Cyrograf rozdział lX

Zostaliśmy tak przez dłuższą chwilę. W końcu zwiotczałe ciało dało mi do zrozumienia, że śpi. Powoli się podnoszę aby nie obudzić śpiących "zwłok". Gdy stoję już prosto, zza pleców dochodzi do mnie głos.
-Jakież to słodkie.
Charakterystyczny, ironiczny głos. Nie wiem po co, ale tu przyszła. Co fakt jej obecność mnie nie zachwyca, wręcz irytuje jednak to nic nie da, że jej to pokażę. Pozostaję w tej samej pozycji i jedynie rzucam ironiczne z chytrym uśmiechem:
-No proszę. Sukki...
Po tym odwracam się do niej już z moją neutralną miną. A ton głosu stał się jak zawsze w jej przypadku pogardliwy.
-Po co tu przylazłaś?
-Dobrze wiesz, że nienawidzę gdy mnie tak nazywasz.
Zrobiła obrażoną minę po czym podeszła do mnie z uwodzicielskim spojrzeniem. Złapała mnie za kołnierz wyciągając się w moją stronę.
-Będę musiała cię ukarać...
Żałosne. Czuję jak próbuje mnie zepchnąć na łóżko jednak jest za słaba aby sprostać mojej sile. Cały czas pogardliwie się na nią patrzyłem. Przylegała cała do mojego ciała licząc, że mnie to ruszy.
-Powtórzę pytanie: Po co tu przyszłaś? Przerzuciłaś się na małe dziewczynki?
-Daj spokój. Udajesz niewzruszonego ale ja wiem... Wiem jak się tobą zająć.
Jej uwodzicielski ton się potęgował. Otoczyła długim cienkim ogonem moją łydkę. Mój wzrok pozostał nadal pogardliwy. Złapałem ją całą dłonią za dolną szczękę zmuszając ją by obserwowała moje pogardliwe spojrzenie oraz by skupiła się na tym co mówię. Przy okazji odsunęła się trochę co w końcu dało mi trochę swobody.
-Ty myślisz, że potrafisz mnie zmanipulować?
-Skąd...T-to twoja działka...
Ledwo wydusiła. Ściskałem bez ograniczeń jej szczękę bo przecież i tak jej się nic nie stanie, a przy okazji trochę ją to uciszy. Złapała obiema dłońmi za mój nadgarstek i zaczęła się delikatnie wiercić. Oraz to co lubię najbardziej:
-Trzęsiesz się. Czyżbyś się bała?
-J-ja... Puść...
Prychnąłem i rzuciłem nią o ziemię. Podniosła się trochę, ze łzami w oczach, które próbowała powstrzymać. Patrzyła ze strachem w oczach dalej się trzęsąc. Żałosne.
-Nigdy się nie nauczysz...
Westchnąłem. Zaśmiała się po czym bez trudu wstała otrzepując nogi z nieistniejącego brudu.
-Ehh zawsze rozpoznasz moje zagrywki. Jesteś sporym wyzwaniem.
To oczywiste, że udawała. Umiem rozpoznać kiedy ktoś zgrywa ofiarę. A zwłaszcza z jej strony jest to oczywiste. Ona i niewinność... Pfff dobry żart.
-Po prostu ty jesteś głupia.
Jej twarz od razu pokazała, że ją to stwierdzenie przeszyło.
-Demona nie uwiedziesz naucz się w końcu.
-Demona może...
-Moja najdroższa!!!!
Jeszcze tego tu brakowało. Dźwięk krótkich nóżek z kopytkami rozległ się po całym pokoju. Postanowiłem wygodniej ułożyć tą małą. Wziąłem ją na ręce i odkryłem kołdrę. W tle słyszałem dzikie krzyki Sukki i tego małego psychola.
-Odejdź! ODEJDŹ!
-*zboczone mamrotanie* *zboczone mamrotanie*
Z kim ja cholera muszę pracować. Westchnąłem i ułożyłem małą w łóżku, po czym ją przykryłem. Nagle poczułem ucisk na kostce. Sukki otoczyła ją swoimi rękami przyciskając do swojej prawie nagiej klatki piersiowej.
-Błagam pomóż mi!
-O co ci chodzi? Dopięłaś swego. Uwiodłaś demona.
Wyswobodziłem się z jej uścisku i podszedłem do ściany. Sukki nadal na niego krzyczała, posunęła się nawet do rękoczynów. A ten mały jak gdyby nigdy nic trzymał się kurczowo jej łydki i ocierał o nią policzek.
-Szef cię wzywał.
W końcu to powiedziała. Od niej zdobyć informacje to istny wyczyn. Jeżeli chodzi o mnie oczywiście. Upatrzyła sobie, że mnie uwiedzie i nie odpuści.
-Czego znowu chce?
Spojrzałem na nią. Na pewno zauważyła moje niezadowolenie z tego faktu. Kopnęła małego kleszcza w drugi róg pokoju i podeszła znowu do mnie.
-Nie przyszedłeś... Martwiłam się, że jakaś duszyczka cię przytrzymała... Aż byłam nawet trochę zazdrosna.
-Do rzeczy.
-Wzywał cię bo ostatnio nie dajesz znaku życia. Zastanawialiśmy się czy w ogóle istniejesz.
-Zabawne. Wiecie, że mam robotę.
