Do Trzech Razy Sztuka III

5. Lizzie
Kilka lat wcześniej:
Byli nad jeziorem w domu rodziców Natalie. Spędzali tam wakacje, bardzo upalne tego lata było. Dziewczyny siedziały na pomoście plotkując. Nogi po kostki zanurzone miały w wodzie, a brunet w wodzie podpłyną do nich.
- jesteśmy nad wodą, a wy nie wchodzicie - burknąl.
- nie patrz na mnie. Mam okres - wybroniła się uśmiechnięta Natalie. Włosy w słońcu wydawały się złote i lśniące, zaczerwienione miała policzki już od słońca. Roześmiał się lekko, wyglądała trochę jak pijana nie uważał, że brzydko wyglądała tylko słodko, a za razem trochę zabawnie ponieważ Natalie Ellis rzadko kiedy upijała się, natomiast brunetka dobrze przyjmowała promienie słoneczne. Ciało szybko nabierało przyjemnego dla oka koloru, założyła okulary na głowę przy tym odgarniając włosy do tyłu.
- a ja...dotrzymam jej towarzystwa - Powiedziała. Wtedy dostrzegła podejrzany błysk w oczach chłopaka, z błękitnych stały się chabrowe. Chwycił za nogi i pociągnął ją do dołu.
- nie żyjesz ! - udało się jej krzyknąć, ale niestety nie złapać czegoś. Blondynka uśmiała gdy toczyli wojnę w wodzie.
- stawiam dwadzieścia dolarów na Iana!! - krzyknęła wesoło.
- dzięki ! - warknęła Lizzie. Ona próbująca go podtopić, a on sprytnie jej uciekający.
Znaleźli się pod pomostem. Wskoczyła na drewnianą belkę i usiadła dysząc. Podpłyną do niej jak przyczajony krokodyl, wpatrując się w nią zadowolony.
- jesteś niemożliwy - oskarżyła uśmiechnięta.
- ty również. Prawie mi zdjęłaś bokserki - odpowiedział będąc blisko. Patrzyła się na niego tym ciepłym spojrzeniem, jakby one same były zachętą.
- no wiesz! - oburzyła się i lekko zaczerwieniła. Czuła jak rozszerzył jej
nogi by być jeszcze bliżej i zawiesił na swoich biodrach. Nie sądziła, że kiedykolwiek Ian White tak zrobi, że będzie coś z nią próbować. Przysunął twarz do jej twarzy.
Czuł jej oddech na swoich ustach.
- Ian - szepnęła wsadzając palca w miedzy ich wargi.
- hm?
- nie możemy - szepnęła.
- boo...- uśmiechnął się cwaniacko.
- bo ona ciebie kocha - odrzekła, pokazując palcem na górę, gdzie siedziała jej przyjaciółka.
- ale ja chcę ciebie - wyznał.
- nie zrobię jej tego - spojrzała w bok ukazując mu prawy profil. Nie ukrywał zdenerwowania, pocałował ją w policzek. Przymknęła oczy, nagle posmutniała. Zraniła go, choć dzielnie trzymał się. wiec zostawił ją i odpłynął, a zaraz dziewczyna siedząca na pomoście i zobaczyła w końcu
swoją wypływająca z wody jak syrena koleżankę.
- no nareszcie ! myślałam, że potopiliście się ! - krzyknęła - miałam już skakać ! - dodała już
rozbawiona.
Wskoczyła na pomost do przyjaciółki i pozostała tam już do końca dnia.
Nie długo po tym zaprosił Natalie na pierwsza randkę, potem były kolejne, aż na prawdę ona mu spodobała się na tyle, że oficjalnie stali się parą.
*** obecnie***
Zastanawiał się czy on z Natalie był parą dlatego bo ona tak chciała. Popatrzył na przyjaciółkę biegnąca tuż obok niego. Mógł przysiąc, że na prawdę czuł nadzwyczajne uczucie do zmarłej dziewczyny, planował oświadczyć się nawet.
- żyjesz tam ? - zapytała dysząc.
- tak - odparł. po chwili dobiegli do swojej ,,mety do ogromnego drzewa znajdującego się w parku - Lizzie czy między nami wszystko okey?
- pewnie, że tak - odpowiedziała naturalnie
- wydaje mi się, że mnie unikasz
- nie no co ty. Po prostu miałam dużo egzaminów, no i treningi, na waszych zawodach my mamy również swoje więc musimy przygotować się, no i casting
- casting? - dopytał się podchodząc do stoiska z hot-dogami - niegazowaną wodę po proszę -zwrócił się do mężczyzny wręczając sprzedającemu pieniądze.
