Do Trzech Razy Sztuka I


Siedziała po zmroku wpatrzona w wyłączony telewizor. W tle unosiły się szepty nowej piosenki Singrid ,,i dont want to know.
Po prostu siedziała skulona i wsłuchiwała się w utwór. Na noc miała w zwyczaju nastawiać spokojne, smutne piosenki by móc się wypłakać do woli gdy nikt jej nie widział.
Miała otulić się kocem, ale wciąż leżał obok złożony w kostkę. Rozglądała się po całym pomieszczeniu jakby poszukiwala kogoś ducha, ale nikogo nie było. Jeździła wzrokiem po kuchni połączonej z salonem w którym ona siedziała. Przelatywała wszystkie ściany, blat kuchenny, krzesła. Jakby odtwarzała jakieś sceny. Napila się z kieliszka do wina wody wyobrażając, że to wino, a po jej policzka poleciałe słone łzy. Po chwili drzwi wejściowe otworzyły się nawet nie drgnęła, a w nich ukazała się dwudziesto trzy letnia,
wyższego wzrostu, wysportowana, długowłosa blondynka. Była pewna siebie, jakby wiedziała, że teraz własnie tu musiała przyjść. Chociaż ona o to nie prosiła. Bez problemu wślizgnęła się do środka, jakby to było najnormalniejsza czynność, a była to Amy Shelley.
Od razu wyśledziła swoimi turkusowymi oczami dziewczynę na ciemnej kanapie. Włosy miała spięte w luźny kok, ubrana w luźny sweter i czarne legginsy siedziała z przyciśniętymi kolanami do klatki piersiowej. W tym stanie była jeszcze mniejsza niż wyglądała i to nie czynił ją taką wzrost metr sześćdziesiąt trzy, tylko jej teraźniejszy stan.
Na pocieszenie by powiedziała, że jej czekoladowe pasma wciąż wyglądają idealnie, ale powstrzymała się. Była nieco blada, a oczy miała podkrężone, z orzechowych tęczówek mogła wyczytać pustkę i smutek. Westchnęła, koleżanka na nią zwróciła wzrok i wpadła jeszcze głośniejszy szloch. Amy bez wahania przyspieszyła krok i wskoczyła do niej na kanape.
Nic nie mówiać przytuliła koleżankę. Pozwalała jej wypłakać się czekała az uspokoi się. To nie pierwsza taka sytuacja, a brunetka była wdzięczna, że po prostu o nic nie pyta.
Wtuliła się w jej ciało jak skrzywdzone dziecko, a druga z nich kołysała ją niczym matka.
- pamiętasz jak kiedyś mówiłaś, że ci jeszcze podziękuję? że przyznam ci racje ? - chlipnęła - to wcale nie dziękuję i nie miałaś racji - chlipnęła.
- Lizzie...- szepnela wciaz bujając się na boki wraz z nią.
- nie chcę już tego czuć, nie chcę nic nie czuć, chcę wrócić do przeszłości. Do momentu gdy było wszystko na swoim miejscu - wyznała łkając, a ból, który w tym momencie czuła nigdy takiego nie czuła. Wszystko ją rozrywało na drobne kawałeczki. W tle leciała następna
przygębiająca piosenka Jess Glynne - ,,Take Me Home.
- dasz radę - wydusiła Amy - jutro będzie nowy dzień
- ale ja nie chcę kolejnego dnia...nie chcę bez niego - zawyła, a druga dziewczyna poczuła jak jej oczy robią się wilgotne.
- wszystko się ułoży - zapewniła - Jesteś najdzielniejszą osobą jaką znam
Wcale nie miała takiego wrażenia. Czuła się tak słaba jak jeszcze nigdy. Straciła siłę już wtedy. Wtedy gdy wszystko wywróciło się do góry nogami. Rozległ się cieniutki, niemowlęcy płacz, a dziewczyna od razu zerwała się na nogi.
- spałaś coś? - zatrzymała ją Shelley.
