Cyrograf rozdział lV

Obudziłam się pobierając ogromne hausty powietrza. Oddychałam głośno jakby walcząc o każdy oddech, serce wali mi jak młotem. Każda cząstka mojego ciała zdaje się bać... Tylko czego? Za oknem jest jeszcze ciemno. Zegar wskazuje 3 rano. Cała się trzęsę, zalewając się zimnym potem chociaż jest mi aż za ciepło, próbowałam się uspokoić ale nic nie pomagało. Chodziłam nerwowo od łóżka do parapetu i z powrotem, w końcu postanowiłam usiąść na parapecie. Patrzyłam przez okno gdy nagle zrobiło się zimno. W ciągu kilku sekund temperatura spadła o dobre 10 stopni. Zaczęłam się rozglądać szukając czyjejś obecności którą nieustannie wyczuwałam. W rogu sali zobaczyłam czarną mgłę, tą samą jak przy śmierci klinicznej (a może to był sen?).
-Pokaż się!
Rozkazałam. Obserwowałam uważnie mgłę, gdy nagle z niej wyłoniła się czarna postać. Coś jakby mgła przybrała kształt człowieka. Oczywiście otworzyły się przy tym czerwone oczy.
-Wzywałaś?
Rzucił z wyzywającym głosem, posyłając mi szydercze spojrzenie.
-Dlaczego cię widzę? To jakiś sen?
Nawet jeżeli to byłby sen, miałam nadzieję, że to coś udzieli mi odpowiedzi. Nie wiem czy to ma sens czy nie. Chcę wiedzieć.
-Lepiej by było gdybym nim był... a może i nie? A może i lepiej zapłacić niewielką cenę za...
Urwał na sekundę. W tym czasie złapał mnie za podbródek przekręcając mi głowę lekko bokiem do siebie i nieco odchylając do tyłu odkrywając moją szyję. Wtedy pojawił się również jego uśmiech. Biały uśmiech w połączeniu z krwisto-czerwonymi oczami dawały znak poczucia wyższości. Ewidentnie czuł się silniejszy, z resztą był taki.
-...hm. Widzę, że łatwo nie odpuszcza. Będzie bić tak długo i tak mocno aby zrobić na złość śmierci. To już nie dzięki mnie.
-Dzięki tobie?
Chciałam spojrzeć mu w nieistniejącą twarz (same oczy i uśmiech to nie twarz). Lekko poluzował dłoń po czym całkiem ją zabrał. Powoli odwracałam głowę w jego stronę czując lekki strach.
-Nie pamiętasz? Walczyli... Twoje ciało. Ono nie chciało odpuścić...Jednak było za słabe. Sama jego walka cię wykańczała.
Z każdym zdaniem, słowem przez myśl przelatywały mi sceny z tego momentu. Gdy patrzyłam jak mnie reanimują. Gdy pojawiła się ta mgła... Gdy pojawił się ON.
-... Gdyby nie ja jutro by cię chowali. Ta siła. - Gwałtownie złapał mnie za rękę pociągając przy tym mnie do siebie. Poczułam coś jakby serce dostało niezłego kopa. Biło tak mocno, że mogłam je usłyszeć. Czułam jak krew płynie w moich żyłach, jak moje ciało nagle stało się tak silne, że jednym pstryknięciem mogłabym zniszczyć cały świat. - To ja ci ją dałem.
Przyglądał mi się z bliska. Widziałam już tylko jego ogromne czerwone oczy. Były pełne ognia, krwi i bólu. Mimo to było w nich coś co przyciągało.
-Niestety nie mogłem ci dać jej na zawsze.
Mówiąc to z nieukrywanie udawaną przykrością, zaczął odchodzić i puścił moją dłoń co spowodowało, że siła mnie opuściła, a wręcz jakby zabierała ze sobą połowę mojej własnej siły. Padłam na podłogę z parapetu. Zgięte łokcie i kolana na które spadłam zamortyzowały upadek. Znowu oddychałam ciężko, a serce walczyło mimo iż czuło wyczerpanie. Z biologii pamiętam, że jest odporne na zmęczenie więc wydaje mi się to dziwne.
-Kim jesteś?
Ledwo wyszeptałam, sapiąc przy tym. Czułam się tak słaba, że ledwo mogłam mówić. Próbowałam na niego spojrzeć jednak obraz mi się zaczął rozmazywać. Przykucnął przy mnie pomagając mi spojrzeć mu w oczy.
-Ty już bardzo dobrze mnie znasz. Moją propozycję również. Teraz decyzja należy do ciebie. To. Albo...
Gdy dotykał mojego podbródka znowu nabrałam sił tak jakby przekazywał mi ją za pośrednictwem dłoni. Mam tego dość.
-Przestaniesz się mną bawić?!
Odepchnęłam jego dłoń (albo raczej dym w jej kształcie), krzycząc na niego. Stałam już na równych nogach i patrzyłam na niego z czujnością i nienawiścią. Przybrałam pozycję gotową do ucieczki lub też ewentualnej walki. Siła mnie nie opuściła mimo iż już mnie nie dotykał. On nie wiedzieć czemu tylko się uśmiechnął i stał swobodnie. Patrzył na mnie z góry.
-Hn. Coś z ciebie będzie.
Zaczął się zbliżać. Cofnęłam się analizując każdy jego ruch.
-...Ale teraz. -Wplótł palce w moje włosy. -Idź spać.
Gdy to wyszeptał poczułam ogromną senność której żądałam jeszcze jakiś czas temu ale nie było mi dane jej odczuć. W zaledwie pół sekundy po wypowiedzeniu tego ostatniego zdania zasnęłam.
------------

