Do Trzech Razy Sztuka II

Lizzie
3.
Była cheerleaderką dla jego drużyny. W liceum już stala sie szybko kapitanem, a teraz tu, w miejskiej drużynie, w której Ian White był jednym z najlepszych zawodników. Wciąż pamiętała jak pierwszy raz wybrały się na casting do szkolnego zespołu. Od razu zostały przyjęte. Od dziecka obie lubiły tańczyć, krzyczeć, wygłupiać się i miały zdolności do akrobacji. Mogła założyć się, że z nią by odważyła się robi nawet te akrobacje w locie. Brakowało jej strasznie, szczególnie na treningach. Nie raz z Natalie spędzały czas u niej w pokoju tworząc nowe układy z pomponami a rodzice przychodziły do nich prosząc o cisze. Ian wtedy wstąpił do Czarnych Orłów z Seattle.
Często czerwienił się na widok przyjaciółek gdy wrzeszczały i piszczały na jego widok podczas kibicowały. Śmiał się i kręcił głowa niedowierzaniem
głową. Niezłego obciachu mu robiły, ale lubił to i szybko przyzwyczaił się. Gdy Lizzie otrzymała ,,awans na kapitana w zespole cheerleaderek on rywalizował z Ethanem Richardsonem o role kapitana. W końcu on wygrał. W klasie maturalnej już nie musiał, ponieważ ten drugi przeniósł się do Nowego Yorku.
***
- więc jakie jeszcze masz marzenie Natalie? - zwróciła się do koleżanki gdy siedziały na podwórku przy ławkach szkolnych delektując się słońcem w strojach cheerleaderek. Wtedy miały barwy delikatnej bieli więc musiały uważać na każdym kroku by nie pobrudzić, a było bardzo
łatwo.
- hmmm...zakochać się - odpowiedziała.
- romantyczka - przewróciła oczami brunetka, choć doskonale o tym wiedziała.
- no co ? chyba każda dziewczyna chce
- no nie bardzo - parsknęła.
-ahh no tak. Jest taka jedna - powiedziała z ironia.
Tak to Natalie była poprawną romantyczką w porównaniu do niej. Wiedziała, że i tak osiągnie swoje marzenie. Była piękną dziewczyną, o niewinnej i delikatnej urodzie. Ona również została wytypowana na królową balu.
Zostały zgłoszone trzy dziewczyny ona sama, Natalie i jeszcze Bridget Young oficjalne zło liceum dla Lizzie, ale i tak nie przejmowała się. W zasadzie to nie prosiła się o to by znaleźć się
na tej liście, ale z namową przyjaciółki nie zrezygnowała. Blondwłosa dziewczyna twierdziła, że miały większe szanse na wygraną. One były we dwie, a Bridget jedna. Królem został ku żadnemu zdziwieniu Ian White. Po kryjomu Lizzie sfałszowała wyniki i dla przewodniczącej samorządu szkolnego jakim była jej przyjaciółka podała karteczkę z jej imieniem. Cieszyła się wraz z radością blondynki. To było takie piękne choć zawsze istniał cień szansy, że wszystko może wydać
się. Piękną parą byli. Elegancko ubrani tańczyli swój taniec ,,władców. Oczywiście i Lizzie Montgomery zarezerwowała Iana do walca rozpoczynającego całe te uroczyste wydarzenie dla absolwentów liceum więc również mogła przez chwilę poczuć się jak królowa w ramionach przyjaciela.
***
Ian White Wiedział, że jest bardzo potrzebny w najbliższych meczach, ale po prostu czuł pustkę, która go przerażała w tym czasie, a tymczasem szalone, zielone oczy wpatrywały się w nią z pożądaniem. Całowała się na kanapie u siebie w domu. Dziękowała, że mieszka sama. Zawdzięczała ten dom rodzicom, którzy w końcu ulegli jej i złożyli się po połowie. Nie był wielki, dla niej idealny. Dół i strych, z którego zrobiła swoją sypialnie. Przebywali teraz dole. Po rozwodzie rodziców obiecała sobie, że nigdy nie zakocha się, nie zwiążę się i nie zaangażuje. Wszystkich traktowała na jeden raz. Tym razem padło na niego, Zaca Parkera.
Zdjęła zwinnie z niego biały t-shirt i rzuciła na podłogę. Całował ją po szyi, na co westchnęła z przyjemności. Opadli na kanapę, a po chwili usłyszała pukanie. Uniosła głowę do góry upewnić się czy dobrze słyszy.