- noo... większość układów naszych jest dla parzystej liczby- wyjaśniła..
- szukasz osoby na miejsce Natalie?
- nikt nie zdobędzie jej miejsca - zaprotestowała - może to tak wygląda, ale to będzie nowe miejsce i tyle - wzruszyła.
- rozumiem. To co ścigamy się? - zaproponował i klepnął ją w plecy gdy popijała wodę, a następnie i prześcignął ją. Zakrztusiła się z uśmiechem i pobiegła za nim.
6.
Dziś miała przeprowadzić casting do drużyny. Właśnie kończyli trening ona się rozciągała wraz z koleżankami, a on grał mecz z kolegami na koniec treningu. Był szybki, sprytny, zwinny, silny
Lubiła jego podziwiać gdy ćwiczył, jego mięśnie dokładnie obrysowywały się, nawet zarumieniła się gdy przyłapał ją jak go obserwuje. Odwróciła się do dziewczyn by nie zostać ponownie przyłapana. Pociągnęła za stopę do pośladka rozciągając udo.
- dobra Veronica i Cheryl wy zostajecie pomóc mi w castingu, a reszta może iść - zwróciła się do dziewczyn, a po chwili drgnęła jak ktoś ją obejmuje w pasie.
- może dziś wieczorem ty i ja? - rozpoznała głos i zaśmiała się.
- przykro mi Zac - wyswobodziła się z objęć.
- ostatnio nie przeszkadzało ci
- ostatnio chciałam, teraz nie chce
- to nie fair - pochmurniał
- nic w życiu nie jest fair - uśmiechnęła się, a po chwili dołączył do nich Ian.
- co tam? - zapytał.
- dostałem kosza... kolejnego - powiedział jego kumpel.
- przykro mi Zac - zwrócił się do niego rozbawiony, a tamten odszedł.
- więc jak wybory?...
- do kitu - odrzekła załamana.
- nie może być tak źle - chciał ją pocieszyć
- bo jest jakaś masakra - burknęła - Nie wymagam śrub, salt nie wiadomo czego a one nawet zwykłego fikołka nie umieją, albo prostego piruetu - wytłumaczyła po cichu.
a chłopak spojrzał na obce różne dziewczyny, które faktycznie nie potrafiły zrobić to o co prosiła jego przyjaciółka, albo miały trudności.
- kogoś wyłapiesz - objął ją i tym razem oboje znów spojrzeli na kandydatki. Dostrzegli jak jedna kandydatka upadła po wyskoku, który pokazała Cheryl, inna padła od razu po zrobieniu pompki. Popatrzyli na siebie i zaśmiali się.
- dobra wystarczy. Dziś nikt się nie dostaje - ogłosiła i wtedy nie wiadomo skąd, jakaś istota przeleciała przy nich wykonując przewrót w bok, śrubę, fiflaka, a na koniec salto i szpagat. Była to wyższa dziewczyna o zielonych oczach i oliwkowej cerze. Włosy miała długie o złocistym
odcieniu.
- jestem Amy Shelley... i chcę dołączyć do drużyny.
- jesteś spóźniona - patrzyła się na nią od góry do stóp.
- miałam dość utrudniony transport, straszne korki w tym mieście - wytłumaczyła uśmiechnięta zerkając na chłopaka.
- jesteś nowa tu? - bardziej stwierdziła.
- tak, jestem z Nowego Yorku
- Białe Orły ? - spytał młody mężczyzna
- tak - odrzekła.
- tam gra Ethan Richardson... - szepnął na ucho, doskonale wiedziała o kogo chodzi. Byli wrogami odkąd zaczął Ian grać. Pierw mieszkał tu w Seattle był głównym rozgrywającym w tutejszej szkole, dokuczali sobie na każdym kroku, a potem na szczęście ten drugi awansował do drużyny grającej w Nowym Yorku był spokój po za wspólnymi meczami w sezonie.
- czemu odeszłaś? - spytała.
- musiałam - wzruszyła ramionami. Nie podobała jej się. Miała dość spore obawy do niej.
była taka pewna siebie no i tak patrzyła na jej przyjaciela.
- no cóż... jak mówiłam jesteś spóźniona przyjdź w innym terminie - powiedziała.
- daj jej szanse - szepnął do ucha Ian, na co spojrzała na niego wrogo nastawiona - zawsze ją będziesz mogła wywalić, jak na razie jest najlepszą kandydatką - wyjaśnił.
- ona pozera cię wzrokiem - pisnęła po cichu, na co zaśmial się.
