylko w wyglądzie, ale i w charakterze.
- więc dziś dobry mecz będzie - odezwała się.
- aha - przytaknął - jesteś sporo za wcześnie - zauważył.
- ty tez - odrzekła.
- chciałem trochę poćwiczyć
- hmm… zawsze tu cię znajdywałam gdy czymś martwiłeś się - podeszła do niego podając piłkę, którą chwycił.
- prawda
- martwisz się? - spytała.
- czeka nas ciężki sezon, a po za tym czuję że tracę przyjaciółkę - wzruszył ramionami.
- wiesz, że nigdy mnie nie stracisz - chwyciła go za szyje by spojrzał w jej oczy - jestem winna ci przeprosiny, bo oskarżyłam cię o coś co chyba sama robię. Jednak jakoś byleś szczęśliwy gdy byleś z Natalie, byleś szczęśliwy będąc takim jakim byleś z nią i...
- to twój błąd za szybko oskarżasz kogoś, a nawet nie chcesz poznać prawdy. Nie byłem zajęty Amy
- tak wiem - przerwała mu - Ian zresztą możesz robić co chcesz, jestem i tak po twojej stronie - wzruszyła ramionami, puszczając go
- serio?
- no tak - uśmiechnęła się łagodnie
- jesteś najlepsza - rzucił prosto piłką do kosza do, którego trafił co zauważyła dziewczyna i na koniec ją przytulił.
- wiem - zaśmiała się, na co i on.
- miziasz się z nią więcej razy niż ja - odezwał się glos Zaca, na co zaśmiali się.
- zostawiam was - uniosła ręce do góry i odeszła do malej grupki dziewczyn, która nie dawno się zeszła.
Był remis, czarne orły i biali rycerze szli w łeb w łeb. Dziewczyny głośno dopingowały. Lizzie chodziła zdenerwowana obserwując swojego przyjaciela jak biega po boisku z piłką. Podania, przejścia, dźwięk gwizdka, piski butów i odgłos piłki to wszystko kochała. Wzdrygnęła gdy upadł prosto na plecy. Groźnie wyglądało, mimo to podniósł się najwyraźniej również zły. wiedziała, że to będzie zacięta gra ponieważ grał ze swoim największym wrogiem Ethanem Richardsonem, oboje nie oszczędzali się na boisku i jeden przez drugiego nie raz leżał na drewnianej podłodze
Spoglądała co chwile na swoja nową koleżankę, która obserwowała swojego byłego
chłopaka.
- nie zwracaj na niego uwagi - podeszła do niej Lizzie.
- taa... czasem zastanawiam się co w nim widziałam - przyglądała się swojemu byłemu chłopakowi, który bez wyrzutów sumienia zagadywał do różnych dziewczyn z Seattle gdy miał okazję.
- dlatego nie wiąże się z nikim - westchnęła brunetka.
- bo byś chciała z Ianem? - zapytała rozweselona
- nawet z nim - popatrzyła na nią całkiem poważnie
- prędzej czy później i tak znów skończycie w łóżku
- machaj wyżej tymi pomponami - zasugerowała groźnie i odeszła, a blondynka zaśmiała się kręcąc głowa.
Zostały dziesięć sekund do końca całej gry, zawodnicy z Nowego Yorku prowadzili dwoma punktami. Kurczowo zaciskała pięści. Ian jako główny rozgrywający przeprowadził piłkę na połowę przeciwników. Podał do Zaca, który grał na prawym skrzydle i przebiegł do środka, ten zajął jego miejsce, następnie podał do Nathana, na co rozległ się głośny krzyk Cheryl
- dawaj Nathan !
