Czy warto jej zaufać ?
Siedziałam tam, patrząc bezradnie na scenę. Wokół pełno ludzi, każdy inny, każdy nieznajomy. Na środku małe brzdące tańczące z balonikami. Muzyka gra, wszyscy się cieszą. Dlaczego tylko ja mam grobową minę? Co chwilkę spoglądając na sms-a od niego otoczenie robiło się szare, bezsensowne. Czułam się jak w najgorszym koszmarze. W moich oczach było widać łzy. Wyglądały jak malowane. Piękne niebieskie, szklane oczy. Nagle z rozmyśleń wybudziła mnie mama. Jedyna osoba która rozumiała mnie jak nikt inny. Ufałam jej najbardziej, wiedziałam że mnie nigdy nie zawiedzie. Słysząc jej słowa poczułam ulgę.
- Kochanie, chodź. Idziemy do cioci.- wyratowała mnie tymi słowami z przepaści smutku, nędzy i rozpaczy. Szłam "z głową w chodniku". Nie miałam żadnych chęci do uśmiechu, do chodzenia, do rozmowy, do życia. Gdy doszłyśmy usiadłam w ciepłym fotelu spoglądając na ekran telewizora. Nic nie słyszałam, nic nie czułam, widziałam tylko obraz, obraz grubego faceta z kartkami w ręku czytającego wiadomości. Miałam dość. W miarę możliwości ta jedyna osoba, jedyna i wyjątkowa, czyli mama próbowała mnie pocieszyć. Lecz co to da? Kiedy serce pęka na tysiąc małych kawałeczków. Nic. Wróciwszy do domu położyłam się spać, chcąc zapomnieć o tym dniu, który zniszczył to co było piękne.
Rankiem przywitało mnie słonko za oknem, pachnące bułeczki i gorąca czekolada. Nadal było mi źle, ale starałam się z całych sił o tym nie myśleć. Musiałam się przygotować do szkoły. W końcu 2 liceum to nie przelewki. Pełno sprawdzianów, kartkówek, prac domowych. W nauce nie ma miejsca na rozterki miłosne. Dlatego szybko zjadłam śniadanie, wypiłam czekoladę, wyciągnęłam z szafy jakieś ciuszki które nie odznaczały się zbytnio.Nie miałam ochoty na jakieś modowe eksperymenty. Zarzuciłam torbę na ramię i ruszyłam ku szkole. Idąc ulicą zastanawiałam się nad sobą, nad życiem jakie prowadzę. Dużo osiągnęłam do tej pory. Znakomite osiągnięcia w szkole jak i w modelingu. Charakter? Jestem miła, lecz czasem potrafie ostro pokazać różki. Z myślami doszłam do wielkiego budynku. Stałam tam patrząc na ludzi wchodzących i wychodzących. Gapili się na mnie, a ja? Nie zwracając na nich uwagi stałam tak oglądając całą architekturę. Wielkie okna, z kolorowymi firankami, dach zrobiony z brązowych dachówek, budowla stworzona z pomarańczowych cegieł. Niby zwykły budynek, ale to on miał w sobie coś takiego co przyciągało większość uczniów. Sam przymus obowiązku nauki to nie był, ale coś więcej. Rozglądam się w lewo, potem w prawo.Widzę koleżanki i kolegów z gimnazjum, pełnych radości. To te same osoby które w poprzedniej szkole narzekały na naukę, na wczesne wstawanie ? W pewnym momencie zaczęłam dostrzegać że dopiero teraz przejrzałam wszystko na oczy. Ta miłość przysłoniła mi cały otaczający mnie świat. Czułam się strasznie z tą myślą. Idąc do przodu rozglądałam się to tu, to tam. Moim oczom ukazały się tajemnicze drzwi. Były inne niż reszta. Wyróżniały się kolorem, dodatkami, po prostu wszystkim. Postanowiłam tam zerknąć. Chwyciłam za klamkę, gdy nagle coś mnie odrzuciło do tyłu. Upadłam. Byłam w szoku. Czułam tylko obolały tyłek. Widziałam jak jakiś chłopak stoi nade mną i mówi coś do mnie, ale nic nie słyszałam. Machał do mnie, pokazywał palce, widziałam jego smutny wyraz twarzy. Miał piękne niebieskie oczy, niczym ocean oświetlony promieniami słońca. Jego włosy były brązowe, lśniące, średniej długości. Wyglądały tak czarująco, rzucały się na boki co jeszcze bardziej odsłaniało ich piękność. Zauważyłam że w uchu ma kolczyk. Ale nie psuł całego wyglądu, ale przeciwnie dopełniał go. W pewnej chwili zaczęło do mnie dochodzić to co mówi chłopak stojący z wyciągniętą ręką. Chwyciłam się i wstałam. Patrzył na mnie wzrokiem radości. Uśmiechnęłam się.