Popatrzyła ponownie na nową dziewczynę
- nie ufam jej***
- Lizzie taka nie jest na co dzień - do Amy podeszła długowłosa o rudym odcieniu wyższa dziewczyna, włosy miała spięte w wysoki kucyk jak pozostałe dziewczyny, we włosach miała wpiętą czarną kokardę. Jej strój składał się z czarno złotej spódnicy
oraz tego samego koloru crop topu. Nowa osóbka przypuszczała, że to oficjalny strój dziewczyn, zauważyła, że Kapitanka miała tylko legginsy i czarny top, a jeszcze jedna dziewczyna krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach
- jestem Cheryl - zapoznała się wyciągając do niej rękę.
- Amy
- tak wiem, dałaś czadu. Na pewno zaimponowałaś dla Lizzie
- no nie wygląda mi na to - popatrzyła na kapitankę zespołu.
- uwierz, będzie traktowała cię jak swoją. Musi cię tylko poznać - położyła na ramieniu dłoń na pocieszenie ,a ta lekko uśmiechnęła się.
- a on to kto?
- hmm chcesz się dostać do zespołu, a nawet nie poczytałaś o nas? - zmarszczyła swoje brązowe brwi.
- jakoś nie miałam czasu - odrzekła.
- to Ian White kapitan chłopaków
- są razem ? - dopytała się.
- tak wiem, że przystojniak... - zaczęła paplać - są przyjaciółmi od dziecka są niemal nie rozłączni - czasem miała dość tej dziewczyny, ale dzięki niej miała wrażenie, że zna tej dwójki
życiorys.
- na pewno nie ma miedzy nimi nic ? - przypatrzyła się parze i jeszcze jednej dziewczynie którzy rozmawiali prawdopodobnie o niej samej.
- prawdopodobnie nie, Ian stracił dziewczynę pół roku temu w wypadku, dlatego teraz też poszukujemy kogoś
- na jej miejsce - dokończyła spoglądając na nią - dzięki za informacje - uśmiechnęła się do niej kolejny raz.
- Cheryl ! - krzyknęła Montgomery, na co podbiegła do niej.
Po chwili wszyscy obrócili się do niej
- okey... jesteś w drużynie - oznajmiła - jutro o 16 trening i nie spóźnij się - dodała. Zadowolona dziewczyna podskoczyła klaskając w dłonie.
- gratuluje - odezwał się Ian.
- dzięki ! - zawołała.
Brunetka przewróciła oczyma
- to może gdzieś wyjdziemy wszyscy razem, zapoznamy się lepiej ?- zaproponowała nowopoznana osoba.
- ja odpadam, jutro wcześnie wstaje - odpowiedziała.
- może jednak? nie byliśmy u Kinga od... - wtrącił się chłopak. - pewnie reszta już tam siedzi - dodał myśląc o kolegach i koleżankach.
- tak wiem. nie kończ - przerwała mu przyjaciółka - ale na chwile - uległa. Przebrani, szli znajomą trasą do znajomego miejsca dla nich.
- ładna nawet- wyznał. Gdy wchodzili do baru.
- podoba ci się ? - zmarszczyła brwi, na co wzruszył ramionami.
- jednak nie wiem... mam wahania.
- Natalie nie ma z nami już pół roku - powiedziała - to nic jak chcesz związku - powiedziała przełykając gule w gardle.
- nie no o związku nie myślałem
- a o czym ? - pisnęła, a on popatrzył na blondynkę jak zapoznaje się z jego kolegami i ponownie wzruszył ramionami. Przyłapała go jak patrzy na jej kształtne pośladki.
- chcesz ją zaliczyć ? - przejrzała go niedowierzeniem.
- przed Natalie wiesz jaki byłem
- tak...doskonale pamiętam - przypomniała spuszczając głowę dół - jesteś pewny? - popatrzyła na niego po złożeniu zamówienia zasiedli na swoje kanapy.
- nie do końca, ale...
- cóż rób tak żebyś był szczęśliwy - zmusiła się do uśmiechu. Była bardzo wyrozumiała, cieszył się, że ma taka przyjaciółkę. Jednak teraz jakoś wolałby powiedziała, źe jej to nie pasuje. juz
Odkąd to co wydarzyło się między nimi myślał o niej dzień w dzień i często wracał myślami do tego owocnego wieczoru. 4.
Siedzieli wszyscy razem na żółtych kanapach. Lizzie, Sheryl i Zac przy ścianie na przeciwko niej jej przyjaciel, Amy co ją irytowało i czarnowłosa
Veronica. Nie daleko nich siedzieli reszta zespołu. Atmosfera miedzy nimi zawsze byla rodzinna, brunetka dziwila się, że nowa dziewczyna tak szybko zaaklimatyzowała się . Widziała jak zagadywała zadowolonego Iana. Dostrzegla jak Cheryl z Zackiem zamieniaja sie miejscami.
