Czerwona lilia (cz 3)

Obudziłam się w jakimś białym pomieszczeniu.Umarłam? Przede mną pojawiła się jakaś postać..kobieta w podeszłym wieku.
- Już się pani obudziła?
- Umarłam? - zapytałam chropowatym głosem. Kobieta uśmiechnęła się
- Na szczęście nie.Jesteś wśród żywych.Gdyby nie szybka reakcja twojego kolegi to by cię tu nie było. Miałaś w sobie śmiertelną truciznę którą musieliśmy natychmiast usunąć z twojego organizmu.
- Dziękuje.
- To nie mi dziękuj, podziękuj temu który cię uratował. Oh! Zapomniałam że on przed drzwiami stoi! Starość nie radość. - zamknęłam oczy. Szybko je otworzyłam uświadamiając coś sobie...co z Lucy!? Przecież zostawiłam ją tam samą. Może Sasha miała jeszcze jedną paczuszkę? Zauważyłam że ktoś mi się przygląda z rozbawieniem. Super, jak zawsze ten durny uśmiech. Spróbowałam usiąść ale każdy mięsień mojego ciała bolał.Loren do mnie podszedł.
-Czekaj pomogę ci - gdy w końcu się udało, usiadł na małym krzesełku przyglądając mi się.
- Gdzie jest Lucy? Czy..wszystko z nią w porządku? - zapytałam zmartwiona. Uśmiechnął się tak jakby..z czułością?
- Nic jej nie jest. Uratowałaś jej życie. Gdy ja zadzwoniłem po karetkę to z klubu wybiegła Lucy i Nick. Nick od razu dzwonił na policję i złapali Sashę z narkotykami. Patrick jest załamany, serio. Chyba nikt się tego nie spodziewał. Ale..jak ty to zauważyłaś? - spytał
- od dłuższego czasu ją obserwowałam. W sumie..was wszystkich. Nudziło mi się, nie miałam co robić więc obserwowałam. Potem zjawiłeś się ty, dlatego tak uciekałam. Musiałam jej pilnować...Nie obserwowałam jej tylko chwilki, a ona...może gdybym bardziej jej pilnowała. - Loren przerwał mi
- Uratowałaś życie Lucy nie zważając czy sama nie zginiesz! Powiedziałaś mi że Sasha ma narkotyki, policja to wykryła, Zrobiłaś bardzo dużo, Więc nie mów takich rzeczy. - spoglądał na mnie bardzo poważnie..aż ciarki mnie przeszły.
- Ile ja już tu siedzę?
- z dwa dni? Ale wygląda na to że jakoś się trzymasz.- spojrzałam na niego. Mogłam mu się teraz bardziej przyjrzeć niż wczoraj. Był wysportowany, lekko rozczochrane włosy i te zielone oczy.....chwila co?
- Co ty tu w ogóle robisz? Przecież mnie nie znasz a teraz tu sobie siedzisz jak nadopiekuńczy brat. - uśmiechnął się z tym głupawym spojrzeniem.
- Lucy mi powiedziała w którym szpitalu jesteś. Jedna myśl nie daje mi spokoju.Wtedy w klubie powiedziałaś że nie możesz przebywać w takich miejscach . Muszę się dowiedzieć dlaczego? - zaczęłam się śmiać ale po chwili przestałam bo wszystko mnie bolało.
- na prawdę o tym myślisz? Mam duszności więc kiedy jestem w zaludnionych miejscach lub gdy jestem niespokojna to ciężko mi oddychać. - spoglądał na mnie zszokowany.
- Więc ten narkotyk jeszcze bardziej ci zaszkodził.....byłaś o krok od śmierci. - spoglądałam w ścianę. Byle nie na niego.
- Tak, wiedziałam o tym. Ale Lucy jest dla mnie najważniejsza..dla niej pójdę w ogień. Ona i jej rodzina zrobiła dla mnie coś za co zawsze będę im dłużna. Teraz jestem jeszcze tobie dłużna. Ocaliłeś mi życie, dziękuje. - spojrzałam na niego. Miał taki dziwny wyraz twarzy...nie mogę określić czy to smutek, wzruszenie czy co.