-Nic Ci nie jest ?- zapytał się ów nieziemski chłopak. Jego głos był taki męski a zarazem jeszcze młodzieńczy.
Byłam jak w jakimś nietypowym transie. Przez głowę przechodziły mi myśli co on takiego robi? dlaczego tak mnie zafascynował? co się ze mną dzieje? W końcu zdołałam z siebie wydukać trochę słów.
-Nie, wszystko w porządku. Przepraszam.
-Boże, jak dobrze. To ja Cię przepraszam. Mogłem uważać. Mam nadzieje, że nic ci nie zrobiłem.
-Nie, jedynie mam obolały tyłek.- i w tym momencie zaczęliśmy się śmiać. Miałam wrażenie że świat znowu zaczyna nabierać kolorów, ale nie mogłam pozwolić na coś więcej niż przyjaźń. Ten fakt mnie trochę przybił, niestety byłam świadoma że ostatnio dużo się wydarzyło w moim sercu. Zanim zacznie na nowo funkcjonować to trochę potrwa.
-A tak w ogóle to jestem Mark.
-Miło mi, Ja Asia.
-Słodkie imię.- gdy wypowiedział te słowa pochłonęła mnie fala gorąca. Wydawało mi się, że policzki rumienią się jak buraczki które miałam mieć dzisiaj na obiad. Po chwilce Mark wyrwał mnie z rozmyśleń.
-Niestety muszę już iść na zajęcia. Mam nadzieje że się spotkamy.
-No ja również. Zobaczymy.- powiedziałam z uśmiechem. W pewnej chwili zauważyłam że zbliża się do mnie. Byłam oszołomiona a zarazem szczęśliwa. Dał mi buziaka w policzek i poszedł machając na pożegnanie. Stałam tak w miejscu jak kołek analizując co się wydarzyło. Czy to było naprawdę? a może to tylko sen? ...
- Kochanie, chodź. Idziemy do cioci.- wyratowała mnie tymi słowami z przepaści smutku, nędzy i rozpaczy. Szłam "z głową w chodniku". Nie miałam żadnych chęci do uśmiechu, do chodzenia, do rozmowy, do życia. Gdy doszłyśmy usiadłam w ciepłym fotelu spoglądając na ekran telewizora. Nic nie słyszałam, nic nie czułam, widziałam tylko obraz, obraz grubego faceta z kartkami w ręku czytającego wiadomości. Miałam dość. W miarę możliwości ta jedyna osoba, jedyna i wyjątkowa, czyli mama próbowała mnie pocieszyć. Lecz co to da? Kiedy serce pęka na tysiąc małych kawałeczków. Nic. Wróciwszy do domu położyłam się spać, chcąc zapomnieć o tym dniu, który zniszczył to co było piękne.