Piłkę znów dostał Ian. Mógł od razu rzucić do kosza zapewne by trafił, jednak znów ten podał dla Zaca, który miał lepszy dostęp i wolny był
chcąc się popisać jakie to łatwe dla niego rzucił do kosza, jednak piła odbiła się od poręcz, a wtedy głośny dźwięk rozległ się po sali informując o końcu gry. Mimo to nie był ważny mecz, tylko gościnny każdy czuł smutek i zdenerwowanie. White wyszedł bez słowa sali
Zac przez swój wyczyn kopnął wkurzony piłkę i wyszedł zaraz za kolegą. Współczuła im, tak się starali, ale na pocieszenie przecież jeszcze mają okazje z nimi wygrać w Bostonie na mistrzostwach. Zapewne bez problemu dojdą i oni i przeciwnicy do finałów. Pakując swoje rzeczy to torby poczuła jak ktoś za nią stoi
- cześć mała - usłyszała i pokręciła głowę niedowierzaniem. Odwróciła się od razu z gorszym humorem.
- mała wiesz co możesz nazywać Ethan
- nic nie zmieniłaś się - zaśmiał się - zdziwiłabyś się, gdybyś wyszła dziś ze mną to byś przekonała się - w tym momencie dziewczyna prychnęła - jestem jeszcze na noc dziś w Seattle - powiedział z cwaniackim uśmiechem spoglądając na jej odkryte nogi, które
odsłaniały krótka spódniczka, dziewczyna zaśmiała się po czym odrzekła zabawnie, prostując się gdy on podchodził do niej
- chyba w twoich snach
- możesz żałować - mruknął. Wyczuła, że był za blisko, chwycił za pośladek, a w tym czasie i wrócił na sale Ian White co zauważyła.
- nie mam czego - gwałtownie uniosła nogę z uśmiechem tym samym kolanem celując prosto w krocze, po czym dziewczyna przez chwile poczuła ucisk przy nadgarstku, a potem chłód. Ethan Richardson dostał porządny cios przez Iana
- już nie żyjesz przegrańcu ! - wrzasnął i powstał istny harmider
- Ian ! - krzyknęła brunetka, a po chwili zbiegły się obie drużyny odciągając dwóch kapitanów od siebie.
- oboje jesteście siebie warci - wycedził przez zęby blondyn po czym wyszarpał się z rak kolegów i wyszedł w pośpiechu z sali.
Przeciwna drużyna była w innej szatni, od razu znalazła swojego przyjaciela w ich szatni.
- Ian... - szepnęła - coś ty narobił? - podeszła bliżej. Siedział na ławce, a właściwie na jej oparciu, a nogi miał postawiona na siedzeniu, wpatrywał się w podłogę. Uklękła przed nim i usiadła na piętach.
- obrażał cię, a po za tym... już dawno zasłużył
- to fakt - uśmiechnęła się i wtedy spojrzał na nią ujęła jego dłonie w swoje małe. Popatrzył na nie przez chwile a potem znów na nią - dzięki, że za mną się stawiłeś
- zawsze i wszędzie - odwzajemnił uśmiech - nieźle dostał co ? - zaśmiali się oboje i skinęła głową przyznając mu racje.
- ale teraz możesz mieć przeze mnie kłopoty - mruknęła.
- wyluzuj, jestem głównym rozgrywającym - zapewnił, po czym znów uśmiali się. Przytuliła się do niego, a on ją objął w pasie wtapiając nos w jej włosy. Oderwali się od siebie wciąż patrząc w swoje oczy. Była chwila, że zbliżali się do siebie. Odetchnęła z ulgą gdy usłyszała, że drzwi się otwierają więc odskoczyła.
- Lizzie zostaw nas - usłyszała głos trenera chłopaka, spojrzała na chłopaka, a ten kiwając głową zapewnił, że wszystko w porządku wiec wyszła.
***
Byli już u niej w domu.
- Trochę oberwałeś wojowniku - powiedziała podchodząc do niego z woreczkiem lodów gdzie siedział przy blacie od kuchni i dotknęła jego policzka.
- auu..- syknął.
- było nie lać się - upomniała.
- dzięki mamo - zaśmiał się.
- brakowało mi cię - wyznała.
- hm..?
- jakoś dawno nie spędzaliśmy razem czasu. Brakowało mi tego - wzruszyła ramionami.