- tak w dzień...noc zostawiam na płacz - chrząknęła, a dziewczyna pokręciła głową z niedowierzaniem.
- połóż się, ja nią się zajmę - powiedziała zmierzając na schody, które prowadziły na górę
Płożyła się na kanapie i okryła miękkim kocem. Zamknęła oczy i siegnęła pamięcią do pierwszego dnia gdy wszystko poszło tak jak nie powinno.
2.
Dwa lata wcześniej:
Siedziała na tej samej kanapie. Wciąż słyszała jeszcze głośną muzykę w swoich uszach, czuła zapach alkoholu. Choć zmęczona to i szczęśliwa. Pomasowała chwile swoje obolałe od szpilek stopy i przymknęła na chwile oczy. Dzwonek telefonu nieźle ją zirytował i spojrzała na
wyświetlacz i odebrała. Gwałtownie zerwała się na równe nogi.
- jadę - rzekła do telefonu.
Przetransportowała się szybko do głównego szpitala w Seattle.
Biegła ile sił miała w nogach. Specjalnie założyła adidasy do czerwonej sukienki by być jak najszybciej przy bloku operacyjnym.
- co z nimi? - wykrztusiła gdy znalazła starszą blondwłosą kobietę. Miała około czterdzieści lat, modnie ubrana z lekkim makijażem od razu rzuciła się w objęcia dziewczyny.
- mieli wypadek, tuz po tej całej imprezie. Ktoś walnął ich na zakręcie, Ian stracił panowanie... nie wiem co...
- cssiii... będzie dobrze - próbowała uspokoić, choć sama była przerażona. Miała wrażenie, że występuje w jakimś odcinku ,,Greys-Anatomy. Nie dawno była tak zmęczona, a teraz jej organizm był tak rozbudzony, że nie potrzebowała kawy, ani energetyków.
Kilku godzinna operacja usłyszała, po czym mogła odetchnąć z delikatną ulgą, przeszła na drugą stronę i spojrzała na dwójkę starszego małżeństwa i mężczyznę w białym fartuchu. Łatwo wyczytała z ust:
- przykro mi - wydusił z zaciśniętymi ustami i wtedy to się stało. Wtedy świat jej się zawalił, a życie wywróciło się do góry nogami.
Weszła na sale gdy jeszcze mogła. Personel medyczny właśnie odłączał ją od różnych urządzeń. Była jak zwykle piękna i te długie złote włosy, które i tak idealnie ułożyły się. Brakowało jej otwartych oczu, chciała ponownie zatopić się w jej zielone oczy pełne tajemnic. Fakt, że Natalie Lorens od dziś będzie wracać do niej tylko we wspomnieniach był koszmarem. Rozpłakała się nad zwłokami najlepszej przyjaciółki opadając bezsilnie na kolana.
Całą noc przesiedziała w niewygodnym fotelu, choć już tak przyzwyczaiła się, że nie czuła bólu ani nic. Wpatrywała się w jasną twarz na zmianę z różnymi monitorami, ekranami i wsłuchiwała się w równe pikanie. Jakby pilnowała by nie zmieniło swojego natężenia. Oczy miała podpuchnięte co chwilę obgryzała skórki co do niej nie podobne i po prostu patrzyła. Zadawała pytanie,, i co teraz będzie?.
Usłyszała lekkie kaszlnięcie wraz z rankiem od razu zerwała się na nogi i podeszła do łóżka. Gdy spojrzała w błękitne oczy kamień spadł jej z serca.
- Ian - szepnęła i delikatnie uśmiechnęła się.
- co...co się stało?...- cicho mówił i słabo, a po chwili rozszerzył oczy jakby wszystko do niego wróciło - Natalie? - dopytał.
Nie wiedziała co powiedzieć, lekarz prosił by z początku oszczędzać jego nerwy, ale sama wie, że chciałaby znać od razu prawdę. Łzy jej poleciały po policzkach szybkim strumieniem, a jego twarz jeszcze bardziej pobladła. zamknął oczy a z kącików zewnętrznych oka uleciały kropelki łez.
