Dawna znajomość
W.Szymborska
Isabell stanęła przy oknie .I znowu deszcz - wyszeptała bębniąc palcami w parapet.Rozejrzała się po opustoszałej ulicy wypatrując czerwonej Toyoty. "Cholera , zawsze musi się spóźniać ?!" - Pomyślała ze złością. Zamaszystym gestem wyciągnęła telefon z kieszeni, wykręciła dobrze znany sobie numer.Po usłyszeniu kolejnego " Abonent jest czasowo nie dostępny...." z rezygnacją rzuciła komórkę na stół . Zawsze tak samo - podsumowała ściągając eleganckie czarne obcasy , zrzucając karmelowy płaszcz. Powłócząc nogami udałą się do kuchni . Szybkim gestem włączyła radio . Znów Whitney Houston , stwierdziła przewracając oczami. Następna stacja. Wiadomości regionalne . "....świadkowie twierdzą że to kierowca czerwonej toyoty był sprawcą wypadku na moście Świętokrzyskim. Po zderzeniu z czarnym Fordem jego auto dachowało a następnie zatrzymało się na pobliskim drzewie" - Isabell drżącą ręką dała głośniej "...... Jego stan jest krytyczny. ".- Przecież to nie może być...Boże , proszę tylko nie to - wyszeptała łamiącym się głosem. W biegu z powrotem włożyła buty , chwyciła płaszcz. - Cholera , klucze ! - zawracając zgarnęła je ze stołu, w międzyczasie znów wykręcając jego numer. Modliła się żeby odebrał , powitał ją tym swoim ciepłym , niskim głosem ..."Abonent jest czasowo niedostępny" . Nie , nie , nie , nie ,nie - pierwsze łzy spływały jej po policzkach . Wybiegła na deszcz.Przystanek taksówek był dwie ulice dalej... Telefon . - Halo ?Poproszę taksówkę na Makową 12. Tak , Makową . Tylko szybko. Nerwowo zakołysała się na obcasach . Miała ochotę biec , krzyczeć . Taksówka jeszcze dobrze nie wyhamowała kiedy zaczęła do niej wsiadać . - Dokąd ? - spytał roztrzęsioną kobietę taksówkarz. No właśnie dokąd ? Pomyślała Isabell . Warszawa jest wielka ...Najbliżej mostu Świętokrzyskiego jest... - Do szpitala Orłowskiego proszę. Taksówka ruszyła . Zdawało się że jedzie całe wieki .Deszcz wciąż dudnił o szyby i dach samochodu. Po 30 minutach które trwały w nieskończoność, wreszcie dojechali do szpitala . Isabell wcisnęła banknot taksówkarzowi i wybiegła z taksówki nie czekając na resztę. W budynku zaczepiła pierwszą lepszą pielęgniarkę pytając gdzie leży Sebastian Zakrzewski , ofiara wypadku . - A kim Pani jest dla pacjenta ? - Kobieta wydęła swoje wąskie wargi oczekując na odpowiedź. - Narzeczoną - Odparła Isabell bez wahania . - Pan Sebastian ,aktualnie znajduje się na oddziale intensywnej terapii .Nikt oprócz lekarzy nie ma tam wstępu . Niech Pani poczeka przed salą 7.... - Zmierzyła ją wzrokiem -... I ochłonie chwile - dodała. - Na pewno - Syknęła Isabell ze sztucznym uśmiechem. Podbiegła przed wskazaną przez pielęgniarkę sale . Jej obcasy stukały na posadzce . Stanęła przed drzwiami walcząc ze sobą żeby ich nie otwierać . - Oby ta 7 okazała się szczęśliwa - pomyślała. Wycofała się sprzed drzwi i zajęła miejsce na małym szpitalnym krzesełku. - W takich chwilach ludzie zapewne modlą się ....Isabell zmarszczyła czoło -Kiedy ja ostatni raz się modliłam ? Kiedy byłam w kościele ? - Westchnęła głośno, zacisnęła ręce we pięści i uniosła głowę do góry. Z jej ust popłynęły ciche słowa :Cześć . Pewnie mnie nie pamiętasz....Cóż chyba nie powinnam wymagać byś pamiętał kogoś kto olał Cię totalnie....Wiesz , jakoś brakuje mi wiary ,siły .Zwracam się do Ciebie z prośbą , której i tak pewnie nie wysłuchasz, Ja nie ....Cholera, Ja nawet nie wiem czy Ty istniejesz.Po prostu... potrzebuje oparcia, opoki w ten pieprzony deszczowy dzień. Więc słuchaj...Boże. Mam sprawę . Znasz Sebastiana prawda ? Na pewno znasz , to taki kochany , dobry duszek . Jest w kościele częściej niż Ja. Jest cholernie dobry... najlepszy. Więc..Nie zabieraj mi Go . Proszę . Ja wiem , My często się kłócimy , rozstajemy , potem znów wracamy .....Ale nie zabieraj Go do Siebie ....Proszę . On jest dla mnie wszystkim ..Ja obiecuję , zacznę chodzić do kościoła , zacznę się modlić , będę dawać na tacę ....Wszystko co zechcesz ..Proszę....A jeśli..Jeśli koniecznie chcesz kogoś zabrać ....to ...To weź mnie.Weź mnie , nikt za mną nie zapłacze.Nikt nie zapłacze za kimś takim jak ja . To mnie usadź w tej czerwonej Toyocie , to mnie wyślij w centrum tego cholernego wypadku...Ale nie Jego. Proszę . Proszę ....- Schowała twarz w dłoniach .
Trwała tak przez jakiś czas , w bezruchu. Z tego stanu wyrwał ją dźwięk otwieranych drzwi . Podniosła oczy . Stał przed nią lekarz.
-Pani jest z rodziny pacjenta ?
- Jestem Jego narzeczoną .
- Może pani wejść .
Z duszą na ramieniu Isabell otworzyła drzwi sali nr. 7 . Na łóżku w rogu sali leżał Sebastian podłączony do mnóstwa aparatur . Wokół niego kręcili się jacyś lekarze i kilka pielęgniarek.
- Sebastian ! - wyszeptała , podbiegając do niego .
- Jego stan jest stabilny. Miał złamanie otwarte w prawej nodze i uszkodzone żebra. Teraz już wszystko jest w porządku.
- Kochanie - wyszeptała Isabell głaszcząc go po kasztanowych włosach.
- Wszystko będzie dobrze.Miał dużo szczęścia - powiedział pokrzepiająco lekarz. - Za jakieś 4 godziny powinien się obudzić . Zostanie Pani tutaj ?
- Tak , ja ..Zostanę - Odpowiedziała. Lekarz szybkim krokiem opuścił sale.
Isabell siedziała tak chwilę wpatrzona w Sebastiana . Nagle uśmiechnęła się, podniosła głowę do góry i wyszeptała "Dziękuję"