- mi też, ale byłaś zła...
- to nie istotne. Bo już zgoda prawda? - spojrzała mu w oczy
- jasne - odparł.
- świetnie. To ja śpię przy ścianie - oznajmiła odchodząc w kierunku schodów. Westchnął bezsilnie. Naturalnie by mu to nie przeszkadzało, ale ona potrafiła tak grzać w nocy, że mu było gorąco, aż za gorąco, a ściana nie raz go chłodziła. Leżąc na łóżku patrzyli się w sufit
- czy wracasz do tamtej chwili? - spytał.
- hm..? ah... nie - skłamała - a ty? - zapytała. Musiała skłamać bo może nabrałby nadziei, albo coś, a po za tym sam mówił, że chce być dawnym Ianem - mówiła sobie tak w myślach.
- też nie. W sumie mało pamiętam - odparł.
- Auć - pomyślała to zabolało - to dobrze - odrzekła w końcu z uśmiechem..
Wróciła myślą do przyjaciółki i potwierdzała słowa jaki to Ian jest idealny.
****
Wracały z treningu zmęczone. Słońce oświetlało Seattle ognistą pomarańczą powoli chowając się gdzieś tam zza horyzontem. Szły pod rękę jak to przyjaciółki mają w zwyczaju.
- powiedz mi... - odezwała się Natalie - jak to jest z pierwszym razem?
Brunetka zakrztusiła się i spojrzała na nią.
- chcesz... chcesz z Ianem to zrobić?
- czas najwyższy - skinęła głową zadowolona.
- noo okey...co chcesz wiedzieć ? - spytała trochę zmieszana.
- bardzo boli ? - zmrużyła oczy jakby bała się odpowiedzi.
- noo...trochę - odrzekła z lekkim zmartwieniem.
- no to pocieszyłaś - poklepała ją po ramieniu śmiejąc się.
- no ale to Ian wiesz, że będzie delikatny - pocieszyła przyjaciółkę.
- taak i cieszę się, że to właśnie pierwszy raz z nim przeżyje...ehh wiesz zazdroszczę ci trochę, że ty masz to wszystko za sobą...jesteś doświadczona...a tak w ogóle to z kim ty pierwszy raz?... - zapytała przenikliwie. Nikt nie wiedział z kim straciła dziewictwo, bo zagroziła swojemu partnerowi, że jeśli ją wyda to go zabije. Najwidoczniej podziałało. Pamięta swój pierwszy raz. Na imprezie w liceum, którą zorganizował Zac Parker. Byli tam wszyscy, a jej przypadł go gustu Isaac Harvey najlepszy kumpel Ethana Richardsona. Gdyby Ian o tym dowiedziałby się pewnie zakończyłby ich przyjaźń. Isaac był wysokim szatynem z bardzo ciemnymi oczami. Ich błysk był widać w ciemnościach pokoju gdy poszli na całość. Delikatny zarost dodawał mu atrakcyjności i dojrzałości. On również miał przed sobą pierwszy raz. Wypatrzyła go od razu więc przystąpiła do małego ataku. Wylała na niego drinka niby niechcący i zaproponowała swoją pomoc. Tak ich znajomość się rozpoczęła. Spędzili ze sobą cały wieczór. Widać było,
że i ona spodobała mu się. Podziwiał ją i nie odstępował ją na krok. Był czuły co zaskakiwało ją. Do tej pory może i ma jej za złe bo chciał czegoś więcej a ona z samego rana choć delikatnie to odrzuciła. Biedny Isaack - pomyślała.
- aaa stara przeszłość...nikt ważny - odpowiedziała w końcu dla przyjaciółki - Ian jest doświadczony więc możesz być spokojna robicie to z miłości to najważniejsze - dodała.
- może i masz racje, a ty ? z miłości kiedy będziesz to robić? - zaciekawiła się.
- hah - zaśmiała się krótko - dobrze wiesz, że nie szukam związku - odparła. Wchodząc do domu, tego dnia koleżanka miała u niej nocować.