-To śpiączka?
-Nie ma opcji. Po prostu jest słaba.
Słyszałam znajome głosy. Tak. Roza przyszła. Jak dobrze... tak bardzo dobrze. Cholera! Czy Kayden też przyszedł?! Nie! On nie może mnie tak zobaczyć. Nagle poczułam przypływ sił i wstałam.
-Proszę bardzo! Śpiąca królewna się obudziła. Ja was już zostawię.
Doktor wyszedł z sali. Roza patrzyła na mnie z udawanym uśmiechem. Nigdy nie lubiła łez ale teraz zaczęły się zbierać w jej oczach.
-Jak tam twardzielko?
-Roza, uśmiechnij się szczerze. Świat nie jest wcale zły.
-Hah, ty mi to mówisz?
-Przecież się uśmiecham.
Z nią zawsze mogłam swobodnie pożartować nawet z najbardziej bolesnych tematów co zawsze poprawiało nam humor. Tym razem również zadziałało. Uśmiechnęła się na chwilę spuszczając wzrok zasłaniając oczy prostą grzywką.
-Czy...
-Nie. Za 2 godziny będzie dopiero mógł przyjechać. Zadzwonię do niego.
-NIE!
Wyciągając dłoń w jej stronę, krzyknęłam nie ukrywając strachu. Widziałam w jej oczach zdziwienie, pytania. Cofnęłam dłoń ściskając ją lekko w piąstkę i przyłożyłam ją do swojej dolnej wargi i wbiłam wzrok w podłogę, cicho dodając.
-Nie może mnie tak zobaczyć. Przecież kto by chciał...
-No tak bo to jeden z tych debili patrzących na najmniejszą drobnostkę by uznać dziewczynę za niewartą zachodu.
Powiedziała jakbym co najmniej uraziła ją lub jej chłopaka.
-To na razie za dużo dla mnie. Kiedyś... Kiedyś dam radę ale nie teraz.
Nagle ktoś wszedł do pokoju.
-Widzę, odwiedziny już na legalu.
-Ty nadal tutaj?
Powiedziałam najbardziej pogardliwym głosem na jaki mnie było stać i rzuciłam mu równie pogardliwe spojrzenie, krzyżując przy tym ręce na piersi.
-Przestań bo pomyślę, że mnie lubisz.
Rzucił ironicznie opierając się o zagłówek (ten od strony nóg) mojego łóżka rzucając obojętne jakby znudzone spojrzenie.
-Kto to?
Zapytała Roza przystawiając dłoń do policzka kierując słowa w moją stronę i niedyskretnie wskazując na chłopaka kciukiem. Na jej twarzy widziałam zaciekawienie, mogłabym powiedzieć, że nawet podniecenie.
-Pfff żebym to ja wiedziała.
Te słowa skierowałam do Rozy widziałam, że chłopak chce zacząć odpowiadać jednak do niego powiedziałam:
-Nie interesuje mnie kim jesteś!
-Z kolei mnie: BARDZO! Jak się nazywasz? Co tu robisz? Jak tu trafiłeś?
Pytała Roza a on odpowiadał na jej pytania, jednak ja obrażona włączyłam telefon przeglądając różne bzdety byleby nie słuchać jak to się wspaniale dogadują. Słyszałam co jakiś czas wesoły głos, a nawet śmiech Rozy. Zgroza. Doprowadzało mnie to do szału.