- udawajmy, że nie ma nas - usłyszała nad sobą ciemnego blondyna. Należał również do drużyny. Zac Parker totalny kobieciarz, ale jej to nie przeszkadzało, bo nie zdziwiłaby się jak w opinii chłopaków ma taką samą jak on.
- czekaj - zepchnęła go z siebie po czym wstała w pospiechu, na co mruknął z niezadowolenia. Podbiegła do drzwi okrywając się szarym kardiganem. Stał on.
- Ian ? - wykrztusiła rozpalona i lekko zaczerwieniona. Jego oczy od razu zauważyły kolegę z drużyny no i ją. Wiedział, że przyjaciółka korzysta z życia i ma jedną jedyną zasadę w swoim życiu zero zaangażowania. Wiedział doskonale, że każdego traktuje jako jednorazowa przygodę, kto miał dwa razy z Lizzie Montgomery musiał nieźle jej zaimponować. Do trzech razy nigdy nie doszło.
- ja sory... nie w porę - podrapał się po swojej krótkiej brązowej czuprynie.
- niee…. Zostań - złapała go za rękę. - Zac już wychodził - oznajmiła, wciągając przyjaciela do pomieszczenia
- wychodziłem ? - dopytał się głos z kanapy.
- tak - popatrzyła na niego surowo.
- do zobaczenia w takim razie - złapał ja za talie od tylu i złożył pocałunek w policzek na co przewróciła oczami obojętnie.
- do zobaczenia stary - poklepał Iana po ramieniu i wyszedł.
- jesteś z nim ? - spytał.
- coś ty! - oburzyła się - wiesz, że związki nie są dla mnie - odrzekła podchodząc do kuchni, która była połączona z tym samym pomieszczeniem chwyciła za butelkę wina i popiła. To zabawne, kiedyś w sumie też lubił korzystać z życia, ale dzięki Natalie uspokoił się, może to było z zamiarem Lizzie. Pamiętał jak chciała by związali się ze sobą i tak się stało po jakimś czasie. Pierw zbliżyli się a potem wyszło samo.
- po co przyszedłeś?
- ja.... przeprosić - powiedział ze skruchą.
- mhm... - mruknęła - chodź - złapała go i prowadziła na górę do swojego pokoju. Wiedział, że swój pokój traktuj jako tylko jej świat, jej prywatność. Nikogo tu nie wpuszczała po za nim i jego...Natalie. Od razu przypomniało mu się jak wspólnie przerabiali ten strych w jej pokój
Ściany, wraz z drewnianą podłogą były koloru białego. Wspomniał jak walczył z tym srebrnym nie wielkim delikatnie eleganckim żyrandolem z czego śmiała się ona. Meble były szare, komoda, szafa, polki na ścianach, szafka przy białym łóżku, który był przykryte szarym kocem. Usiedli na nie i oparli się o ścianę plecami.
- byłem egoista - wyznał
- prawda - przytaknęła i popiła trunku po czym dala mu, bez wahania popił.
- przepraszam...ty byłaś non stop przy mnie a ja.... ty byłaś sama - popatrzył na nią - wspierałaś mnie, po prostu byłaś...
- bo tak robię przyjaciele - położyła mu dłoń na ramieniu
- dziękuję
- do usług. wiesz, że jesteś najważniejszy dla mnie. to samo Natalie ale jej nie ma...i wiem że chciałaby abyśmy dalej żyli - zamilkła na chwilę - Zawsze pomagała ci koszykówka - upomniał
- ale jak ja tam mam pójść wiedząc, że jej nie będzie.
- będzie Jest z nami cały czas. - zapewniła. Popili ponownie czerwonej cieczy.
- jesteś najlepsza - szepnął.
- wiem - wzruszyła ramionami po czym lekko zaśmiali się, czując lekkie wirowania w głowach - rób swoje Ian, a jakoś przebrniemy to - pocieszyła go na co skinął głową.
- to jest te wino? - zapytał - bo wydaje się mocne ... - pomasował się po brzuchu, na co zaśmiała się.
- samodziełka mojego taty - odpowiedziała.
- super - uśmiali się wspólnie. I popatrzyli się na siebie.
- nie dam ci się poddać - wyznała - ona tego by nie chciał - dopowiedziała. Twarze ich zbliżały się do siebie, poczuła strach ale tez fascynacje. Stop ! co ona wyrabia ?!