Chciały zorganizować pidżamę party.
- Lizzie to, że twoi rodzice są po rozwodzie nie znaczy, że ty będziesz, a po za tym kto ci każe od razu hajtać się ? - wzięła swobodnie z lodówki sok pomarańczowy i od razu napiła się.
- ale mi dobrze ze sobą nie widzisz? po za tym Ian to samo mówi i to samo mu odpowiadam - opadła na kanapę tylną stroną, że nogi wystawały
w górze. Po chwili dołączyła przyjaciółka. Włosy obu zwisały prawie do podłogi. Popatrzyły się na siebie leżąc - a po za tym na tej planecie nie ma nikogo idealnego dla mnie - odrzekła w końcu - ah...no jest jeden Ian, ale on jest zajęty tobą ! - parsknęła na co roześmiała się
druga dziewczyna. Tego wieczoru miały dobry ubaw. Bawiły się jak zza czasów liceum cały czas się śmiejąc i wygłupiając.
***
Od razu za nią zatęskniła gdy wróciła do teraźniejszości. Rozejrzała się po pokoju jakby
chciała znaleźć swoją przyjaciółkę, ale nigdzie jej nie było, obok niej spał już przyjaciel. Opuściła głowę na poduszkę i próbowała pogrążyć się we śnie.
8.
- Ian... Ian ! - usłyszał - wstawaj - pognała go.
- co?? za wcześnie - zamarudził.
- musze wyjść na zajęcia
- o której je masz?, o siódmej? - burknął.
- na ósmą wstawaj - potrząsnęła go.
- a jak nie ? - otworzył tylko jedno lewe oko.
- będzie atak - wskoczyła na niego po chwili okrakiem. Wiedziała, że ma okropne łaskotki, których nienawidził.
- obronię się - zmarszczył brwi,
- niby jak ? - zaśmiała się. przychwytując szybko jej dłonie, splatając ze swoimi palcami. Próbowała wyrwać.
- musisz mnie tego nauczyć - wykrztusiła. Jednak on przyciągnął ją do siebie
a następnie wpił się w jej wargi. Czuł jak się spięła, a następnie rozluźniła. Oderwali się by zaczerpnąć powietrza.
- chyba wiem jak cię rozbudzić - wyznała szeptem jakby się bała.
- ja też - przygarnął ją jeszcze bliżej z uśmiechem, a następnie przykrył ich całych kołdrą.
****
- Ian ! - usłyszał krzyk. Po czym otworzył oczy. Dzwonił budzik. Wstała, a on...- śniło mu się to przypomniał. Ślina mu po brodzie chociaż nie poleciała - pomyślał. Uśmiechnęła się
na widok jego oczu. - wstawaj walnęła go w ramie. To było takie realne - pomyślał - choć we śnie była delikatniejsza - pomasował swój bark. Westchnął. Musiała tez nie dawno
wstać bo miała rozczochrane włosy - mam nie długo zajęcia.
- o siódmej ? - zapytał marudząc, czując jakby doświadczał De ja wu.
- na ósmą - odpowiedziała zwlekając z łóżka.
- Lizzie jest szósta co ty będziesz robić dwie godziny? - uniósł się na łokciach i popatrzył na nią jak podchodzi do szafy. Nie rozumiał jak ona potrafiła być takim porannym ptaszkiem, wiedział że idzie pierw pobiegać, zjeść śniadanie, za nim przygotuje do wyjścia jednak musiał się zapytać.
- chce pobiegać, śniadanie bo ty sam sobie nie zrobisz , ogarnąć się - odpowiedziała, a on zaśmiał się. Doskonale ją znał.
- mogę zostać ? - spytał.
- jesteś leń wiesz? - kucnęła przed nim.
- czy kiedykolwiek śpisz chociaż do 8 ?
- szczerze? chyba nie... - zaczęła chwilę dumać - o w Boże Narodzenie - odpowiedziała szczerze, a on zarechotał ponownie. Rozbawiała go, była w tym tak dobra, ale w pozytywnym znaczeniu. Przygarnął ją do siebie.