-Przy 1 duszy tyle czasu? Daj spokój! Zawsze byłeś najszybszy ze wszystkich.
-Nie znasz szczegółów więc się nie odzywaj.
Ton mojego głosu przez cały czas pozostawał niezmienny. Bez emocji, neutralny. Najwyżej można by rzec, że pogardliwy. Podobnie twarz. Skrzyżowałem ręce na torsie tworząc barierę między nami.
-Więc zdra...
-Nie.
Zostawiłem ich. Wiem, że chciała szczegóły. Nie pozwolę jej kopiować moich technik. To byłby strzał w kolano, jedyne komu mam prawo albo wręcz obowiązek udzielać informacji jest szef.
Pojawiłem się w znajomym miejscu. Dookoła krwista czerwień, rozlegające się krzyki, płacz i błagalne modlitwy na które już raczej za późno.
-Wzywałeś mnie?
Nawet nie próbuję okazywać szacunku w poważnym tonie. Swobodnie opierałem się o ścianę z założonymi rękami.
-Możesz się z tego wytłumaczyć?
Cisnął plikiem papierów przede mną które rozleciały się na dość dużym obszarze.
-Jakiś problem?
-Czemu nie idziesz za wskazówkami?! Wyraziłem się chyba jasno?
-Wiesz, że nie ma sensu mi rozkazywać.
-Ty nie widzisz na jakie ryzyko nas narażasz?
-To skąd te sukcesy? Moje techniki są tek bezbłędne, że nawet to ryzyko przyniesie korzyści.
-O czym ty...
-O tym.
Pokazałem zdjęcie tej małej. Widząc jego minę domyśliłem się, że się wkurzył.
-Jaki ty masz w tym cel?
Zignorowałem jego pytanie mówiąc:
-Mała Alex Worker jak mniemam... 17 lat, 159 cm wzrostu... Mały kurdupel. Jakiś czas temu przeżyła pewien incydent...
-Po jaką cholerę mi to mówisz?!
Przerwał mi. Nie uznaje tego za istotne informacje więc oleje to wszystko co daje mi przewagę.
-Powiązanie.
-Nie zrobisz tego.
-Już to robię.
Spojrzałem w stronę Asmodeusa zwycięsko.
-Zawsze chodzisz swoimi ścieżkami... Dopóki twoja praca przynosi korzyść nie mogę ci tego zabronić. Jednak nie mogę ci też pozwolić.
Ehhh. Staruszek zawsze ma jakieś ale co do mojego naruszania "prawa".
-Obejdę to.
-Jak?!
Uwielbiam to jak się na mnie tak gniewnie patrzą. Mimo iż nie trzymam się wyznaczonych reguł nie są na tyle głupi by zniszczyć to co zaczęli. Jestem najefektywniejszy ze wszystkich i tylko dzięki mnie jesteśmy coraz bliżej sukcesu.
-Mam swoje sposoby.
Odleciałem. Nie mam zamiaru go dalej słuchać. Pogadałem sobie dosłownie byle jakie teksty byleby udać, że podaję mu informacje których oczekuje. Nie będą mną kierować.
Zbliża się poranek. Nie będę zwlekał i pójdę jeszcze kogoś odwiedzić zanim pójdę do małej.
-Witaj lovelasie.
Ten gość. Kayden jeżeli dobrze pamiętam. Siedzi na łóżku gapiąc się w podłogę.
-Co ja zrobiłem?
Pytał sam siebie. Jednak nie mogłem się powstrzymać przed odpowiadaniem mu.
-Jak to co? Wydarłeś się na nią.
-Cholera! Co się ze mną stało?
-Tak tak. Krzycz na siebie, wyklinaj, mów jak bardzo spierdoliłeś sprawę.
Co za żałoba. Przeżywa jakby nie wiem co się stało. Za ten czas rozglądałem się po jego pokoju. Informacje. Potrzebuję infor... Mam. Zepchnąłem album ze zdjęciami na podłogę patrząc na reakcję tego żałosnego typa. Podniósł się i sięgnął po album. Podniósł go i patrzył na okładkę.
-No dalej. Otwórz. Pokaż mi wasz świat. Jej świat.
Chwilę się wahał jednak po chwili otworzył. Zdjęcia mi wszystko powiedzą. Byli ze sobą blisko. Jest dla niej kimś ważnym... To już wiem więc niewiele mi to pomogło.
-Nie może tak być. Nie może mnie nienawidzić!
-No chyba na to za późno.
Co za idiota. Dlaczego po prostu do niej nie pójdzie, przeprosi, oświadczy się cokolwiek! Ale nie! Bo użalanie się jak baba jest lepsze. Miałem cię za twardszego gościa. Wiem, że ona wiele dla niego znaczy. Pokazuje to przez zachowanie jednakże jest za głupi by zrobić jakiś ruch. Czuje się bezradny przez samą świadomość, że ona go już nienawidzi przez to co się stało. Gdyby tylko się uważniej przyjrzał zobaczyłby, że jej nadal na nim zależy. Jednak jest ślepy.
-Co ja zrobiłem...
Zamknął album. Schował twarz w dłoniach. Nic się od niego nie dowiem. Gada tylko o tym jakim jest debilem i unika myślenia o małej. Jest jeszcze ktoś...