- Uratowałem ci życie więc nie spieprz tego życia jasne? - uśmiechnął się. Odwzajemniłam ten uśmiech.
- Postaram się. Jasna cholera...a co ze szkołą? Teraz to kompletnie będę odmieńcem. - zamknęłam oczy. Super fajnie zacznę tą szkołę.
- Nie martw się bo w szkole jesteśmy całą paczką. Ja, Nick, Patrick i jeszcze pewna osoba której nie znasz ale jestem pewny że się dogadacie! - powiedział wesoło. Spojrzałam na niego. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę że ten trzyma moją dłoń....co wyglądało komicznie bo jestem niska i przy nim moja dłoń była jeszcze mniejsze. Zaczęłam się rumienić....nie no super. Jeszcze to musi mnie dobić..mam bladą cerę więc nic nie zakryje tego buraka.Chciał chyba coś powiedzieć ale przeszkodziło mu otwieranie drzwi. Od razu zabrałam jego dłoń ze swojej a ten zaczął się chichrać. Skarciłam go wzrokiem i spojrzałam na gościa. A raczej na gości. Alex i Lucy przyszli mnie odwiedzić. Ten się wesoło uśmiechał a jego kuzynka spoglądała na mnie spod spuchniętych oczu. Widać po niej że długo płakała.
- Zrób coś z tą beksą bo od dwóch dni płaczę w domu. Nawet jak do szkoły szła była przybita. - spojrzałam na nią. Widziałam po jej reakcji że zaraz się na mnie rzuci. Gdy już to zrobiła przytuliłam się do niej spoglądając na chłopaków.
- Dajcie mi pogadać z Lucy. Mamy wiele do obgadania. - kiwnęli tylko głowami i wyszli. Jeszcze przez dłuższy czas przytulałam Lucy głaszcząc ją po głowie i starając się ją uspokoić od płaczu. Gdy w końcu mi się to udało usiadła to krzesełku na którym przed chwilą siedział Loren.
- Jak się czujesz? - spytała mnie już bardziej opanowana.
- Każdy mięsień mnie boli ale będę się starać jak najszybciej wrócić do szkoły.- mrugnęłam do niej okiem.- A jak tam klasa? Będzie świetnie jak przyjdę do niej. Zajęłaś mi już miejsce? - powiedziałam z rozbawieniem
- No właśnie, musimy o tym pogadać. Bo przyszedł list ze szkoły w którym piszą że w mojej klasie jest za dużo osób i że przepisali cię do innej klasy biologiczno-chemicznej.
- czyli taka niespodzianka dla nowej? Super..będę sama w klasie z osobami których nie znam. No trudno, muszę dać sobie radę. - spoglądała na mnie smutno. - oj nie martw się. A teraz opowiadaj jak wygląda szkoła.
--------------------------------------------------
W szpitalu musiałam siedzieć do końca tygodnia.A teraz tak tu sobie siedzę i patrze czy wszystkie książki spakowałam. Już dziś idę do szkoły...trochę się boje. Do pokoju zapukała Lucy.
- Wchodź!-krzyknęłam. Weszła spojrzałam na nią. Szare rurki, czarna koszulka z czaszką i ta fryzura emo. Ahh cała Lucy. Oczywiście ja preferuje styl mini panienki. Sukienkę biało-błękitną z czerwonym paskiem na talii z mini dekoltem. Na szyję mój ulubiony łańcuszek z kłódeczką.Do tego czerwone kolczyki i szare bolerko. Rozpuściłam włosy dla lepszego efektu, a były strasznie długie..wręcz do połowy ud.
- Cudnie wyglądasz- skomentowała Lucy. Uśmiechnęłam się
- Ty też - puściłam jej oczko.Nałożyłam kremowe buty na niewysokim koturnie,wzięłam swoją torbę i razem wyszłyśmy pod dom. Czekała tam na nas limuzyna. Chwila co?
- Lucy, o co tu chodzi? Tu tak zawsze? - kiwnęła głową - on chyba wie że nie lubię się wyróżniać i perfidnie to wykorzystuje.