- Ian ! - krzyknęła, a on otrząsnął się. Prawie jego sen mógł się spełnić, jednak przystąpił do łaskotek wiedząc, że również ma i po chwili mógł usłyszeć gardłowy śmiech przyjaciółki.
9.
Studiowała psychologie, odnalazła się na tym kierunku i była pewna, że chce pomagać, tak jak jej ojciec w jego poradni, jednak gdy poszła na pierwsze zajęcia od razu przekonała się że to nie taka prosta pomoc, porada. Wiedziała, że wtedy jest odpowiedzialna za pacjenta , za każde słowo, mimo wszystko. Przyjaciel ją wspierał pomagał w nauce nie raz choć sam nie rozumiał o czym ona się uczy, ale gdy potrzebowała by przepytał ją z konkretnych rzeczy robił to.
Często ćwiczyli ze sobą, czy to na siłowni, czy po prostu biegali. Również jako jedna z gwiazd Seattle przyjął pracę w klubie tym samym co była siłownia i zajęcia, które prowadziła Lizzie. Był trenerem personalnym, oraz po prostu nie raz nadzorował sale by nikomu nie stała się
krzywda. Pamiętał jak pracowała tu również Natalie, która prowadziła zajęcia, oraz siedziała na recepcji. To ona im załatwiła tu zarobek. Posmutniał przez chwile patrząc czy jego klient wykonuje dobrze ćwiczenia.
- dobra ostatnia seria - polecił mu, a potem zauważył jak jego przyjaciółka wyszła z sali gdzie prowadziła fitness
- może pójdziemy na kawę? - spytał.
- kawa dobry pomysł - odrzekła zadowolona. Uwielbiała kawę, dobrze o tym wiedział. Czy było coś czego o niej nie wiedział?.
- ale będę miała tylko godzinę, bo mam zajęcia na uczelni - uprzedziła.
- jak ty to robisz?
- co ?
- na wszystko znajdujesz czas - powiedział, a dziewczyna wzruszyła ramionami.
- ja jak pracuje, mam trening czasem nie wyrabiam - brunetka zaśmiała się.
- bo z rana się lenisz - poklepała go po ramieniu i poszła do szatni - przypominając go z rana.
- wcale nie - oburzył się wchodząc do swojej szatni. Nigdy wcześniej nie patrzył tak na przyjaciółkę tak jak dziś. Przeklinał swój
dzisiejszy sen. Zwyczajnie była ubrana, zwykle czarne rurki i zwykły burgundowy t-shirt. Jednak ładnemu we wszystkim do twarzy, figurę miała zadbaną, aktywność jej fizyczna nie poszła w las. Nie była chuda. Sylwetkę miała, ciało nie przesadnie wyrzeźbione, jednak można było dostrzec niektóre mięśnie, gdy wykonywała jakąś czynność z użytkiem mięśni. Była drobniejsza dziewczyna, zawsze śmiał się z jej wzrostu, szacował na metr sześćdziesiąt pięć
- co tak patrzysz? - uderzyła go w ramie w końcu odrywając go z myśli.
- myślałem o twoim wzroście - przyznał się,
- heej! - zaśmiała się i uderzyła go ponownie w ramię popijając kawę - to nie moja wina, że dostałam taki wzrost
- mi tam odpowiada - wzruszył ramionami.
- ci wszystko odpowiada - poprawiła go, a on zaśmiał się. Wiesz
- wiesz... wracając do wcześniejszej rozmowy jak ja daję sobie ze wszystkim radę jakoś po prostu to wszystko dzieje się, ale czasem mam ochotę wyrwać się stąd - popatrzyła się na niego już poważna
-co masz na myśli?