Rankiem przywitało mnie słonko za oknem, pachnące bułeczki i gorąca czekolada. Nadal było mi źle, ale starałam się z całych sił o tym nie myśleć. Musiałam się przygotować do szkoły. W końcu 2 liceum to nie przelewki. Pełno sprawdzianów, kartkówek, prac domowych. W nauce nie ma miejsca na rozterki miłosne. Dlatego szybko zjadłam śniadanie, wypiłam czekoladę, wyciągnęłam z szafy jakieś ciuszki które nie odznaczały się zbytnio.Nie miałam ochoty na jakieś modowe eksperymenty. Zarzuciłam torbę na ramię i ruszyłam ku szkole. Idąc ulicą zastanawiałam się nad sobą, nad życiem jakie prowadzę. Dużo osiągnęłam do tej pory. Znakomite osiągnięcia w szkole jak i w modelingu. Charakter? Jestem miła, lecz czasem potrafie ostro pokazać różki. Z myślami doszłam do wielkiego budynku. Stałam tam patrząc na ludzi wchodzących i wychodzących. Gapili się na mnie, a ja? Nie zwracając na nich uwagi stałam tak oglądając całą architekturę. Wielkie okna, z kolorowymi firankami, dach zrobiony z brązowych dachówek, budowla stworzona z pomarańczowych cegieł. Niby zwykły budynek, ale to on miał w sobie coś takiego co przyciągało większość uczniów. Sam przymus obowiązku nauki to nie był, ale coś więcej. Rozglądam się w lewo, potem w prawo.Widzę koleżanki i kolegów z gimnazjum, pełnych radości. To te same osoby które w poprzedniej szkole narzekały na naukę, na wczesne wstawanie ? W pewnym momencie zaczęłam dostrzegać że dopiero teraz przejrzałam wszystko na oczy. Ta miłość przysłoniła mi cały otaczający mnie świat. Czułam się strasznie z tą myślą. Idąc do przodu rozglądałam się to tu, to tam. Moim oczom ukazały się tajemnicze drzwi. Były inne niż reszta. Wyróżniały się kolorem, dodatkami, po prostu wszystkim. Postanowiłam tam zerknąć. Chwyciłam za klamkę, gdy nagle coś mnie odrzuciło do tyłu. Upadłam. Byłam w szoku. Czułam tylko obolały tyłek. Widziałam jak jakiś chłopak stoi nade mną i mówi coś do mnie, ale nic nie słyszałam. Machał do mnie, pokazywał palce, widziałam jego smutny wyraz twarzy. Miał piękne niebieskie oczy, niczym ocean oświetlony promieniami słońca. Jego włosy były brązowe, lśniące, średniej długości. Wyglądały tak czarująco, rzucały się na boki co jeszcze bardziej odsłaniało ich piękność. Zauważyłam że w uchu ma kolczyk. Ale nie psuł całego wyglądu, ale przeciwnie dopełniał go. W pewnej chwili zaczęło do mnie dochodzić to co mówi chłopak stojący z wyciągniętą ręką. Chwyciłam się i wstałam. Patrzył na mnie wzrokiem radości. Uśmiechnęłam się.
-Nic Ci nie jest ?- zapytał się ów nieziemski chłopak. Jego głos był taki męski a zarazem jeszcze młodzieńczy.
Byłam jak w jakimś nietypowym transie. Przez głowę przechodziły mi myśli co on takiego robi? dlaczego tak mnie zafascynował? co się ze mną dzieje? W końcu zdołałam z siebie wydukać trochę słów.
-Nie, wszystko w porządku. Przepraszam.
-Boże, jak dobrze. To ja Cię przepraszam. Mogłem uważać. Mam nadzieje, że nic ci nie zrobiłem.
-Nie, jedynie mam obolały tyłek.- i w tym momencie zaczęliśmy się śmiać. Miałam wrażenie że świat znowu zaczyna nabierać kolorów, ale nie mogłam pozwolić na coś więcej niż przyjaźń. Ten fakt mnie trochę przybił, niestety byłam świadoma że ostatnio dużo się wydarzyło w moim sercu. Zanim zacznie na nowo funkcjonować to trochę potrwa.
-A tak w ogóle to jestem Mark.
-Miło mi, Ja Asia.
-Słodkie imię.- gdy wypowiedział te słowa pochłonęła mnie fala gorąca. Wydawało mi się, że policzki rumienią się jak buraczki które miałam mieć dzisiaj na obiad. Po chwilce Mark wyrwał mnie z rozmyśleń.
-Niestety muszę już iść na zajęcia. Mam nadzieje że się spotkamy.
-No ja również. Zobaczymy.- powiedziałam z uśmiechem. W pewnej chwili zauważyłam że zbliża się do mnie. Byłam oszołomiona a zarazem szczęśliwa. Dał mi buziaka w policzek i poszedł machając na pożegnanie. Stałam tak w miejscu jak kołek analizując co się wydarzyło. Czy to było naprawdę? a może to tylko sen? ...
Dodał/a: BinkaMalinka w dniu 2-02-2012 - czytano 472 razy.
Słowa kluczowe: opowiadania nastolatek BinkaMalinka
Kategoria: Miłosne
Słowa kluczowe: opowiadania nastolatek BinkaMalinka
Kategoria: Miłosne