- ty i tak się już wyróżniasz z tymi włosami. - parsknęłam. Weszłyśmy do limuzyny i pojechałyśmy. Oglądałam widoki, chciałam jak najwięcej zapamiętać. Jeśli będzie dalej taka pogoda to może wrócę piechotą do domu? Zobaczymy. Gdy limuzyna się zatrzymałam myślałam że się załamię,strasznie się bałam. Lucy wyszła pierwszą i już ją chmara uczniów okrążyła. Widocznie jest bardzo lubiana. Gdy ja wyszłam jeszcze więcej osób się zwaliło.
-jak masz na imię?
- to ty jesteś przyjaciółką Lucy
- Śliczne włosy
- Aleś ty piękna
Poczułam jak ktoś złapał mnie za włosy, o nie tego za wiele. Myślałam że się zaraz wydrze ale ktoś złapał mnie za rękę i wyciągnął z tego tłumu. Nie no, znowu on.
- A ty znowu mnie ratujesz? - zapytałam spoglądając na niego.Miał na sobie zieloną koszulkę i czarne jeansy. Ciekawie wyglądał. Widocznie też jest wielbiony bo każda dziewczyna mdlała na jego widok. O, to zła oznaka dla mnie. Już i tak za bardzo się wyróżniam. Doszliśmy do budynku i zaciągnął mnie do jakiegoś kąta gdzie nikogo nie było.
- Księżniczki muszą być ratowane - puścił mi oczko - mówiłem ci że się wyróżniasz
- niby kiedy to mówiłeś? - spytałam zdziwiona - uśmiechnął się
- teraz - odsunęłam się od niego bo był za blisko mnie.
- dobra, nie ważne. Muszę znaleźć swoją klasę.
- a w której jesteś...- spojrzał na telefon. Widocznie dostał jakąś wiadomość- ups sorki, brat ma jakiś problem. Lece, pa! I pobiegł w dal..super. Szłam tak przez chwilę szukając klasy. Nagle zobaczyłam jakiegoś blondyna odwróconego do mnie tyłem
- ymm przepraszam?? - nie odwrócił się. Poklepałam go i spojrzał w moją stronę.
- O siema Elizabeth..
- ..skąd mnie znasz? - zapytałam zdziwiona
- tu są same plociuchy. Takie wieści szybko się rozchodzą długowłosa. Jestem Mike.
- miło mi ale teraz mam mini problem...nie mogę odnaleźć klasy matematycznej.
- jesteś w biologiczno-chemicznej? w porządku, zaprowadzę cię.
Szliśmy przez chwile rozmawiając. Gdy doszliśmy spojrzałam na drzwi klasy.
- dzięki Mik..- odwróciłam się ale go nie było.Cóż, szybko znika.Usłyszałam dzwonek, postanowiłam że wejdę ostatnia. Gdy wszyscy już weszli westchnęłam i weszłam do klasy.
-----
I co? Podoba się?? Jakoś mi się dzisiaj nudziło więc pomyślałam że coś napiszę.. proszę, jeśli możecie to komentujcie ^^ motywujecie mnie do pracy.
Dodał/a: Anaela w dniu 24-01-2015 - czytano 2181 razy.
Słowa kluczowe: opowiadania nastolatek miłość szkoła klasa Loren Eliza Lucy Anaela

Komentarze (7)

truskawka5565dnia 2015-01-24 17:13:49.

Jest super! Pisz szybko następną część! ;**

wikidnia 2015-01-24 17:40:01.

Oczywiście, że się podobało. :) Świetnie. Jak dla mnie to trochę dziwny ten Mike. Pisz szybciutko. Czekam i pozdrawiam ;)

Aktaladnia 2015-01-24 18:57:42.

Genialne!!! Pisz dalej;-)

zauroczona dnia 2015-01-24 21:51:37.

motywuje motywuje motywuje motywuje pisz dalej fajne opowiadanie.

Hope ;*dnia 2015-01-24 22:04:59.

Super czekam na dalsze części :*

Alicednia 2015-01-25 13:33:31.

Tak! Jak najbardziej pisz dalej! :D

Misakidnia 2015-01-25 17:51:43.

*Motywuje* Pisz dalej :33

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Czerwona lilia (cz 3)"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)