- nie na stale. Wyjazd na kilka dni, chociaż weekend. Nie pamiętam kiedy byłam na wakacjach. Po prostu chciałabym się oderwać od tego wszystkiego i zapomnieć o wszystkich
obowiązkach. Dzięki Bogu rodzice już nie są tacy nachalni jak kiedyś - to prawda jej rodzice mimo po rozwodzie to strasznie byli nadopiekuńczy
wobec niej, może temu bo była jedynaczką. On sam jeszcze mieszkał z rodzicami, ale miał jak jego przyjaciółka stwierdzała jego rodzice byli na luzie - odpocząć bym chciała - wyjaśniła w skrócie.
- rozumiem
- nawet nie miałam czasu tak na prawdę opłakać Natalie - pomyślała na glos. Często wracała z myślą do swojej przyjaciółki pamiętała jak opowiadała w końcu o swoim o ich pierwszym razie.
***
Byli akurat po wspólnym wyjściu. Ona sama jeszcze została w pubie, a para wyszła wcześniej. Spacerowali po oświetlonym, ale i śpiącym Seattle. Jesień dawała
znaki o swoim ochłodzeniu. Była taka szczęśliwa. Podziwiał jej jasną cerę, a jasne pasma tańczyły w lekkim chłodnym wietrze. Podarował jej swoją bluzę, którą ubrała. Byli pod jej domem. Ona jedna mieszkała trochę dalej od nich. Żegnali się czule pod owocującą jabłonią.
Była taka niewinna w jego oczach. Jej wzrok ukajał go. Gdy miał już odejść. Złapała jego rękę i ścisnęła.
- może zostaniesz na noc ? - zapytała uśmiechnięta.
- na pewno ? - zmarszczył brwi podchodząc do niej co raz bliżej.
- tak. Jestem pewna - odrzekła, czując jak przypiera ją do drzewa. Złączyli się namiętnym pocałunkiem.
- ale jednak chcę to zrobić w pokoju Ian - zaśmiała się przerywając te przyjemną chwilę, rozbłysły mu się oczy w tych ciemnościach i migotały jak te światełka w oddali od centrum miasta. Tamtej nocy Natalie Ellis przeżywała pierwszą rozkosz w ramionach ukochanego. Upławiali się w tej cudownej chwili szczęśliwi.
***
- przepraszam...musiałaś mną zajmować się - wywarł ją z zamyśleń.
- od tego jestem - wzruszyła ramionami - po prostu widzisz to wszystko pochłonęło mnie, wzięłam nawet zajęcia za Natalie żeby nie myśleć o niej. Oczywiście i to nie pomogło
bo nie było dnia bym nie myślała o niej - i wtedy spojrzała w niebo, a chłopak na jej lewy profil.
- zawsze byłaś dzielna i odważna, najbardziej to w tobie podziwiałam. Zawsze walczyłaś o swoje z taką siłą jakiej brakuje niektórym z chłopaków z drużyny - stwierdził i zaśmiali się krótko.
- tez bardzo dobrze sobie radzisz - popatrzyła się na niego.
- dzięki tobie - uśmiechnął się i złapał ją za kolano.
- tez tak uważam - po czym zaśmiali się siedząc na ławce w parku, pod zielonymi drzewami delektując się ciepłem i lekkim wiaterkiem.
***CDN***
Witajcie kochani ! Zauważyłam czytając czasem inne opowiadania autorki wstawiają zdjęcia różnych sławnych gwiazd kreując ich na osoby z opowiadań, powieści i zastanawiałam się czy mielibyście ochotę bym coś takiego zrobiła, czy coś takiego było by potrzebne czy jednak zostawić wam waszą wyobraźnie bo to uczy czytanie. Tu raczej bym nie wstawiła żadnych zdjęc, ale coś może bym wykombinowała :). Już czwarte część leci do was, przed wami jeszcze długa przygodna z Lizzie i Ianem. Mam nadzieję, że będzie podobać się, także zachęcam do czytania, oraz życzę miłego dnia. :)
Pozdrawiam/ An Caroline
Dodał/a: An Caroline w dniu 11-03-2019 - czytano 247 razy.
Słowa kluczowe: Lizzie

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Do Trzech Razy Sztuka IV"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)