Straciła najbliższą przyjaciółkę. Nie było dnia gdy chciała sięgnąć po telefon i po prostu zadzwonić i powiedzieć, żeby przyszła do niej. Nie było dnia kiedy chciała po prostu pójść do niej i nie było dnia gdy po prostu o niej nie myślała.
Został jej jeszcze jeden przyjaciel i dziękowała Bogu. Ian White był dla niej najważniejszą osobą w życiu. Codziennie odwiedzała go, patrzyła jak robi postępy w terapii i rehabilitacjii. Współczuła mu z całego serca, ale po prostu milczała przy nim. W koncu mógł wyjść ze szpitala i w domu nabierał jeszcze więcej sił. Miał pasję - koszykówkę, ale nawet za nią nie tęsknił nie umiał spojrzeć na piłkę, co zauważyła brunetka. Położyła mu dłoń na kolanie. Miała smutne oczy, wiedział że też cierpi. Z Natalie znała się jeszcze dłużej niż z nim. Pamiętał doskonale jak poznali się. Akurat był wyśmiewany i poniżany przez rówieśników Lizzie Montgomery od razu przystąpiła to ataku i pomogła mu. Do tej pory nie wie dlaczego. W liceum role się odwróciły i nie raz to on jej pomagał przy natrętnych nastolatkach.
Miała nadzwyczajną urodę zawsze to widział. Czekoladowe, proste włosy zwisały do biustu. Orzechowe ciepłe oczy patrzyły ze współczuciem. Długie rzęsy miała temu mało kiedy się malowała. Dziękował jej w duchu za wsparcie, ale miewał momenty w, których chciał być sam
- może pójdziesz na trening jutro? - spytała.
- nie mam ochoty
- nie długo eliminacje - przypomniała nieśmiało.
- w których nie będę brał udziału
- jak to? - zaskoczona zapytała.
- nie ! nie jestem gotowy nie rozumiesz? ! Może ty jesteś, ale nie ja ! bo to nie Ty straciłaś!
- hej !!!- wcięła mu się - nawet tego nie kończ !! - ostrzegła go ! - myślisz, że nie brakuje mi jej ! że nie tęsknie ?! nawet nie wiesz z jaką siłą! a wiesz dlaczego !? bo nie obchodzi cię to ! - wrzasnęła a z jej oczu wypłynęły łzy.
- Lizzie... - uspokoił się nie co i podszedł do niej, a ona odskoczyła jak poparzona na co zmartwił się.
- była moją przyjaciółką na długo nim my się poznaliśmy więc nie mów, że nic nie straciłam !!! - przemówiła ostrym tonem - jestem tu z tobą dzień w dzień. Wspieram jak mogę, wiem że cierpisz jesteś rozżalony, ale ja jestem tu dla ciebie ,a ty... przez te cztery miesiące nawet nie kiwnąłeś palcem by sprawdzić jak ja się miewam?! - załkała - więc kto to tu kogo nie rozumie !? - Pokręciła głową niedowierzanie wzięła swoje rzeczy.
- daj znać jak w końcu oprzytomniejesz... czas najwyższy - dopowiedziała i wyszła.
- Lizzie ! - krzyknął, jednak nie wróciła, na co uderzył o oparcie krzesła zdenerwowany.
***CDN***
Witajcie ponownie !!!.
Czy jest jeszcze jakaś część, która mnie pamięta?? :))
Jestem w trakcie tworzenia czegoś nowego, a to oto pierwsza część.
Zaczerpnijcie powietrza, włączcie dobrą muzykę i zapraszam do następnej wspólnej przygody.
Miłego czytania. Pozdrawiam !
Dodał/a: An Caroline w dniu 18-02-2019 - czytano 155 razy.
Słowa kluczowe: Lizzie

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Do Trzech Razy Sztuka I"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)