-Nie wierzę! I nie zrobiłeś dosłownie NIC od wczoraj?
Rozmawiała przez telefon z owym typem. Raczej jeszcze nic mnie nie ominęło. Dała go na głośnomówiący i zaczęła wiązać włosy przed lustrem.
-A co mam zrobić?
Brzmi jakby zwalał winę na małą. Niezły aktor.
-Okaż skruchę! Przeproś i będzie jak dawniej.
-Ale ona... ona też nie była niewinna!
Oho. Lovelasek pokazał ciemną stronę. Za nic nie da po sobie nic poznać. opowiedział jej wszystko co się stało.
-Słuchaj ona miała wypadek! WYPADEK! Jakiś debil wyciął jej...
-Tak wiem!
Krzyczy nawet na nią. Co jak co ale tak nic nie ukryjesz. Chyba, że macie podobny iloraz inteligencji.
-Czekaj muszę kończyć napiszę potem.
Rozłączyła się. Widząc jej minę wiem, że po prostu ma go dość. Chłopak grabi sobie u każdej dziewczyny. W ogóle się na nich nie zna.
-Jak ja go normalnie złapię! Skręcę ci kark, przyszyję, znowu skręcę...
Mamrocze do siebie naśladując dłońmi jakby już skręcała mu kark. Już lubię tą małą czarną.
-Nie mogę mu o tym powiedzieć! Nawet się nie przejął zbytnio tym faktem!
-Żebyś tylko widziała to co ja...
To rozumiem. Gdy jest zła zaczyna gadać. Informacje lecą z jej ust niczym wodospady. Dochodzi 10. Będę się zmywał do małej.

Nie wierzę. Nadal śpi. Nie mogę jej obudzić tradycyjnym sposobem bo nie mam kontraktu. Wobec tego... Zdzieram z niej kołdrę. Lekko otworzyła opuchnięte od płaczu oczy.
-Co... ty tu...
-Wstawaj nie mam dla ciebie czasu.
Nie mam zamiaru marnować czasu na rozmowy.
-Ale...co...
-Zamknij się. Bądź gotowa. Zaraz ta czarna zadzwoni i zabierze cię na miasto.
Patrzyła zdezorientowana. Nadal miała smutną minę. Błagam tylko mi tu znowu nie rycz!
-Ja...
Patrzyłem na nią. Widząc moją obojętną minę wycofała się.
-Teraz już nic nie powiesz?
Odwróciła wzrok.
-Brakuje ci stanowczości. Pff, Jesteś słaba.
Odszedłem by mogła się przebrać. Ludzie są doprawdy słabi.
Dodał/a: Little One w dniu 10-02-2019 - czytano 163 razy.
Słowa kluczowe: Romance fantasy demons

Komentarze (0)

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Cyrograf rozdział lX"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)