-Mogę o coś prosić?
Powiedział słodkim głosem.
-O co tylko chcesz.
-Nie żebym się nudził ale zostawisz nas na chwilę samych? Chciałem coś jej przekazać, to dość osobiste więc wiesz.
-Spoko nie ma problemu. Hej Alex! Wrócę potem ok?
-Nie idź. To on ma wyjść.
-Wiesz co? Nie zaszkodziłoby gdybyś była milsza jak twoja przyjaciółka.
Musiał. Po prostu musiał się wtrącić!
-Ej! Bądź miła dla kolegi.
Roza mówiła to żartobliwie chcąc mnie podnieść na duchu. Jednak tego nie osiągnęła. Wyszła.
-Mów co chciałeś i idź.
Nie przerywałam pogardliwego tonu.
-Nie mów takim tonem.
On dalej mówił bez emocji. Patrzył na mnie z góry przez co czułam się jak zwierzyna w klatce (leżałam na łóżku więc nazwijmy je klatką), na którą patrzy łowca. Ot kolejna zdobycz. Naturalna kolej rzeczy.
-Mogę mówić jak mi się podoba.
-Nie do mnie.
Dlaczego nie przestanie nadużywać tej obojętności?!
-Szczególnie do CIEBIE!
Z każdym słowem chciałam podkreślić jak bardzo mnie denerwuje jego obecność. Podszedł do mnie po czym skierował moją twarz zmuszając mnie przy tym abym na niego spojrzała. A konkretniej w jego oczy. Początkowo chciałam odwrócić wzrok jednak od tego bolały mnie oczy. Gdy spojrzałam mu głęboko w oczy ujrzałam znajomy obraz, ale nie to mnie na początku przeraziło najbardziej.
-SZCZEGÓLNIE do MNIE, musisz zachować ostrożność.
Chciałam się odezwać jednak nie mogłam z siebie wydusić nawet jęknięcia. Te słowa tylko pogłębiły mój strach.
-Radzę ci. Jeżeli chcesz jeszcze kiedykolwiek zaznać spokoju nie podpadaj mi. Może się to na tobie źle odbić. Haha JA mogę to na tobie źle odbić.
Zaczęłam się trząść. Czułam otaczające mnie zimno, które zdawało się wchodzić mi pod skórę. Delikatne kłucie sprawiało irytujący dyskomfort jednak ja jakby sparaliżowana spoglądałam w jego krwisto-czerwone oczy.
Dodał/a: Little One w dniu 7-12-2018 - czytano 265 razy.
Słowa kluczowe: Demon Mroczny Chłopak Little One

Komentarze (1)

karolaaa0805dnia 2018-12-14 22:39:15.

O kurde! Ta część sprawiła,że chcę czytać dalej.
Musisz uważać na interpunkcje i czasami zwracać bardziej uwagę na ortografię. Całość jest w porządku,tylko jak dla mnie trochę za mało opisów bo trzeba się domyślać. Jestem ciekawa jak to dalej pociągniesz. Powodzenia!

Prosimy o nie dodawanie danych osobowych, adresów e-mail, numerów komunikatorów, numerów telefonów itp.

Komentarz do "Cyrograf rozdział lV"

(pole wymagane)

(pole wymagane)

(pole wymagane)