- zly humorek? - szepnął jej do ucha.
- hmm? - popatrzyła się na niego.
- trochę cię znam już Lizz - uśmiechnął się - może trochę poprawić ? - pocałował ją w policzek na co zaśmiała się niedowierzaniem.
Czemu ten fakt zdenerwował Iana? przecież to była przyjaciółka, fakt mieli przygodę, ale ona dobiegła końca z happy endem. Przetarł kciukami swoje powieki nie rozumiejąc siebie
Amy chwyciła za biceps jego podziwiając mieśnie.
- dużo ćwiczysz - stwierdziła wesoło.
- trochę tak - odparł.
Co chwile przyjaciele wymieniali sobie spojrzenia
- nie odpuszczasz - odpowiedziała w końcu.
- ciebie nigdy - zaśmiał się, a za nim i ona. Lubiła Zaca, ale tylko lubiła. Był typowym imprezowiczem, ale również zdolnym koszykarzem. Miał swoje wielbicielki, a jemu wciąż było mało. Ostatnio wziął sobie za cel właśnie ją, Lizzie Montgomery, a ona w sumie i jego. Był przystojnym mężczyzną, miał dość męskie rysy twarzy, szalone, zielone nieziemskie oczy. Pewnie gdyby nie Ian w tamtą noc to i z nim by skończyła w łóżku, nie brałaby go na poważnie, a teraz drażni ją jej przyjaciel, który rozmawia z inną dziewczyną, co kiedyś nie byłoby podobne do niej.
- to chodź zatańczymy - zaproponowała chwytając go za rękę.
- jak pani sobie życzy - zawołał radośnie jak małe dziecko.
To nie był klub, bardziej większy pub. Znajdował się nie daleko innych knajp i restauracji, które ładnie oświetlone umieszczone były blisko oceanu. Nie było parkietu, ale było nie wielkie miejsce by można było potańczyć, choć mało kto kiedy tańczył. Zazwyczaj właśnie oni. mala . Gdy dwójka tańczyła, White pożerał ich wzrokiem.
- na pewno miedzy wami nic nie ma ?- musiała jeszcze raz spytać się, bo była w pełni przekonana, że pomiędzy tą dwójką coś święci się.
- jesteśmy przyjaciółmi Amy. Jest dla mnie jak siostra - odrzekł pewny siebie.
- okey - uśmiechnęła się - może też zatańczymy? - zapytała.
- pewnie - zgodził się. Kilka par rytmicznie tańczyło do nowego przeboju Shawna Mendesa. Obserwował jak przyjaciółka jego śmieje się wykonując obroty, jego kolega przechylił ją do tyłu przetrzymał bez problemu. Odgięła głowę do tylu, wtedy pocałowała ją w szyję
i od razu podniósł do góry. Pokręciła głową. No to go zdenerwowali.
- szlak - mruknął sam do siebie po cichu.
Tym razem i ona spoglądała na niego nie raz jak tańczył, uśmiechnięty był. Tak dawno nie cieszył się - pomyślała. Cóz jeśli on z nią jest szczęśliwy to i ona z nim będzie
nawet gdy taki widok ja irytuje.
- szlak ! -krzyknęła w swoich myślach, gdy zobaczyła jak się pocałował ją w policzek, możliwe całkiem, że dziękował jej za taniec.
- idę do domu - powiedziała do swojego partnera.
- a ja ??..
- ty rób co chcesz
- znów mnie wystawiasz?
- ahh... nie po drodze nam Zac - zaśmiała się. Musiała przystąpić do działania. Nie podobał się jej ten widok.
- Ian - przerwała im tą ,,miłą chwilę - będę szła. Zostajesz? - spytała.
- chyba nie musi cię odprowadzać i czytać książki na dobranoc ? - wtrąciła się blondynka, była już zła. Bardzo zła.
- oczywiście, że nie - popatrzyła się na nią wściekła.
- zostaje - odrzekł
- ah...- zaśmiała się w duchu - okey - powiedziała jakby nigdy nic i wyszła. I znowu to samo....Ian White będzie jej przyjacielem, ale zarazem dupkiem.
***CDN***
Witajcie to znowu ja, mam nadzieję, że podoba się?. Przepraszam was za błędy jeśli wystąpią do ideału mi daleko i liczę, że zrozumiecie. Łapcie kolejną część, a ja lecę do kontynuacji. Miłego dnia wam życzę!.
Pozdrawiam/ An Caroline
Dodał/a: An Caroline w dniu 9-03-2019 - czytano 306 razy.
Słowa kluczowe: Lizzie

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Do Trzech Razy Sztuka III"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)