Der Tiger von Malaysia

Moim pierwszym Superhiro w życiu nie był Janek z "Czterech Pancernych" ani Kloss. Facetem który zawłanął moją wyobraźnią był Sandokan. Generalnie był to smagły, malezyjski Janosik kręcony w Niemczech. Sceny walki, pościgów, mocny makijaż Sandokana i hipnotyzująca muzyka. Gdy w telewizji leciał Sandokan wszystkie piaskownice, trzepaki, plac do grania w beki przy szkole, wszystko pustoszało. Kto na drugi dzień nie wiedział co było w Sandokanie był nikim. Oczywiście nie wszyscy na ulicy żyli Sandokanem, a już na pewno nie wszyscy rzucali swoje zajęcia żeby dać sie porwać egzotycznej przygodzie Tygrysa Malezji. Na pewno nie był taką osobą Wietnam. Wietnam jest do dzisiaj stałym elementem wystroju dzielnicy krążącym wtedy w magicznym trójkącie: Ogrody Mecenasa - przychodnia gruźlików - budka "Bambino". Właściwie kolejność powinna być odwrotna, bo "Bambino" z czterema rodzajami lodów na patyku było centrum tego wszechświata. Ksywa Wietnam powstała z bliżej nieokreślonego wyobrażenia Wietnamczyka, bez możliwości porównania do oryginału bo byliśmy wtedy wszyscy biali. Wietnam miał jednak lekko skośne oczy i to wystarczyło. Miał też wiele lat później małego vana na francuskich numerach dookoła którego było sporo legend. To było apogeum jego życia. Niestety tak jak van po jakimś czasie przestał jeździć a potem służył już tylko jako magazyn by w końcu przerdzewieć na wylot jednak wciąż na fikuśnych, żółtych francuskich blachach tak życie Wietnama powoli traciło rozpęd. Jednak w czasach Sandokana był dla mnie wielkim, groźnym facetem, bezkarnym watażką, wszechmocnym żulem śmiejącym się w twarz pracującej szarej masie. Ja w zamian byłem żyjącym fobiami dziewięciolatkiem. Na przykład idąc klatką schodową na wysokości drugiego piętra NIGDY nie dotykałem poręczy. Kurwa, latami. To chyba wystarczy żeby opisać kim byłem. Więc wiem że zaraz będzie Sandokan. Zielony Poljot z komunii jest bezwzględny. Wiem, że dupa, że moja ukochana muzyka już leci. Leci z wszystkich możliwych okien. Biegnę od pętli. Już blisko. Koło szewca stoi on. Pieprzony Wietnam. Oczywiście nie musi ogladać Sandokana, bo on żyje NAPRAWDĘ. Ma prawdziwe przygody o których wiem na pewno. Morderstwa, strzelaniny, rozboje. Wszystko bezkarnie bo jest demonem zła. Wszystko to wtedy kiedy ja przesypiam najlepsze chwile życia. No i stało się:
- Ej, mały stój
Nieruchomieję. Po prostu przyszłości nie będzie. Przyszła kryska. A przecież mam dobre oceny. Żegnaj okrutny świecie.
- No co ty, Sandokana nie oglądasz?
- Eee, noo, eee no właśnie biegnę na Sanodkana.
- No to leć.
I pobiegłem. Od tego czasu, jak każdy, kto od losu dostał szansę na drugie życie wiem że zawdzięczam to sile wyższej. W moim przypadku tylko i wyłącznie Sandokanowi, Tygrysowi Malezji.
Dodał/a: pies co paczy w dniu 27-12-2016 - czytano 748 razy.
Słowa kluczowe: krótkie opowiadanie pies co paczy

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Der Tiger von Malaysia"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)