- Ian.... - szepnęła. Zignorował ją i wpił się w jej usta. Zaatakował ją!. Ian White, jej przyjaciel zaatakował, ale dobre to uczucie, dobrze smakował i jeszcze ten smak wina, od, którego już szumiało jej już w głowie. Wsiadła mu na kolana twarzą do niego, a on przycisnął ją do siebie za pośladki, podobało jej się to. Opadli na łóżko po czym przenieśli się w świat w zupełnie dla nich obcy, w świat rozkoszy, fascynacji, ekscytacji i ogromnej żądzy.
4.
Zbudziła się z ciężką głową i obolałą spojrzała w bok nie było go. Odetchnęła z ulga, a po chwili spięła się.
- ja pier...- mruknęła. Była przekonana, że to będzie ciężki dzień.
Wstał wcześnie, choć to ona była rannym ptaszkiem, spojrzał w bok dalej spała. Nazywał się szalonym przez swój wyczyn. To była jego przyjaciółka uderzył otwartą dłonią o
ścianę w kabinie prysznicowej. Miał przebłyski z nocy, to jak poznawał jej ciało, jej ciche jęki. Przełknął ślinę z wrażenia, jego ciało nadal drżało na same przypomnienie. Pokręcił głową, jakby chciał
Dotarła na salę gimnastyczną gdzie odbywały się jej treningi i chłopców. Była wcześniej by przećwiczyć nowy układ, gdy wchodziła nie mogła uwierzyć w to co widzi, aż szybkim krokiem odwróciła się schowała za ścianą.
- cholera! - pisnęła. Ian White pod koszem, rzucający piłką. Lubiła go podziwiać, zawsze był taki idealny w tym co robił. Wzięła jeszcze głęboki wdech i w końcu weszła na sale. Znieruchomiał na jej widok. Od razu wspólne chwile wróciły i jej, i jemu. Dała by sobie rękę uciąć, że zaczerwieniła się.
- nie mogę uwierzyć - wydusiła.
- ani ja - odparł. Zastanawiali się o czym mówią. Ona miała pierw na myśli jego tutaj, a potem w sumie o nich, on natomiast tylko o tym drugim.
- jesteś tu...
- chyba posłuchałem się ciebie
- Ian.. to co wczoraj... - zaczęła mówić zmieszana.
- przepraszam - wydusili z siebie na raz po czym uśmiechnęli rozbawieni.
- jesteśmy przyjaciółmi prawda? - dopytał.
- najlepszymi - skinęła głową.
- i tak zostanie - uśmiechnął się łagodnie.
- byliśmy pijani - zaczęła się wyjaśniać
- nie masz co tłumaczyć się - zapewnił.
- na pewno?
- taak.
- dzięki - uśmiechnęła się, po czym przytulili do siebie, a po chwili weszli na sale pozostali zawodnicy i część dziewczyn nie ukrywający zadowolenia z widoku Whitea
Co chwilę spoglądał na miejsce w którym powinna być jego była dziewczyna, po chwili spojrzał na jej przyjaciółkę pokazującą kroki dla swoich koleżanek puściła oczko jakby chciała pokazać, ,,że jest i że wszystko będzie dobrze. Odetchnął i uśmiechnął się sam do siebie.
- między wami cos? - usłyszał za sobą. To był Zac Parker.
- nie no coś ty... wiesz, że jest przyjaciółką moją.
- tak, tak… to dobrze - wyszczerzył szereg białych zębów - bo nieźle wkręciła mi się.
- tobie każda wkręca się - mruknął.
- ale taka jak Lizzie, to nie jak każda - zanucił zadowolony, a on zaśmiał się i pokręcił głową. To prawda nie jeden chciałby mieć Lizzie, ale ona albo spławiała każdego, albo nikogo nie traktowała na poważnie wiedział, że to przez jej rodziców. Rozwiedli się jeszcze jak była w liceum od tego momentu przestała wierzyć w miłość.
Musiała przyznać, że czuła się nieswojo przy nim, jednak udawała swoją naturalnosć i swobodę przy nim, a on zastanawiał się jak ona tak potrafi. Dlaczego akurat teraz?, przecież nigdy nie zdarzyło im się coś tak podobnego, no prawie nigdy...
***CDN***
Dodał/a: An Caroline w dniu 6-03-2019 - czytano 301 razy.
Słowa kluczowe: Lizzie

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Do Trzech Razy Sztuka II"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)